0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.plSlawomir Kaminski / ...

„Dramat uchodźców nie kończy się na granicy polsko - białoruskiej. Ani podczas podróży do Europy. Bywa, że trwa jeszcze wiele miesięcy później” - zaczyna Laura Kwoczała, aktywistka specjalizująca się w obronie praw człowieka, która działa też w biurze posła KO Tomasza Aniśko.

Migranci przetrzymywani w zamkniętych ośrodkach, czasami ponad rok, do nawet 2 lat, bywają w końcu deportowani. Do kraju, z którego wcześniej uciekli w obawie o własne życie.

100 proc. sukcesu

Zaczęło się od próby deportacji 26-letniego Irakijczyka, pod koniec lipca. Za udział w protestach mężczyźnie miała grozić w jego kraju śmierć - dostawał pogróżki. Uciekł z niego. A w Polsce, po miesiącach, dostał decyzję o deportacji.

Kwoczała wspomina, że w tej pierwszej akcji uczestniczyły raptem 3 dziewczyny. Biegały po lotnisku, by cokolwiek wskórać. „To była spontaniczna mobilizacja. Nie było jeszcze sprawnej organizacji” - opisuje. Nie wiadomo, czy aktywistki miały ostatecznie jakiś wpływ na finał, ale kapitan samolotu zdecydował, że 26-latek nie poleci. Odmówił wzięcia go na pokład.

Sytuacja odbiła się głośnym echem. Kapitana okrzyknięto bohaterem - Polacy trzymali kciuki za migranta.

Niespodziewany sukces przyciągnął uwagę wielu aktywistów dotychczas zajmujących się migrantami, ale w innych fazach wędrówki ludów – tych którzy utknęli na Białorusi, na granicy polsko-białoruskiej, w ośrodkach zamkniętych w Polsce, czy już w procesie starania się o azyl. Działają w Grupie Granica, Stowarzyszeniu Interwencji Prawnej, Hope & Humanity itp.

W sierpniu, gdy Straż Graniczna próbowała deportować kolejne osoby, spontanicznie zawiązana grupa już miała zdolność operacyjną. Obecnie liczy 35 osób. I ma wysoką skuteczność – na 6 przypadków, w których zadziałali, w żadnym nie doszło do deportacji. W momencie pisania tego tekstu, nie wiadomo jeszcze jaki jest finał 7. próby deportacji – Marokańczyka, który 14 września miał wrócić do kraju.

Aktywiści dzielą się zakresem działań. Jedne osoby przeszukują papiery migrantów, jeśli ci nie mieli prawnika, który zna ich sytuację. Zastanawiają się co zrobić, by nie doszło do wydalenia. Inne osoby obdzwaniają SG, by stać się pełnomocnikami migrantów. Ekipa lotniskowa działa przy odprawie – opisuje pasażerom lotu, w którym ma uczestniczyć deportowany – kim jest ta osoba, co jej grozi i dlaczego należy zatrzymać ten proceder. Mają zdjęcia, rozdają ulotki, rozmawiają. Pasażerowie to ostatnia linia obrony – też mogą nie zgadzać się na deportację i ją zatrzymać.

Są osoby, które komunikują się z mediami – piszą krótkie informacje, udostępniają zdjęcia, są do dyspozycji dziennikarzy, alarmują gdzie i kiedy może dojść do kolejnego wydalenia.

I prawnicy specjalizujący się w prawie związanym z migracjami. Piszą wnioski o udzielenie INTERIM (międzynarodowe zabezpieczenie przed wydaleniem), o uzyskanie jakichś informacji lub wymuszenie określonych działań na Straży Granicznej.

Przeczytaj także:

„Kobietę tak wynosili, że złamali jej nogę”

„Deportacja to bardziej skomplikowany temat, niż to co się dzieje na granicy (PL-BY – red.)” uważa Marta Górczyńska – prawniczka z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, specjalizująca się w prawach osób migrujących. Deportowani mają już wydane decyzje ostateczne, czyli jest urzędowy papier, który twierdzi, że nic im nie grozi w ich ojczyźnie. „Ale my wiemy, że te decyzje nie zawsze są rzetelne. Jako Helsińska Fundacja Praw Człowieka od wielu lat obserwujemy, jak ci ludzie są deportowani”, dodaje Górczyńska.

To Irakijczycy częściej dostają negatywne odpowiedzi na wnioski o ochronę międzynarodową – taka jest obecna polityka państwa. „Bez oglądania się na indywidualną sytuację danej osoby. A Straż Graniczna powinna badać, czy nic takiej osobie nie grozi na moment deportacji. Bo np. może jej się pogorszyć stan zdrowia psychicznego. Trzeba się zastanowić na ile zasadne jest deportowanie osoby w takim stanie” mówi prawniczka.

Twierdzi, że już sam sposób wykonywania decyzji to duże pole do nadużyć. Np. migranci często dowiadują się o deportacji na krótko przed nią. I to tylko dlatego, że Straż Graniczna zabiera ich na testy na covid-19. Potem nagła pobudka w nocy i wywózka na lotnisko. Strach, przerażenie, panika.

„Mieliśmy dużo takich spraw” - przekonuje Górczyńska.

Tymczasem taka osoba musi mieć możliwość poinformowania bliskich kiedy wraca i zapewnienia sobie wsparcia po przylocie. Bo przed wyjazdem często sprzedała cały dobytek i często też wyjechała z całą rodziną. „Co taka osoba ma zrobić w Bagdadzie po deportacji, gdy nie ma tam nic? Będzie bezdomna” konstatuje prawiczka z HFPC.

Ambasada Iraku zgadza się na deportacje ale tylko dobrowolne. Nie zgadza się na przymusowe. „W ich konstytucji jest zapis, że temu procesowi mogą być poddane tylko te osoby, które tego chcą” tłumaczy Górczyńska.

Straż Graniczna musi więc uzyskać zgodę takich osób. Jak, skoro ci ludzie tego zazwyczaj nie chcą?

„Osoby umieszczone w ośrodkach są nakłaniane do podpisywania różnego rodzaju dokumentów. Zgody na deportację, zrzeczenia się do pełnomocnictw, czy prawa do odwołania. Takie dokumenty widzieliśmy” twierdzi Górczyńska. Autor niniejszego tekstu, opisując sytuację migrantów w Polsce, wielokrotnie spotykał się z ich twierdzeniami, że dostają do podpisu papiery, których treści nie znają – w języku polskim.

Głośnym echem wśród aktywistów odbiła się historia rodziny Irakijczyków, którą SG przymusowo wydalało z kraju wiosną. Siłą zostali zabrani z ośrodka w Kętrzynie. Dorośli dostali zastrzyki uspokajające, by spokojnie weszli do samolotu.

„Dzieciom próbowano dać syrop uspokajający, ale matka zdążyła im krzyknąć, by tego nie piły. Kobietę tak wynosili, że złamali jej nogę. Tak mówiła” - opowiada Małgorzata Rycharska, aktywistka Hope& Humanity Poland, która rozmawiała z nimi. Matka traciła też przytomność.

Lot do Istambułu się jednak odbył. Podczas międzylądowania rodzina krzyczała i błagała, by nie wywozić ich do Iraku. Poskutkowało. Przedstawiciele ambasady tego kraju w Istambule nie zgodził się na ich przyjęcie w kraju. Rodzinę zawrócono do Warszawy.

A. z Iraku też nie zgadzał się na deportację. Powtarzał to w ośrodku w Lesznowoli, w drodze na lotnisko i w samolocie. Nie wiadomo, czy powiedział to także kapitanowi statku – czasami deportowani chcą z nim rozmawiać. Ten wówczas może zdecydować, że nie zabierze takiego pasażera. Bo – po pierwsze - może sprawiać kłopoty w czasie lotu, a po drugie – część z nich wie, że Irak nie zgadza się na deportacje wbrew woli migranta. Według relacji, na lotnisku, A. został przejęty przez 4 mężczyzn nieumundurowanych - prawdopodobnie SG. Wnieśli go do samolotu, kiedy on wołał „No deport, no deport”. Kapitan samolotu nie zgodził się na zatrzymanie go na pokładzie.

„Mężczyźni odnieśli go do pokoju na lotnisku i tam został pobity” - dodaje Rycharska. A. trafił do szpitala w Radomiu, a aktywiści zgłosili do prokuratury doniesienie o popełnieniu przestępstwa.

„I will be deported! Help me!”

Z 6 deportacji, jakie udało się zablokować, 5 dotyczyło młodych mężczyźni, z tego 4 - z Iraku. Jeden Marokańczyk. Tego ostatniego - ma żonę Szwedkę i stara się o połączenie z rodziną - Straż Graniczna próbowała już 2 razy deportować tego lata.

Większość tych chłopaków starała się o ochronę międzynarodową, bo albo są osobą LGBT – na takich czeka w Iraku śmierć – albo politycznie udzielali się w czasie irackiego października. W 2019 roku wybuchły tam gigantyczne protesty. Ludzie związani z nimi są do teraz ścigani. „Był też przypadek chłopaka, który przeszedł na chrześcijaństwo. Tacy ludzie są wyklęci przez swój klan, nie znajdą nigdzie pracy, nie są w stanie egzystować w strukturze rodzinnej” - dodaje Rycharska.

13 września z Okęcia miała być deportowana 30-letnia Kurdyjka – matka z dwójką dzieci. Z kraju uciekła przed rokiem z cała trzypokoleniową, 16 osobową rodziną. Jako Peszmergowie brali udział w rozbrajaniu ISIS i zaczęto im grozić śmiercią. Większość rodziny jesienią 2021 roku przeszła granicę polsko- białoruską i wreszcie pozwolono im złożyć wnioski o ochronę międzynarodową. Dwójka z nich została spushbackowana przez Polaków i nadal ukrywa się na Białorusi. Reszta już jest w krajach EU – tam chcą uzyskać azyl. Matkę 9- i 10-letniego chłopca Polska zdecydowała się deportować, bo – jak tłumaczą mi aktywiści – jakieś dokumenty nie doszły, nie zostały przetłumaczone. Większość jej rodziny zwolniono z ośrodka, a jej nie.

Po 10 miesiącach spędzonych w ośrodku strzeżonym dla cudzoziemców w Białej Podlaskiej, Polska odrzuciła jej wniosek o ochronę międzynarodową.

Irakijka zaalarmowała aktywistów przesyłając im maila: „I will be deported. Help me!”.

Aktywiści skrzyknęli się na grupach na Signalu. „Tam grozi jej śmiertelne niebezpieczeństwo” tłumaczy sytuację Ewa Tatar z programu Pomoc SOC Grupa Granica. Ona jest pełnomocniczką Irakijki.

Alarmy do mediów, działania na lotnisku, ściągnięte posłanki. Ale tę deportację zablokowała sama Irakijka. Nie wiadomo, co dokładnie zrobiła, ale w drodze do samolotu w stresie nie opanowała emocji.

„Jeśli kapitan statku widzi, że z osobą mogą być kłopoty, że może wpaść w panikę albo spowodować zagrożenie zdrowia i życia to wtedy odmawia zabrania na pokład. Zawracanie maszyny to olbrzymie koszty dla linii lotniczej”

- informuje nas jedna z aktywistek prosząca o anonimowość. Prawdopodobnie tak było i w tym wypadku.

Dla Ewy Tatar to piąta deportacja, którą udało się zablokować.

„Dla tej Irakijki ma być zgłoszony wniosek o INTERIM. Wiem, że ta rodzina już składała wnioski ale nie zostały rozpatrzone pozytywnie. Będę się starała, by ten został skutecznie złożony” deklaruje nam posłanka Lewicy, Daria Gosek-Popiołek, która brała udział w akcji na Okęciu.

Zamachy, zaginięcia, morderstwa – czyli jest bezpiecznie

„Widać, że polskie władze gorzej traktują ludzi z Iraku. Trzymają ich w ośrodkach zamkniętych strasznie długo, bywa że rok i dłużej. Składają wnioski, które są odrzucane, więc odwołują się... Cały cykl może trwać do dwóch lat. W przypadku innych narodowości nie trwa to tak długo” - twierdzi Małgorzata Rycharska.

Urząd ds. Cudzoziemców nie uważa, że Irakijczykom należy się jakakolwiek forma ochrony międzynarodowej. W odpowiedzi na interpelację poselską Tomasza Aniśko, przewodniczący Rady ds. Uchodźców Jakub Jamka 21 czerwca pisał, że „nie ma podstaw do twierdzenia, że na terytorium Iraku toczy się obecnie konflikt zbrojny oraz, że struktury siłowe stosują przemoc wobec ludności cywilnej”. Ergo? Można Irakijczyków deportować.

„Irak jest krajem rządzonym przez milicje – grupy zbrojne. Ludzie, którzy organizowali demonstracje są tam wyłapywani i karani. Zamieszki, które ostatnio objęły Bagdad i wiele irackich miast, kończyły się wieszaniem ludzi na ulicach. To są egzekucje” - podkreśla Rycharska.

Faktycznie - po wyborach w 2021 roku nadal nie ma sformowanego rządu, bo przeciwnicy polityczni nie potrafią się dogadać. To prowadzi do napięć politycznych i walk na ulicach od 2021 roku. W sierpniu 2022, w wyniku rezygnacji z polityki Muktada al-Sadr'a – jednego z liderów politycznych – doszło do bardzo silnych zamieszek. Zbrojne ramię sadrystów zatakowało. W zajściach wokół parlamentu i pałacu prezydenckiego zginęło kilkadziesiąt osób, a kilkaset zostało rannych. Nawet najbardziej bezpieczne dzielnice Bagdadu były świadkami walk między grupami bojówkarzy z długą bronią. Media i agencje prasowe zastanawiały się, czy to początek wojny domowej. Do tego Kurdystan Iracki jest regularnie ostrzeliwany/ bombardowany przez Turcję.

  • W 2021 roku Irak był drugim, najbardziej niebezpiecznym państwem świata pod względem ilości ataków terrorystycznych – odnotowano ich aż 833 i ponad pół tysiąca ofiar.
  • W poprzednich trzech latach odnotowywano od 542 do 765 takich wydarzeń rocznie!

Tak – to mniej niż w poprzednich latach. Ale czy to oznacza, że Irak jest bezpieczny?

Według Czerwonego Krzyża, Irak to jeden z krajów na świecie z największą liczbą osób zaginionych. W 2021 roku zgłoszono zaginięcie 1800 osób. „Wiemy, że to tylko czubek góry lodowej” - mówił Evin Yaseen, rzecznik prasowy Czerwonego Krzyża w Erbilu. W skali ostatnich dekad liczby zaginionych w Iraku mierzy się w „setkach tysięcy”.

Po deportacji do Iraku przeżył tam 3 tygodnie. Zabili go

„Tam jest już wojna domowa. Są tortury, morderstwa, zabijają na ulicach, wieszają. Kompletny chaos. Deportowanie kogokolwiek do Iraku jest zbrodnią” uważa Magda aktywistka, która zdalnie opiekuje się z 3 osobami tam deportowanymi.

Jej podopieczni, najpierw byli bici na granicy przez Białorusinów, potem przez Polaków. Nasi zabrali lub rozbili im telefony - to bardzo często stosowana forma szykan przez polską SG.

Litwini szczuli ich psami - Magda oglądała na zdjęciach ich pogryzione nogi. Ostatecznie zostali wydaleni z Białorusi do Iraku. I muszą się tam ukrywać, bo grozi im niebezpieczeństwo - brali udział w rewolucji październikowej w 2019 roku. Jeśli pracują to u kogoś ze swojej rodziny, na boku. Nie pod swoim nazwiskiem. Żyją w ogromnym stresie.

Aktywistka przesyła mi informację, jaką właśnie dostała od jednego z tych ukrywających się. „Ktoś zadzwonił do mojego ojca i powiedział mu, że albo przekaże im mnie, albo jego zabiją lub zatrzymają do czasu aż sam oddam się im w ręce”.

Aktywistka przesyła też zdjęcia jednego z deportowanych. Przystojny uśmiechnięty dwudziestokilkulatek. Chłopak był z ww. kompanami na granicy polsko-białoruskiej. Też go pobili Białorusini i Polacy, też nasi wypchnęli go za druty. Na Białorusi złapali go siepacze od Łukaszenki i deportowali do Iraku. Chłopak przeżył tam raptem 3 tygodnie. Skontaktował się z Magdą, ale ona nie zdążyła go już poznać....

W przetłumaczonym podpisie pod zdjęciem informacja, że to demonstrant z Maysan, który został zabity. Dostaję też zdjęcia jego zwłok – zmasakrowane leżą na piasku. „Wcześniej go jeszcze torturowali” dodaje Magda.

Irakijczyk, sunnity, który do Finlandii trafił w 2015 roku ubiegał się tam o azyl. Przekonywał, że w Iraku jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie – grozi mu śmierć z rąk jego współpracownika – szyity. Mimo tego Finlandia nie przyznała mu prawa do azylu. W 2017 roku uchodźca został deportowany do Iraku. Trzy tygodnie później już nie żył - ktoś go zastrzelił.

Sprawa ta trafiła do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, a ten w listopadzie 2019 uznał, że Finlandia naruszyła po raz pierwszy w swej historii podstawowy art. 2 Europejskiej konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności odnoszący się do "prawa do życia". Finlandia wyciągnęła wnioski ze swojego błędu - kilka dni po tym werdykcie zdecydowała, że do Iraku będzie deportować tylko przestępców.

Wymowna cisza

Akcja z blokowaniem deportacji jest już nieco spóźniona – Straż Graniczna odsyła do Iraku obywateli tego kraju już od listopada 2021 roku. Minionej zimy, gdy autor tego artykułu pisał o uchodźcach i osobach osadzonych w ośrodku w Wędrzynie, docierały do niego kilkukrotnie informacje o masowych deportacjach po kilkudziesięciu Irakijczyków jednego dnia. „Do nas też wówczas docierały takie informacje” wspomina Marta Górczyńska z HFPC. W ośrodkach zamkniętych w listopadzie 2021 roku Polska przetrzymywała ok. 1240 Irakijczyków.

Straż Graniczna chwaliła się w listopadzie 2021, że zamierza w pierwszym transporcie wysłać do Iraku 80 osób. „Dlaczego tylko 80? Proszę pamiętać, że te osoby nie lecą same. Lecą z przedstawicielami organizacji pozarządowych, jest też ochrona funkcjonariuszy SG. Jeżeli w takiej grupie są w większości mężczyźni, to nasza ochrona musi być większa. Jeżeli są to rodziny, to możemy sobie pozwolić na mniejszą ochronę. Lecą zazwyczaj również lekarze” - tłumaczyła wówczas w Polskim Radiu rzeczniczka SG ppor. Anna Michalska. Plany najwyraźniej zmieniły się. „Nie był zorganizowany żaden czarterowy lot do Iraku”, pisze nam dzisiaj ppor. Michalska.

W całym 2021 roku Straż Graniczna deportowała 382 obywateli państw nienależących do UE, z czego najwięcej – aż 110 – właśnie do Iraku. W tym roku deportacje dotyczyły 388 osób, przy czym najwięcej już do Gruzji – 147 osób. Do Iraku trafiło 112 obywateli tego państwa.

Zapytaliśmy rzecznik SG, ile deportacji, od sierpnia 2021 roku nie doszło do skutku. Ppor. Anna Michalska nie odpowiedziała na to pytanie.

„W okresie sierpień 2021-sierpień 2022, sześciu obywatelom Iraku przyznano ochronę uzupełniającą” - informuje Elwira Dmoch, w zastępstwie rzecznika prasowego Urzędu ds. Cudzoziemców.

;
Krzysztof Boczek

Ślązak, z pierwszego wykształcenia górnik, potem geograf, fotoreporter, szkoleniowiec, a przede wszystkim dziennikarz, od początku piszący o podróżach i rozwoju, a od kilkunastu lat głównie o służbie zdrowia i mediach. Zaczynał w Gazecie Wyborczej w Katowicach, potem autor w kilkudziesięciu tytułach, od lat stały współpracownik PRESS, SENS, Służba Zdrowia. W tym zawodzie ceni niezależność.

Komentarze