16 lipca 2020

"Jeden przeciw wszystkim", czyli western z szeryfem Dudą. Analizujemy wywiad Kaczyńskiego

Atakowany zewsząd Duda wraz z grupką wiernych towarzyszy odparł inspirowaną z zewnątrz nawałnicę i nadludzkim wysiłkiem wygrał wybory. Teraz czas na przekonywanie młodych - ci nie rozumieją, że PiS jest dla nich najlepszy, ale wkrótce zrozumieją. Wywiad Kaczyńskiego zdanie po zdaniu

14 lipca 2020 prezes PiS Jarosław Kaczyński udzielił wywiadu Polskiej Agencji Prasowej. Ocenił w nim przebieg kampanii wyborczej i opowiedział o wizji najbliższej przyszłości. Było o mediach, młodych Polakach i przetasowaniach obozu władzy.

Z rozmowy wynika, że Kaczyński postrzega rzeczywistość jak scenariusz westernu, gdzie nie ma innych kategorii i odcieni poza dobrem a złem. Osobliwie dobre jest wszystko, co firmuje PiS, a złe - knowania opozycji, zagranicznych ośrodków i mediów, które nie są polskie, a powinny być.

Świat otaczający Polskę jest jak Dziki Zachód pełen złoczyńców: koniokradów, niemoralnych łowców głów oraz Indian, którzy nienawidzą naszego stylu życia. Każde wybory to zaś ostateczna bitwa o wszystko. W wizji Kaczyńskiego w 2020 roku w rolę szeryfa wcielił się Andrzej Duda i na jakiś czas pogonił rewolwerowców.

Wywiad Kaczyńskiego: o samotnym szeryfie z potężną armią

"Wygraliśmy mimo walki na zasadzie jeden przeciwko wszystkim, przy niezwykle ostrej kampanii, często łamiącej wszelkie zasady" - mówi PAP Kaczyński.

I dodaje: "Działał potężny, wydaje nam się, że także inspirowany z zewnątrz front medialny, a także front różnego rodzaju nadużyć, łamania prawa. Polegał przede wszystkim na masowym niszczeniu banerów z wizerunkiem Andrzeja Dudy".

W opowieści Kaczyńskiego nie istnieje docierająca do kilku milionów wyborców TVP Jacka Kurskiego, która na swojej antenie prowadziła 24-godzinną agitację wyborczą za Andrzejem Dudą. Nie ma "Wiadomości", które dzień w dzień jeszcze podkręcały tę propagandę i w pigułce podawały odbiorcom. Łamały przy tym wszelkie możliwe dziennikarskie standardy, za to w czołobitności wypełniały standardy północnokoreańskie.

Również z TVP pochodzi dość fantastyczna opowieść prezesa PiS o masowej akcji zrywania banerów Andrzeja Dudy. W bardzo ostrej kampanii wyborczej po obu stronach sporu był to akurat wątek, który nie pojawiał się nigdzie poza "szokującymi i pilnymi" doniesieniami TVP Info.

Co każe zadać pytanie, czy lider obozu rządzącego Polską ogląda i czyta coś więcej poza własną propagandą.

Wydaje się jednak, że szef Prawa i Sprawiedliwości jest osobą wystarczająco przenikliwą, by zdawać sobie sprawę z wewnętrznych sprzeczności obrazu kampanii, który odmalowuje w rozmowie z PAP. Z jednej strony mówi bowiem o samotnej walce Dudy, z drugiej - z podziwem podkreśla zaangażowanie całej machiny państwa w reelekcję prezydenta:

"Widoczny był premier Mateusz Morawiecki; bywało, że odwiedzał 11 powiatów jednego dnia. To było zadanie trudne fizycznie, ale premier ma kondycję sportowca, mimo że w wieku nie jest już sportowym" - mówi Kaczyński.

I wylicza: "Bardzo ważna była też aktywność naszych posłów, senatorów, samorządowców, a także osób, które nie pełnią jakichś funkcji, są w centrali, albo ludzi, którzy postanowili się zaangażować ten jeden raz.

Razem to była mocna armia, która dużo zdziałała".

Tak więc Andrzej Duda zarazem był samotny i stała przy nim najpotężniejsza armia w westernowym uniwersum prezesa Kaczyńskiego. Zapewne już tylko przez skromność szef PiS nie wspomniał o akcji z wozami strażackimi, o rozdawaniu czeków samorządowcom oraz SMS-a o głosowaniu, którego kilkudziesięciu milionom Polaków wysłało w ciszy wyborczej Rządowe Centrum Bezpieczeństwa.

Młodzi jeszcze zbyt głupi, ale wkrótce zmądrzeją

Radość z triumfu Dudy zaburza prezesowi Kaczyńskiemu tylko jedna rzecz: wynik wśród młodych, którzy w ogromnej większości poparli Rafała Trzaskowskiego. Prezydent dostał wśród nich jedynie 36 proc. głosów, kandydat opozycji 64 proc.

Skąd tak zły wynik w tej grupie? Kaczyński ma prostą odpowiedź: to wszystko przez to, że młodzi są... młodzi. A więc w opowieści prezesa naiwni, podatni na manipulację i socjotechniczne zabiegi. To wszystko sprawiło, że dali się łatwo wykorzystać.

"Nie można lekceważyć wpływu mediów czy opiniotwórczych ośrodków na młodych ludzi, którzy są z natury rzeczy mniej doświadczeni życiowo, nie mają we własnych życiorysach wielu elementów porównawczych, które mają starsi. Dlatego mogą być podatni na rozmaite działania perswazyjne" - mówi Kaczyński.

Recepta lidera obozu władzy na odzyskanie tej grupy wyborców jest więc genialnie prosta: młodzi po prostu muszą się zestarzeć, a kiedy już będą starzy, wtedy zagłosują na PiS.

Kaczyński nie bierze pod uwagę, że być może na postawy najmłodszych wyborców miała wpływ prymitywna nagonka na osoby LGBT, z której media robiące kampanię Andrzejowi Dudzie uczyniły swój znak rozpoznawczy. Jak wynika z sondażu OKO.press, aż 68 proc. najmłodszych wyborców popiera związki partnerskie, a 50 proc. równość małżeńską (49 proc. jest na „nie”).

Według prezesa, rzecz jasna, żadnej nagonki na mniejszości nie było, a Polska to wyspa wolności. To również wpisuje się w westernową wizję świata Kaczyńskiego:

na Dzikim Zachodzie także przecież panowała wolność, o ile ktoś był silnym, heteroseksualnym mężczyzną, dobrze strzelał, potrafił upolować bizona i miał odrobinę szczęścia.

A inni, ci w mniejszości? No cóż, Kaczyński i tutaj ma swoją teorię:

"Nie widzimy powodów, aby mniejszości, w niektórych przypadkach to są grupy liczone w promilach, miały narzucać kulturę, sposób bycia, kształt społeczeństwa całej reszcie. To są objawy jakiegoś poważnego zaburzenia. Nie chcemy pouczać innych, ale też nie chcę, aby nas pouczano"

- mówi prezes.

To znów podejście ze świata starych westernów, gdzie dobry Afroamerykanin to potulny Afroamerykanin, a najlepsi Indianie to ci, którzy współpracują z białymi, jak Winnetou z Old Shatterhandem w powieściach Karola Maya. Każdy bunt mniejszości należy natomiast stłumić, bo to uzurpacja "grupy liczonej w promilach", która chciałaby "narzucać styl bycia całej reszcie".

Dyskretny urok perswazji władzy

Czy w westernowym świecie prezesa jest miejsce dla wolnych mediów? O dziwo, jest! choć pod pewnymi warunkami.

"Media w Polsce powinny być polskie, to raz. Nie możemy zakazać, żeby brały udział w, wydaje mi się, zewnętrznie inspirowanych kampaniach, żeby jednych niszczyły, a drugich nie zauważały, żeby przedstawiały zupełnie fałszywy obraz Polski i świata" - mówi Kaczyński.

I dalej: "Możemy doprowadzić, do tego, że mediów, które patrzą na rzeczywistość bardziej realistycznie, będzie więcej niż w tej chwili. W tym kierunku będziemy próbować działać".

Prezes PiS zadeklarował również, że nie trwają w tej chwili prace nad ustawą dekoncentracyjną czy repolonizacyjną.

Ale mówi: "Niech nikt nie sądzi, że my liczymy na to, że TVN w pewnym momencie stanie się telewizją pro-PiS-owską, albo że przestanie istnieć. Nie. Wiemy, że on będzie, że będzie wobec nas krytyczny, ale może uda się doprowadzić do tego, żeby były jakieś miary – nie narzucone siłą, nie ograniczeniami prawnymi, tylko pewnymi regułami, które wszyscy akceptują".

Jak "reguły, które wszyscy zaakceptują" zostałyby wprowadzone w westernie? Wydawcę lokalnej gazety odwiedziłoby dwóch miłych kowbojów, którzy w kulturalnej rozmowie, czule głaszcząc rękojeść colta Smith & Wesson kaliber 31 milimetrów, zasugerowaliby, że pisanie o przekrętach przy handlu bydłem nie jest mile widziane. A wydawca ochoczo by się zgodził.

Dlatego dla mediów niezależnych od władzy uspokajające słowa prezesa PiS to raczej dzwonek alarmowy i sygnał, że nawet jeśli obóz PiS nie zdobędzie się na zmiany ustawowe, będzie próbował wprowadzić znaczące korekty w ładzie medialnym innymi metodami.

Kto po Kaczyńskim? Zła wiadomość dla Ziobry

Jarosław Kaczyński odniósł się również do własnych planów i zasugerował, że nawet jeśli zostanie na kongresie partii wybrany na kolejną kadencję, to raczej nie wypełni jej w pełnym wymiarze. Tym samym bitwę o sukcesję po prezesie możemy uznać za otwartą:

"Nie można zanadto trzymać tego młodszego pokolenia, choć już całkiem dojrzałego, bo po pięćdziesiątce, w sytuacji, gdy ktoś stoi nad nimi, choć jest o prawie pokolenie starszy. Trzeba więc na pewno brać pod uwagę też i ten moment, który musi się zbliżać, kiedy odejdę" - stwierdza lider PiS.

O możliwym następcy prezesa wiemy więc jedno: jest po pięćdziesiątce. Przyjrzyjmy się więc pod tym względem możliwym kandydatom:

  • premier Mateusz Morawiecki ma 52 lata
  • eurodeputowany Joachim Brudziński - 52 lata
  • minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro - 49 lat

Jak widać, nie jest to najlepsza wiadomość dla szefa resortu sprawiedliwości. I gdy zorientuje się w sytuacji, pokerowy stolik w westernowym saloonie Kaczyńskiego może zostać gwałtownie wywrócony.

Udostępnij:

Michał Danielewski

Wicenaczelny OKO.press, redaktor, socjolog. W OKO.press od 2019 roku, pisze o polityce. Wcześniej przez ponad 13 lat w "Gazecie Wyborczej". Pochodzi z Sieradza

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne