Przemysław Czarnek zapewnia, że Polska wyjdzie z ETS, a Patryk Jaki przekonuje, że inne kraje już to zrobiły. Pierwsze jest niemożliwe, drugie to nieprawda. Co nie oznacza, że poważnej dyskusji w Europie o złagodzeniu systemu nie ma
Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.
Przejdź do ankietyKandydat PiS na premiera obiecuje, że Polska wyjdzie z unijnego systemu handlu emisjami CO2, czyli ETS. Choć zapewniał, że odpowiedni projekt ustawy zostanie przedstawiony 14 marca, tak się nie stało.
Podczas debaty „Myśląc Polska” temat opłat za emisje pojawiał się jednak wielokrotnie. Głos w tej sprawie zabrał m.in. Daniel Obajtek. „Zobaczcie, kto dziś krytykuje ETS. Dziś w kolejce do „nie dla ETS” są Czesi, Słowacy, Austriacy, Francuzi zaczynają o tym głośno mówić, Włosi. I nawet Niemcy twierdzą, że pani Ursula von der Leyen pomyliła sobie religię z przyrodą całkowicie” – przekonywał były prezes Orlenu, a dziś europoseł. O debacie pisaliśmy w OKO.press:
Wcześniej podobnie wypowiadał się też sam Czarnek. „Dzisiaj o absurdzie ETS-u nie mówimy tylko my. Mówią Czesi, Słowacy, Węgry, Niemcy nawet” – wyliczał w Radiu Zet.
Tymczasem w czwartek, 19 marca, unijni przywódcy będą rozmawiać m.in. na ten temat. Ile w słowach polityków PiS jest więc prawdy?
Wspomniany ETS to wcielenie w życie zasady „zanieczyszczający płaci”. Ma to motywować podmioty emitujące CO2 do przechodzenia na mniej szkodliwe dla klimatu technologie i ograniczanie emisji. Początkowo kraje dostały pulę bezpłatnych uprawnień do emisji, ale z czasem staje się ona coraz mniejsza.
Ponad 20 lat temu ETS objęto przedsiębiorstwa emitujące duże ilości CO2, takie jak elektrownie węglowe, elektrociepłownie i przemysł. To jedne z wielu opłat wpływających na ceny za pozyskiwane z paliw kopalnych prąd i ciepło z sieci. W 2027 roku system miał być poszerzony o sektor budownictwa i transportu drogowego (ETS2). Mieszkańcy UE odczuliby to bezpośrednio na stacjach benzynowych i w rachunkach za ogrzewanie budynków węglem i gazem.
Tak się jednak nie stanie. Trudniejsza sytuacja geopolityczna i gospodarcza oraz skręt europejskich społeczeństw i samej UE w prawą stronę poskutkowały odwrotem od działań na rzecz klimatu. Wejście ETS2 przesunięto więc na 2028 rok i zapowiedziano jego rewizję. W Europie coraz głośniej podnosi się też sensowność pierwotnego ETS.
I właśnie do tej melodii przyśpiewuje PiS. Co nie znaczy, że uderza w tę samą nutę.
Choć mogłoby się wydawać, że przekaz PiS w tej sprawie będzie jednoznaczny, wcale tak nie jest. Co więcej, nie jest jednoznaczny nawet w przypadku tego samego polityka.
„Jak on [Czarnek] zostanie premierem, Polska wypowiada ETS. Wiecie, co się wtedy stanie? Od razu tania energia dla wszystkich Polaków” – przekonuje w mediach społecznościowych Patryk Jaki. „Jeżeli ktoś z was myśli, że to jest nie do zrobienia, że nie da się tego zrobić, bo Unia Europejska, przypominam: Czechy, Słowacja jakoś mogą. No i my też powinniśmy głośno zacząć o tym mówić” – dodaje europoseł PiS na nagraniu z 10 marca.
Dzień później polityk wystąpił w europarlamencie, gdzie zabrał głos na ten sam temat. Co ciekawe, tym razem tak radykalny jednak nie był. „Dziś nie ma żadnego uzasadnienia, aby dalej utrzymywać system ETS. Ten system trzeba po prostu zawiesić” – powiedział Jaki.
Podobnie wypowiadał się Obajtek. „Co należy zrobić, by obniżyć koszty energii? Przede wszystkim, i to jest jak najszybsze działanie, pilnie zawiesić ETS” – stwierdził z mównicy.
W tym artykule nie chcemy jednak skupiać się na niekonsekwencji w obozie PiS. Zamiast tego przyjrzymy się, co w sprawie systemu handlu emisjami proponują inne państwa, polski rząd i Komisja Europejska.
Wbrew temu, co sugeruje Patryk Jaki, Czechy i Słowacja nie wyszły ani nie wychodzą z ETS. Są to jednak kraje, które na obciążenia wynikające z opłat za emisje głośno narzekają, domagając się zmian. I nie są w tym odosobnione. Żaden z rządów nie mówi jednak o tym, by system wypowiedzieć. O co więc toczy się walka?
W sporze o ETS można wyróżnić trzy główne postulaty:
Presja rośnie, bo rosną też problemy. Najpierw zwiększyła ją pandemia i kryzys energetyczny z 2020 roku, później napaść Rosji na Ukrainę, następnie nieobliczalność i szantaże Donalda Trumpa, a ostatnio – wojna w Iranie. Każdy z tych elementów z osobna pokazał, jak wrażliwa na sytuację geopolityczną jest UE oparta o import surowców energetycznych. Dla jednych jest to jednak powód, by zmniejszyć ceny paliw, dla innych – by przyspieszyć tempo, w jakim od nich odchodzimy.
Wśród państw postulujących zawieszenie pierwszego ETS jest m.in. Słowacja, polegająca mocno na imporcie gazu i węgla (zapewniają ok. jednej trzeciej energii). Premier kraju, Robert Fico, sugeruje zrobienie tego na okres 4-5 lat. „Taka decyzja doprowadziłaby do znacznego ożywienia i pobudzenia strategicznych sektorów przemysłowych” – napisał Fico w styczniu 2026 w liście do Komisji Europejskiej.
Pilnego zawieszenia opłat za emisje domagają się też Włochy, których system energetyczny w blisko 40 proc. oparty jest na gazie. Zdaniem Włoch ETS powinien być zawieszony do czasu jego rewizji, którą Komisja Europejska przewidziała na trzeci kwartał tego roku.
„Mechanizm ETS, w jego obecnej formie to nic innego jak podatek, opłata nakładana na przedsiębiorstwa energochłonne. Konieczna jest gruntowna rewizja. Aby to zrobić właściwie, mechanizm ETS musi zostać zawieszony do czasu przeprowadzenia reform” – mówił w lutym Adolfo Urso, włoski minister przemysłu.
Po ataku Izraela i USA na Iran i wywołanym przez to kolejnym kryzysie energetycznym Włochy ponownie wezwały do wstrzymania systemu.
O ile zawieszenie ETS to wśród europejskich rządów pomysł wciąż mało popularny, tak rewizji mechanizmu domaga się już znacznie większa grupa państw, w tym Polska. Dokładne stanowisko rządu ma być przedstawione w najbliższym czasie.
"Już teraz można na pewno powiedzieć, że będziemy domagać się ulg w ETS1 dla sektorów pracujących na rzecz przemysłu obronnego, takich jak stalowy, cementowy czy chemiczny.
Kolejnym naszym postulatem będzie kontynuacja bezpłatnych pozwoleń dla przemysłu i ciepłownictwa"
– zapowiada cytowany przez „Business Insider” Krzysztof Bolesta, wiceminister klimatu i środowiska.
Wiadomo też, że rząd będzie domagał się ukrócenia spekulacji uprawnieniami. Pomóc ma w tym powołanie Europejskiego Banku Węglowego, zwiększenie puli uprawnień trzymanych w rezerwie na czasy kryzysu i utworzenie tzw. korytarza cenowego. Jeżeli ceny uprawnień do emisji CO2 wzrosłyby na rynku zbyt wysoko, obniżałyby je ponownie wprowadzane przez rządy bezpłatne pule. „Chodzi o to, by była równowaga popytu i podaży” – tłumaczy Bolesta.
To postulaty, które popiera też wiele innych państw domagających się reformy ETS.
Na przykład według premiera Czech, Andreja Babiša, potrzebne jest wprowadzenie mechanizmów utrzymujących górne ceny uprawnień na poziomie 30 euro za tonę wyemitowanego CO2 (obecnie to ok. 70 euro, rekord to ponad 100 euro). „To jedyna rzecz, która natychmiast uratuje przemysł” – twierdzi Babiš.
Emmanuel Macron, prezydent Francji, sugeruje próg 30-40 euro. „Energia jest kręgosłupem europejskiego przemysłu. Wysokie ceny energii i związane z nimi koszty emisji CO2 przyspieszają dezindustrializację, a nie dekarbonizację” – ocenił Macron podczas branżowego szczytu branży w Antwerpii.
Podczas lutowego spotkania „Przyjaciół Przemysłu” ministrowie 13 unijnych państw przyjęli stanowisko w obronie tej gałęzi gospodarki. We wspólnym oświadczeniu do Komisji Europejskiej padły dokładnie te same słowa, których użył Macron: "dekarbonizacja nie powinna być osiągana przez dezindustrializację”.
Stanowisko poparły Polska, Austria, Chorwacja, Czechy, Francja, Hiszpania, Luksemburg, Niemcy, Portugalia, Rumunia, Słowacja, Słowenia i Włochy.
To właśnie przemysł jest sercem sporu o obowiązujący ETS. Wpływają na to nie tylko wspomniane na początku kryzysy, lecz także fakt, że od tego roku pula bezpłatnych uprawnień do emisji w przemyśle zacznie się zmniejszać. Mniejsza podaż przełoży się więc na wzrosty cen uprawnień, a to – na rosnące koszty energii.
Mając na uwadze, że Komisja Europejska osłabiła już wiele regulacji klimatyczno-energetycznych, a o reformę ETS walczy tak wiele państw, dalsze ustępstwa ze strony Brukseli są niewykluczone.
Polski rząd nie może jednak liczyć na równie mocne poparcie w walce o ustępstwa dla energetyki. W naszym kraju wciąż ponad 50 proc. prądu pochodzi z węgla. Żaden inny członek UE nie polega na tym surowcu tak mocno, a w większości państw nie odgrywa on już żadnej roli lub jedynie marginalną. A że spalanie węgla przynosi wyraźnie większe emisje CO2 niż spalanie gazu, to polski rząd ma problem.
Największą uwagę podczas szczytu branży w Antwerpii przykuły jednak słowa nie Macrona, lecz Friedricha Merza. Kanclerz Niemiec stwierdził wówczas, że ETS to mechanizm, który nie powinien generować przychodów. Jego celem jest zmniejszanie emisji i wspieranie transformacji firm.
„Jeśli nie będzie to możliwe i jeśli nie będzie to odpowiednie narzędzie, powinniśmy być bardzo otwarci na jego rewizję lub przynajmniej odłożenie, tak jak zrobiliśmy to w przypadku EU ETS2” – powiedział Merz.
Ośrodek Studiów Wschodnich zwraca przy tym uwagę, że już dzień później, przy okazji nieformalnego szczytu przywódców UE, kanclerz Niemiec wyraźnie złagodził ton. „To skuteczny instrument, który wdrożyliśmy w Europie i który sprawia, że możliwy jest wzrost gospodarczy bez jednoczesnego wzrostu emisji CO2. To pokazuje, że mamy właściwe narzędzie. Ale musi ono być stale korygowane” – powiedział Merz.
„Ani zawieszenie systemu ETS, ani tym bardziej jego wycofanie nie są właściwie przedmiotem poważnych dyskusji w niemieckich kręgach polityczno-przemysłowych” – pisze Michał Kędzierski, autor analizy.
Ekspert OSW zwraca jednak uwagę, że niemiecki przemysł energochłonny od wielu miesięcy prowadzi intensywną kampanię na rzecz reformy ETS. Dotyczy to zwłaszcza wpływowej politycznie i istotnej gospodarczo branży chemicznej.
Osobną sprawą pozostaje przyszłość ETS2. Jak już wspomnieliśmy, presja państw członkowskich sprawiła, że wejście w życie opłat dla sektora transportu i budownictwa przełożono na 2028 rok. Teraz celem części państw jest przesunięcie uruchomienia systemu przynajmniej na 2030 rok, a może i jego całkowite wycofanie.
„Ten system jest nam niepotrzebny” – przekonuje Bolesta. „Do 2030 roku mamy zobowiązania redukcji emisji w transporcie i budownictwie, które realizujemy z nawiązką. Na razie negocjacje dały nam odsunięcie ETS2 w czasie o rok, ale wolelibyśmy, żeby nas KE nie uszczęśliwiała na siłę. Dlatego będziemy rozmawiać o dłuższym odłożeniu”.
„Czas na otwarcie i rewizję systemu ETS oraz wzięcie pod uwagę wycofanie się z systemu ETS2. Dzisiaj obywatele drżą przed wysokimi cenami energii i niektóre mechanizmy muszą zostać zmienione”
– przekonywał Borys Budka, europoseł KO, podczas marcowej debaty w Parlamencie Europejskim.
Jesienią o przełożenie ETS2 na 2030 rok postulowały poza Polską również Węgry, Słowacja, Czechy, Rumunia, Bułgaria i Cypr. Presja ta zaowocowała przesunięciem daty z 2027 na 2028 rok. Jako że od tego czasu sytuacja na rynku energetycznym stała się znacznie trudniejsza, można oczekiwać, że kraje te nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa.
Ursula von der Leyen, przewodnicząca KE, skrytykowała rządy państw członkowskich za brak wykorzystywania pieniędzy z ETS do wsparcia przemysłu. Opłaty te nie trafiają bowiem do Brukseli, lecz do budżetów państw.
„Państwa członkowskie inwestują mniej niż 5 proc. przychodów z ETS w dekarbonizację przemysłu. Najwyższy czas, aby podjęły działania”
– powiedziała von der Leyen.
Mimo to Komisja planuje przedstawić propozycję zmian w ETS w trzecim kwartale tego roku. Jak informuje „Politico”, atak na Iran sprawił, że coraz więcej państw domaga się przyspieszenia prac. Wśród nich są m.in. Włochy, Austria, Słowenia i Słowacja.
Z kolei agencja Reutera dotarła do draftu dokumentu, w którym unijne państwa (nie podano ich liczby) zwracają się o przedstawienie propozycji reform najpóźniej w lipcu. Dokument ma zostać przekazany KE podczas szczytu unijnych przywódców zaplanowanego na 19 marca.
Nie brakuje jednak państw, które bronią ETS.
„Jedno to prosić o dopracowanie [systemu], ale wzywanie do przeprowadzenia operacji na otwartym sercu jednego z najskuteczniejszych instrumentów ekonomicznych Unii grozi całkowitym odcięciem przepływu krwi” – powiedziała niedawno „Politico” Ebba Busch, minister przemysłu Szwecji.
„Euronews” informuje zaś, że przeciwko dalszym opóźnieniom ETS2 sprzeciwiają się Szwecja, Dania, Finlandia, Holandia i Luksemburg. Według nich trwające dyskusje na ten temat podważają wiarygodność systemu i zwiększają niepewność w podejmowaniu decyzji inwestycyjnych przez firmy i gospodarstwa domowe.
„Obawiamy się, że jakiekolwiek dalsze odroczenie lub zmiany dotyczące ceny rynkowej ETS2 mogłyby znacząco osłabić skuteczność polityki klimatycznej UE” – napisały państwa w wydanym w lutym oświadczeniu.
Na początku marca jakiemukolwiek osłabieniu całego mechanizmu handlu emisjami sprzeciwiło się już osiem państw. Poza wspomnianą piątką zrobiły to również Portugalia, Hiszpania i Łotwa.
Tymczasem 10 marca KE przedstawiła kolejne kluczowe dokumenty dla transformacji energetycznej. To „pakiet energetyczny dla obywateli” (ma obniżyć ceny energii), strategia przyspieszenia inwestycji w czystą energię (ma zmobilizować prywatny kapitał na ich sfinansowanie) i strategia na rzecz rozwoju technologii małych modułowych reaktorów jądrowych (SMR).
Przy okazji odpowiedzialni za transformację komisarze zapewnili, że zawieszenie ETS jest niemożliwe. Twierdzą tak zarówno Dan Jørgensen, komisarz ds. energii, jak i Teresa Ribera, wiceszefowa KE.
Ich zdaniem Europa jest dziś lepiej przygotowana na kryzys niż w 2022 roku, a zawdzięcza to m.in. dywersyfikacji źródeł paliw i postępującej transformacji energetycznej. Dlatego nie można rezygnować z narzędzi, które zachęcają firmy i państwa do dalszego ograniczania emisji (a przez to ogromnej zależności od dziś głównie importowanych paliw).
„Konkurencyjność wymaga kontynuacji naszego kursu, a próby budowania konkurencyjności na czymś, czego sami nie produkujemy, nie mają sensu” – stwierdziła Ribera. „Lokalne, czyste technologie są jedynym sposobem, żeby uniknąć wahań cenowych na rynkach surowców” – dodała.
Ekologia
Gospodarka
Przemysław Czarnek
Patryk Jaki
Emmanuel Macron
Ursula von der Leyen
Komisja Europejska
ETS
ETS2
handel emisjami
Redaktor serwisu Naukaoklimacie.pl, dziennikarz, prowadzi w mediach społecznościowych profile „Dziennikarz dla klimatu”, autor tekstów m.in. dla „Wyborczej” i portalu „Ziemia na rozdrożu”.
Redaktor serwisu Naukaoklimacie.pl, dziennikarz, prowadzi w mediach społecznościowych profile „Dziennikarz dla klimatu”, autor tekstów m.in. dla „Wyborczej” i portalu „Ziemia na rozdrożu”.
Komentarze