0:00
Prawa autorskie: 13.12.2022 Warszawa , ulica Wiejska . Sejm . Pierwszy dzien 68 . posiedzenia Sejmu IX kadencji . Premier Mateusz Morawiecki podczas debaty i glosowania nad wnioskiem opozycji o wotum nieufnosci dlla ministra sprawiedliwosci Zbigniewa Ziobro . Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.pl13.12.2022 Warszawa ...
15 grudnia 2022

Mamy realny spadek płacy minimalnej. Jak bardzo tracą na inflacji najniżej wynagradzani? Sprawdzamy

Dane OECD pokazują, że przez zaniedbania rządu pracownicy zatrudniani na płacy minimalnej stracili realnie ponad 6 proc. od końca 2020 roku. Przyszłoroczna podwyżka płacy minimalnej poprawi sytuację, choć zbyt późno. Najsłabiej zarabiający na inflacji tracą w Polsce mocniej

Wydrukuj

Opowieść PiS o tym, jak obecny rząd dba o pracowników, a ich poprzednicy tego nie robili, to nie mająca poparcia w rzeczywistości propaganda. Jeśli chodzi o tempo wzrostu płacy minimalnej, planowana przez rząd PiS wysoka podwyżka płacy minimalnej w przyszłym roku pozwala jedynie gonić wyniki rządów PO-PSL. Taki wniosek wypływa z porównania realnych płac - czyli z uwzględnieniem inflacji.

Ale po kolei, bo analiza wszystkich danych wymaga skupienia i uwagi.

Średnie płace realne w sektorze przedsiębiorstw spadają już od kilku miesięcy. Najnowsze dane za listopad poznamy 20 grudnia, ale najpewniej będzie to kolejny spadek, bo inflacja w listopadzie wyniosła 17,4 proc. Bardzo wątpliwe, by wzrost płac był większy.

To najczęściej publikowane dane o płacach przez GUS, ale dotyczą jedynie około 40 proc. rynku pracy. Chodzi o pracowników firm, które zatrudniają 10 i więcej pracowników. A tam płaci się lepiej niż w mikrofirmach.

Co robić?

Poza tym według danych z ostatnich lat wiemy, że średnia płaca to zarobki większe od zarobków około dwóch trzecich pracowników. Mniej wiemy, co dzieje się z tymi, którzy zarabiają zauważalnie poniżej średniej.

Jak więc inflacja wpływa na najsłabiej zarabiających pracowników?

Co rząd powinien robić w czasach tak wysokiej inflacji, by pensje pracowników chronić?

„Właściwą reakcją są podwyżki płacy i stawki minimalnej, aby ich wartość realna nie spadała przez inflację” – tłumaczy prof. Ryszard Szarfenberg z Uniwersytetu Warszawskiego, specjalista od zapobiegania ubóstwu. – „Gdy wzrost kosztów życia postępuje szybko, to podwyżki powinny być przeprowadzane dwa razy w roku. Taką dyskusję już prowadzono w przypadku waloryzacji emerytur: dodatkowa waloryzacja w roku, czy dwa jednorazowe dodatki (13. i 14.). W przypadku płacy minimalnej nie ma na razie pomysłów, aby wprowadzić dodatki do niej, więc pozostaje tylko odpowiednia podwyżka, gdy trzeba - dwa razy w roku”.

Przypomnijmy - płaca minimalna w ostatnich latach i w 2023 roku wynosiła i będzie wynosić (wartości brutto):

  • Od stycznia 2020 – 2600 zł
  • Od stycznia 2021 – 2800 zł
  • Od stycznia 2022 – 3010 zł
  • Od stycznia 2023 – 3490 zł
  • Od lipca 2023 – 3600 zł

Realna płaca minimalna o 6,4 proc. w dół

Międzynarodowej perspektywy dostarcza nam najnowsze opracowanie OECD. Znajdziemy w nim między innymi porównanie spadku realnej wartości płacy minimalnej między styczniem 2021 a wrześniem 2022 w 30 krajach OECD.

Pod względem dynamiki realnej płacy minimalnej (wzrost płacy minimalnej minus inflacja) jesteśmy na 23. miejscu (spadek o 6,4 proc.). W Polsce nie jest najgorzej. Olbrzymia inflacja w Estonii daje spadek realnej płacy minimalnej aż o 15,4 proc. Stany Zjednoczone, gdzie płacy minimalnej się nie podnosi, spadek o 12,2 proc., a w Holandii, która również doświadcza wysokiej inflacji, to spadek o 11,1 proc.

Ważną różnicą między Polską a wspominaną wcześniej Holandią jest jednak to, że strefa euro przejawia mocne sygnały dezinflacji. W Holandii we wrześniu inflacja wyniosła 17,1 proc. i według danych Eurostatu była to wyższa wartość niż w Polsce (15,7 proc., Eurostat korzysta z innego koszyka dóbr przy obliczaniu inflacji, więc dane są nieco inne). Ale w listopadzie holenderska inflacja bardzo silnie spadła, do 11,2 proc. Niestety w przyszłym roku możemy obserwować rozjazd wskaźników inflacji w strefie euro i w Polsce. Najpewniej nasze pensje będą silniej tracić niż pensje pracowników w strefie euro.

Nasz nominalny wzrost w tych dwóch latach wygląda nieźle – ósme miejsce i 15,8 proc. wzrostu. Ale wszystko jest niweczone przez wysoką inflację.

Regularne podwyżki

Jak różne kraje radzą sobie z utrzymaniem poziomu życia pracowników na płacy minimalnej? Przede wszystkim regularnymi podwyżkami płacy minimalnej. Podzielmy 28 krajów (wykluczamy Turcję i Meksyk, bo ich ogromne podwyżki znacznie odstają od reszty) na dwie równoliczne grupy - te które we wrześniu 2022 utrzymały realną płacę minimalną na poziomie 98 proc. tej z grudnia 2020, oraz te, w których realna płaca minimalna spadła mocniej.

W pierwszej grupie mieliśmy średnio 2,5 podwyżek płacy minimalnej, w drugiej – 2,1 podwyżki. Różnica jest niewielka, ale zauważalna. To teoretycznie banalna prawda – im częściej podniesiemy płace, tym łatwiej unikniemy spadku ich realnej wartości. Ale Polska w 2022 roku z tej prostej mądrości nie skorzystała. PiS w budżecie na 2022 rok zapisało absurdalnie niską prognozę inflacji (o tym dokładniej za chwilę), przez co nie trzeba było podnosić płacy minimalnej dwukrotnie.

Niektóre kraje decydowały się na doraźne i wielokrotne podwyżki płacy minimalnej. Francja robiła to w tym okresie pięciokrotnie, Belgia sześciokrotnie. W obu przypadkach realną płacę minimalną udało się utrzymać ponad poziom z grudnia 2020. Kanada zdecydowała się na aż siedem podwyżek, ale były one bardzo niskie, a przez to realna płaca minimalna spadła.

Prawie 20 proc. w górę. Starczy?

Rząd PiS będzie to nadrabiał w przyszłym roku, gdy płaca minimalna ma wzrosnąć dwukrotnie. Ostatecznie od lipca 2023 będzie nominalnie o 19,6 proc. wyższa niż w 2022 roku. Czy to wystarczy?

Jeśli przyjmiemy prognozę inflacji OECD na 2023 rok dla Polski, to wówczas od grudnia 2020 do grudnia 2023 realna wartość płacy minimalnej ostatecznie wzrośnie o 4 proc. A to w trzyletnim terminie da nam odpowiednią reakcję na słabnięcie realnej wartości płacy minimalnej. Problemem jest reagowanie z opóźnieniem.

A jak ma się realna płaca minimalna wobec płacy średniej (w sektorze przedsiębiorstw – o ograniczeniach tego wskaźnika pisaliśmy już wyżej)?

Wiemy, że między styczniem 2020 a styczniem 2022 realna wartość płacy minimalnej spadła o 4,4 proc. W tym samym czasie na podstawie danych GUS możemy stwierdzić, że średnia płaca realnie wzrosła o 3,2 proc. Jeśli chcemy to porównanie rozciągnąć o kolejny rok, to w przypadku średniej pensji musimy zdać się na prognozy.

Realna minimalna płaca po podwyżce do 3490 zł w styczniu 2023 - w okresie od stycznia 2020 do stycznia 2023 nieznacznie wzrośnie lub nawet spadnie. To zależy od styczniowej inflacji. Jeśli będzie to 18 proc., mamy realny wzrost pensji minimalnej o nieco ponad jeden procent, jeśli inflacja wyniesie 20 proc. – płaca spadnie o prawie jeden procent.

W przypadku średniej pensji mamy dwie niewiadome – wysokość średniej pensji i wysokość inflacji w styczniu 2023. Dlatego ten wskaźnik trudniej przewidzieć, szczególnie że nie mamy jeszcze danych o pensjach za listopad — najpewniej będzie to niewielki wzrost lub spadek.

A to oznaczałoby, że przyszłoroczną podwyżką płacy minimalnej uda się mniej więcej dogonić dynamikę wzrostu średniej płacy. Szkoda, że z opóźnieniem, ale lepiej późno niż wcale.

15 lat stałych wzrostów

Spójrzmy teraz na ostatnie wzrosty w kontekście ostatnich 15 lat. Nie jest tak, że za rządów PO-PSL płaca minimalna stała w miejscu i zaczęła rosnąć, dopiero gdy swoje rządy rozpoczęła Beata Szydło w 2015 roku. Tempo wzrostu płacy minimalnej było wówczas podobne.

Spójrzmy najpierw na liczby na wykresie:

Znamy już plan podnoszenia płacy minimalnej w przyszłym roku, możemy więc porównać, jak nominalnie zmieniała się przez siedem lat rządów PO-PSL i przez siedem lat rządów PiS. Siedem, ponieważ w 2008 i w 2016 roku podwyżka płacy minimalnej była konsekwencją decyzji poprzedniego rządu. Nowe rządy decyzji nie zmieniały. Ale by uzyskać jak najlepszą porównywalność, będziemy korzystać z tych okresów.

Dla rządów Donalda Tuska i Ewy Kopacz to podwyżka o 55,4 proc. Rządy Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego podniosą (czas przyszły, bo obejmujemy 2023 rok) nominalnie płacę minimalną o 94,6 proc.

Znacząco większy wynik przypada na rządy PiS.

Mechanizm podnoszenia płacy minimalnej

Ustalając wysokość płacy minimalnej, rządy muszą dostosować się do przepisów. Płaca minimalna musi wzrosnąć o nie mniej niż prognozowana inflacja na kolejny rok. To pozwala na manipulacje. W budżecie na 2022 rok rząd zapisał absurdalną prognozowaną inflację na poziomie 3,3 proc., i utrzymał taką wartość do samego końca procedowania ustawy, choć na koniec 2021 roku inflacja zbliżała się już do 10 proc.

To ma znaczenie, bo na podstawie tej liczby nie tylko ustala się minimalną możliwą podwyżkę płacy minimalnej, ale także decyduje się, czy płaca minimalna będzie zwiększana raz, czy dwa razy w roku. Ten obowiązek pojawia się, gdy prognozowana inflacja na kolejny rok przekracza 5 proc. W tym roku prognoza była tak niska, że płacę podniesiono tylko raz. W przyszłym będziemy mieli już dwie podwyżki.

Dokładna wartość powinna być wynikiem ustaleń w Radzie Dialogu Społecznego między rządem, pracodawcami i pracownikami, ale od lat nic z tych negocjacji nie wychodzi. A to kończy się tym, że rząd wysokość płacy minimalnej ustala sam, rozporządzeniem.

Czyli: rząd ma ramy, w których musi się poruszać, ale ma też możliwości, by wysokością płacy minimalnej manipulować.

Realna minimalna: większe wzrosty za Tuska

Skoro już wiemy, o ile płacę minimalną podniosły rządy od 2007 roku, i jak to się robi, czas teraz nieco skomplikować obraz. Bo płaca nominalna to jedno, ale mamy jeszcze inflację, która może obniżać wartość bieżących podwyżek.

Przez większą część ostatnich 15 lat inflacja była stosunkowo niska, a dopiero w ostatnich dwóch latach przekroczyła pięć procent. Z drugiej strony aż siedem razy przekraczała cel inflacyjny NBP (pięć, jeśli uwzględnimy przedział tolerancji: czyli 2,5 proc. - 3,5 proc.).

A to oznacza, że chociaż przez większość czasu inflacja nie była w mediach tematem numer jeden, to jednak miała wpływ na nasze płace realne.

Jak w takim razie wygląda porównanie obu rządów przy uwzględnieniu inflacji?

Do porównania bierzemy lata 2008-2014 i 2016-2022, bo nie znamy inflacji za kolejny rok. Do pełnej informacji o wzroście cen za ten rok brakuje nam jeszcze danych za grudzień. W pierwszym przypadku mamy wzrost minimalnej płacy realnej (wzrost płacy minimalnej minus inflacja) o 29,5 proc. Najwyższa inflacja w tym okresie to 4,3 proc. w 2011 roku, najwyższy wzrost płacy minimalnej – 13,3 proc. w 2009 roku.

W czasach PiS (2016-2022) wzrost realnej płacy minimalnej to 23,4 proc. Najwyższa inflacja w tym okresie to oczywiście ta powyżej 14 proc. w tym roku. Największe podniesienie płacy minimalnej – 15,6 proc. w 2020 roku.

Więcej przed wyborami

W ogóle można zauważyć trend (niezależny od partii) wyższych podwyżek w roku wyborczym (wyższa płaca minimalna w 2020 roku jest ustalana rok wcześniej). Dotyczy to właściwie wszystkich wyborów w XXI wieku, choć trend znika, gdy spojrzymy na wzrost realny. Wniosek – władza chętnie podnosi płacę minimalną przed wyborami, ale w oderwaniu od inflacji.

Żeby uzyskać pełną porównywalność z podnoszeniem płacy nominalnej, dodajmy wzrosty nominalne w dokładnie tych samych okresach. 2008-2014 to wzrost o 49,2 proc., 2016-2022 to wzrost o 62,7 proc.

Czyli: za PiS nominalna płaca minimalna rzeczywiście rosła znacząco szybciej, ale wysoka inflacja w dwóch ostatnich latach ten efekt niweluje i to za rządów PO-PSL realna płaca minimalna rosła szybciej. I niewiele zmienia tutaj wysoka podwyżka w przyszłym roku, która – jak już pisaliśmy – będzie podwójna. Nominalnie rzeczywiście będzie wysoka – w drugiej połowie 2023 roku płaca minimalna nominalnie będzie większa o 19,6 proc.

Prognozy

Oczywiście dane na przyszły rok mają mniejszą wagę niż te, które już znamy, bo opieramy się tutaj na prognozach, a ostatnie dwa lata pokazały, że w ekonomii prognozowanie bywa trudne. Nie dlatego, że ekonomiści są w prognozowaniu kiepscy, ale dlatego, że mieliśmy do czynienia z wieloma czynnikami powodującymi inflację i wystąpiło wiele niespodziewanych zdarzeń – jak pandemia – których przewidzieć się nie da.

Na czymś jednak musimy się oprzeć. Jeśli użyjemy prognozy inflacji OECD na 2023 rok (10,8 proc. w Polsce), to wzrost realnej płacy minimalnej w latach 2016-2023 wyniesie 34,2 proc. W analogicznym okresie rządów PO-PSL – o 36 proc. więcej.

Wniosek z wszystkich tych liczb płynie następujący – opowieść PiS o tym, jak obecny rząd dba o pracowników, a ich poprzednicy tego nie robili, to niemająca poparcia w rzeczywistości propaganda.

Planowana wysoka podwyżka płacy minimalnej w przyszłym roku pozwala jedynie gonić wyniki rządów PO-PSL.

Można oczywiście argumentować, że dzisiejsza inflacja w dużej mierze nie jest winą obecnego rządu. To teza do pewnego stopnia prawdziwa i nie będziemy tutaj rozstrzygać w jakim stopniu. Obowiązkiem rządu jest jednak tak sterować dostępnymi narzędziami, by poprawiać życie obywateli i chronić najbardziej narażonych na ubóstwo.

Z tych danych wynika więc, że PiS o pracowników na płacy minimalnej dba podobnie jak rząd PO-PSL.

Nie tylko minimalna

Musimy jeszcze pamiętać, że w wielu gospodarstwach domowych sytuacja dochodowa jest znacznie bardziej skomplikowana niż jedna lub dwie pensje minimalne.

Prof. Szarfenberg: „Pracujący mają na utrzymaniu dzieci, osoby wymagające opieki, nie wszyscy w gospodarstwie domowym mogą pracować”.

Co należy robić, by poprawić sytuację takich gospodarstw domowych?

„Ważne jest, aby świadczenia na dzieci, na osoby nie w pełni samodzielne były także waloryzowane” – tłumaczy prof. Szarfenberg. – „Rząd zaniedbał waloryzację świadczeń na dzieci oraz na osoby dorosłe, które wymagają opieki.

Jedynym wyjątkiem jest świadczenie pielęgnacyjne, ale ono jest przyznawane opiekunom dzieci niepełnosprawnych pod warunkiem rezygnacji z pracy, więc gospodarstwo domowe mogłoby mieć wyższe dochody, gdyby można było to świadczenie łączyć z pracą. Jest to więc kolejny ważny obszar wsparcia dla rodzin pracujących - przyzwalanie na łączenie świadczeń z pracą”.

Każdy ma swoją inflację

W tym miejscu warto przypomnieć, że inflacja, którą co miesiąc podaje GUS albo Eurostat, to wskaźnik, który ma uogólniać doświadczenia wszystkich gospodarstw domowych. A oczywiste jest, że inaczej wyglądają wydatki 10 proc. najbogatszych gospodarstw, a inaczej 10 proc. najuboższych. Dlatego ostatecznie każdy ma swoją inflację, która może różnić się od tej ogólnej (choć zwykle nie będzie to kolosalna różnica).

Dla ułatwienia w obliczeniach powyżej korzystaliśmy z ogólnego wskaźnika. Ale istnieją dane, które dają nam pewne pojęcie o tym, kto na obecnej inflacji traci najsilniej.

„Rodziny żyjące od pierwszego do pierwszego z niewystarczającą podwyżką płacy i stawki minimalnej, zaniedbaniami waloryzacji świadczeń na dzieci i osoby nie w pełni samodzielne oraz zakazami pracy będą cierpieć bardziej niż takie same rodziny, które żyły wcześniej na poziomie takim, że po koniecznych wydatkach zostawało im jeszcze na to, co nie jest niezbędne” – przekonuje prof. Szarfenberg – „Mogą więc narzekać, że muszą z czegoś rezygnować, ale w ich przypadku cięcia dotyczą wydatków niekoniecznych. To co innego niż oszczędzanie na jedzeniu czy ogrzewaniu.

Rodziny z niskimi dochodami wydają proporcjonalnie więcej dochodu na to, co niezbędne, czyli na jedzenie, energię, ogrzewanie. Potwierdza to Europejski Bank Centralny oraz inne ośrodki badawcze, np. Breugel. Wpływ inflacji zwiększający deprywację materialną i społeczną, ubóstwo absolutne (np. w Polsce granicą jest minimum egzystencji), ubóstwo energetyczne oraz nierówności stwierdza Joint Research Centre, naukowa instytucja UE”.

Ubożsi tracą więcej

Dane od Breugel dają nam wgląd w inflację dla dolnego (20 proc. najuboższych) i górnego (20 proc. najbogatszych kwintyla dochodowego. Na wykresie widzimy dane od początku 2019 roku. Przez większość czasu najwięcej tracą ubożsi (z przerwą na sporą część 2021 roku, ale różnica jest niewielka). Przez pierwszą część 2022 roku wzrost był równy dla obu grup, ale od połowy wyraźnie bardziej poszkodowaną grupą są ubodzy.

Według Breugel w październiku różnica ta przekraczała już 1,5 punktu procentowego.

Możemy też prześledzić, skąd te różnice. Uboższe 20 proc. społeczeństwa znacznie większą część swoich wydatków przeznacza na żywność (różnica aż 8,9 punktu procentowego) i paliwa (różnica 5 punktów procentowych, tymczasem średnia inflacja w tej kategorii w 2022 roku wynosi 31,1 proc.).

Taka zależność potwierdza się dla większości krajów Unii. W Estonii różnica w inflacji dla górnych i dolnych 20 proc. to aż 5 punktów procentowych, na Węgrzech 6 punktów, na Łotwie 7,5 punktu.

Wyjątkami są niektóre bogatsze społeczeństwa. W październiku 2022 najbogatsi tracą więcej (choć różnice są minimalne) w Niemczech, Finlandii, Szwecji, Hiszpanii, Luksemburgu. Wynika to w dużej mierze z dużo bardziej równego udziału kosztów energii w różnych grupach dochodowych.

W Polsce jednak jest inaczej – najubożsi tracą zauważalnie silniej i zasługują na mocniejszą ochronę przed inflacją. Rząd z opóźnieniem chce wyrównać szansę silną podwyżką płacy minimalnej w przyszłym roku.

Ale wszystkie stosowane dotychczas instrumenty, jak obniżki podatków, były uniwersalne, czyli skierowane w równym stopniu do bardzo ubogich i bardzo bogatych.

Jest wiele rzeczy – jak te, wymienione przez prof. Szarfenberga – które można jeszcze zrobić, by w trudnych czasach kryzysu kosztów życia pomóc najuboższym obywatelom.

Udostępnij:

Jakub Szymczak

Dziennikarz OKO.press. Autor książki "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022). W OKO.press pisze o gospodarce i polityce społecznej.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne