"Brawo rekiny", "Mądrzejsze od Merkel!", "Rozszarpujmy ich od razu na morzu" – to niektóre z 812 komentarzy do artykułu Wirtualnej Polski o migrantach, których ciała zostały rozszarpane przez rekiny. Kampania strachu PiS przynosi efekty. Są Polacy, którzy cieszą się nawet ze śmierci dzieci: „Każdy terrorysta jest kiedyś dzieckiem. Wtedy łatwiej go zjeść"

Informację o tym, że marynarka libijska odnalazła szczątki 30 migrantów, którzy utonęli w Morzu Śródziemnym i ich ciała zostały rozszarpane przez rekiny, Wirtualna Polska opublikowała 25 listopada 2017. Pod artykułem ukazało się 812 komentarzy – przeważająca większość wyrażała radość z tragicznej śmierci ludzi. Wśród ofiar była trójka dzieci i 18 kobiet, a 44 osoby zostały ocalone i odesłane do Libii (tak podały włoskie media).

Reakcje polskich czytelników były wyprane z katolickiego miłosierdzia i miłości do bliźniego. OKO.press cytuje tylko niektóre z nich (pisownia oryginalna):

  • „i to jest rozwiązanie, sprowadzic stado albo dwa rekinów tygrysich w kazdy region morza srodziemnego i sie skonczy emigracja ekonomiczna”,
  • „ZWIERZĘTA W SŁUŻBIE CZŁOWIEKA, DZIĘKI CI BOŻE”,
  • „święte rekiny”,
  • „WIDAĆ, ŻE TYLKO TE PIĘKNE STWORZENIA SĄ W STANIE ZAPEWNIĆ NARODOM EUROPY, CIEMIĘŻONYM PRZEZ WIECZNIE PIJANĄ ADMINISTRACJĘ BRUKSELSKĄ, POCZUCIE BEZPIECZEŃSTWA”,
  • „rekiny bronia europy”,
  • „SUUUUUPER CIESZE SIĘ I OBY TAK DALEJ”.

Oprócz radości komentujący wyrażali też zaniepokojenie… stanem zdrowia rekinów: „nachodzcy islamscy przenosza sporo chorob, mam nadzieje, ze rekinom nic nie bedzie…” (27 osób polubiło ten komentarz), „Oj, będzie im się, biedulkom, czkało” (17 polubień).

Czytelnik o nicku „bzdurnik” powiązał za to tragiczny los migrantów z gwałtem na Polce we wrześniu 2017: „Wśród takich imigrantów byli oprawcy polskiej pary w Rimini – pamietajcie o tym” (36 polubień).

Inny czytelnik podzielił się za to następującym aforyzmem: „Każdy terrorysta jest kiedyś dzieckiem. Wtedy łatwiej go zjeść”.

OKO.press zapytało redakcję Wirtualnej Polski, czy nie zareagują ta taką falę nienawiści. Moderatorzy zablokowali możliwość komentowania i obiecali też, że skasują komentarze. Usunęli wszystkie.

Przykład idzie z góry

W ostatnich dwóch latach PiS dokonało niemożliwego – przekonało obywateli kraju, gdzie cudzoziemcy stanowią 0,3 proc. społeczeństwa, że „obcy” stanowią dla nich śmiertelne niebezpieczeństwo.

Od kampanii wyborczej 2015, PiS konsekwentnie kryminalizuje migrację, dzieląc społeczeństwa na „nas” i na „nich”, i tworząc atmosferę zagrożenia. Pamiętny był

ksenofobiczny komentarz Jarosława Kaczyńskiego do kryzysu uchodźczego z października 2015 roku: „Różnego rodzaju pasożyty, pierwotniaki, które nie są groźne w organizmach tych ludzi, mogą tutaj być groźne”.

  • Więcej o wypowiedzi Kaczyńskiego

    Obok pierwotniaków cecha dystynktywna (odróżniająca) uchodźców od nas Polaków (Europejczyków). Tuż przed wyborami (10 października 2015 r.) Kaczyński opisywał medyczne zagrożenia związane z napływem uchodźców, które nam zagrażają: „Są już przecież objawy pojawienia się chorób bardzo niebezpiecznych i dawno niewidzianych w Europie: cholera na wyspach greckich, dyzenteria w Wiedniu, niektórzy mówią o jeszcze innych, jeszcze cięższych chorobach. No i są pewne przecież różnice związane z geografią – różnego rodzaju pasożyty, pierwotniaki, które nie są groźne w organizmach tych ludzi, mogą tutaj być groźne. To nie oznacza, żeby kogoś dyskryminować, ale sprawdzić trzeba. Dlatego minister zdrowia powinien wyjaśnić jak w tej chwili naprawdę to wygląda, bo z tego co my wiemy, z tego, co wiedzą nasi działacze (…) to to wygląda bardzo niedobrze”.

    Kaczyński odwołał się do antyimigranckich lęków i operował językiem różnic rasowych, które określił jako „związane z geografią”, ale opisywał jako odmienność organizmów. Jak często robi, używał pojęć nieostrych i nieprecyzyjnych: „niektórzy” (kto?), „jeszcze inne” (jakie?), „pewne” (które?), „różnego rodzaju” (jakiego?), „wygląda to (co?)”. W krótkiej wypowiedzi zgromadził co najmniej osiem zwrotów budzących lęk: „bardzo niebezpiecznych”, „cholera”, „dezynteria”, „jeszcze cięższe choroby”, „pasożyty”, „pierwotniaki”, „mogą być groźne”, „wygląda to niedobrze”. Na zarzut rasizmu czy wręcz nazizmu Kaczyński odpowiadał: „Z nazizmem nie ma to absolutnie nic wspólnego. Nie wolno używać w życiu publicznym tego rodzaju argumentów. To jest właśnie ta niszcząca Polskę wojna, którą my skończymy jeżeli zwyciężymy w tych wyborach”.

Kampania strachu przed „uchodźcami” i „obcymi” przynosi efekty. Nie tylko w badaniach postaw, ale także w aktach fizycznej przemocy na tle ksenofobicznym i rasistowskim. W przekazie polityków i mediów obozu władzy obowiązuje narracja, że taka przemoc jest zjawiskiem rzadkim, jak to ujął minister Błaszczak „marginesem marginesów“, choć w 2016 roku postępowań w sprawie przestępstw z nienawiści było rekordowo dużo – 1631. Prokuratura Krajowa umarza aż 76 proc. z nich (dane z 2016 r).

Radość europosła Czarneckiego z ostrzelania statku ratującego migrantów

Ksenofobię promują nie tylko politycy krajowi, ale też przedstawiciele Polski w UE. 17 sierpnia 2017, Ryszard Czarnecki, europoseł PiS i wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego, ucieszył się na Twitterze z ostrzelania statku ratującego migrantów.

Na wiadomość o tym, że libijska straż morska ostrzelała statek hiszpańskiej organizacji pozarządowej Proactiva Open Arms, która pomaga migrantom, Czarnecki napisał „Wreszcie!!!”.

Słowa europosła są tym bardziej bulwersujące, że napisał je w dniu zamachu terrorystycznego w Barcelonie. Wpisują się w narrację PiS, która utożsamia uchodźców z terrorystami, a strzelanie do osób im pomagającym staje się usprawiedliwioną formą „wojny obronnej” przed zalewem Europy.

OKO.press uznało, że taki wpis jest  nie do przyjęcia, zwłaszcza, że jego autor jest osobą publiczną. 8 września 2017 złożyliśmy oficjalną skargę do o przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Antonio Tajaniego. Niestety, do tej pory nie doczekaliśmy się reakcji władz Europarlamentu, choć parokrotnie nas zapewniano, że sprawa zostanie zbadana.

Europa nie ma pomysłu na rozwiązanie kryzysu

Nikt nie wie, jak poradzić sobie z napływem migrantów do Europy.

Według danych UNHCR, od 2015 roku w Morzu Śródziemnym utonęło już ponad 12 tysięcy osób (stan na 30 listopada 2017).

Obecnie, zgodnie z systemem Dublin III, największy ciężar kryzysu spada na Grecję i Włochy – pierwsze kraje, do których docierają migranci i gdzie w związku z tym muszą składać wniosek o azyl. W wyniku umowy UE-Turcja i Włochy-Libia spadła liczba migrantów, którzy przypływają do Europy – straż przybrzeżna w Turcji i Libii za europejskie pieniądze pilnuje granic i zawraca łódki z migrantami.

Nie jest to jednak długoterminowe rozwiązanie.

Ceną za relatywny spokój w Europie jest przymknięcie oczu na rażące łamanie praw człowieka w Turcji i Libii. Migranci przebywający w ośrodkach w Libii są bici, gwałceni i torturowani.

Przedstawiciel ONZ ds. uchodźców nazwał umowę z Libią „nieludzką”, a 15 listopada 2017 CNN opublikował film ze współczesnego „targu niewolników” w Libii, na którym migranci sprzedawani są za 400 dolarów od głowy.

Ponadto, tysiące uchodźców nadal przebywają w obozach przejściowych we Włoszech i Grecji, często w namiotach, pomimo zbliżającej się zimy. Unia Europejska nie wie, co z nimi zrobić – system relokacji, w ramach którego mieliby być rozdzieleni pomiędzy kraje członkowskie okazał się nieskuteczny.  Mało który kraj przyjął tyle uchodźców, ile obiecał, a kraje Europy Środkowo-Wschodniej nie przyjęły nikogo.

Poza tym większość osób przypływających do Włoch pochodzi z Afryki subsaharyjskiej i ucieka przed biedą i beznadzieją, a nie wojną i bezpośrednim zagrożeniem życia. W związku z tym nie obejmuje ich  procedura relokacji.

Estonia, która obecnie pełni prezydencję Rady Unii Europejskiej, zaproponowała 29 listopada 2017 rezygnację z obowiązkowej relokacji. Ostateczną decyzję przywódcy państw członkowskich podejmą na szczycie w czerwcu 2018.

O rozwiązaniach kryzysu migracyjnego można debatować – w grę wchodzą różne stanowiska polityczne, poglądy etyczne i religijne,  wrażliwość różnych narodów. Ale debata wymagałoby od polityków wiedzy o skomplikowanych realiach kryzysu uchodźczego, oraz chęci przekazania jej opinii publicznej. Łatwiej jest nakręcać politykę strachu, której efektem jest pochwała strzelania do pracowników organizacji pomocowych i radość z tragicznej śmierci migrantów.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym