Prof. Leszek Balcerowicz regularnie nazywa PiS partią skrajnie lewicową. To pomieszanie pojęć, które nie służy debacie publicznej. PiS, tam gdzie jest skrajny, nie jest lewicowy. Tam gdzie jest lewicowy, nie jest skrajny. A jaki właściwie jest PiS? Jedyne, co da się o nim powiedzieć z całą pewnością, to, że jest skrajnie niekompetentny. Analiza OKO.press

Dyscyplina terminologiczna nie jest mocną stroną polskiej debaty publicznej.

  • Politycy i publicyści związani z PiS nazywają „lewactwem” po prostu wszystkich, z którymi się nie zgadzają, a w szczególności swoich największych wrogów – liberałów.
  • Sympatycy kolejnych partii Janusza Korwin-Mikkego twierdzą z kolei, że w Polsce w ogóle nie ma prawicy – poza nimi samymi oczywiście. Wszyscy inni są socjalistami albo komunistami.
  • Dla Leszka Balcerowicza skrajną lewicą jest zarówno ultrakonserwatywny PiS jak i progresywna Partia Razem.

„»Lewakiem« może być niemal każdy, łatwiej nawet się zastanowić, kto właściwie »lewakiem« być nie może” – mówił „Krytyce Politycznej” Łukasz Drozda, autor książki „Lewactwo. Historia dyskursu o polskiej lewicy radykalnej”. “»Lewakami« są nie tylko ludzie o poglądach, które określimy jako lewicowe, ale też przedstawiciele wszelkich ideologii jakoś kojarzonych z postępem albo innych dalekich od prawicy. Nieraz zresztą „»Lewakami« określani są prawicowcy, jeżeli nie mieszczą się w kategorii najbardziej ekstremistycznej prawicy”.

Skoro prawie każdy w Polsce może zostać nieoczekiwanie uznany z przedstawiciela skrajnej lewicy, sam termin przestaje cokolwiek znaczyć.

Spróbujmy jednak przywrócić mu trochę sensu.

Lewica – co to takiego?

Lewica to nowoczesny nurt polityczny dążący do równości społecznej i emancypacji dyskryminowanych grup społecznych. Od czasu powstania pod koniec XVIII wieku przeciwstawia się niedemokratycznej, hierarchicznej władzy – stąd walka z monarchią i lewicowy antyklerykalizm. W połowie XIX wieku lewica zaczęła być utożsamiana z walką robotników o ich prawa i – zgodnie z filozofią Karola Marksa – o kolektywną kontrolę nad zakładami pracy.

Dzisiejsza lewica – po wielu perturbacjach – zachowuje dziedzictwo historycznej lewicy. Ważne są dla niej

  • prawa pracownicze i udział pracowników w zarządzaniu zakładami pracy;
  • redystrybucja dochodu i zmniejszanie nierówności ekonomicznych;
  • państwo wolne od wpływu religii;
  • równe prawa i faktyczna możliwość ich realizacji dla kobiet i grup mniejszościowych.

Do takich postulatów odwołują się wszystkie znaczące partie lewicowe w Europie: od hiszpańskiego Podemos, przez brytyjską Labour Party po szwedzkich Socjaldemokratów czy bardziej radykalną Partię Lewicy.

Choć odłamów lewicy jest co niemiara, najbardziej popularny w Europie socjaldemokratyczny nurt postuluje aktywną rolę państwa w gospodarce i politykę pełnego zatrudnienia (a ostatnio coraz częściej bezwarunkowego dochodu gwarantowanego), chce niwelować nierówności społeczne przy pomocy progresywnych podatków oraz świadczeń i usług publicznych. Chce po prostu budować państwo opiekuńcze, które zaspokaja podstawowe potrzeby obywateli.

W skrócie: lewica chce wolności i równości. Uznaje, że nie ma jednego bez drugiego, bo na co komu formalne prawa skoro nie ma zasobów, by z nich korzystać. Ta refleksja różni ją od klasycznego liberalizmu, z którego historycznie się wywodzi.

Która lewica jest skrajna?

Lewica nie kończy się jednak na tradycyjnych partiach socjalistycznych, których program – niegdyś uważany za wywrotowy – doczekał się przynajmniej częściowej realizacji w większości państw europejskich. Ten sukces jest zresztą jednym ze źródeł ich obecnej słabości, stąd coraz odważniejsze próby odtwarzania dawnego radykalizmu lewicy. Sprzyjają temu rosnące nierówności społeczne – tak jakby niegdysiejsze osiągnięcia lewicy przestały działać.

Lewica, która marzy o śmiałej reorganizacji gospodarki w duchu równości, to jednak nie całkiem to samo, co lewica skrajna.

To ostatnie miano należy się raczej partiom i organizacjom, które całkowicie odrzucają porządek liberalnej demokracji, bo uważają ją za niereformowalny twór kapitalizmu, który cementuje niesprawiedliwość społeczną. To przede wszystkim słabsze dziś partie czerpiące z marksizmu-leninizmu i maoizmu. Czy partie te są nieodrodnym potomstwem Marksa i zachodniej lewicy, czy raczej wynaturzeniem, które rozkwitło w słabo rozwiniętych na wpół feudalnych autokracjach – historycy idei spierają się do dziś. Faktem jest jednak, że te nurty – historycznie identyfikowane z lewicą – mają problem z fundamentalną dla lewicy wartością: wolnością.

To z tych ideologii kiełkowały organizacje terrorystyczne, które siały postrach w zachodniej Europie w latach 70 i 80 – zachodnioniemiecka Frakcja Czerwonej Armii, włoskie Czerwone Brygady czy hiszpańskie GRAPO. Co ciekawe, w międzyczasie stare partie komunistyczne stały się przewidywalną częścią europejskiego pejzażu politycznego. Przykład? Rządzący (nie bez sukcesów) Portugalią lewicowy premier Antonio Costa sprawuje dziś władzę ze wsparciem PCP – portugalskiej partii komunistycznej.

Podsumowując i upraszczając: skrajna lewica jest wroga demokracji liberalnej i postuluje radykalną równościową redystrybucję dóbr.

PiS i demokracja liberalna

O stosunku Prawa i Sprawiedliwości do liberalnej demokracji piszemy codziennie. Najlepiej oddają go słowa posłanki PiS Joanny Lichockiej o mediach.

„Ja też najchętniej bym wszystko pozamykała, powsadzała do więzień, zrobiła porządek raz, dwa, trzy i wprowadziła najlepiej jednowładztwo Jarosława Kaczyńskiego. Wtedy byłabym spokojna, że jest dobrze. Ale niestety nie możemy sobie na to pozwolić, bo jesteśmy krajem demokratycznym i obowiązują nas prawa i zasady państw demokratycznych” – mówiła podczas spotkania z wyborcami.

„[Jarosław Kaczyński] uważa, że polityczna wola realizowana przy pomocy aparatów państwa, ponad prawem, prawdą i przyzwoitością jest jedynym skutecznym sposobem uzyskiwania zmiany społecznej i budowy narodowej suwerenności” – pisał dla OKO.press Edwin Bendyk. „W tej wizji nie ma zbyt wiele miejsca na autonomiczne, niezależne od państwa społeczeństwo zdolne do samodzielnego realizowania swoich celów”.

To, czy Jarosław Kaczyński w sposobie uprawiania polityki inspiruje się naukami swoich marksistowskich wykładowców ze studiów, jest ciekawym zagadnieniem, ale tutaj jest w zasadzie bez znaczenia: w samym deptaniu konstytucji i dążeniu do zgromadzenia maksymalnej władzy nie ma nic wyjątkowo lewicowego.

Podobnie działały przecież faszystowskie i skrajnie konserwatywne reżimy, nawet te, których polityka gospodarcza nie miała absolutnie nic wspólnego redystrybucją. Bycie autokratą ma dość przypadkowy związek z poziomem wrażliwości społecznej.

PiS i równość

Tu jest znacznie ciekawiej. Program 500 plus to nowoczesne świadczenie, którego nie powstydziłaby się niejedna partia lewicowa. Program faktycznie zmniejszył ubóstwo – zwłaszcza wśród wielodzietnych rodzin. Sam program nie odbiega jednak szczególnie od europejskich programów świadczeń rodzinnych. Innymi słowy – nie ma w nim nic szczególnie radykalnego, choć jak na Polskę jest rewolucyjny. Jego bezwarunkowość kontrastuje ze standardem polskiej polityki społecznej, co budzi niekiedy zrozumiałą złość osób, które potrzebują od państwa wsparcia, a na taką bezwarunkowość liczyć nie mogą.

Ważna, choć mniej rewolucyjna,  jest wprowadzona przez rząd Zjednoczonej Prawicy godzinowa stawka minimalna, której związki zawodowe domagały się od lat (choć chciałyby, aby była wyższa). Twarzą tych dwóch inicjatyw jest minister Elżbieta Rafalska – polityczka o konserwatywnych, ale wyraźnie socjalnych poglądach. To ona odpowiada za ogromną większość prospołecznych reform rządu.

Lewicowe z ducha – choć niekoniecznie z intencji – jest ograniczenie handlu w niedzielę, które wywalczyła „Solidarność”. To jednak rozwiązanie, które popiera większość chadeckich polityków w Europie. Podobnie dwuznaczny jest powrót do poprzedniego wieku emerytalnego i zróżnicowania go ze względu na płeć – tutaj PiS poszedł wbrew europejskiej polityce zrównywania wieku emerytalnego generalnie popieranej przez lewicę. Do istotnych socjalnych inicjatyw rządu można jeszcze zaliczyć podniesienie emerytury minimalnej do 1000 zł w 2017 roku.

To najważniejsze wątki socjalnej polityki rządu.

Z wyjątkiem problematycznego zróżnicowania wieku emerytalnego, nie ma w tych reformach nic szczególnie skrajnego.

Pewną – bardzo nielewicową – cechą polityki socjalnej rządu jest jej klientelizm. PiS niekoniecznie daje podwyżki świadczeń i wynagrodzeń tym, którzy najbardziej ich potrzebują, ale tym, których PiS najbardziej potrzebuje jako partia. Przykładem jest skrajna dysproporcja między świadczeniami rodzinnymi a np. świadczeniami dla osób z niepełnosprawnością.

Bowiem wyrównywanie szans realizowane jest polityce PiS niejako przy okazji nadrzędnego celu zdobycia partyjnego poparcia. Cóż, tak działają partie polityczne, ale w przypadku PiS ta kalkulacja przysłania wszystko inne. Przykład? Choćby wyprawka szkolna.

„Po co? Czy ktoś o to prosił?” – pytał retorycznie dr Paweł Kubicki, specjalista od polityki społecznej z SGH. „Czy chociaż jedna osoba powiedziała: »Chcę 300 zł, to poważny problem społeczny?« Czy ktoś robił badania?”

Za takie pieniądze z naszych podatków (1,4 mld) można by zrealizować duży program wyrównywania szans dzieci ze środowisk uboższych materialnie (o czym OKO.press pisało tu i tu). Wyprawka trafi jednak do rodziców tuż przed wyborami. Być może to właśnie brak lewicowego kręgosłupa pozwala PiS-owi wpadać w ten zły rodzaj populizmu.

PiS i kapitalizm

A jak jest z polityką gospodarczą? PiS nie tylko nie jest lewicowy – jest entuzjastycznie kapitalistyczny. Niekiedy jego wiara w rynek może wręcz zawstydzić liberałów. Przykłady?

  • Pracownicze Plany Kapitałowe. Ekonomistka z Szkoły Głównej Handlowej prof. Leokadia Oręziak nazywa to „ogromnym transferem pieniędzy z wynagrodzeń i z finansów publicznych, czyli od nas wszystkich, do wąskiej wybranej grupy”. Kogo? „To przede wszystkim zarządzający instytucjami finansowymi, inwestorzy instytucjonalni i inni gracze na rynku finansowym oraz różni pośrednicy, w tym biura maklerskie. Dla nich ten transfer to paliwo. Niecierpliwie czekają, aż ustawa wejdzie w życie”.
  • Ustawa o ułatwieniach w przygotowaniu i realizacji inwestycji mieszkaniowych (tzw. Lex deweloper) rujnująca planowanie przestrzenne w Polsce. W interesie dużych deweloperów. Z zapowiadanego przez PiS programu budowy mieszkań z tanim czynszem została chaotyczna i groźna deregulacja – rząd nie ma zamiaru wydać na budownictwo społeczne żadnych realnych pieniędzy.
  • Wspieranie łamania praw pracowniczych w spółkach skarbu państwa. Przykład? Zwolnienie szefowej personelu pokładowego PLL LOT Moniki Żelazik. Wiceminister infrastruktury sugerował, że obciąży związkowców stratami, które wynikły z samej groźby strajku.
  • Brak jakiegokolwiek pomysłu na redystrybucję przy pomocy podatków, z wyjątkiem marginalnej jeśli chodzi o wysokość i zasięg „daniny solidarnościowej”. Tymczasem polska ma wyjątkowo niesprawiedliwe podatki: najzamożniejsi płacą nieproporcjonalnie mało, najmniej zamożni – dużo. Budżet opiera się na podatku VAT, który najbardziej obciąża ludzi o najniższych dochodach. Nasz kraj ma też koszmarny problem z nierównością dochodową. Najnowsze badania pokazują, że nierówności są znacznie większe niż dotychczas sądzono.

Liberalna Platforma Obywatelska potrafiła sprzeciwić się rynkom finansowym ws. OFE – za co zresztą zapłaciła wysoką cenę w wyborach w 2015. Na razie nic nie wskazuje, by „skrajnie lewicowy” PiS w ogóle był do tego zdolny – ulega za to naciskom biznesu. Ma zapewne nadzieję, że rozbuduje zaplecze finansowe, które da mu dużą i stabilną przewagę nad pozostałymi siłami politycznymi. Efekt jest taki, że przy chaotycznych, słabych i podatnych na wpływy rządach, kapitał robi co chce. Skrajna lewica? Raczej skrajna niekompetencja.

Podsumujmy ten przydługi ustrojowo-gospodarczy wywód.

PiS, tam gdzie jest skrajny (ustrój), nie jest lewicowy. Tam gdzie bywa lewicowy (polityka społeczna) w ogóle nie jest skrajny, co najwyżej dość bezmyślny. Zasadniczo jest jednak po prostu partią, która nie bardzo wie, po co rządzi i czego chce, poza tym, że bardzo chce mieć więcej władzy, niż demokracja może jej dać.


Adnotacja 21.08.2018: z pierwszej wersji tekstu wykreślono słowo anarchokapitaliści w stosunku do sympatykówKorwina Mikke, bo to nietrafne określenie. Kim właściwie są – minarchicznymi monarchistami? – dobrze wiedzą tylko oni sami. Na pewno bardzo nie lubią państwa, a bardzo lubią wolny rynek i pana Janusza.

Redaktor i dziennikarz OKO.press. Tłumacz literatury. Pisze o polityce społecznej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym