0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: fot. OSWALDO RIVAS / AFPfot. OSWALDO RIVAS /...

Państwa Unii Europejskiej są wśród największych światowych importerów dzikich zwierząt. Również tych odławianych nielegalnie z ich naturalnych siedlisk. Tylko bardzo niewielka część gatunków fauny będących przedmiotem handlu jest objęta przepisami międzynarodowymi lub unijnymi.

Pozostałe trafiają w lukę prawną.

O problemie alarmują od lat organizacje prozwierzęce. Pięć z nich – Humane World for Animals, Pro Wildlife e.V., ifaw, FOUR PAWS i Wildlife Conservation Society opracowały kolejną edycję raportu „Stolen Wildlife”, który szczegółowo opisuje problem handlu dzikimi zwierzętami.

Jedno kliknięcie

Po raz pierwszy raport ukazał się w 2014 roku. „Stolen Wildlife” przedstawia kwestie związane z handlem gatunkami dzikich zwierząt, ze szczególnym uwzględnieniem gadów, płazów, ryb i bezkręgowców, chronionych w krajach swojego występowania, ale nie na poziomie międzynarodowym. Jesienią 2025 ukazało się najnowsze wydanie raportu. Główny wniosek?

Na rynku europejskim wciąć brakuje ochrony prawnej dzikich zwierząt wprowadzanych do sprzedaży.

Moda na posiadanie egzotycznego zwierzęcia w domu ma się dobrze również w Polsce. Świadczy o tym spora popularność targów, gdzie sprzedawane są gady, płazy i bezkręgowce. Wiele ofert można znaleźć także w serwisach internetowych. Wystarczy wejść na jedną z popularnych platform sprzedażowych, żeby trafić na setki różnych ofert pająków, węży czy jaszczurek. Jedno kliknięcie dzieli nas od zakupu zagrożonego wyginięciem gatunku.

Przeczytaj także:

Kraje UE wśród największych importerów dzikich zwierząt

Każdego roku do obrotu w państwach UE trafia nawet 1,7 mln żywych zwierząt. Wiele z nich jest nielegalnie zabranych z naturalnych siedlisk w Afryce, Azji i Ameryce Łacińskiej.

Jak dowodzi raport, zaledwie 10 proc. wszystkich płazów, gadów, ptaków i ssaków jest obecnie objętych Konwencją o międzynarodowym handlu dzikimi zwierzętami i roślinami gatunków zagrożonych wyginięciem, nazywaną też Konwencją Waszyngtońską (w skrócie CITES). To oznacza, że ogromna większość gatunków pozostaje poza systemem międzynarodowych regulacji.

Ta luka prawna umożliwia obrót tysiącami gatunków nieuwzględnionych w CITES, które zostały nielegalnie odłowione w krajach ich pochodzenia.

Do tej grupy zalicza się między innymi ponad 1400 gatunków gadów, którymi handluje się na całym świecie. Wiele z nich pochodzi bezpośrednio z natury. Dzikie zwierzęta chronione przepisami krajowymi nadal mogą być importowane, sprzedawane i przetrzymywane w krajach wspólnoty, nawet jeśli państwo, w którym występują, umieści je w Załączniku III CITES. To lista gatunków, które nie są bezpośrednio zagrożone wyginięciem, ale handel nimi musi być kontrolowany.

Tymczasem przepisy UE nie zabraniają ich importu i sprzedaży na unijnym rynku. Nie wymagają też specjalnych pozwoleń na import, jak w przypadku gatunków z Załącznika I Konwencji Waszyngtońskiej (gatunki skrajnie zagrożone wyginięciem, którymi handel jest dozwolony tylko w wyjątkowych okolicznościach) i II (gatunki, które – choć nie są jeszcze zagrożone nieuchronnym wyginięciem – mogą stać się zagrożone, jeśli handel nie będzie ściśle reglamentowany). Jedynie Malta posiada przepisy częściowo zakazujące importu gatunków chronionych w ich kraju pochodzenia.

W efekcie można bez przeszkód kupić zwierzęta takie jak zielono-żółtą jaszczurkę z gatunku Lyriocephalus scutatus, występującą wyłącznie na Sri Lance, czy boliwijskie ptaszniki.

Ogromne zyski, brak kontroli

Przemyt schwytanych w naturze dzikich zwierząt do Europy generuje ogromne zyski i wiąże się z małym ryzykiem oraz mało dotkliwymi karami dla osób zaangażowanych w ten proceder. Pojedynczy okaz rzadkiego gada nielegalnie schwytany za kilka euro na Madagaskarze może zostać sprzedany w UE za 1000 euro lub więcej. To samo dotyczy płazów i pająków, z których wiele osiąga na europejskich platformach internetowych cenę znacznie wyższą niż kwota zapłacona za ich odłowienie.

Raport „Stolen Wildlife” prezentuje szereg przykładów takich praktyk. Platformy takie jak eBay, Terraristik i grupy na Facebooku, a także specjalistyczne targi w Niemczech (Hamm) i Holandii (Houten) to główne centra obrotu różnymi gatunkami. Internetowy rynek dzikich zwierząt obejmuje nawet mrówki, chrząszcze, skorpiony i ryby.

121 żółwi w jednej walizce

Ten brak jednolitej ochrony prawnej nie tylko umożliwia obrót dzikimi zwierzętami, ale też osłabia międzynarodowe wysiłki na rzecz ochrony przyrody.

Tymczasem w USA, Australii i Kanadzie obowiązują już przepisy, które zabraniają importu, sprzedaży lub posiadania dzikich zwierząt nielegalnie wywiezionych za granicę z kraju, w którym występują. Dlatego w konkluzjach raportu „Stolen Wildlife” znajduje się apel do UE o wprowadzenie stosownych zmian w prawie, które już obowiązują w innych państwach poza wspólnotą.

Oprócz tego Europa powinna wspierać kraje, gdzie występują zagrożone gatunki, które nie są wciąż objęte CITES. Jednocześnie należy poprawić nadzór nad obrotem dzikimi zwierzętami w internecie i w punktach stacjonarnych.

Raport „Stolen Wildlife” analizuje też sytuację w krajach pochodzenia dzikich zwierząt wprowadzanych do handlu. Listę tych państw otwiera Meksyk. Tylko w 2025 roku meksykańskie służby graniczne zatrzymały tysiące zwierząt, które były przemycane w bagażach podróżnych.

W lutym 2025 na lotnisku międzynarodowym w meksykańskiej stolicy skonfiskowano 121 żółwi i 16 żab upchanych do dwóch walizek. Szczególnie ważnym szlakiem przemytniczym do Europy jest ten przez Hiszpanię.

Węże z Jukatanu za 5 tys. euro

Równie niepokojące są wyniki analizy ofert sprzedawców działających już na rynku europejskim. W ofertach sprzedaży gatunków pochodzących z Meksyku można znaleźć między innymi węża z gatunku Drymarchon melanurus opisanego jako „pochodzący z Jukatanu”. Cena za parę tych gadów waha się do 3500 do 5000 euro.

Do Europy trafiają również endemiczne dla Wysp Galapagos i chronione w Ekwadorze jaszczurki, a także tarantule z Boliwii. Szacuje się, że w tym kraju może występować nawet do 50 gatunków tych pająków. Pomimo wysiłków na rzecz wzmocnienia ich ochrony, popyt na nie jest tak duży, że nie udaje się zatrzymać ich wywozu na inne kontynenty.

Wciąż trwają zabiegi, aby te gatunki boliwijskiej fauny zyskały ochronę międzynarodową. Brazylia jest kolejnym państwem, skąd wywożone są różne gatunki płazów, gadów i bezkręgowców. Wśród nich znajdziemy żółwie, tarantule, ale też wymieniana jako wśród gatunków zagrożonych ryba Elacatinus figaro.

Zwierzęta z całego świata na europejskim rynku

Przemytnicy nie omijają również Afryki. Z Etiopii, i to pomimo ścisłej ochrony w tym kraju, na rynek europejski trafia między innymi żmija z gatunku Bitis parviocula. Z Republiki Południowej Afryki przywożone są jadowite gatunki węży.

Zdaniem ekspertów powodem do niepokoju jest również obecność na rynku terrarystycznym rzadkiego gatunku gekona z Seszeli. Może być celowo opisywany jako urodzony w niewoli, a tak naprawdę osobniki oferowane do sprzedaży pochodzą z natury. Zostały przemycone i wprowadzone do obrotu.

Dzikie zwierzęta pochodzą również z innych krajów Azji czy wysp Oceanii. W przypadku Australii, pomimo ścisłego zakazu eksportu, osoby zajmujące się monitoringiem sprzedawanych zwierząt, zidentyfikowały aż 163 gatunki gadów i 7 płazów, znajdujących się w międzynarodowym handlu. 33 z nich nie było wcześniej notowanych na rynku.

W raporcie znajdziemy również jeden kraj europejski, Macedonię Północną, z którego pochodzi motyl z gatunku Pseudochazara cingovskii. Jest on krytycznie zagrożony, jego chwytanie i eksport w celach komercyjnych są zabronione prawem, a odstępstwa od tego wymagają specjalnej zgody.

Tymczasem martwe motyle są dostępne w sprzedaży w krajach UE i znajdują nabywców wśród kolekcjonerów owadów. Z analizy przeprowadzonej na potrzeby raportu „Stolen Wildlife” wynika, że część tych okazów mogła być wprowadzona na rynek po roku 2011, czyli w okresie obowiązywanie zakazu.

Żółw inwazyjny

Wnioski wynikające z raportu są niepokojące. Rynek sprzedaży gadów, płazów, ryb i bezkręgowców pochodzących niemal z całego świata znajduje się poza kontrolą. Bardzo łatwo wprowadzić do obrotu zwierzęta odłowione w naturze, szczególnie jeśli nie wymagają specjalnych zezwoleń na import. Problemu nie stanowi również wprowadzanie w błąd klientów – informowanie o rzekomym pochodzeniu zwierzęcia z hodowli.

Jednak oprócz działań na rzecz prawnego uporządkowanie przepisów UE, istnieje potrzeba wprowadzenia zakazów na poziomie krajowym w państwach członkowskich. Problemem jest również rosnąca popularność różnych gatunków, w tym jadowitych. Wiele z tych zwierząt nie poradzi sobie w naszym klimacie, bo pochodzi z tropików. Niektóre mogą uciec do środowiska, zagrażając rodzimym gatunkom.

W ten sposób trafiły do naszych wód żółwie ozdobne. Dawniej znajdujące się w niemal każdym sklepie zoologicznym, dziś uznawane za inwazyjne.

;
Na zdjęciu Paweł Średziński
Paweł Średziński

Publicysta, dziennikarz, autor książek poświęconych ludziom i przyrodzie: „Syria. Przewodnik po kraju, którego nie ma”, „Łoś. Opowieści o gapiszonach z krainy Biebrzy”, „Puszcza Knyszyńska. Opowieści o lesunach, zwierzętach i królewskim lesie, a także o tajemnicach w głębi lasu skrywanych, „Rzeki. Opowieści z Mezopotamii, krainy między Biebrzą i Narwią leżącej" i "Borsuk. Władca ciemności. Biografia nieautoryzowana".

Komentarze