Łódzkie jako pierwsze województwo w Polsce przyjęło program pomocy finansowej dla leczących się metodą in vitro. Kwota na końcówkę 2018 rok jest mała - ledwie 200 tys. - ale decyzja sejmiku to kolejny patent na pomoc niepłodnym parom, którym PiS odebrał wsparcie finansowe. Program in vitro finansuje już co najmniej osiem miast

„Z niezrozumiałych dla mnie powodów temat wzbudza kontrowersje. Ja widzę tu tylko pomocną dłoń wyciągniętą do par, którym na drodze do upragnionych dzieci stoi niepłodność” – mówi OKO.press Joanna Skrzydlewska, wicemarszałek województwa łódzkiego.

Nieco inny pomysł wspierania leczenia metodą in vitro ma województwo zachodniopomorskie. W czerwcu 2018 zdecydowało o przeznaczeniu 300 tys. na ten cel, ale nie przekaże ich bezpośrednio niepłodnym parom lecz tym zachodniopomorskim samorządom, które rozpoczną u siebie program.

Dzieci Kopacz i Tuska wciąż się rodzą

W 2013 roku rząd PO-PSL wprowadził program dofinansowania zapłodnienia pozaustrojowego in vitro. Pary, które pomimo leczenia niepłodności, nie doczekały się dziecka przez 12 miesięcy, mogły skorzystać, na koszt państwa, z trzech prób tej procedury. Program rządowy miał obowiązywać do 2019 roku.

Prawo i Sprawiedliwość ucięło program od lipca 2017, ale „dzieci Tuska i Kopacz” wciąż się rodzą z zamrożonych zarodków.

Jak podsumowało ministerstwo zdrowia w listopadzie 2017,  program in vitro za rządów PO-PSL objął 19 617 par, urodziło się 8395 dzieci, co oznacza wysoką skuteczność 43 proc. Doliczając te z zamrożonych zarodków, łączna liczba dzieci z rządowego in vitro może przekroczyć 10 tys. Jedno takie dziecko „kosztowało” budżet 25 tys. zł.

Teraz województwo! 

Dofinansowanie in vitro w województwie łódzkim przegłosowano w grudniu 2017 roku, kiedy sejmik przyjmował budżet na 2018 rok. Inicjatorem był Piotr Bors, jedyny radny z SLD. Za byli radni PO i PSL, którzy mają większość w sejmiku (podobno ludowcy mieli wątpliwości). Ostatecznie za budżetem głosowało 18 radnych, a 12 radnych PiS było przeciw.

Wojewoda łódzki nie uchylił pozycji in vitro w budżecie.

„Rolą samorządu jest dawanie możliwości. Postanowiliśmy dać ją w tym obszarze, w którym rząd PiS zawiódł na całej linii. Sejmik rozpoczął przygotowania pilotażowego programu in vitro, na co przeznaczyliśmy 200 tys. zł. Do 9 lipca wybrana zostanie klinika realizująca to zadanie” – mówi OKO.press Joanna Skrzydlewska, wicemarszałek województwa łódzkiego (w 2006 roku, jako posłanka PO, przeprowadziła przez parlament poprawkę do ustawy przyznającą matkom adopcyjnym prawo do urlopu macierzyńskiego).

Do tej pory w województwie łódzkim tylko mieszkańcy Łodzi mogli liczyć na pomoc w doczekaniu się upragnionego dziecka. Dofinansowanie nie miały pary z innych miast, miasteczek i wsi.

Zwłaszcza tam, gdzie popularne jest Prawo i Sprawiedliwość, bezpłodne pary nie mają nawet co marzyć, że dostaliby dofinansowanie do drogiej procedury in vitro. W Bełchatowie, Tomaszowie Mazowieckim, czy Piotrkowie Trybunalskim zmiana władzy na inną niż prawicowa byłaby dużym zaskoczeniem.

Ich mieszkanki mogą liczyć tylko na modlitwę lub naprotechnologię.

Łódź śladem Częstochowy

Gdy PiS zamknął rządowy program in vitro jako pierwsze zareagowały samorządy miast.

Częstochowa, gdzie rządzi prezydent Krzysztof Matyjaszczyk z SLD, finansuje zapłodnienie pozaustrojowe już od 2013 roku, jeszcze zanim wszedł w życie program PO-PSL. W 2018 roku w budżecie miasta zapisano 150 tys. zł na pomoc dla 30 par.

Z częstochowskich doświadczeń skorzystali samorządowcy z Łodzi zarządzanej przez prezydent Hanną Zdanowską ze wsparciem koalicji PO i SLD. Od 2017 r. przeznacza na program milion złotych rocznie.

W maju 2017 roku urodziło się pierwsze dziecko z programu: Hania ważyła 3,59 kg i mierzyła 57 cm. Tuż po niej przyszły na świat bliźniaczki, a potem bliźniacy. Do czerwca 2018 w Łodzi urodziło się 80 dzieci.

„Zgłosiło się 548 par, 143 panie są w ciąży, 80 dzieci już się urodziło. Program cieszy się wielkim zainteresowaniem, co potwierdza, że niepłodność to choroba cywilizacyjna” – mówi Małgorzata Moskwa-Wodnicka, miejska radna SLD, która pilotowała wprowadzenie programu.

Pary, które chcą skorzystać z dofinansowania pozaustrojowego zapłodnienia nie muszą mieć ślubu. Łódź płaci za trzy procedury in vitro do 5 tys. zł za każdą. Pozostałe koszty są po stronie małżonków lub partnerów.

Kolejne miasta zastępują państwo

Sosnowiec w latach 2017-2020 przeznaczył na dofinansowanie zabiegów in vitro 800 tys. zł, po ok. 200 tys. rocznie. W marcu 2018 urodziło się pierwsze dziecko.

Gdańsk. W czerwcu 2017 radni przegłosowali (po raz drugi) program dofinansowania in vitro dla mieszkańców. Wcześniejszą uchwałę unieważnił wojewoda pomorski – powodem miał był brak opinii Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. Opinia dotarła, więc rada zajęła się tematem jeszcze raz.

W 2017 roku Gdańsk zarezerwował na in vitro 700 tys. zł. W 2018 roku – już  1,1 mln. To wystarczy na ok. 200 procedur in vitro co roku. Każda para ma prawo do trzech procedur i może uzyskać 5 tys. dofinansowania do każdej z nich. W kwietniu 2018 samorząd gdański poinformował o 50 ciążach.

Od  połowy 2017 roku program in vitro jest też w Warszawie. Roczny budżet to aż 10 mln zł, z programu skorzysta ok. 2,5 tys. par. Na jeden transfer (próbę in vitro) miasto przeznacza 5 tys., resztę (ok. 1,2 tys.) dopłacą same pary. Para może rocznie podjąć dwie próby.

Poznań przyjął dofinansowanie in vitro w 2017 roku. Przez cztery lata planuje przeznaczyć na to 2 mln zł, ok. 500 tys. rocznie i wspomóc 367 par starających się o dziecko.

Słupsk. W grudniu 2017 radni Słupska przyjęli program na lata 2018-2022, po ok. 100 tys. rocznie. W ciągu czterech lat skorzysta z niego 178 par. 

Szczecinek przeznaczył w 2017 roku na wspieranie in vitro sumę 100 tys. rocznie.

Szykują się Sieradz i Bydgoszcz.

Minister Konstanty Radziwiłł wprowadził w 2017 roku zmiany w ustawie o świadczeniach zdrowotnych, które można było wykorzystać do zablokowania programów in vitro w miastach. W wielu miejscach środowiska prawicowe prowadziły kampanie zniechęcająca do przyjęcia miejskiego in vitro. W Krakowie czy Wrocławiu udało się uciąć te inicjatywy.

Na początek zaproszą 39 par  

W programie województwa łódzkiego mogą wziąć udział pary ze stwierdzoną przyczyną niepłodnością lub nieskutecznym leczeniem niepłodności w czasie 12 miesięcy. Kobieta musi mieć od 20 do 40 lat. Wykluczone są pary, które już wykorzystały dofinansowanie do in vitro w Łodzi. W budżecie województwa zapisano na 2018 rok 200 tys. zł, co pozwoli na przeprowadzenie po jednej próbie zapłodnienia u 39 par.

To niewiele, ale Piotr Bors, radny Sejmiku Wojewódzkiego (SLD) ma nadzieję, że w 2019 roku znajdzie się więcej pieniędzy mówi OKO.press:

„Samorząd musi wziąć na siebie ciężar finansowania tego, z czego rząd PiS się wycofał. Rząd proponuje jakąś bliżej nieznaną naprotechnologię, która nie przynosi efektów, a przynajmniej nikt o jej sukcesach nie informuje. O in vitro wiadomo, że pozwoli wielu parom stać się rodzicami”.

Według Światowej Organizacji Zdrowia ok. 60-80 milionów par na całym świecie cierpi na niepłodność.

W Polsce ok. 15 proc. par bezskutecznie stara się o dziecko. Szacuje się, że zapotrzebowanie na leczenie niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego kształtuje się na poziomie 23-25 tys. par rocznie.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press