Wzrost gospodarczy w Polsce przewyższył wszelkie szacunki. To dzięki eksportowi do Unii oraz inwestycjom z krajów UE. Eksport do Niemiec jest niemal 10 razy większy niż do Rosji – a w pierwszej dziesiątce krajów, z których do Polski napływają inwestycje, znajdują się jedynie państwa Unii. UE to nie tylko „wyobrażona wspólnota”, to nasza siła

W piątek 31 maja 2019 Główny Urząd Statystyczny (GUS) poinformował, że produkt krajowy brutto (PKB) Polski w I kwartale 2019 wzrósł wobec o 4,7 proc. wobec roku poprzedniego. Premier Mateusz Morawiecki nie krył entuzjazmu: „Przybliża nas [to] do całorocznego wyniku wyższego niż dotychczasowe prognozy i przewidywania” – napisał na Twitterze. Z rozwoju polskiej gospodarki OKO.press cieszy się razem z premierem, ale jego zaskoczenie pokazuje, że ten wzrost to niekoniecznie efekt planowanych działań rządu. 

Morawiecki nie spodziewał się wzrostu

Gabinet Morawieckiego w ustawie budżetowej zapisał wzrost PKB na poziomie 3,9 proc. w skali roku. „Ale najpewniej zakończymy ten rok z czwórką z przodu” – 30 maja powiedziała dziennikarzom minister przedsiębiorczości i technologii Jadwiga Emilewicz, podaje Polska Agencja Prasowa. Wcześniej w maju prognozę dla Polski podwyższyła Komisja Europejska, z 3,6 do 4,2 proc., oraz Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), z 4,0 także do 4,2 proc.


Pokazaliśmy, że jesteśmy bardzo rozsądną ekipą i dzielimy te środki w sposób sprawiedliwy, dużo sprawiedliwszy niż ci, którzy budowali III Rzecząpospolitą 30 lat temu.

Mateusz Morawiecki, „Wydarzenia i opinie”, Polsat News - 04/06/2019

Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Gazeta


zbity zegar. Sprawiedliwość systemu „każdemu tyle samo” budzi wątpliwości. Jednak porównanie gospodarki 2019 r. do schyłkowego PRL to jakby zestawiać epokę Gierka z odbudową po II wojnie światowej. Po prostu nie ma sensu.


Biorąc pod uwagę nieustającą propagandę sukcesu uprawianą przez rząd, niedoszacowanie wzrostu nie wynika z jego przezorności. Najzwyczajniej w świecie, władza nie ma nad tym wskaźnikiem tak dużej kontroli, jak mogłoby wynikać z entuzjazmu ministrów i przychylnym im komentatorów. Wzrost w Polsce dużo bardziej niż od doraźnych decyzji politycznych, uzależniony jest od sytuacji w globalnej ekonomii i sieci globalnych powiązań – oraz tego, jakie miejsce w niej zajmuje Polska. A dzięki naszej obecności w Unii Europejskiej, największej gospodarce świata, miejsce mamy mimo wszystko nie najgorsze.

W Polsce dobrze, prawie jak na Słowenii

Dobrze ilustruje to porównanie z innymi krajami naszego regionu, które tworzą z nami wspólnotę. Względem IV kwartału 2015 roku, kiedy powołano rząd Beaty Szydło, skumulowany wzrost PKB wynosił w IV kwartale 2018 roku (obliczenia uzyskane za pomocą narzędzia FRED amerykańskiego Federalnego Banku Rezerwy St. Louis):

  1. Słowenia: 14,5 proc.
  2. Polska: 13,4 proc.
  3. Kraje bałtyckie (łącznie Litwa, Łotwa, Estonia): 13 proc.
  4. Węgry: 12,6 proc.
  5. Słowacja: 10,6 proc.
  6. Czechy: 9,7 proc.

Relacja PKB krajów regionu w stosunku do IV kwartału 2015 r.

Polska rozwija się dynamicznie, jednak w tempie podobnym do naszych sąsiadów. Zanim przypiszemy te imponujące liczby mądrym decyzjom Orbána i pomazańców Kaczyńskiego, zauważmy, że ten trend utrzymuje się od 2012 roku (na powyższym wykresie można to sprawdzić za pomocą suwaka u dołu) – kiedy to gospodarki wschodniej części UE zaczęły podźwigać się z następstw ostatniego kryzysu ekonomicznego.

Eksportujemy więcej do UE, UE inwestuje więcej u nas

Co zatem, jeśli nie ekspertyza PiS-u decyduje o dynamicznym rozwoju polskiej gospodarki? Odpowiedź przynoszą wyliczenia Krajowej Izby Gospodarczej. Według komunikatu wydanego 3 czerwca, polski eksport w kwietniu 2019 roku był o 8,2 wyższy, niż rok wcześniej. Nie świadczy to o nagłym wzroście jakości i prestiżu polskich produktów, ale o trwającym optymizmie na innych rynkach. Według prognozy, w 2019 roku eksport do Niemiec, naszego największego partnera, ma wzrosnąć o 4,8 proc., a dla reszty strefy euro – o 7,9 proc.

Kraje UE pozostają najważniejszymi partnerami handlowymi Polski. W 2017 roku do samych Węgier eksportowaliśmy niemal tyle samo, co do Rosji – a do Niemiec prawie 10 razy więcej.

Dobra koniunktura na innych rynkach to także więcej inwestycji zagranicznych w Polsce. Według Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu korzystającej z danych Narodowego Banku, pod koniec 2016 roku w zagraniczne podmioty miały w Polsce zainwestowane 159 mld euro, z czego najwięcej te zarejestrowane w krajach UE: 

  1. Holandia: 33,9 mld euro;
  2. Niemcy: 29,2 mld euro;
  3. Luksemburg: 23,5 mld euro; 
  4. Francja: 17,8 mld euro;
  5. Hiszpania: 10,2 mld euro.

Dalej były Wlk. Brytania, Włochy, Austria, Belgia i Cypr.

W pierwszej dziesiątce krajów, z których do Polski napływają inwestycje znajdują się jedynie państwa Unii.

Nawet biorąc pod uwagę, że część z tych sum stanowią inwestycje globalnych korporacji z oddziałami w UE, to nie da się ukryć, że wspólny rynek i silna gospodarczo Unia leżą w żywotnym interesie naszego kraju i stanowią fundament wzrostu. Zagranicznych inwestorów szczególnie przyciąga do Polski dostęp do specjalistów – Polska od lat wybija się ponad średnią UE pod względem odsetka populacji z wyższym wykształceniem (niestety, to jedyny wyróżnik naszej innowacyjności).

500 plus też pomaga

Centrum Analiz PKO Bank Polski (spółki w 29 proc. kontrolowanej przez Skarb Państwa) pisze o „kuloodporności” polskiej gospodarki, wśród źródeł jej siły wymieniając obok eksportu i inwestycji także konsumpcję wewnętrzną. „Popyt krajowy pozostaje ciągle głównym motorem wzrostu PKB: stabilny trend wzrostowy sprzedaży w okolicach 5-6 proc. sugeruje, że dynamika konsumpcji nadal znajduje się na poziomach powyżej 4 proc.” – podaje bank w komunikacie. 

Tutaj należy oddać rządowi PiS jego zasługi w redystrybucji: Rodzina 500 plus, trzynasta Emerytura plus, czy Dobry Start, znany lepiej jako „wyprawka szkolna 300 plus” wpompowały na rynek miliardy złotych, które napędzają zakupy Polaków.

Biorąc pod uwagę strajki kolejnych grup z sektora usług publicznych, takich jak nauczyciele, pracownicy opieki zdrowotnej, fizjoterapeuci, opiekunowie socjalni, a także osób z niepełnosprawnością czy uczniów domagających się działań na rzecz ochrony klimatu, wątpliwości może jednak budzić sposób, w jaki skierowano strumień pieniędzy. Transfer znaczących kwot do najbogatszego decyla społeczeństwa (zwłaszcza w programie 500 plus) jest zdaniem części ekspertów zbyt niefrasobliwy, nawet biorąc pod uwagę fakt, że unika się w ten sposób stygmatyzacji biedniejszych świadczeniobiorców, która niestety często towarzyszy świadczeniom z progami dochodowymi.

  • Co pokazuje PKB?

    PKB, czyli połączona wartość towarów i usług wytworzonych na terenie danego obszaru, to powszechnie używany i łatwy do porównywania wyznacznik rozwoju gospodarczego. Niekoniecznie da się go jednak skorelować z jakością życia w danym kraju. Dla przykładu, Polska ma niższy o 4,9 p. procentowych udział płac w PKB, niż cała UE. W regionie za nami są tylko Węgry i Słowacja. Zatem nawet jeśli na jednego mieszkańca Polski, Chorwacji czy Rumunii przypada podobny PKB na głowę, to Kowalski może być w relatywnie słabszej sytuacji materialnej niż Kovačević czy Popescu.

    Udział płac w PKB w krajach wschodniej UE w 2019 r. (w proc.)

    Rozmawiając o gospodarce, warto brać pod uwagę również inne wskaźniki, takie subiektywne poczucie szczęśliwości w danym społeczeństwie. Rządząca Nową Zelandią lewicowa Partia Pracy ogłosiła niedawno, że przy uchwalaniu budżetu państwa będzie się kierować dobrostanem obywateli, a nie wskaźnikami wzrostu gospodarczego. Takie pomysły pojawiają się coraz częściej: w związku kryzysem klimatycznym pilnie potrzebujemy zmiany sposobu myślenia o gospodarce i o tym, czemu ona właściwie służy. Obecny paradygmat pcha nas w stronę katastrofy.

    OKO.press powołuje się na wartość PKB jako najczęściej używanego w dyskusji i porównywalnego wskaźnika rozwoju.

Nie myślimy o kryzysie – a on prędzej czy później nastąpi

Powyższa wątpliwość może okazać się tym ważniejsza, że dobra koniunktura prędzej czy później zderzy się z okresowym spowolnieniem, albo – co gorsza – z kryzysem i recesją. Ta jawi się coraz bliżej.

Niemcy, nasz największy partner handlowy, w maju po raz pierwszy zanotowały wzrost bezrobocia. Minister pracy przyznał, że wynika to po części ze spowolnienia gospodarczego.

Wpływ na koniunkturę będzie miało też natężenie „wojny handlowej” wypowiedzianej Chinom przez prezydenta USA Donalda Trumpa. Jej skutki widać już dziś: Maersk,  największa firma spedycyjna na świecie, zasmuciła inwestorów informacją, że handel kontenerowy urósł w I kwartale 2019 roku o 1,7 proc. – dwa razy mniej niż rok wcześniej.

Tymczasem kolejny kryzys może postawić pod znakiem zapytania cały nasz model rozwoju.

„Myśmy wybrali pod koniec lat 90. po pierwszym szoku transformacji, że będziemy montownią Europy. Dobrą, dość nowoczesną i szybką. W skali makroekonomicznej niesamowicie na tym skorzystaliśmy, goniliśmy sprawnie Zachód i doszliśmy mniej więcej tam, gdzie da się dojść, mając taką gospodarkę. Nie wyciśniemy z niej dużo więcej” – mówił niedawno w rozmowie z Gazetą.pl dr Maciej Grodzicki z UJ.

Globalny kryzys najpewniej obnaży tę strukturalną słabość polskiej gospodarki. Co zrobić? Pomysłów rozwiązań jest wiele – rząd nie wydaje się nimi przesadnie zainteresowany, a z ambitnych „Planów Morawickiego” niewiele wynika – ale na koniec przytoczymy jedną radę:

„Przede wszystkim trzeba zwiększyć nakłady na edukację i naukę” – mówi Grodzicki. „Świat za chwilę się zmieni, nikt nie wie, jak ta zmiana będzie wyglądać, a w takiej sytuacji każda inwestycja w edukację się zwróci, bo ludzie wytrenowani w myśleniu lepiej sobie poradzą na ruchomych piaskach”.

 

 

Maciek Piasecki (1988) – studiował historię sztuki i dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim, praktykował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej w Londynie. Dla OKO.press pisze o protestach, polityce ekonomicznej i wpływie gospodarki na życie każdego z nas. Debiutował w „Machinie”, publikował m.in. w „Wysokich Obcasach”, „Dwutygodniku” i „VICE”.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press