Ogławianie drzew to koszmarny sen arborystów i ekologów. Ale jest wyjątek. Cięcia niektórych gatunków wierzb wydłużają życie tych drzew, cennych dla ludzi i przyrody. Ich malowniczą obecność w krajobrazie zawdzięczamy Holendrom przybyłym do Polski w XVI wieku
Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.
Przejdź do ankietyDroga w stronę Bugu tonie w błocie. Kilka dni temu leżał tu śnieg, a wysokie jak na tę porę roku temperatury nie zdążyły jeszcze osuszyć drogi, pól i łąk wzdłuż niej. Im bliżej rzeki, tym więcej wody na drodze i obok. Jakoś udaje się pokonać kolejne rozlewiska. W końcu, gdy do rzeki zostało zaledwie kilkaset metrów, dalszy marsz uniemożliwia potężny zalew. Zawracam. Z aplikacji wynika, że okrężną drogą mogę dojść do Bugu, choć tylko do bocznego nurtu. Gdy docieram do celu, główne koryto oglądam z oddali – na polach i łąkach wszędzie stoi woda.
Wzdłuż drogi posadzono niegdyś wierzby. Kilkanaście metrów obok rosną kolejne, tworzą regularny czworobok. Wierzb od lat nikt nie ogławiał, niektóre już się przełamały, pozostałe podzielą ich los za kilka lat. To zapewne pozostałości dawnego gospodarstwa, być może prowadzonego przez potomków Olędrów, sprowadzonych do Polski w XVI w.
Wierzba głowiasta, która powstaje w wyniku procesu zwanego ogławianiem, to najczęściej dwa gatunki: biała i krucha (Salix alba i Salix fragilis). Jest charakterystycznym elementem krajobrazu polskich nizin. Jej uprawę przynieśli do Polski właśnie Olędrzy. Pochodzący z Fryzji i Niderlandów żyli z wodą od wieków. Także w Polsce osiedlali się w dolinach dużych rzek, głównie Wisły, ale też Warty czy Noteci. Do dziś przypominają o tym nazwy wsi, na przykład właśnie Olędry lub Olendry, ale także liczne warszawskie „kępy”. Z czasem przybysze wymieszali się z Polakami i Niemcami, a osadnictwo olęderskie stało się terminem bliższym prawu i administracji niż etniczności.
Tradycje olęderskie pozostały żywe jeszcze w XX wieku, a w niektórych przypadkach – trwają do dziś. W ostatni dzień lutego we wsi Dręszew nad Bugiem obserwowałem, jak ochotnicy z Towarzystwa Przyrodniczego Bocian pomagali miejscowym gospodarzom ogławiać przydrożne wierzby kruche. Była to już 19. taka akcja ekologów.
Miejsce tegorocznej akcji to gospodarstwo Zdzisława Podgórskiego. Rocznik 1939, Podgórski nie czuje się już na siłach, by ogławiać wierzby, które sadził, kiedy miał 17 lat, a więc w latach 50. XX w. Za kierownicą ciągnika czeka na załadunek wierzbowego drewna na opał.
Podgórscy uprawiali ziemię w Dręszewie od XIX wieku, od uwłaszczenia przeprowadzonego przez carat po powstaniu styczniowym 1863 roku. – Teraz już nikt tu w okolicy ziemi nie uprawia. Kiedyś wszystko wokół wyglądało całkiem inaczej. Mam 10 hektarów, miałem zboże, ziemniaki, trzymałem krowy… – mówi Podgórski. Wspomina też, że Bug wylewał regularnie i znacznie bliżej wsi.
Wierzby, jak mało które drzewo, odcisnęły się mocno w kulturze polskiej i europejskiej. W kalendarzu życia wiejskiego, jaki otwiera XV-wieczny rękopis Bardzo bogate godzinki księcia de Berry (do obejrzenia we francuskim Chantilly) doskonale widać głowiaste wierzby w ilustracjach przedstawiających kwiecień, czerwiec, lipiec i październik.
Wierzby głowiaste odnajdziemy też u Albrechta Dürera czy na słynnym obrazie Ślepcy Petera Breugla (starszego). Na V Konkurs Chopinowski w 1955 roku powstał plakat Tadeusza Trepkowskiego z rzędem ogłowionych wierzb mazowieckich.
“Krajowe wierzby drzewiaste, zwłaszcza biała i krucha, od setek lat podlegają ogławianiu; jego cel zmieniał się z upływem stuleci, w miarę jak w miejsce pierwotnego niedostatku paszy na europejskich nizinach, począwszy od XVI w., zaczęło coraz dotkliwiej brakować drewna. U nas w czasach zupełnie nieodległych od współczesnych ogławianie dawało przede wszystkim drobny opał, np. do pieców chlebowych, wiązki na rozpałkę do pieca, gałązki do zgryzania przez konie, kołki, wici do plecenia czy chrust” – czytamy w “Dendrologii” Senety, Dolatowskiego i Zielińskiego, biblii polskich ogrodników, arborystów i architektów krajobrazu (wydanie z roku 2022).
“Obecnie ogławia się wierzby już tylko «z rozpędu», przez pamięć o minionej tradycji. Ogławiane wierzby są jedynym powszechnie znanym efektem ingerencji w drzewiastą tkankę rodzimego krajobrazu, z wieloma mającymi wiele wieków tradycji wątkami w kulturze materialnej i duchowej” – czytamy dalej.
Paweł Tkaczyk z Towarzystwa Przyrodniczego Bocian dodaje, że ogławianie – mimo pozorów brutalnej ingerencji w naturę – jest zarówno częścią tradycji polskiej (choć z korzeniami w dzisiejszej Holandii), jak i przykładem ludzkiego działania z korzyścią dla przyrody terenów wiejskich i rolniczych. Od zarania rolnictwa – około 10-12 tys. lat temu – pola uprawne i łąki tworzyły szczególne siedliska, do których przez millenia przystosowały się setki gatunków zwierząt.
Nie bez powodu Główny Inspektorat Ochrony Środowiska w ramach programu monitoringu liczebności ptaków wyróżnia w związku z tym ogólną kategorię „ptaki krajobrazu rolniczego”. Ich liczebność niestety spada.
– Jako organizacja przyrodnicza zajmujemy się ochroną ginących gatunków i już od niemal 20 lat ogławiamy wierzby. Wierzba głowiasta jest formą stworzoną przez człowieka. Kiedyś była po prostu źródłem opału i budulca na wsi. Ale jest także drzewem o bardzo wysokich wartościach biocenotycznych – mówi Tkaczyk. Innymi słowy, oznacza to, że wierzba i aleje wierzb tworzą bogate siedliska dla setek gatunków roślin, zwierząt i grzybów
– Aleje wierzbowe tworzą korytarze ekologiczne. To bardzo ważne, ponieważ mamy postępującą defragmentację siedlisk. Dzięki takim korytarzom zwierzęta i rośliny mogą się przemieszczać, co jest bardzo ważne dla ciągłości ekosystemów – dodaje Tkaczyk.
Przy ogławianiu w Dręszewie uwija się Kacper Godlewski, lekarz weterynarii i pszczelarz spod Ciechanowa.
– Mamy kawałek lasu i trochę ziemi. Rosną tam wierzby, które regularnie ogławiamy. Prowadzimy także pasiekę i dlatego planuję zabrać dziś do domu żywokoły do nowych nasadzeń. Jako jedno z pierwszych źródeł pyłku dla pszczół, wierzby są dla nich nieocenionym wsparciem wczesną wiosną – mówi Godlewski.
Żywokoły to odcięte grube gałęzie wierzby – o średnicy 5-10 cm i wysokości 1,5-3 m – które po prostym przygotowaniu można wsadzić do ziemi, by się ukorzeniły i z czasem wyrosły w kolejne wierzby. Do gruntu można wsadzić też tzw. sztobry, czyli kawałki gałęzi o wysokości zaledwie 30 cm. Obie metody stosowali Olędrzy i ich następcy, i pozostałości ich pracy widziałem przed chwilą przy zalanej drodze nad Bug.
– W bardzo wielu miejscach znajdziemy jeszcze prostokąty wierzb i to są ślady po dawnych gospodarstwach olęderskich. To są tak naprawdę resztki płotu. Kołki wierzbowe wsadzano w ziemię, żeby się ukorzeniły. No i gospodarz na początek miał płot, a potem miał swoje wierzby – mówi Tkaczyk.
“Szybko próchniejące, dziuplaste pnie głowiastych wierzb są ulubionym miejscem gniazdowania dudków, zwłaszcza wśród pastwisk, o ile oczywiście pasą się tam jeszcze krowy i pójdźki, przy cichych, niezbyt uczęszczanych wiejskich drogach” – czytamy w cytowanej już “Dendrologii”.
Anna Niebieszczańska, architektka krajobrazu i specjalistka ds. ochrony środowiska, prowadząca bloga “Ogród zgodnie z naturą”, pokazuje na jedną z ogłowionych dręszewskich wierzb.
– Dąb czy buk potrzebują około 150-200 lat na to, żeby stworzyć mikrosiedliska, natomiast wierzba osiąga to znacznie szybciej – w ciągu 20, 40 lat. Proces ogławiania dodatkowo przyspiesza ich powstawanie. Przy pełnym dostępie do światła nawet częste głowienie wierzb nie prowadzi do obniżenia ich żywotności. W takich warunkach drzewa szybciej regenerują się i skuteczniej zabliźniają rany – mówi Niebieszczańska.
Mikrosiedliska to różne przestrzenie w drzewie: dziuple i półdziuple, ubytki kory, blizny, pęknięcia, martwice drewna itp., co czyni wierzby drzewami kluczowymi w utrzymaniu ciągłości nisz ekologicznych.
– W zależności od tego, jak ogławiamy daną wierzbę, wywieramy wpływ na to, jakie mikrosiedliska się na niej tworzą. Tak jak tutaj widzimy: są dziuple, ubytki, kieszenie, a tutaj są takie odstające fragmenty kory i przeróżne małe przestrzenie. A tutaj, gdzie został przycięty wielki konar, tuż przy pniu, drewno już próchnieje i niebawem utworzy się duża dziupla – dodaje Niebieszczańska.
Pojedyncza wierzba może być siedliskiem i schronieniem dla wielu różnych gatunków chrząszczy, w tym rzadkich i chronionych, a także ptaków, gadów, płazów, małych ssaków, a nawet ryb. Wierzby naturalnie występują w łęgach, a więc siedliskach związanych z płynącą i wzbierającą wodą. W systemach korzeniowych wierzb rosnących nad brzegami rzek ryby znajdują schronienie.
– Wierzby mają też istotny wpływ na ekosystemy wodne, ponieważ drzewa rosnące nad rzekami zacieniają koryto, tworząc strefy o zróżnicowanej temperaturze. Sadzenie wierzb nad uregulowanymi rzekami wspiera ich renaturyzację – mówi Niebieszczańska.
Miron Białoszewski w tomie prozy i poezji „Rozkurz” (1980) pisał: „Wierzby / smoki stojące / czym im więcej ucinają / tym więcej się głowią”.
Regularne ogławianie wierzb staje się jednak coraz rzadsze. O ile drzewa rosnące w naturalnych dolinach rzecznych często pozostawia się bez ingerencji, o tyle na terenach wiejskich wierzby są coraz częściej usuwane, aby zwiększyć powierzchnię upraw.
– Na wsiach wierzby rosnące przy drogach są często wycinane, głównie z powodu modernizacji dróg, infrastruktury oraz tego, że opadające gałęzie są uznawane za problem. Rolnikom zależy na maksymalnym wykorzystaniu przestrzeni pod uprawy, a drzewa w tym przeszkadzają. W efekcie wierzby znikają zarówno z poboczy dróg, jak i z pól i miedz. Dodatkowo ich ogławianie jest pracochłonne i czasochłonne. Drewno przestało też pełnić funkcję opału – kiedyś było powszechnie używane, dziś odchodzi się od tej praktyki – mówi Niebieszczańska.
Dzięki wolontariuszom i akcji ogławiania wierzb Podgórskiego drzewa przetrwają w Dręszewie jeszcze przez kilka lat. A regularnie ogławiane wierzby mogą żyć nawet 200-300 lat, mówi Tkaczyk.
– Drewno wierzby jest miękkie. Jej szybki wzrost i duże rozmiary powodują, że często się rozłamuje. Możemy takie rozłamane wierzby zostawić w spokoju gdzieś w łęgu, ale nie przy drodze, gdzie stanowiłyby zagrożenie. Ogławiając, obniżamy środek ciężkości drzewa, stabilizujemy je i dzięki temu wierzba może żyć nawet 300 lat – mówi Tkaczyk.
– Jako wolontariusze nie jesteśmy w stanie ogłowić wszystkich wierzb w Polsce. Chcemy jednak nauczyć ludzi zabiegu ogławiania i przypomnieć, co robili ich ojcowie i dziadkowie, a przyroda tylko na tym zyska – mówi Tkaczyk.
W OKO.press pisze głównie o kryzysie klimatycznym i ochronie środowiska. Publikuje także relacje z Polski w mediach anglojęzycznych: Politico Europe, IntelliNews, czy Notes from Poland. Twitter: https://twitter.com/WojciechKosc
W OKO.press pisze głównie o kryzysie klimatycznym i ochronie środowiska. Publikuje także relacje z Polski w mediach anglojęzycznych: Politico Europe, IntelliNews, czy Notes from Poland. Twitter: https://twitter.com/WojciechKosc
Komentarze