0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Jack Taylor / POOL / AFPFot. Jack Taylor / P...

Miejsce, w którym premierzy Polski i Wielkiej Brytanii Donald Tusk i Keir Starmer podpisali polsko-brytyjski Traktatu o Partnerstwie w Dziedzinie Bezpieczeństwa i Obronności, ma symboliczny charakter związany z brytyjsko-polską wspólną historią Bitwy o Anglię.

Sam traktat nie jest jednak współczesnym ukłonem w stronę historycznych sentymentów sprzed 86 lat. To przede wszystkim odpowiedź Polski i Wielkiej Brytanii na rosnące zagrożenie ze strony Rosji i słabnące zaangażowanie USA w sprawy NATO i Europy. W dodatku odpowiedź wpisana w szerszy europejski kontekst, w którym swoje role mają również Francja i Niemcy.

Przeczytaj także:

Bitwa o Anglię i wojna w Ukrainie

Londyńska baza lotnicza Northolt, w której spotkali się w środę 27 maja Tusk i Starmer, pełni współcześnie dość podobną rolę do terminala wojskowego na warszawskim Okęciu. Stacjonuje w Northolt specjalna eskadra RAF odpowiadająca za transport VIP-ów, brak zaś jednostek bojowych – bo baza znajduje się w obrębie stolicy.

W trakcie Bitwy o Anglię natomiast, to właśnie stamtąd, niekiedy po kilka razy dziennie, startowały myśliwce, których zadaniem była bezpośrednia obrona Londynu. Stacjonowały tam m.in. polskie dywizjony myśliwskie – 303, 303, 306 i 308. Wśród 30 lotników, którzy w trakcie wojny zginęli w walce powietrznej po starcie z lotniska Northolt, dokładnie co trzeci był Polakiem.

„Cóż za fantastyczne miejsce, by podpisać ten dokument. Mamy długą wspólną historię, wspólne wartości, razem walczyliśmy, przelewaliśmy krew” – mówił premier Starmer w Northolt.

Ale od historii zdecydowanie ważniejsza była jednak teraźniejszość. Starmer wskazał wprost, że podpisanie traktatu wynika z rosnącego zagrożenia dla Europy ze strony Rosji.

„Widzimy, jak uderza to w nasze kraje. To jest właśnie kontekst, w którym podpisujemy traktat, który jest pokoleniowym wzmocnieniem relacji w zakresie bezpieczeństwa i obronności między naszymi krajami” – mówił Starmer.

Co jest w traktacie?

Rzeczywiście, nowy traktat idzie znacznie dalej niż dwie poprzednie umowy dotyczące obronności podpisane w ostatnich latach przez Polskę i Wielką Brytanię.

W 2017 roku – już po referendum brexitowym a jeszcze przed formalnym opuszczeniem Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię, Warszawa i Londyn podpisały pierwszy traktat o współpracy w zakresie obronności. Rzecz jasna, chodziło o kontynuację dwustronnych relacji sojuszniczych już po wyjściu Wielkiej Brytanii z UE. Kolejna umowa o podobnym charakterze została podpisana w roku 2023.

Nowy traktat różni się od poprzednich umów przede wszystkim obecnością prawnie wiążącej dwustronnej klauzuli obronnej.

Polska i Wielka Brytania zobowiązały się w nim wzajemnie do udzielenia sobie pomocy zbrojnej w wypadku agresji na jedno z państw – niezależnie od zobowiązań i ograniczeń wynikających z obecności w Sojuszu Północnoatlantyckim.

Traktat formalizuje więc dwustronny sojusz obronny między Polską a Wielką Brytanią.

W umowie zawarto także inne zobowiązania. Polska i Wielka Brytania zdecydowały się między innymi na:

  • wspólną produkcję pocisku obrony powietrznej średniego zasięgu nowej generacji,
  • projektowanie i rozwój nowych efektorów obrony powietrznej, czyli zaawansowanych typów amunicji,
  • wielkoskalowe wspólne ćwiczenia polskich i brytyjskich wojsk,
  • wzmacnianie systemów obrony powietrznej i przeciwrakietowej,
  • współpracę w zwalczaniu cyberataków i kampanii dezinformacyjnych w sieci,
  • pogłębioną współpracę wywiadowczą,
  • współpracę w zakresie rozwijania technik prowadzenia wojny kognitywnej – czyli działań skierowanych na zachwianie morale żołnierzy i społeczeństwa agresora,
  • współpracę w rozwijaniu systemów dronowych i antydronowych mających chronić wschodnią flankę NATO.

A co z parasolem atomowym?

Traktat nie mówi w literalny sposób o objęciu Polską przez Wielką Brytanię parasolem atomowym, podobnie jak nie wyczytamy tego jednoznacznie z treści podpisanego przed rokiem w Nancy polsko-francuskiego traktatu obronnego.

Obie umowy zawierają jednak wzajemne klauzule obronne – czyli symetryczne zobowiązania sojuszników do obrony poprzez zastosowanie proporcjonalnych środków odpowiedzi na ewentualną agresję.

Obie umowy obowiązują też niezależnie od zobowiązań sojuszniczych wynikających z członkostwa w NATO (artykuł 5 Traktatu Północnoatlantyckiego) i — w wypadku Polski i Francji — w Unii Europejskiej (artykuł 42 Traktatu Lizbońskiego o wzajemnej obronie państw członkowskich w wypadku agresji z zewnątrz).

Mamy więc do czynienia z sytuacją, w której państwa i tak już zobowiązane do wzajemnej obrony za sprawą najważniejszych umów międzynarodowych podpisały dwa dodatkowe traktaty dwustronne o wzajemnej obronie.

To literalnie odpowiedź zarówno na narastające zagrożenie ze strony Rosji, jak i na kryzys NATO zapoczątkowany i potęgowany przez prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa.

Polska, Francja i Wielka Brytania chcą mieć swój „plan B” na wypadek ewentualnej rosyjskiej agresji,

której towarzyszyłby nagły paraliż decyzyjny Sojuszu Północnoatlantyckiego moderowany przez ekipę Trumpa.

I tak, oba traktaty w sposób niewypowiedziany wprost obejmują także kwestię parasola nuklearnego.

W wypadku Francji dostaliśmy już nieformalny, ale bardzo jednoznacznie czytelny „dopisek” do traktatu, dotyczący francuskiego parasola atomowego dla Polski. Była nim zapowiedź wspólnych polsko-francuskich manewrów lotniczych zawierających scenariusz współdziałania polskich F-16 z francuskimi Rafale uzbrojonymi w pociski nuklearne. Polskie myśliwce mają w tym scenariuszu wyszukiwać i wskazywać cele do uderzenia dla myśliwców francuskich. Manewry mają się odbyć nad północną Polską i Morzem Bałtyckim, czyli na pozycjach wyjściowych do potencjalnego uderzenia odwetowego na rosyjski okręg królewiecki lub rejon zatoki Fińskiej. Pisaliśmy już o tym w OKO.press.

***

Dwa europejskie mocarstwa nuklearne – czyli Francja i Wielka Brytania, do tego kraj o najsilniejszym w Europie przemyśle ciężkim i zbrojeniowym – czyli Niemcy i państwo o największej wśród europejskich członków NATO armii lądowej – czyli Polska.

To właśnie układ, z którego wyłaniają się fundamenty nowej europejskiej architektury bezpieczeństwa. Coraz bardziej niezależnej od amerykańskiej obecności lub nieobecności na kontynencie i coraz bardziej skierowanej przeciwko zagrożeniom ze wschodu.

Ten układ staje się coraz bardziej sformalizowany.

Od roku obowiązuje już polsko-francuski traktat obronny z Nancy, 17 czerwca ma zostać podpisana nowa umowa obronna między Polska a Niemcami, dzisiejsze zaś zawarcie traktatu z Wielką Brytanią jest bardzo ważnym przystankiem na tej samej ścieżce.

Na zdjęciu Witold Głowacki
Witold Głowacki

Dziennikarz, publicysta, rocznik 1978. Pracowałem w "Dzienniku Polska Europa Świat" (obecnie „Dziennik Gazeta Prawna”) i w "Polsce The Times" wydawanej przez Polska Press. W „Dzienniku” prowadziłem dział opinii. W „Polsce The Times” byłem analitykiem i komentatorem procesów politycznych, wydawałem też miesięcznik „Nasza Historia”. Współprowadziłem realizowany we współpracy z amerykańską fundacją Democracy Council i Departamentem Stanu USA cykl szkoleniowy „Media kontra fake news”, w ramach którego ok 700 dziennikarzy mediów lokalnych z całej Polski zostało przeszkolonych w zakresie identyfikacji narracji dezinformacyjnych i przeciwdziałania im. Wydawnictwo Polska Press opuściłem po przejęciu koncernu przez kontrolowany przez rząd PiS państwowy koncern paliwowy Orlen. Wtedy też, w 2021 roku, wszedłem w skład zespołu OKO.press. W OKO.press kieruję działem politycznym, piszę też materiały o polityce krajowej i międzynarodowej oraz obronności. Stworzyłem i prowadziłem poświęcony wojnie w Ukrainie cykl „Sytuacja na froncie” obecnie kontynuowany przez płk Piotra Lewandowskiego.

Komentarze