Pizza od religijnego radykała. W Izraelu fanatycy rządzą krajem, ale z nowoczesnością przegrają
Z Naorem Narkisem, izraelskim aktywistą na rzecz praw człowieka i rozdziału religii od państwa, kandydatem lewicowej partii „Demokraci” w październikowych wyborach parlamentarnych i edukatorem pomagającym byłym członkom ultraortodoksyjnych Haredim odnaleźć się w świeckim życiu, rozmawiamy o procesie tworzenia świeckiej, obywatelskiej tożsamości izraelskiej.
Kacper Max Lubiewski, OKO.press: Jak zostaje się aktywistą na rzecz świeckości państwa? Jakie doświadczenia doprowadziły cię do podjęcia właśnie tej walki?
Naor Narkis: Bezpośrednim impulsem do zaangażowania się w sprawę rozdziału religii od państwa była decyzja mojej siostry o przyjęciu radykalnej, ultraortodoksyjnej odmiany judaizmu. Ponieważ nasza rodzina jest świecka, moja siostra odmawia nam prawa do kontaktu z nią i jej dziećmi. Nie chce, żeby miały dostęp do niereligijnego świata.
Mój aktywizm nie wynika jednak wyłącznie z historii mojej rodziny — izraelskie instytucje państwowe są przesiąknięte konserwatywną doktryną religijną. Przykładów jest bardzo wiele: transport publiczny niemal całkowicie przestaje kursować w szabat, podobnie jak przestają działać strony internetowe, za pośrednictwem których płacimy podatki. Prawo cywilne jest podporządkowane sądom religijnym, więc w Izraelu nie ma ślubów cywilnych ani małżeństw jednopłciowych. Niereligijni Żydzi, mimo że stanowią w Izraelu większość, regularnie spotykają się też z przemocą i nachalną propagandą ze strony społeczności ultraortodoksyjnej.

Komentarze