Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Fundacja Międzynarodowy Ruch Na Rzecz Zwierząt Viva!Fot. Fundacja Między...

Nie jest to pierwszy wyrok w sprawie Macieja M. O jego hodowli zaczęło być głośno 9 lat temu. To wtedy na teren, gdzie przetrzymywał około 300 zwierząt, w tym ponad 80 gatunków chronionych, między innymi tygrysy, lamparty i egzotyczne gatunki ptaków, weszli funkcjonariusze policji.

W przypadku dużych dzikich kotów ich właściciel wykorzystał lukę w prawie, która pozwalała na przetrzymywanie zwierząt uznawanych za niebezpieczne pod przykrywką prowadzenia działalności cyrkowej. Dopiero od paru lat polskie prawo nie pozwala już na przetrzymywanie tych ssaków w ramach zarejestrowanego cyrku.

Okazało się również, że z racji tego, że Maciej M. prowadził działalność cyrkową, mógł też „wymieniać się zwierzętami z innymi podmiotami”.

W opinii Międzynarodowego Ruchu na Rzecz Zwierząt – Viva! i ówczesnej dyrektorki poznańskiego ZOO, Ewy Zgrabczyńskiej, zwierzęta były przetrzymywane w skandalicznych warunkach, w zbyt małych i brudnych wybiegach, bez stałego dostępu do wody, co narażało je na cierpienie. To wystarczyło do wszczęcia postępowania prokuratorskiego.

Sąd nie miał wątpliwości

Po raz pierwszy Maciej M. usłyszał wyrok w 2020 roku. Wtedy sąd w Śremie uznał go za winnego naruszenia zakazu posiadania żywych zwierząt z gatunków niebezpiecznych dla ludzi i posiadania amunicji do broni palnej w sposób umożliwiający dostęp do niej osobom nieuprawnionym.

Maciej M. został skazany na grzywnę w wysokości pięciu tysięcy złotych. Wcześniej, w 2019 roku, ruszył inny proces w sprawie „cyrku” w Pyszącej. Toczył się przed sądem w Poznaniu i dotyczył aż 19 zarzucanych mu czynów. Wśród nich był między innymi nielegalny handel zwierzętami i znęcanie się nad nimi. To właśnie ta sprawa ujrzała swój finał w tym tygodniu.

Sąd w Poznaniu orzekł, że Maciej M. jest winny wszystkich 19 zarzucanych mu czynów. Tym razem usłyszał surowy wyrok. Kara łączna dwóch lat pozbawienia wolności, nawiązka w wysokości 110 000 złotych dla czterech organizacji społecznych, 10 lat zakazu posiadania zwierząt, 10 lat zakazu prowadzenia jakiejkolwiek działalności związanej z hodowlą zwierząt, 4 000 złotych dla ZOO w Poznaniu tytułem naprawienia szkody.

Maciej M. ma też zapłacić za koszty procesu i te, które poniosła Fundacja Viva! występująca w charakterze oskarżyciela posiłkowego.

Sędzia Joanna Rucińska tak uzasadniała wydany wyrok:

„W poczuciu całkowitej bezkarności, pod pozorem prowadzenia cyrku, nabywał i hodował coraz to więcej gatunków zwierząt, w tym takich, których posiadanie w jego sytuacji było zabronione. Przy czym zwierzętom tym nie zapewniał właściwych warunków bytowania i dodatkowo narażał wiele przypadkowych osób na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty zdrowia czy nawet życia, w związku z niewłaściwym zabezpieczeniem klatek.

Miał pełną świadomość, że jego działanie jest sprzeczne z obowiązującymi przepisami. Wypowiadając się na forum internetowym, wskazywał, że mimo rozporządzenia zabraniającego hodowli tych zwierząt, rozbudowuje hodowle i pisał w następujący sposób: »Wszystkie zwierzęta z pierwszej i drugiej kategorii rejestruję na cyrk. Ustawa mówi wyraźnie – cyrki i zoo – więc jestem cyrkiem, i pewne gatunki zwierząt mogę trzymać w przyczepie, jak to w cyrku bywa«”.

Maciej M. miał też nie reagować na prośby swoich pracowników o naprawienie niszczejącej infrastruktury w swojej hodowli.

Zdaniem sądu:

„Wymierzona kara będzie w ocenie sądu stanowiła sprawiedliwą odpłatę za popełnione przez Macieja M. przestępstwa i uświadomi nie tylko jemu, ale także jego ewentualnym naśladowcom, że popełnienie przestępstw, w tym z ustawy o ochronie zwierząt i ochronie przyrody nie popłaca i prędzej czy później prowadzi do właściwej reakcji wymiaru sprawiedliwości”.

To dobra wiadomość dla dzikich zwierząt

Anna Plaszczyk z Fundacji Viva! podkreśla, że wyrok Sądu Okręgowego w Poznaniu jest niezwykle ważny:

„Jest przełomowy z kilku powodów. Po pierwsze – mamy w nim najwyższą orzeczoną w historii ustawy o ochronie zwierząt nawiązkę – 100 000 złotych, co wynika z Ustawy o ochronie zwierząt. Ta dotkliwość finansowa może być dla przyszłych potencjalnych naśladowców Macieja M. mechanizmem ostrzegawczym i stopującym, bo nie od dziś wiadomo, że wysokie kary finansowe działają prewencyjnie. My wnosiliśmy o orzeczenie najwyższej możliwej nawiązki, bo skala działalności Macieja M. i czarnorynkowa wartość zwierząt była ogromna. Ale co chyba ważniejsze – ogromna była przyrodnicza wartość tych zwierząt. Oskarżony zgromadził wiele bardzo cennych przyrodniczo i krytycznie zagrożonych wyginięciem gatunków”.

Jak podkreśla przedstawicielka Vivy!, to nie jest jedyna kara, którą musi ponieść Maciej M.:

„Drugi element tego wyroku to dwa lata bezwzględnego pozbawienia wolności. I to jest kara łączną za 19 przestępstw. My wciąż podkreślamy, że orzekanie kar bezwzględnych ma być edukacyjne nie tylko dla sprawców, ale też dla całego społeczeństwa, bo daje sygnał, że nie ma zgody wymiaru sprawiedliwości na złe traktowanie zwierząt. Dodatkowo Maciej M. ma dziesięcioletni zakaz posiadania zwierząt i pracy ze zwierzętami. To ważne, bo zwykle sprawcy obchodzą sam zakaz posiadania zwierząt, przepisując zwierzęta na członków rodziny, ale wciąż sprawują nad nimi opiekę. Tu nie będzie to możliwe. Sąd orzekł przepadek wszystkich zwierząt, które nie były podmiotami poprzednich wyroków. Dziś już wiemy, że żadne zwierzę z interwencji w 2017 roku nie wróci do Macieja M. Wyrok nie jest prawomocny, ale spodziewamy się apelacji”.

Jak dodaje Plaszczyk, zwierzęta odebrane w 2017 roku Maciejowi M. trafiły do ogrodów zoologicznych na terenie Polski i w całej Europie. Obecnie toczy się jeszcze inny proces, który dotyczy powiatowego lekarza weterynarii i jednej z pracownic inspekcji, kontrolujących działalność Macieja M.

Problemów jest więcej

Tymczasem dzikie zwierzęta są wciąż przetrzymywane przez osoby prywatne w Polsce. Parę miesięcy temu głośno było o tygrysach i lwach przetrzymywanych w Czchowie w województwie małopolskim. Jednocześnie wciąż w legalnym obrocie oprócz ssaków nieuznawanych za niebezpieczne i ptaków, znajdują się również gady, płazy, ryby i bezkręgowce.

Wiele z nich nie jest objętych międzynarodową ochroną i pomimo że są chronione w krajach swojego występowania, poza nimi nie mogą już liczyć na szczególne traktowanie. Unia Europejska jest dziś uznawana za jeden z największych rynków, gdzie handluje się dzikimi zwierzętami, wykorzystując luki w prawie. Przyczynia się to do spadku ich liczebności zwierząt żyjących w naturze.

Jednocześnie wciąż brakuje miejsc, gdzie mogłyby trafiać zwierzęta odebrane z rąk prywatnych właścicieli. Centralny Azyl dla Zwierząt, który częściowo mógłby zaradzić temu problemowi, jest wciąż w budowie. Do dziś bardzo trudno jest znaleźć miejsce, w którym można byłoby umieścić duże drapieżne ssaki.

;
Na zdjęciu Paweł Średziński
Paweł Średziński

Publicysta, dziennikarz, autor książek poświęconych ludziom i przyrodzie: „Syria. Przewodnik po kraju, którego nie ma”, „Łoś. Opowieści o gapiszonach z krainy Biebrzy”, „Puszcza Knyszyńska. Opowieści o lesunach, zwierzętach i królewskim lesie, a także o tajemnicach w głębi lasu skrywanych, „Rzeki. Opowieści z Mezopotamii, krainy między Biebrzą i Narwią leżącej" i "Borsuk. Władca ciemności. Biografia nieautoryzowana".

Komentarze