PiS krok za krokiem dąży do wprowadzenia w Polsce całkowitego zakazu aborcji, choć większość Polaków jest temu przeciwna. Przed skutkami takiej radykalizacji ostrzega polityk PiS Stanisław Karczewski. Jednak kalkulacja polityczna i nadzieja na poparcie Kościoła w wyborach popycha obóz rządzący do wystąpienia przeciw woli suwerena

Dziś, 2 lipca 2018 roku, sejmowa komisja polityki społecznej i rodziny zajmie się projektem ustawy Kai Godek „Zatrzymaj aborcję”, który zakaże aborcji w przypadku ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu.

W praktyce oznaczać to będzie całkowity zakaz aborcji. Od 2008 roku przerwanie ciąży na podstawie tej dopuszczalnej ustawowo przesłanki stanowi ponad 90 proc. wszystkich przeprowadzanych zabiegów w Polsce. W 2016 roku na wszystkie 1098 aborcji:

  • 1042 – przeprowadzono ze względu na ciężkie i nieodwracalne upośledzenie płodu albo nieuleczalną chorobę zagrażającej jego życiu;
  • 55 – ze względu na zagrożenie dla życia i zdrowia kobiety ciężarnej;
  • 1 – gdy zachodziło podejrzenie, że ciąża jest wynikiem gwałtu.

O chorobach płodu, które już nie będą przesłanką do legalnej aborcji OKO.press pisało tutaj.

1 lipca 2018 roku podczas spotkania z mieszkańcami Świdnika (woj. lubelskie) marszałek Stanisław Karczewski pytany o zaostrzenie prawa aborcyjnego przyznał, że choć sam jest „przeciwnikiem aborcji, eutanazji i kary śmierci”, to decyzja polityczna wymaga ostrożności.

„Musimy przewidywać, co się może wydarzyć (…) czy ona przyniesie dobry efekt za rok, dwa, trzy, pięć” – mówił Stanisław Karczewski.


Czy nie przyniesie tego, że znowu można będzie aborcje wykonywać (…), bo będzie większa swoboda, większy dostęp, większe nastawienie kobiet, żeby to robić - jeśli będzie takie prawo, bo ono się odwróci na zasadzie wahadełka

Stanisław Karczewski, Spotkanie z mieszkańcami Świdnika (woj. lubelskie) - 01/07/2018


Sondaże jasno pokazują, że widmo zaostrzenia rygorystycznej ustawy antyaborcyjnej doprowadziło do liberalizacji postaw polskiego społeczeństwa - a szczególnie kobiet.


Pierwszy raz o stosunek Polaków i Polek do aborcji zapytaliśmy we wrześniu 2016 roku – na miesiąc przed wielkimi protestami w „Czarny Piątek”. Wtedy za złagodzeniem prawa, które dopuszcza przerwanie ciąży tylko w trzech przypadkach, opowiedziało się 37 proc. badanych.

W marcu 2017 – po fali protestów przeciwko próbom zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej – słupek zwolenników liberalizacji wzrósł o 5 pkt. procentowych. Ten wynik było tylko o 3 pkt. proc. niższy niż poparcie dla obecnej ustawy (42 do 45 proc.).

Stosunek do ustawy antyaborcyjnej wrzesień 2016-marzec 2017

Czy pani/pana zdaniem ustawę należałoby: Zaostrzyć, zakazując aborcji całkowicie (kolor czerwony), pozostawić bez zmian (kolor niebieski), Złagodzić dopuszczając aborcję takze z powodu (kolor zielony)

Zaostrzyć
 
Pozostawić bez zmian
 
Złagodzić

IPSOS dla OKO.press marzec 2017

Obawy marszałka Karczewskiego są uzasadnione:

  • wbrew powszechnemu przekonaniu parlamentarzyści w Polsce mają społeczną legitymację do liberalizacji – a nie zaostrzania  – obowiązującego prawa;
  • widmo całkowitego zakazu aborcji mobilizuje ludzi do protestów i szerokiej debaty na temat przerywania ciąży, a w rezultacie do liberalizacji postaw.

Na korzyść PiS działa wyciszanie tematu. Im mniej politycy mówią aborcji, im dłużej trzymają projekty w sejmowej zamrażarce, tym niższe poparcie dla liberalizacji ustawy. W styczniu i kwietniu 2018 poparcie dla złagodzenia prawa wynosiło 37 proc. W styczniu znacząco wzrósł też procent zwolenników zaostrzenia obowiązującej ustawy (zobacz trendy na wykresie niżej).

Agresywna kampania ruchów anty-choice (krwawe banery) i agitacja episkopatu nie wprowadziły jednak trwałego efektu. Już w kwietniu 2018 roku poparcie dla zaostrzenia prawa wróciło do stabilnego poziomu – 11 proc.

Stosunek do ustawy antyaborcyjnej

Prawo dopuszcza przerywanie ciąży w trzech przypadkach: zagrożenia dla życia lub zdrowia kobiety, ciężkiego upośledzenia lub choroby płodu, pochodzenia ciąży z gwałtu. Czy ustawę należałoby:

Nawet inaczej zadane pytanie – o zwolenników „aborcji na życzenie” – pokazują zmianę trendów. W sondażu SW Research dla „Rzeczpospolitej” (z 2 czerwca 2018) było ich aż 45 proc.

Czy w Polsce należy dopuścić legalizację aborcji „na żądanie” do 12. tygodnia ciąży?

W sondażu „Gazety Wyborczej” przeprowadzonym tuż przed protestami (opublikowany 2 lipca 2018 sondaż przez Omnibus PBC w wykonaniu Kantar Polska) za aborcją na życzenie opowiedziało się 40 proc. badanych. Przeciwnych było – 46 proc.

Skala hipokryzji

Co ciekawe, Polki i Polacy najbardziej liberalizują się, gdy pytamy o konkretnym przypadek niechcianej ciąży u osoby bliskiej. W taki sposób o aborcję zapytaliśmy w kwietniowym sondażu IPSOS dla OKO.press. Chcieliśmy zmierzyć skalę hipokryzji – czyli jaki procent społeczeństwa uważa, że powinien realizować abstrakcyjny zakaz w swoim życiu.

Okazało się, że aż 55 proc. osób uważa, że prawo nie powinno zakazywać aborcji, gdy chce jej dokonać bliska osoba w trudnej sytuacji życiowej. W tym samym badaniu (zobacz wykres wyżej) za liberalizacją prawa było 37 proc. badanych, czyli prawie 20 pkt. proc. mniej. Prawny zakaz w odniesieniu do konkretnej  sytuacji popiera tylko co trzecia osoba badana.

Proszę sobie wyobrazić, że Pana/Pani bliska znajoma chce przerwać ciążę z powodu trudnej sytuacji osobistej.Czy uważa Pan\i, że:

Dlaczego PiS wyciągnął ustawę jeszcze przed wakacjami?

Być może groźba zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej ma odwrócić uwagę od skandalu związanego z zakończeniem kadencji sędziów Sądu Najwyższego.

We wtorek (3 lipca 2018) mija trzymiesięczny termin przewidziany nową ustawa o SN, zgodnie z którą sędziowie SN, którzy ukończyli 65. rok życia i nie wystąpili do prezydenta z wnioskiem o przedłużenie kadencji, przechodzą w stan spoczynku.

3 lipca prezydent ma ogłosić zarządzenie kogo z sędziów Sądu Najwyższego przenosi w stan spoczynku. Decyzja będzie dotyczyć m.in. I prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzaty Gersdorf.

Jeśli nagromadzenie wydarzeń wywołujących protesty społeczne miało rozproszyć protesty, to ten manewr może się jednak nie powieść, gdyż dzisiejsze manifestacje zaplanowane pod Sejmem (przeciwko zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej) mają kończyć się wspólnym przemarszem pod Sąd Najwyższy.

Drugim powodem wznowienia prac na zakazem aborcji może być chęć zamknięcia drażliwych spraw jeszcze przed wyborami samorządowymi. Wprowadzenie restrykcyjnej ustawy na pewno dałoby PiS-owi pełne poparcie Kościoła w nadchodzącej kampanii. Dzień przed głosowaniem (1 lipca) Episkopat pogroził palcem parlamentarzystom i przypomniał o swoim nieugiętym stanowisku:

„Księża Biskupi przypominają swoje poparcie dla projektu obywatelskiego »Zatrzymaj aborcję«, który przewiduje ochronę dzieci nienarodzonych bez względu na ich stan zdrowia, przez wykluczenie przesłanki eugenicznej.

Jednocześnie apelują do każdego z parlamentarzystów o ochronę życia wszystkich dzieci przed urodzeniem. W sposób szczególny przypominają o potrzebie dotrzymania składanych obietnic w tak podstawowej sprawie, jaką jest ochrona prawa do życia.

Księża Biskupi proszą wszystkich o modlitwę, aby życie każdego człowieka było szanowane od poczęcia aż do naturalnej śmierci”.

Dużo łatwiejszą drogą dla PiS byłoby jednak przepchnięcie przez Trybunał Konstytucyjny wniosku parlamentarzystów PiS o uznanie jednej z przesłanek pozwalającej na przerwanie ciąży za niekonstytucyjną. Szczególnie, że pozytywne opinie do wniosku zgłosili m.in.:

  • prokurator generalny, Zbigniew Ziobro – przeczytasz o tym tutaj;
  • Sejmowa Komisja ustawodawcza – przeczytasz o tym tutaj.

Wtedy PiS mógłby odpowiedzialność za wprowadzenie praktycznego zakazu aborcji przerzucić na Trybunał.


Dziennikarz, aktywista, filozof bez dyplomu. Redaktor "Codziennika Feministycznego". W OKO.press pisze o edukacji, prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i polityce społecznej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym