26 kwietnia 2020

PKW odmawia wydania opinii ws. legalności wyborów prezydenckich. Hermeliński: PKW skapitulowała

Państwowa Komisja Wyborcza odmówiła wydania opinii o legalności i bezpieczeństwie wyborów prezydenckich, które PiS chce zorganizować mimo pandemii. Komisja głosu nie zabierze, bo jest "apolityczna". Jednocześnie jej szef przyznaje: "Tu [w PKW], nie ma co ukrywać, są osoby, które zostały wskazane przez konkretne kluby poselskie"

Opinia PKW w sprawie wyborów prezydenckich przewidzianych na 10 maja była oczekiwana od kilku dni. PKW to profesjonalny organ państwowy, który przez ostatnie 30 lat organizował w sposób niezależny i budzący zaufanie wszystkie wybory. Dlatego jej opinia w sprawie wyborów, które po raz pierwszy dla wszystkich Polaków odbędą się w sposób korespondencyjny jest ważna.

O taką opinię PKW poprosił Senat, który pracuje nad specjalną ustawą - przygotowaną przez PiS - wprowadzającą powszechne wybory korespondencyjne, które ma przeprowadzić działacz PiS, minister aktywów państwowych Jacek Sasin i Poczta Polska. PKW z organizacji tych wyborów została wyłączona przez PiS przepisem wrzuconym do tarczy antykryzysowej.

Choć ustawa nie jest uchwalona – wróci do Sejmu na kilka dni przed wyborami – to premier bez podstawy prawnej już zlecił Sasinowi przygotowania. Bez podstawy prawnej są drukowane karty do głosowania, a Poczta bez podstawy prawnej żąda od samorządów spisów wyborców. Pisaliśmy o tym w OKO.press:

PKW pisze, że nic nie może i że podporządkuje się woli władzy PiS

W piątek 24 kwietnia w nocy PKW wysłała w końcu pismo do Senatu, z którego treści wynika, że odmawia wydania opinii. Podpisał się pod nim szef PKW Sylwester Marciniak (sędzia NSA). Najważniejszy organ wyborczy w Polsce pisze jedynie, że jest „organem apolitycznym, realizującym swoje obowiązki związane z organizacją i przeprowadzeniem wyborów na podstawie obowiązującego prawa” i, że nie posiada „inicjatywy legislacyjnej”.

Szef PKW pisze, że kierowana przez niego instytucja „Nie jest uprawniona do oceny wprowadzanych przez ustawodawcę regulacji, lecz zobowiązana jest ustawowo do ich realizacji. Kwestie związane z ustaleniem sposobu przeprowadzenia wyborów są bowiem decyzjami o charakterze politycznym, a Państwowa Komisja Wyborcza z uwagi na charakter wykonywanych ustawowych zadań nie może wypowiadać się w tego rodzaju sprawach. Decyzje polityczne w przedmiotowym zakresie należą do wyłącznej kompetencji ustawodawcy”. I to wszystko. Cała treść pisma PKW do Senatu jest tutaj.

O czym PKW nie napisała w piśmie do Senatu

PKW w stanowisku dla Senatu w żaden sposób nie odniosła się do pomysłu na powszechne wybory korespondencyjne, które PiS forsuje z pogwałceniem prawa i dotychczasowych zasad.

Specjalna ustawa o takich wyborach została zgłoszona i uchwalona już przez Sejm w czasie trwającego procesu wyborczego. A zgodnie z orzecznictwem Trybunału Konstytucyjnego istotnych zmian wyborczych nie wprowadza się na pół roku przed wyborami. Ponadto projekt tej ustawy został zgłoszony i uchwalony wbrew Regulaminowi Sejmu, który mówi, że projekty zmiany prawa wyborczego doręcza się posłom co najmniej na dwa tygodnie przed jego pierwszym czytaniem w Sejmie.

Pisaliśmy o tym i o projekcie głosowania korespondencyjnego w OKO.press:

PKW ani słowem do tego się nie odniosła. Podobnie jak do tego, że PiS wykluczył ją z organizacji tych wyborów (taki przepis wprowadzono do tarczy antykryzysowej), zlecając organizację wyborów działaczowi PiS Jackowi Sasinowi i Poczcie Polskiej, która ma roznieść pakiety do głosowania, a potem je zebrać.

PKW nie odniosła się też do legalności i ważności takich wyborów. Nie wszyscy Polacy z powodu epidemii – zwłaszcza za granicą – będą mogli wziąć w nich udział. Nie jest też zagwarantowana tajność głosowania oraz równa kampania wyborcza kandydatów.

Co ważne, PKW w piśmie do Senatu nie zajęła stanowiska w kluczowej kwestii, która niepokoi wielu Polaków. Czy wybory organizowane w czasie szalejącego koronawirusa będą dla nich bezpieczne, nawet jeśli będą głosować korespondencyjnie (wirus przenosi się też na kartkach). A jak pokazują przykłady światowe po wyborach we Francji i w Bawarii nastąpił wzrost zachorowań. Pisaliśmy o tym w OKO.press:

PKW nie wzięła nawet w obronę członków komisji wyborczych, którzy będą liczyć głosy i też będą narażeni na zachorowanie.

Sędzia Wojciech Hermeliński: PKW skapitulowała, nie broni się

Postawie PKW dziwi się jej były szef Wojciech Hermeliński, były sędzia TK w stanie spoczynku. "PKW w poprzednich latach opiniowała zmiany prawa wyborczego i się od tego nie uchylała. Jeszcze za mojej kadencji opiniowaliśmy na przełomie 2017/18 roku zmiany wprowadzające do składu PKW osoby wybrane przez Sejm [zamiast profesjonalnych sędziów, których PiS usunął z PKW – red.]", mówi OKO.press Wojciech Hermeliński.

"Wtedy nasza opinia była stanowcza i krytyczna, choć były to pomysły mniej groźne niż te obecnie"

Hermeliński podkreśla, że PKW ma prawo opiniować projekty zmian w prawie wyborczym. Pozwala jej na to artykuł 160 kodeksu wyborczego, który mówi, że PKW sprawuje nadzór nad przestrzeganiem prawa wyborczego. "Dziwię się, że PKW nie przeszkadza, że uchwalając zmiany w prawie wyborczym złamano choćby Regulamin Sejmu. Nie przeszkadza jej też, że odebrano jej uprawnienia w tarczy antykryzysowej", podkreśla Hermeliński. I mocno zaznacza:

"PKW abdykowała w tak istotnej sprawie. To dla mnie niezrozumiałe, że odsunięto ją na boczny tor i nie zajmuje stanowiska. Sama PKW nie dba o swój prestiż. To kapitulacja".

Pisaliśmy w OKO.press jak PiS wyeliminował PKW z organizacji wyborów prezydenckich:

Kto jest w PKW?

Brak kluczowej opinii PKW ws. korespondencyjnych wyborów prezydenckich wynika z obecnego składu tego wyborczego organu. PiS usunął bowiem z PKW sędziów, którzy zasiadali w niej od lat i byli gwarantami, że wybory są przeprowadzane w sposób niezależny.

Zamiast sędziów wprowadzono tam osoby wskazane przez partie polityczne. W styczniu 2018 roku weszła w życie nowelizacja kodeksu wyborczego, zgodnie z nią siedmiu na dziewięciu członków PKW powołuje Sejm, a po jednym rekomenduje Trybunał Konstytucyjny i Naczelny Sąd Administracyjny.

Wcześniej po trzech członków Komisji wskazywali odpowiednio prezesi: Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego i Naczelnego Sądu Administracyjnego.

