07 grudnia 2021

PiS oddał Ostrołękę „swoim ludziom". Zatopili elektrownię, ale zarobili miliony [ŚLEDZTWO OKO.PRESS]

Politycy PiS zapewniają, że flagowa inwestycja rządu - węglowa elektrownia Ostrołęka C - upadła przez proekologiczną politykę UE. Ale do zarządzania inwestycją zamiast ekspertów oddelegowali lokalnych działaczy partyjnych i ich akolitów, by napchali kieszenie

W kampanii wyborczej w 2015 roku 50-tysięczną Ostrołękę odwiedzili najważniejsi politycy partii Jarosława Kaczyńskiego, z nim samym włącznie. To tutaj “sprawczość” PiS miała stawić czoła “imposybilizmowi” PO.

“Elektrownia. Tutaj w Ostrołęce. Która powstawała za czasów rządów Prawa i Sprawiedliwości. A jej budowę przerwano w 2012 roku. Dzisiaj na tym placu budowy hula wiatr. [...] Jest zbrodnią, że porzucono [tę - red.] inwestycję” - wykrzykiwał Andrzej Duda w lutym 2015.

“Tutaj miała być piękna, wspaniała elektrownia. Dzisiaj mamy działkę, która jest porośnięta krzakami. [...] Na tej działce powinna powstać nowa elektrownia w Ostrołęce i ja państwu deklaruję, że powstanie” - mówiła kilka miesięcy później Beata Szydło.

Politycy PiS wytykali rządowi PO-PSL, że zarzucił projekt Ostrołęki C, czyli kolejnego bloku na węgiel w tamtejszej elektrowni. A tym samym zmarnował 400 mln złotych wydane na przygotowania do budowy.

Partia Kaczyńskiego inwestycję wznowiła.

I po sześciu latach jej rządów bilans strat związanych z Ostrołęką C sięga już 1,35 mld zł.

Teraz politycy PiS powtarzają, że nie mają sobie nic do zarzucenia, a projekt upadł z przyczyn niezależnych od nich - głównie przez antywęglową politykę UE. W rzeczywistości, wskrzeszając go, od początku lekceważyli opinie ekspertów i kierowali się politycznymi korzyściami. A do realizacji projektu oddelegowali ludzi “sprawdzonych” politycznie, ale albo nieprzygotowanych do tej roli, albo szukających okazji, by ubić własne interesy.

Mózgiem tej operacji był ostrołęcki poseł Arkadiusz Czartoryski - szara eminencja w mieście i gorący zwolennik powstania elektrowni (do niedawna w PiS, obecnie w Partii Republikańskiej Adama Bielana).

Arkadiusz Czartoryski z Ostrołęki
Arkadiusz Czartoryski w lipcu 2018. Uroczystość podpisania umowy na budowę Ostrołęki C z generalnym wykonawcą. Fot. Maciek Jaźwiecki/Agencja Wyborcza.pl

W latach 2016-2020 pod okiem Czartoryskiego do zarządzania Ostrołęką C oddelegowano jego zaufanych ludzi:

  • Edwarda S., któremu w 2020 roku prokuratura postawiła zarzuty korupcyjne,
  • Adama Galanka, który oszukiwał poprzedniego pracodawcę, a dziś mimo braku doświadczenia w energetyce, robi błyskawiczną karierę w tej branży
  • oraz Janusza Kotowskiego, byłego prezydenta miasta, z wykształcenia katechetę.

Cała ostrołęcka elektrownia stała się tratwą, na której lokalny układ polityczny dryfował po przegranych wyborach samorządowych. Przy okazji inkasując pokaźne pensje. Na energetyce dorobiło się co najmniej kilkanaście osób powiązanych z ostrołęckim PiS.

Zarzuty i areszt dla byłego prezesa

W 2016 roku, z rekomendacji posła Czartoryskiego, prezesem spółki Elektrownia Ostrołęka, powołanej do budowy bloku C - zostaje Edward S.

Na tym etapie warto wyjaśnić, że ostrołęcka elektrownia to nie jeden podmiot, lecz cztery spółki zarządzane przez Energę. Poza Elektrownią Ostrołęka, są to jeszcze:

  • Energa Elektrownie Ostrołęka (dalej skrótowo: EEO) – koordynująca prace elektrowni węglowej z 1972 roku (bloku B),
  • Energa Serwis – powołana w 2011 roku do prowadzenia remontów w EEO
  • i Energa Ciepło – dystrybuująca energię cieplną w Ostrołęce (wcześniej Ostrołęckie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej - OPEC).

Edward S. przez wiele lat był związany ze starą elektrownią, a wcześniej długo był wiceprezesem OPEC. W latach 2007-2009 kierował spółką EEO, a później - w latach 2011-2012 - spółką Energa Serwis.

Edward S.
Edward S. w lipcu 2018. Uroczystość podpisania umowy na budowę Ostrołęki C z generalnym wykonawcą. Fot. Maciek Jaźwiecki/Agencja Wyborcza.pl

Okazało się, że S., oprócz doświadczenia w branży, ma też niepokojącą tendencję do szemranych biznesów.

W 2019 roku “Dziennik Gazeta Prawna” ujawnił, że dekadę wcześniej, za zgodą Edwarda S., stara elektrownia kupowała rosyjski węgiel po zawyżonych cenach. Już w 2010 roku o sprawie informował prokuraturę Krzysztof Majkowski - były senator PiS i wieloletni pracownik EEO. Postępowanie zostało jednak umorzone.

W kolejnych zawiadomieniach Majkowski pisał do prokuratury m.in., że prywatna firma synów Edwarda S. - Eko Energetyka i Ciepłownictwo (dalej: "Eko EiC") - otrzymywała zlecenia od Energi Serwis, czyli spółki, której prezesem do listopada 2012 był Edward S.

On sam w rozmowie z “Dziennikiem Gazetą Prawną” tłumaczył, że synowie uruchomili biznes już po tym, jak odwołano go z zarządu Energi Serwis. A udział firmy w pracach na rzecz elektrowni był “nieznaczny”.

Rzeczywiście Eko EiC zarejestrowana została dopiero w maju 2013. I być może dla Energi Serwis nie była znaczącym wykonawcą. Ale, jak wynika ze sprawozdań Eko EiC, dla niej państwowa spółka była w kolejnych latach klientem kluczowym i w dużej mierze dzięki niej osiągała zyski.

Po tym jak w 2019 roku “DGP” publikuje artykuł o Eko EiC, Edward S. traci fotel prezesa Elektrowni Ostrołęka.

We wrześniu 2020 CBA zatrzymuje Edwarda S., jego syna Bartosza oraz współpracownika Krzysztofa S. (pracownika "Eko"), a także wicedyrektora spółki PGE Dystrybucja Tomasza B.

Ta ostatnia spółka należy do kontrolowanej przez państwo grupy PGE. Śledztwo dotyczy zamówień, które składała w Eko EiC, wcześniej dzieląc się z tą firmą informacjami potrzebnymi do wygrania przetargu - relacjonował TVN24. Prokuratura Regionalna w Białymstoku postawiła w tej sprawie Edwardowi S. i trzem pozostałym mężczyznom zarzuty korupcyjne. Śledztwo jest w toku.

Błyskawiczna kariera Adama Galanka

Odejście Edwarda S. z Elektrowni Ostrołęka to jednak dopiero początek kadrowych roszad.

W marcu 2019 fotel prezesa przejmuje Adam Galanek (ur. 1980), od lat związany z PiS, kilkakrotny kandydat w wyborach samorządowych. I syn znajomego Arkadiusza Czartoryskiego - Józefa Galanka, radnego i biznesmena. Przed laty, dzięki tej znajomości Adam Galanek dostał pracę w urzędzie marszałkowskim.

Adam Galanek
Adam Galanek fot. eOstroleka.pl

W 2007 roku, gdy PiS wygrał wybory w Ostrołęce i prezydentem został Janusz Kotowski, Adam Galanek objął stanowisko wiceprezesa w Ostrołęckim Towarzystwie Budownictwa Społecznego. Od 2014 do 2016 roku był prezesem OTBS.

Wspomniany już wcześniej Krzysztof Majkowski, który w 2021 roku przez kilka miesięcy pracował jako audytor w OTBS, uważa, że w czasie swojego urzędowania Galanek oszukiwał spółkę.

W 2011 roku złożył wniosek o przydział 38-metrowego mieszkania. Dostał je w ekspresowym tempie - dwa dni po złożeniu wniosku. Według ustaleń Majkowskiego, Galanek wynajął komuś mieszkanie, choć regulamin TBS zabrania podnajmu. W dodatku przez kilka lat zalegał z wpłatą kaucji partycypacyjnej (ponad 30 tys. zł). Choć powinien wpłacić kaucję do grudnia 2011 roku, ostatnią ratę uregulował dopiero w listopadzie 2016 roku, gdy nie pracował już w OTBS.

Choć Galanek nie miał żadnego doświadczenia w energetyce, w 2016 roku został wiceprezesem Energa Elektrownie Ostrołęka, czyli spółki zarządzającej starą elektrownią. W czerwcu 2017 roku przeniósł się na fotel wiceprezesa Energa Wytwarzanie w Pruszczu Gdańskim (obecnie Energa OZE).

Zarabia coraz lepiej - w 2017 roku jego dochody to już 580 tys. złotych.

W TBS płaci cały czas preferencyjną stawkę czynszu - choć na jego konto wpływa kwota trzykrotnie przewyższająca limit uprawniający do płacenia za mieszkanie niższej stawki. W złożonej 30 sierpnia 2018 deklaracji o dochodach dla TBS Galanek nie wykazuje swojej pokaźnej pensji, zasłaniając się “klauzulą o zachowaniu poufności”. I dalej płaci za mieszkanie preferencyjną stawkę.

Reflektuje się dopiero na początku 2019 roku, wkrótce po wyborczej porażce prezydenta Janusza Kotowskiego, gdy nowy prezydent zaczyna czyszczenie miejskich spółek - w tym OTBS - z ludzi PiS. Ostatecznie od lutego 2019 spółka podnosi mu czynsz o 197 proc. We wrześniu 2021 prezydent Łukasz Kulik informuje prokuraturę w Ostrołęce o ustaleniach Krzysztofa Majkowskiego ws. czynszu i kaucji Galanka. Według informacji, którą uzyskaliśmy w prokuraturze, sprawa nadal jest badana.

Ale w międzyczasie - w listopadzie 2019 - Adam Galanek, zostaje prezesem Elektrowni Ostrołęka. Spółka ma już wówczas poważne problemy finansowe, a Galanek nie jest wybitnym ekspertem ani zarządzania, ani energetyki.

Funkcję prezesa Ostrołęki C pełni do dziś. Bo choć projekt w lutym 2020 został zamknięty, spółka Elektrownia Ostrołęka wciąż działa - do końca roku ma rozliczyć węglową porażkę. Ale Galanek ma już też nowe miejsce pracy: należącą do Energi spółkę CCGT, która ma w miejscu wyburzonego bloku C wybudować elektrownię gazową.

Najpierw został jej prezesem, a od września 2021 jest członkiem zarządu.

Chcieliśmy porozmawiać z Adamem Galankiem o jego kontaktach z politykami PiS, nieprawidłowościach związanych z OTBS i karierze w spółkach energetycznych. W sekretariacie Elektrowni Ostrołęka usłyszeliśmy jedynie, że Galanek w sprawach biznesowych poleca nam kontakt z rzecznikiem Energi, a “prywatnych” nie chce komentować. Na pytanie o powody zatrudnienia Galanka w CCGT, Energa odpowiada, że “nie komentuje spraw kadrowych”.

Cała elektrownia w rękach ostrołęckiego PiS

W tym samym roku co Galanek - czyli w 2019 - do zarządu chwiejącej się Ostrołęki C trafia Janusz Kotowski. To zaufany człowiek Arkadiusza Czartoryskiego i wieloletni prezydent Ostrołęki z ramienia PiS. Z wykształcenia katecheta i niedoszły ksiądz.

Janusz Kotowski podczas inauguracji elektrowni w Ostrołęce
Janusz Kotowski w lipcu 2018. Uroczystość podpisania umowy na budowę Ostrołęki C z generalnym wykonawcą. Fot. Maciek Jaźwiecki/Agencja Wyborcza.pl

W 2018 roku zasłynął na cały kraj zakazując pokazywania filmu “Kler” Wojciecha Smarzowskiego w jedynym kinie w mieście. Potem tłumaczył, że decyzję podjął samorząd, a nie on sam.

Jesienią 2018 Kotowski przegrał walkę o fotel prezydenta z niezależnym kandydatem Łukaszem Kulikiem. Kilka miesięcy później - w maju 2019 - trafił do zarządu Ostrołęki C. Pracował w niej do 31 sierpnia 2020. Według wyliczeń portalu "Moja Ostrołęka" w ciągu 15 miesięcy urzędowania zarobił tam między 675 tys. zł a 1,1 mln zł. Dziś jest p.o. dyrektora w ostrołęckim Muzeum Żołnierzy Wyklętych.

Po wyborczej przegranej Kotowskiego z urzędu i gminnych spółek zwolnionych zostało wielu jego ludzi. Ale i oni szybko znaleźli przystań w ostrołęckiej elektrowni. Roszady na stanowiskach szczegółowo opisywały lokalne media, w tym m.in. portale “Moja Ostrołęka”, eOstroleka.pl oraz “Tygodnik Ostrołęcki”.

  • Funkcję prezesa Energi Serwis objął Dariusz O., wcześniej przez 10 lat prezes Ostrołęckiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji.
  • Wiceprezeską w Enerdze Serwis została Ewa Waszkiewicz-Sznyter - członkini PiS, za rządów Kotowskiego skarbniczka miasta i członkini rady nadzorczej Ostrołęckiego Przedsiębiorstwa Komunalnego.
  • Kierownikiem ds. zaopatrzenia w Enerdze Serwis został Robert Juchniewicz - za Kotowskiego szef Miejskiego Zarządu Obiektów Sportowo-Turystycznych i Infrastruktury Technicznej. To działacz PiS i były kierownik biura poselskiego Arkadiusza Czartoryskiego.
  • Jeszcze w grudniu 2018 roku na dyrektora biura zarządu EEO powołano Grzegorza Płochę z PiS, wiceprezydenta Ostrołęki z czasów Kotowskiego, z wykształcenia także katechetę. Wg. ustaleń “Tygodnika Ostrołęckiego” stanowisko w EEO stworzono specjalnie dla niego.
  • W 2019 roku, w miejsce Płochy, dyrektorem biura zarządu został inny członek PiS - Grzegorz Makowiecki, absolwent teologii, były wicedyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie i były prezes OTBS.
  • W grudniu 2018 dyrektorką finansową EEO została radna PiS Ewa Żebrowska-Rosak, z wykształcenia specjalistka ds. produkcji rolniczej. Wcześniej, w latach 2016-2017, była członkinią rady nadzorczej w spółce budującej elektrownię C. W 2020 roku Żebrowska-Rosak otrzymała funkcję prokurentki EEO.
  • W 2018 roku w spółce budującej Ostrołękę C pracę specjalisty ds. komunikacji dostał Bogdan Piątkowski. Za rządów Janusza Kotowskiego był dyrektorem Ostrołęckiego Centrum Kultury, a wcześniej wieloletnim pracownikiem tego ośrodka.

Część ludzi Kotowskiego i Czartoryskiego trafiła do elektrowni jeszcze przed jego wyborczą porażką, za to po wygranej PiS wwyborach ogólnokrajowych.

  • W 2016 roku wiceprezeską Energa Ciepło została jego zaufana współpracowniczka Monika Chojnowska, wcześniej wiceprezeska w OTBS i zastępczyni Adama Galanka, podobnie jak Galanek posądzana o zaniżanie dochodów.
  • W tym samym roku energetyką zajęła się Katarzyna Kamińska, żona lokalnego działacza PiS Stanisława Sylwestra Kamińskiego. Z pracownicy Powiatowego Urzędu Pracy Kamińska awansowała na wiceprezeskę EEO.
  • W latach 2016-2019 prezesem Energi Serwis był Łukasz Chrostowski (rocznik 1988), syn Ryszarda Chrostowskiego, członka PiS i zaufanego człowieka posła Czartoryskiego.
  • Od 2016 roku w radzie nadzorczej EEO zasiada Wojciech Żebrowski (jest jej przewodniczącym). To członek PiS i wieloletni pracownik placówki Poczty Polskiej w Ostrołęce. Wcześniej bezskutecznie kandydował na miejskiego radnego.

W spółkach elektrowni ludzie Kotowskiego i Czartoryskiego zarabiali setki tysięcy złotych rocznie. Wielu z nich musiało jednak pożegnać się z lukratywnymi posadami, gdy w 2020 roku Energę przejął Orlen.

Nie oznacza to jednak, że w ostrołęckiej energetyce nie pracują już ludzie związani z PiS. W 2021 roku wiceprezeską EEO została radna powiatu ostrołęckiego Beata Kalinowska, była dyrektorka mazowieckiego oddziału Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. W latach 2019-2021 zasiadała w zarządzie Inowrocławskich Kopalń Soli SOLINO.

Czartoryski czuje się „zawiedziony”

Dziś - gdy po 120-metrowych pylonach Ostrołęki C nie ma śladu - część ludzi Arkadiusza Czartoryskiego i Janusza Kotowskiego piastuje posady w innych państwowych spółkach lub prowadzi własne biznesy. Działalność niektórych bada prokuratura.

Jako oficjalny powód fiaska projektu PiS wskazuje “zmianę uwarunkowań regulacyjnych i gospodarczych, m.in. polityki klimatycznej Unii Europejskiej”. Których rząd, jak twierdzi, po prostu nie mógł przewidzieć.

Po raz pierwszy pomysł powiększenia elektrowni o kolejny blok pojawił się w 2009 roku, gdy przejęła ją państwowa Energa. W planach rozwoju wpisała, że zakończy budowę bloku C w 2015 roku.

Już w 2012 akcjonariusze powołanej w tym celu spółki Elektrownia Ostrołęka SA wycofali się, uznając, że Ostrołęka C będzie nierentowna.

Nie zraziło to jednak polityków PiS: wrócili do niej po wygranych wyborach w 2015. Ministrem energii w rządzie Beaty Szydło został wtedy Krzysztof Tchórzewski, orędownik budowy i poseł z okręgu obejmującego m.in. Ostrołękę. Historię restartu Ostrołeki C i poniesionych z tego powodu strat finansowych szczegółowo przedstawili dziennikarze Czarno na Białym TVN24 w materiale "Polityka w gruzach" z września 2021.

Jeszcze we wrześniu 2016 roku do Energi przyłączyła się druga kontrolowana przez państwo spółka energetyczna - Enea. Przygotowania do budowy ruszyły w październiku 2018 r., tuż przed wyborami samorządowymi. Symboliczne łopaty wbili w ziemię m.in. minister Tchórzewski, Arkadiusz Czartoryski i prezydent Janusz Kotowski.

Wszystko to mimo kolejnych sygnałów ostrzegawczych i formułowanych wprost ostrzeżeń ekspertów i ekologów. W dodatku na budowę Ostrołęki C wciąż brakowało pieniędzy. Prowadząca ją spółka Elektrownia Ostrołęka w 2017 roku zanotowała ponad 1,6 mln straty. W 2018 roku strata wyniosła już 5 mln, a był to dopiero początek.

W lipcu 2019 zarząd Energi przyznał, że “skala inwestycji stanowi znaczne wyzwanie dla zamknięcia jego finansowania”. Dodał także, że „trwają prace prowadzące do pozyskania finansowania zewnętrznego”.

Kilka tygodni później Enea przegrała pierwszą głośną sprawę z Fundacją ClientEarth Prawnicy dla Ziemi, jednym ze swoich akcjonariuszy. Sąd uznał, że uchwała, w której walne zebranie akcjonariuszy Enei zgodziło się na budowę Ostrołęki C, było nieważne.

W międzyczasie trwały rozmowy z Polską Grupą Energetyczną, głównym akcjonariuszem spółki TFI Energia, która - zgodnie z wizją Tchórzewskiego - miała pomóc sfinansować projekt. W listopadzie 2019 PGE poinformowała jednak, że “odstąpiła od rozmów”.

Kilka dni wcześniej, po wygranych przez PiS wyborach parlamentarnych, Tchórzewski przestał być ministrem energii. Resort zlikwidowano, a jego zadaniami podzieliły się Ministerstwo Aktywów Państwowych i Ministerstwo Klimatu.

W grudniu 2019 szef MAP Jacek Sasin zapewniał, że nowy blok w Ostrołęce na pewno powstanie, a rząd “szuka sposobu pełnego finansowania" elektrowni. Od roku trwały już tam wtedy prace budowlane prowadzone przez General Electric. W 2019 spółka Elektrownia Ostrołęka odnotowała ponad miliard złotych finansowej straty.

W lutym 2020 Sasin mówił już, że rządzący dyskutują, jakie powinno być w źródło energii w nowej elektrowni. Wkrótce potem Energa i Enea zawiesiły finansowanie budowy. Projekt upadł. Strata finansowa netto za 2020 wyniosła ponad 625 mln złotych.

W czerwcu 2021 Energa i Enea porozumiały się z GE ws. budowy elektrowni na gaz. Ustaliły też maksymalną kwotę, jaką będą musiały zwrócić Amerykanom za dotychczasowe prace w projekcie węglowym - 1,35 mld złotych.

Spółka Elektrownia Ostrołęka musi jeszcze spłacić zaciągnięte w 2019 roku pożyczki od Energi i Enei, w sumie prawie 400 mln złotych. Termin zwrotu należności był wielokrotnie przedłużany. Obecnie przypada na 29 kwietnia 2022.

Co ciekawe, choć projekt Ostrołęki C został pogrzebany w 2020 roku, spółka Elektrownia Ostrołęka wciąż działa.

W 2020 roku zatrudniała 42 osoby z różnych branż, w tym czteroosobowy zarząd z Adamem Galankiem włącznie. Na wynagrodzenia pracowników, wraz z pochodnymi, wydała 11,3 mln złotych.

Wyniki za 2021 rok będą publicznie znane dopiero w połowie przyszłego roku. Rzecznik Energi odmówił nam ujawnienia stanu zatrudnienia i wydatków na pensje w 2021 roku. Wyjaśnił tylko, że rozliczenie nieudanej elektrowni wymaga “utrzymania optymalnego stanu zatrudnienia inżynierów i specjalistów”.

Poza wewnętrznymi rozliczeniami, w spółce trwa audyt Najwyższej Izby Kontroli. W czerwcu 2021 prezes NIK Marian Banaś mówił, że kontrolerzy kończą prace. Zapowiedział, że Izba złoży do prokuratury zawiadomienie w sprawie niegospodarności.

“Tam są duże nieprawidłowości. Inwestycja nie została zakończona, a wydano ogromne pieniądze. Koszty są na barkach obywateli. Pytanie jest, kto za to odpowiada” - komentował Banaś w radiu TOK FM.

No właśnie, kto?

Arkadiusz Czartoryski mówi nam przez telefon, że on odpowiedzialności nie czuje. Jest natomiast “zawiedziony”, że blok C nie powstanie.

Udostępnij:

Maria Pankowska

Dziennikarka śledcza OKO.press, absolwentka ILS UW i College of Europe. Wcześniej pracowała m.in. w Komisji Europejskiej, na Uniwersytecie Narodów Zjednoczonych w Tokio oraz w Polskim Instytucie Dyplomacji.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne