Prezydent Karol Nawrocki podpisał nowelizację ustawy dotyczącej Centralnego Azylu dla Zwierząt. To jednostka, która ma przejmować dzikie zwierzęta m.in. z przemytu czy interwencji. Miała powstać do 2024 roku, na razie ma dyrekcję i działkę, na której prace ruszą za kilka lat
Poca przez 11 lat mieszkała na prywatnej działce w gminie Kłomnice na Śląsku. To niedźwiedzica brunatna, która w pierwsze lata życia spędziła na planach filmowych w Czechach. Kiedy miała 4-5 lat, kupił ją Sebastian M., który zarejestrował na swojej posesji minizoo. Na działce trzymał przez jakiś czas również tygrysy, alpaki i bizony.
Kiedy bizony – gatunek uznawany w Polsce za inwazyjny – uciekły z działki Sebastiana M., sprawa „zoo” stała się medialna. Próbowano je łapać (z marnym skutkiem). Jeden z nich, o imieniu Forest, niebezpiecznie zbliżał się do stada żubrów, co stwarzało ryzyko walki między zwierzętami, albo co gorsza – hybrydyzacji tych gatunków. Postanowiono, że Foresta należy odstrzelić, co opisywaliśmy w OKO.press:
Po ucieczce bizonów w nigdy nie otwartym „zoo” została już tylko Poca. Tygrysy i alpaki, jak pisały media, „zniknęły”.
O warunkach, w jakich żyje niedźwiedzica, wiedziała zarówno gmina, jak i Powiatowy Inspektor Weterynarii. Policjantka, która zajmowała się sprawą, przez rok pracowała nad tym, żeby Pocę Sebastianowi M. odebrać. Udało się to w listopadzie 2025.
„Dzięki zaangażowaniu i determinacji śledczej, niebezpieczne zwierzę, które było przetrzymywane w warunkach niezgodnych z przepisami, zostało przetransportowane do poznańskiego ZOO za pośrednictwem Centralnego Azylu dla Zwierząt. 49-letni mężczyzna, za łamanie zakazu przetrzymywania i posiadania niebezpiecznego zwierzęcia, jakim jest niewątpliwie niedźwiedź, usłyszał już zarzut. Grozi mu za to kara nawet pięciu lat więzienia” – informowała w oficjalnym komunikacie podkomisarz Barbara Poznańska, oficer prasowa Komendy Miejskiej Policji w Częstochowie.
Poca przejdzie do historii jako pierwsze zwierzę, którym zajął się Centralny Azyl dla Zwierząt. Jednostka – nadzorowana przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska – umieściła ją w poznańskim ogrodzie zoologicznym, gdzie Poca ma do dyspozycji wybieg dostosowany do potrzeb niedźwiedzi. „Po raz pierwszy w swoim życiu ma towarzystwo innych niedźwiedzi (na razie jeszcze nie jest bezpośrednie)” – informuje Azyl.
Problem w tym, że fizycznie Centralnego Azylu dla Zwierząt nie ma. Według ustawy przyjętej przez poprzednią władzę w 2022 roku miał powstać dwa lata później. Budowa jednak nie ruszyła – wybrano jedynie miejsce na terenie Nadleśnictwa Chojnów w miejscowości Warszawianka (gmina Lesznowola).
„Lokalizacja pod Warszawą zapewni dobry dojazd z wielu części kraju oraz z przejść granicznych, w tym z lotniska Chopina, gdzie często dochodzi do konfiskaty zwierząt. Obszerny teren, ok. 95 hektarów, pozwoli stworzyć odpowiednie warunki dla różnych gatunków. Na działce znajdują się obecnie budynki dawnego Radiowego Ośrodka Nadawczego »Leszczynka«” – podaje Ministerstwo Klimatu i Środowiska w mailu do OKO.press.
Azyl ma przyjmować zwierzęta z czterech grup:
„Celem Azylu jest zapewnienie natychmiastowej pomocy i opieki weterynaryjnej, przeprowadzenie kwarantanny, a następnie szukanie docelowego miejsca pobytu np. w innym azylu zajmującym się danymi zwierzętami, ośrodku rehabilitacji czy ogrodzie zoologicznym” – mówi w rozmowie z OKO.press posłanka KO Małgorzata Tracz.
Ośrodek powinien przyjmować różne zwierzęta – od tych największych jak niedźwiedzie czy duże dzikie koty, po te mniejsze, w tym gady i ptaki. Ma współpracować ze służbą celną, policją czy organizacjami zajmującymi się zwierzętami. W sierpniu 2024 resort klimatu powołał dyrekcję CADZ – szefową jednostki została dr Agnieszka Czujkowska, która przez lata kierowała działem Rehabilitacji Zwierząt Dzikich w warszawskim zoo. Jej zastępcą jest Grzegorz Bistuła-Prószyński, który pracował wcześniej m.in. w Biurze Ochrony Środowiska w Urzędzie m.st. Warszawa.
„Już w 2022 roku, gdy pracowaliśmy nad ustawą o powołaniu Centralnego Azylu dla Zwierząt, zwracałam uwagę, że w niedługim czasie będziemy potrzebować nowelizacji. Mówiłam wtedy o potrzebie zwiększenia finansowania dla Azylu oraz ułatwieniach dotyczących redystrybucji zwierząt do innych ośrodków” – komentuje Małgorzata Tracz.
Rząd przyjął projekt nowelizacji jesienią 2025, a ustawa szybko trafiła do Sejmu. 21 listopada została przegłosowana (za była koalicja rządząca, 176 posłów i posłanek z PiS się wstrzymało, a przeciwko zagłosowała Konfederacja).
15 grudnia podpisał ją prezydent Karol Nawrocki. Według nowelizacji zwiększono kwoty, którymi Skarb Państwa będzie co roku dofinansowywał budowę i działanie Azylu. W sumie do 2031 roku dofinansowanie może wynieść do 133,154 mln zł.
„Nowelizacja zniwelowała niedociągnięcia pierwotnej ustawy i urealniła kwestie finansowe, tak aby zapewnić skrzywdzonym zwierzętom odpowiednią opiekę. Zapewniliśmy finansowanie na dostosowanie budynków gospodarczych do potrzeb zwierząt i zwiększyliśmy kompetencje dyrekcji w zakresie współpracy z innymi ośrodkami dla zwierząt, procedur przyjmowania i transportu zwierząt, a także rozszerzyliśmy obszar działań Centralnego Azylu o działania z zakresu ochrony przyrody, edukacji i współpracy z instytucjami naukowymi” – dodaje Tracz.
Dlaczego do tej pory nie udało się stworzyć CADZ, skoro pierwotnie ustawa wskazywała, że powinno się to wydarzyć do 2024 roku? Zapytaliśmy o to dyrektorkę Azylu, dr n. wet. Agnieszkę Czujkowską.
„Ustawa z 2022 roku miała charakter przede wszystkim organizacyjny, natomiast realne warunki do rozpoczęcia inwestycji powstały dopiero kilka lat później” – mówi w rozmowie z OKO.press dr Czujkowska.
Jak wyjaśnia, było kilka powodów, dla których prace się nie rozpoczęły:
Według planu etap formalno-projektowy ma się zakończyć najpóźniej w 2028. Roboty budowlane ruszą w 2029, a Azyl ma zostać otwarty do 2031 roku.
„Aktualnie oprócz prac nad budową siedziby CADZ realizuje swoje działania ustawowe, tj. szkolenia dla KAS i Policji oraz spotkania edukacyjne (dla straży miejskiej, młodzieży szkolnej etc.). Ze względu na brak siedziby z pomieszczeniami przystosowanymi dla zwierząt, CADZ przyjmuje tylko zwierzęta zgłaszane przez organy policji i celne. W zakresie redystrybucji CADZ nawiązuje współprace z odpowiednimi podmiotami mogącymi zapewnić zwierzętom jak najlepsze warunki do życia z uwzględnieniem potrzeb specyficznych dla danego gatunku. Każdy przypadek zgłoszenia zwierzęcia do CADZ jest traktowany indywidualnie” – mówi dyrektor Azylu.
„Taki ośrodek mógłby już dawno działać, a jednak tak się nie stało. I to jest największa porażka. Moim zdaniem niedawna nowelizacja nie wprowadziła żadnych rewolucyjnych zmian, poza dopracowaniem kilku kwestii. Ośrodek w gminie Lesznowola powstanie dopiero po 2028 roku. A to oznacza, że przed nami kolejne lata bez Azylu” – komentuje w OKO.press Anna Plaszczyk z Fundacji Viva.
Jak wylicza, już dziś około tysiąca dużych zwierząt, w tym niebezpiecznych, wymaga relokacji z miejsc ich przetrzymywania. Plaszczyk wskazuje na nagłośniony przez TVN24 przypadek dużych dzikich kotów z Czchowa. Mieszkaniec małopolskiej miejscowości w swoim ogródku trzymał dwa lwy i tygrysa. Zwierzęta mieszkały w klatkach, zupełnie nieprzystosowanych do ich potrzeb. „Inspekcja weterynaryjna nie widzi problemu, bo mężczyzna prowadził działalność cyrkową. Cyrkowcem był jednak tylko na papierze, bo żadnych pokazów nigdy nie zorganizował” – pisał dziennikarz TVN24, Bartłomiej Plewnia. Po interwencji w Czchowie mieszkaniec usłyszał zarzuty nielegalnego posiadania zwierząt i znęcania się nad nimi. Grozi mu do pięciu lat więzienia.
„Zwierzęta zostały na tamtej posesji u ich dotychczasowego właściciela, bo nie ma ich gdzie przetransportować. Gdyby za ustawą o CADZ poszły od razu po jej wejściu w życie realne działania, a nie tylko dyskusje na sejmowych komisjach, to te zwierzęta można byłoby już umieścić w miejscu, w którym miałyby lepsze warunki. Takiej możliwości wciąż nie ma. I teraz nie wiadomo, co z nimi zrobić. Ten problem będzie narastał. Dobrze wie o tym służba celna, która często boryka się z problemem dzikich zwierząt wwożonych do Polski. To właśnie celnicy najmocniej naciskali na powstanie azylu, i to już od wielu lat” – mówi Plaszczyk.
„Dobrze pamiętam jakie problemy mieliśmy kilkanaście lat temu z niedźwiedziami, które nie mogły żyć na wolności. Wraz z profesor Agnieszką Sergiel realizowałem wówczas projekt badania dobrostanu tego gatunku w niewoli. Okazało się, że blisko 15 osobników przebywało w tragicznych warunkach. Zarówno w ogrodach zoologicznych, mini zoo, jak i w schronisku dla psów. Szukaliśmy wtedy im lepszych miejsc, co było bardzo trudne" – mówi nam dr Robert Maślak, zoolog, ekspert zajmujący się dobrostanem dzikich zwierząt w niewoli.
„Dwa niedźwiedzie z Leszna i jeden z Braniewa trafiły do niemieckiego azylu dla tych drapieżników, niektóre ogrody poprawiły warunki, ale dla części nie było dobrych miejsc. Wówczas zaproponowaliśmy międzynarodowej Fundacji Four Paws utworzenie azylu w Polsce. Okazało się jednak, że koszty budowy i utrzymania ośrodka dla kilku niedźwiedzi są zbyt duże. Organizacja ostatecznie zdecydowała się na budowę quasi-azylu na terenie poznańskiego zoo. Tam trafiły niedźwiedzie ze schroniska dla psów w Korabiewicach i z Braniewa. Później dojechały również dwa niedźwiedzie z nielegalnych cyrków. Z kolei Przemisia, samica, która kręciła się po przedmieściach Przemyśla, prawdopodobnie uciekinierka z ukraińskiego cyrku, trafiła blisko 14 lat temu do zoo we Wrocławiu. Jednak dotychczasowe miejsca, gdzie trafiają z różnych przyczyn niedźwiedzie, nie są z gumy. Dalsze ich »dogęszczanie« nie powinno mieć miejsca, ze względu na konieczność utrzymania właściwych standardów” – dodaje.
Jak podkreśla, problem ze znalezieniem miejsca dla niedźwiedzi czy innych dużych drapieżników to tylko wierzchołek góry lodowej. Zdaniem naukowca jeden Azyl to za mało, żeby pomóc wszystkim zwierzętom.
„Taki azyl, w związku z tym, że tych zwierząt jest sporo, może się szybko zapełnić. Dlatego uważam, że powinna powstać sieć azylów, a każdy z nich powinien być przystosowany do przyjmowania określonych grup zwierząt. Potrzebujemy również innych zmian prawnych, które zakażą posiadania różnych, również egzotycznych gatunków w Polsce, bo to generuje problemy. Ludzie kupują zwierzęta, do których trzymania nie mają ani warunków, ani wiedzy” – mówi.
Tak stało się na przykład w głośnej sprawie pumy Nubii. Jej opiekun – Kamil Stanek – kupił ją w Czechach. Żeby móc legalnie ją posiadać, zarejestrował swoją działalność jako cyrkową, a pumę „wypożyczał” do sesji zdjęciowych oraz prezentował zainteresowanym. Nubia mieszkała w domu, zachowywała się jak pies, była przytulana na kanapie czy wsadzana do łóżka. Stanek miał już kilka wyroków za nieprawidłowe zajmowanie się pumą. Po jednym z nich uciekł do lasu i tam się ukrywał, a Nubię trzymał w ciasnej klatce. W marcu 2025 Sąd Rejonowy w Zawierciu orzekł, że Stanek znęcał się nad zwierzęciem i skazał go na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata.
29 grudnia 2025 zapadł prawomocny wyrok w tej sprawie – sąd podtrzymał karę pozbawienia wolności w zawieszeniu.
Nubia mieszka w zoo w Chorzowie.
Dziennikarka, reporterka, redaktorka, współkierowniczka działu społeczno-gospodarczego (razem z Jakubem Szymczakiem). Zarządza również pracą zespołu klimatycznego. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim prawami zwierząt, ochroną rzek, lasów i innych cennych ekosystemów, a także sprawami dotyczącymi łowiectwa, energetyki i klimatu. Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu, laureatka Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej im. Tadeusza Mazowieckiego za reportaż o Odrze i nagrody Fundacji Polcul im. Jerzego Bonieckiego za "bezkompromisowość i konsekwencję w nagłaśnianiu zaniedbań władz w obszarze ochrony środowiska naturalnego". Urodziła się nad Odrą, mieszka w Krakowie.
Dziennikarka, reporterka, redaktorka, współkierowniczka działu społeczno-gospodarczego (razem z Jakubem Szymczakiem). Zarządza również pracą zespołu klimatycznego. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim prawami zwierząt, ochroną rzek, lasów i innych cennych ekosystemów, a także sprawami dotyczącymi łowiectwa, energetyki i klimatu. Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu, laureatka Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej im. Tadeusza Mazowieckiego za reportaż o Odrze i nagrody Fundacji Polcul im. Jerzego Bonieckiego za "bezkompromisowość i konsekwencję w nagłaśnianiu zaniedbań władz w obszarze ochrony środowiska naturalnego". Urodziła się nad Odrą, mieszka w Krakowie.
Publicysta, dziennikarz, autor książek poświęconych ludziom i przyrodzie: „Syria. Przewodnik po kraju, którego nie ma”, „Łoś. Opowieści o gapiszonach z krainy Biebrzy”, „Puszcza Knyszyńska. Opowieści o lesunach, zwierzętach i królewskim lesie, a także o tajemnicach w głębi lasu skrywanych, „Rzeki. Opowieści z Mezopotamii, krainy między Biebrzą i Narwią leżącej" i "Borsuk. Władca ciemności. Biografia nieautoryzowana".
Publicysta, dziennikarz, autor książek poświęconych ludziom i przyrodzie: „Syria. Przewodnik po kraju, którego nie ma”, „Łoś. Opowieści o gapiszonach z krainy Biebrzy”, „Puszcza Knyszyńska. Opowieści o lesunach, zwierzętach i królewskim lesie, a także o tajemnicach w głębi lasu skrywanych, „Rzeki. Opowieści z Mezopotamii, krainy między Biebrzą i Narwią leżącej" i "Borsuk. Władca ciemności. Biografia nieautoryzowana".
Komentarze