Nową PKW Sejm wybrał w grudniu 2019 roku. I tak z rekomendacji PiS zasiadają w niej: Zbigniew Cieślak (sędzia TK w stanie spoczynku), Dariusz Lasocki (były stołeczny radny z ramienia PiS) oraz Arkadiusz Pikulik (adwokat). Koalicja Obywatelska zgłosiła Ryszarda Balickiego (specjalista prawa konstytucyjnego) oraz Konrada Składowskiego (profesor Uniwersytetu Łódzkiego). Lewica wskazała Liwiusza Laskę (adwokat, doktor z UW), zaś PSL-Kukiz'15 - Macieja Miłosza (adwokat, sędzia Trybunału Stanu).

Prezes NSA wskazał do Komisji sędziego Sylwestra Marciniaka, zaś prezes TK Julia Przyłębska wskazała sędziego Wojciecha Sycha, który poszedł na współpracę z PiS (najpierw dostał nominację do SN, a potem do TK). Zgodnie z kodeksem wyborczym spośród tych dwóch sędziów został wybrany przewodniczący PKW, czyli Marciniak.

Jak PKW zmieniła zdanie w sprawie wyborów

Do tej pory szef PKW wydał dwa stanowiska w sprawie wyborów prezydenckich w maju. Pierwsze 27 marca, drugie 9 kwietnia. W obu PKW wysłał sygnał dla PiS, że wybory prezydenckie nie powinny się odbyć. Zwłaszcza na zasadach, na jakich chce je przeprowadzić PiS. PKW podkreślał, że reguły wyborcze muszą być jasne i równe dla wszystkich oraz zgodne z Konstytucją.

Zwłaszcza komunikat z kwietnia był mocny w wymowie i pojawił się już po zgłoszeniu przez PiS projektu ustawy o głosowaniu korespondencyjnym. PKW pisał w nim, że „Wybory to moment, w którym suweren może się wypowiedzieć i zdecydować, w czyje ręce powierzy swoje losy. Jednak w demokratycznym państwie wybory to nie tylko głosowanie, to skomplikowany mechanizm, w którym uczestniczą zarówno wyborcy, kandydaci, jak i organy administracji publicznej organizujące proces wyborczy.

Proces ten, z uwagi na swoje znaczenie i złożony kształt, musi opierać się na jasnych i jednoznacznych normach wyprowadzanych wprost z Konstytucji”.

I dalej: „Obowiązujące w państwie przepisy muszą zagwarantować, że reguły rywalizacji politycznej będą jasne i równe dla wszystkich, a wynik wyborów będzie urzeczywistniał wolę narodu. Dla realizacji tego celu prawo wyborcze musi być stabilne, w szczególności proces jego modyfikacji nie może budzić żadnych wątpliwości prawnych”. Pod komunikatami podpisał się szef PKW Sylwester Marciniak.

Pisaliśmy o tych stanowiskach w OKO.press:

Co się zmieniło od tamtego czasu, że PKW nagle skapitulowała, umywa ręce od oceny tych wyborów i chce się podporządkować woli władzy PiS? „Gazeta Wyborcza” pisała, że w PKW powstał projekt dla Senatu krytykujący wybory korespondencyjne. Była w nim opinia, że wybory organizowane w prawnym chaosie, bez PKW nie będą spełniać konstytucyjnych standardów.

Ale szef PKW Sylwester Marciniak miał zmienić zdanie – jak pisze "Gazeta Wyborcza” - i nie ma już nic przeciwko wyborom korespondencyjnym. A jego głos był decydujący.

I tak powstało nowe pismo, które przesłano do Senatu. Co wpłynęło na zmianę stanowiska szefa PKW? Naciski z PiS?

Szef PKW: będą problemy, ale to nie my uchwalamy przepisy

Więcej światła na zmianę stanowiska szefa PKW Sylwestra Marciniaka rzucają jego wypowiedzi jakich udzielił PAP – depesza z nimi została opublikowana 25 kwietnia 2020 w sobotę, rano.

Szef PKW mówi PAP, że „Komfortowa byłaby sytuacja, gdybyśmy na dzień dzisiejszy znali zasady, na jakich będą przeprowadzone wybory. Z drugiej strony można powiedzieć, że mamy obecnie szczególną sytuację, a szczególna sytuacja wymaga szczególnych unormowań prawnych”. Marciniak przyznał, że w PKW ścierały się dwa poglądy. "Część kolegów wychodziła z założenia, że w ogóle nie powinniśmy opiniować. Ja muszę wyważyć stanowisko wszystkich dziewięciu członków PKW", mówił PAP Marciniak.

Przypominał, że od lutego 2020 roku PKW działa w nowym składzie, w którym 7 z 9 członków zostało wskazanych przez Sejm. „Ta komisja ma zupełnie inny charakter, niż poprzednia, w której był tylko sędziowski skład. Tu, nie ma co ukrywać, są osoby, które zostały wskazane przez konkretne kluby poselskie" - podkreślił.

„Jest inaczej. Ale odnoszę wrażenie - mimo pewnych zawirowań - że zawsze można dojść do konsensusu. Współpraca układa się dobrze, no, może z małymi wyjątkami, ale umiemy różnić się pięknie i w zgodzie”.

Zapewniał, że stanowisko dla Senatu przyjęto przy jednym głosie wstrzymującym się.

Mówił, że PKW nie może opowiedzieć się po żadnej stronie politycznego sporu. - My jesteśmy organem administracji wyborczej. Naszym zadaniem jest zorganizowanie i sprawne przeprowadzenie wyborów, uczciwych i transparentnych – zaznaczył w rozmowie z PAP. Nie dodał jednak, że PKW tych wyborów nie będzie organizować, a jej rola sprowadzi się jedynie do ogłoszenia wyników wyborów i wzięcia potem za te wybory odpowiedzialności.

Szef PKW w zadziwiający sposób skomentował fakt, że ustawa o głosowaniu korespondencyjnym nie jest jeszcze uchwalona – jest w Senacie, do Sejmu wróci na kilka dni przed wyborami. Ocenił, że to „olbrzymi problem pod względem prawnym” i, że „wejście w życie nowych przepisów to zdarzenie przyszłe i niepewne, bo wszystko zależy od ustawodawcy”.

Przewodniczący PKW przyznał, że dla niego optymalnym rozwiązaniem byłoby głosowanie przez internet, jednak wprowadzenie takiego rozwiązania to jego zdaniem nie kwestia miesięcy, tylko lat przygotowań.

Dlatego w jego ocenie w obecnej sytuacji w rachubę wchodzą jedynie wybory korespondencyjne i ich przeprowadzenie to „decyzja polityczna”, która należy do „ustawodawcy”. "My możemy ewentualnie się zastanawiać, czy jest to możliwe do wykonania. Na pewno problemy logistyczne będą występowały, ale póki tej ustawy nie ma, trudno przesądzać, jak będzie", powiedział PAP szef PKW.

To też zaskakująca wypowiedź, bo Marciniak mówi tak jakby wybory były czymś odległym, nie biorąc pod uwagę, że PiS te wybory już organizuje, choć nie ma jeszcze ustawy. Nie odnosi się też do tego, że ustawa o głosowaniu korespondencyjnym ma być uchwalona na kilka dni przed 10 maja. I dopiero krótko przed głosowaniem Polacy poznają zasady wyboru prezydenta. A to oznacza wielki chaos. Marciniak rozmowę z PAP zakończył przypuszczeniem, że frekwencja w tych wyborach będzie niższa, a „przy wyższej frekwencji silniejsza jest legitymizacja osób, które wygrywają wybory”.

Wybory korespondencyjne nie są jeszcze przesądzone. Ich uchwalenie przez Sejm - jak projekt ustawy wróci z Senatu - zależy od posłów partii Gowina, jeśli zagłosują przeciw ustawa nie wejdzie w życie. Pisaliśmy o rozmowach opozycji z Jarosławem Gowinem w OKO.press:

Przeczytaj także:

Udostępnij:

Mariusz Jałoszewski

Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne