0:00
Prawa autorskie: Fot. Magdalena ChrzczonowiczFot. Magdalena Chrzc...
10 stycznia 2023

Dyrektorka kliniki aborcyjnej: ponad 1300 Polek przerwało ciążę w Holandii w ostatnich dwóch latach

"Czy wiecie, że kobiety z Polski musiały podróżować tysiące kilometrów do Holandii, żeby uzyskać taką opiekę? Aborcja nie jest przestępstwem, aborcja to po prostu dobra opieka zdrowotna"

Wydrukuj

7 stycznia 2023 minęło 30 lat od uchwalenia restrykcyjnej ustawy antyaborcyjnej w Polsce. W 2020 roku ustawę jeszcze zaostrzono.

We worek, 10 stycznia 2023, w Sejmie odbyło się posiedzenie zespołu parlamentarnego praw kobiet "30 lat ustawy antyaborcyjnej. Gdzie jesteśmy teraz?". Na spotkanie zaproszono aktywistki Aborcyjnego Dream Teamu (m.in. Justynę Wydrzyńską, której kolejna rozprawa odbędzie się 11 stycznia), działaczki pro-choice z Holandii, a także dyrektorkę holenderskiej kliniki, która przyjmuje Polki na zabiegi aborcji.

Sejm nie chciał transmitować na żywo obrad zespołu, mimo że spotkania innych zespołów (także te z 10 stycznia) są transmitowane.

Zapytaliśmy o to Katarzynę Kotulę z klubu Lewicy, która razem z Wandą Nowicką prowadziła spotkanie. "Zgłosiłyśmy spotkanie już dawno oraz poprosiłyśmy o transmitowanie go jako posiedzenia zespołu parlamentarnego z zaproszonymi gościniami zza granicy. Wiadomo było, że na spotkanie przyjadą działaczki aborcyjne. Sejm uznał, że nie będzie transmitował posiedzenia. Podejrzewam, że chodzi o klimat wokół aborcji. Sejm podał inne powody, proceduralne, ale ja podejrzewam, że prawdziwym powodem był temat spotkania, czyli aborcja i to, jak jest traktowana w Polsce. Od 2020 roku jest praktycznie zabroniona, kobiety wyjeżdżają za granicę przerwać ciąże, a jedna z działaczek, Justyna Wydrzyńska, jest oskarżona o przekazanie pigułek aborcyjnych".

Relację live można było obejrzeć na FB Aborcyjnego Dream Teamu:

Przytaczamy najważniejsze fragmenty wystąpień podczas posiedzenia. Szczególnie znamienne było wystąpienie Femke van Straaten, kierowniczki kliniki aborcyjnej w Holandii - to ona codziennie spotyka Polki, które przyjeżdżają do Holandii po aborcję.

Przeczytaj także:

Ponad 1300 Polek przerwało ciążę w Holandii

Femke van Straaten, kierowniczka kliniki aborcyjnej w Holandii BEAHUIS & BLOEMENHOVEKLINIEK: Na początek zadam kilka pytań:

Czy wiecie, że przez ostatnie dwa lata ponad 1300 kobiet z Polski miało aborcję w holenderskich klinikach?

Czy wiecie, że musiały podróżować tysiące kilometrów żeby uzyskać taką opiekę?

Czy wiecie, że musiały zapłacić dużo za podróż, pobyt, leczenie, nawet 7 tys. zł?

Czy wiecie, że 2/3 polskich kobiet [które robią aborcję w Holandii] były w chcianej ciąży i nie chciały przerywać ciąży?

Czy wiecie, że miały aborcję z powodu komplikacji w ciąży?

Czy wiecie, że te kobiety nie zawsze były w stanie udzielić nam wystarczającej informacji medycznej o swojej ciąży? A lekarze nie mogli skontaktować się z polskimi lekarzami, by te informacji uzyskać?

Czy wiecie, że borykamy się z barierami językowymi i komunikacyjnymi?

Czy wiecie, że te kobiety chciały zabrać do domu ciała swoich dzieci, żeby je pochować, ale nie mogły?

Czy wiecie, że nie mają w Polsce miejsca, by przeżyć żałobę?

Czy wiecie, że musieliśmy zorganizować dla nich takie miejsce na naszym cmentarzu?

Niestety, ja to wszystko wiem, bo zarządzam dwiema klinikami aborcyjnymi w Holandii. I mierzę się z tymi problemami od dwóch lat.

Jeszcze dwa lata temu prawie nie widywaliśmy osób z Polski, tylko tych, którzy już mieszkali i pracowali w Holandii. Ale od 2021 roku zalała nas fala kobiet podróżujących z Polski do Holandii w poszukiwaniu opieki aborcyjnej. Większość z tych kobiet potrzebuje przerwania ciąży z powodów medycznych, są zmuszone do podróży do Holandii w celu znalezienia opieki zdrowotnej i empatii.

Kobiety te, a także oczywiście ich partnerzy, cierpią z powodu stresu i niepokoju, ponieważ muszą udać się do innego kraju. Kraju, gdzie mówi się w innym języku, kraju innej kultury i wartości, z nieznanym systemem opieki zdrowotnej, wśród nieznanych ludzi.

Mają problemy ze znalezieniem drogi do kliniki, zorganizowaniem podróży i zebraniem pieniędzy. Obawiają się, że holenderscy lekarze również odmówią leczenia. Albo obawiają się zarzutów karnych po powrocie do Polski. Dla naszych lekarzy i pielęgniarek oznacza to, że muszą się zająć także tymi dodatkowymi emocjami, obok emocji związanych z samym zabiegiem przerwania ciąży.

Niektórzy moi koledzy uczą się nawet mówić po polsku, aby móc uspokoić te kobiety w ich własnym języku. (...)

Kolejnym problemem jest to, że nie wszystkie Polki są w stanie przekazać ważne informacje medyczne. Możemy polegać tylko na informacjach, które przekazuje nam kobieta i nie mamy możliwości skontaktować się z jej lekarzem rodzinnym lub ginekologiem, aby uzyskać więcej szczegółów. Przeprowadzenie zabiegu medycznego bez wszystkich istotnych informacji może zwiększyć ryzyko powikłań, ponieważ w klinikach nie dysponujemy takim samym sprzętu i możliwości jak w szpitalu ogólnym. Ewentualny brak informacji zwiększa ryzyko powikłań w trakcie leczenia.

Codziennie w naszych klinikach widzimy kobiety z Polski. Widzimy ich smutek, rozpacz, a nawet złość na sytuację w Polsce. Widzimy stres i traumę tych kobiet i ich partnerów.

To porusza mnie i moich kolegów. Skutki emocjonalne aborcji z powodów medycznych są szczególne. Na przykład, osoby potrzebują miejsca na żałobę. Szczerze mówiąc, nigdy bym nie pomyślałabym, że będę zmuszona organizować kremacje i miejsca pamięci dla Polek i Polaków, którzy stracili dziecko.

Jakbyśmy byli grabarzami, którymi nie jesteśmy. Jesteśmy po prostu placówką służby zdrowia!

Myśl o tych mężczyznach i kobietach, którzy musieli pożegnać się ze swoim dzieckiem w takich okolicznościach jest rozdzierająca. Smutek i ból, jaki muszą odczuwać, okrucieństwo pozostawienia swojego dziecka w miejscu oddalonym o tysiąc kilometrów i niemożność opłakania go w odpowiedni sposób. Wszystko to wynik tego, że nie znaleźli pomocy i wsparcia ze strony własnych lekarzy, polityków i ludzi wokół nich. Muszą czuć się tak samotni i opuszczeni. To łamie serce.

Drodzy posłowie, wszyscy wiemy, że zakaz aborcji nie powstrzymuje kobiet przed wykonaniem jej. Prowadzi jedynie do niebezpiecznych aborcji, a nawet do śmierci, jak w przypadku Izabeli i Agnieszki.

Oczywiście będziemy nadal zapewniać opiekę i wsparcie dla polskich kobiet, które przyjeżdżają do Holandii. W każdej chwili. Mamy jednak nadzieję, że wkrótce nie będzie to już konieczne.

Aborcja nie jest przestępstwem, aborcja to po prostu dobra opieka zdrowotna.

85 proc. to osoby z Polski

Mirjam van Heugten, aktywistka Abortion Network Amsterdam:

Nazywam się Mirjam, van Heugten. Jestem tu w solidarności i wsparciu dla wszystkich ludzi, którzy muszą przerwać ciążę z jakiegokolwiek powodu. (...)

Jestem aktywistką, żoną i matką oraz członkinią Abortion Network Amsterdam (ANA), która jest częścią Aborcji bez Granic. Wystartowaliśmy w 2017 r., by pomagać wszystkim, którzy potrzebują wsparcia w aborcji. (...)

85 proc. naszych klientek to osoby z Polski. Zapewniamy im wsparcie finansowe. To bardzo drogie - aborcja w drugim trymestrze w Holandii to koszt od 900 do 1200 euro. (...)

Pełniłam dyżur w 2020 roku w momencie, w którym nastąpiła zmiana w Polsce. Z dnia na dzień zakres naszego wsparcia radykalnie się zmienił. O ile przed decyzją pomagaliśmy kobietom, które nie chciały być w ciąży, o tyle teraz zaczęliśmy otrzymywać prośby o pomoc od osób, które bardzo chciały donosić ciążę, ale z powodu wad płodu musiały dokonać aborcji. A było ich wiele, jak wszyscy wiecie.

Chciałabym pozwolić im mówić za siebie i zacytować niektóre osoby, które wspieraliśmy. Pozwoli to lepiej zrozumieć, w jakim cierpieniu znajdują się kobiety po podjęciu tej decyzji. Ich słowa zilustrują również, jak wielką ulgę odczuwają po dokonaniu aborcji.

Oto przykład:

Minęły 3 tygodnie od zabiegu, który przeprowadziłam w Holandii. W dniu zabiegu byłam w 16 tygodniu ciąży. Absolutnie podpisuję się pod informacją, że dominującym uczuciem po zabiegu jest ulga - dokładnie to czułam, gdy się po nim obudziłam. Poziom wsparcia i opieki w klinice bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. To tam, po wstępnej rozmowie z lekarzem, pozbyłam się stresu, strachu i poczucia winy - tego wszystkiego, czego doświadczyłam słuchając niektórych grup mówiących o dostępie do aborcji tutaj w Polsce. (...)

To nie są opowieści o tym, co mogłoby się wydarzyć, to są prawdziwi ludzie, którzy mają do czynienia z prawem, które nie daje im innych możliwości niż podróżowanie po aborcję i wydawanie na nią fortuny. Nie ma czegoś takiego jak brak aborcji, jest tylko brak bezpiecznej aborcji.

Przeczytaj także:

22 tys. osób z Polski w 2022 r.

Kinga Jelińska, Women Help Women i Aborcyjny Dream Team:

Nazywam się Kinga Jelińska i pracuję w międzynarodowej fundacji Women Help Women, która wysyła zestawy tabletek aborcyjnych do krajów, w których aborcja jest niedostępna, jak i również informuje jak zrobić aborcję. Od 17 lat z zagranicy pomagam osobom w Polsce bezpiecznie przerywać ciąże tabletkami.

Wraz z moimi koleżankami przez ostatnie kilkanaście lat byłyśmy w kontakcie z setkami tysięcy kobiet z Polski. Na ręce osób w Polsce przekazujemy tysiące tabletek aborcyjnych. Pisały do nas matki wielodzietnych rodzin, studentki, wyborczynie wszystkich partii, nastolatki i ich babcie, praktykujące katoliczki, nauczycielki, prawniczki, dziennikarki i pracownice osiedlowych sklepów spożywczych - słowem osoby z każdego zakątka kraju.

W 2022 roku tylko z moją fundacją, Women Help Women, skontaktowało się ponad 20 tysięcy osób z Polski z pytaniem o dostęp do bezpiecznej aborcji. 20 tysięcy Polek pozbawionych dostępu do podstawowej wiedzy i opieki.

Dzięki temu wieloletniemu praktycznemu doświadczeniu mogę powiedzieć, że wiem co łączy wszystkie Polki. Łączy je bycie zaszczutymi przez własny kraj. Łączy je poczucie strachu, gdy zadają sobie pytanie “Co będzie, gdy ktoś się dowie?” Często to my jesteśmy jedynymi osobami, z którymi te kobiety otwarcie rozmawiają o swojej niechcianej ciąży.

Spójrzmy na statystyki: według danych z polskich szpitali w 2021 roku odbyło się w nich 107 aborcji. Czyli tyle ile kobiet każdego dnia otrzymuje wsparcie od sieci Aborcja Bez Granic.

Czemu tylko tyle? Czemu pozostałe 99,7 proc. Polek o których wiemy, że miały aborcję w 2021 r., nie skorzystało z polskiego szpitala? Czy nie miały znajomości, czy lekarze nie uznali, że ich powód jest wystarczająco dobry, czy nie miały po prostu szczęścia? A może po prostu bo polscy lekarze są skrajnie niekompetentni? (...)

Robią aborcję z nami aborcję. Codziennie

Justyna Wydrzyńska, Aborcyjny Dream Team:

Nazywam się Justyna Wydrzyńska i od 16 lat pomagam w aborcjach w Polsce. Na co dzień jestem jedną z osób, która odbiera telefon infolinii Aborcja Bez Granic, działający od grudnia 2019 roku. Codziennie od 8.00 do 20.00 można zadzwonić na numer telefonu 22 29 22 597 i uzyskać wsparcie przed, w trakcie i po aborcji tabletkami w domu.

Podpowiadamy skąd zamówić bezpieczne tabletki, jak się przygotować do aborcji farmakologicznej, co się będzie działo w trakcie. Udzielamy bardzo praktycznych informacji, bo aborcja to jest kwestia bardzo praktyczna.

Osoby w niechcianej ciąży najbardziej potrzebują upewnić się, że aborcja tabletkami jest skuteczna i bezpieczna. Pytają o to kiedy będą mogły wrócić do pracy, czy mogą karmić dziecko piersią gdy przyjmują tabletki i skąd będą wiedziały, że aborcja się udała. Pytają o rejestr ciąż.

Czasem pytają o prawo, czy coś im grozi za to, że przerwą ciążę albo pytają jak ukryć aborcje przed lekarzem, gdy okaże się, że będą musiały jechać do szpitala. I robią aborcję z nami. Codziennie.

Od wyroku TK Aborcja Bez Granic pomogła 78 tysiącom osób z Polski w dostępie do bezpiecznej aborcji. To średnio 107 aborcji każdego dnia. W ramach Aborcji Bez Granic pomagamy też zorganizować aborcję w zagranicznej klinice, opłacić zabieg, wyjazd i pobyt. Od wyroku TK ponad 2 tysiące osób pojechało z nami na zabieg aborcji chirurgicznej do zagranicznej kliniki i przeznaczyłyśmy na to ponad 2 miliony polskich złotych. (...)

Przytoczę kilka historii, które trafiły do Aborcji Bez Granic w minionym roku:

Kamila: 17 tydzień ciąży.

Płód bez czaszki, bezmózgowie. Kamili odmówiono przerwania ciąży w Polsce. W drodze do Holandii zaczęła mocno krwawić w toalecie na stacji benzynowej i musiała zostać przetransportowana do niemieckiego szpitala, gdzie na izbie przyjęć urodziła martwy płód.

Ta ciąża powinna być przerwana w Polsce.

Sylwia: 18 tydzień ciąży. Ciąża zagnieżdżona w bliźnie po cesarskim cięciu, z łożyskiem wyrastającym przez bliznę do pęcherza moczowego (placenta percreta). Lekarze w Polsce kazali czekać, obserwować, więc Sylwia skontaktowała się z Aborcją Bez Granic.

Po sprawdzeniu w holenderskich szpitalach dowiedzieliśmy się, że istnieją międzynarodowe wytyczne mówiące, że wszystkie ciąże zagnieżdżone w bliznach powinny zostać usunięte w możliwie najwcześniejszym terminie w trosce o życie i zdrowie osoby w ciąży. Rozwój takiej ciąży sprawia, że szwy się rozchodzą, a to może prowadzić do krwotoku wewnętrznego.

Ta ciąża powinna być przerwana w Polsce. (...)

Państwo chce cię ukarać za to, że zaszłaś w taką ciążę

Elizabeth Caruana Finkel, aktywistka Abortion Support Network:

ASN jest dumnym członkiem Aborcji Bez Granic (Aborcja Bez Granic). Od czasu orzeczenia z 2020 roku, które jeszcze bardziej ograniczyło dostęp do aborcji, większość klientek ASN pochodzi z Polski. A od czasu pełnowymiarowej inwazji Rosji na Ukrainę - kraj, w którym się urodziłam - słyszymy również od ukraińskich uchodźców mieszkających w Polsce. W 2021 roku 474 osoby z Polski skontaktowały się bezpośrednio z ASN. W roku 2022 liczba ta wynosiła - 497. (...)

Osoby, które się z nami kontaktują, różnią się wiekiem i "statusem związku". Wiele z nich ma co najmniej 1 dziecko. Niektóre są w ciąży w wyniku gwałtu. Niektóre mają ciąże zdiagnozowane z anomaliami płodu. Niektóre są w związkach z przemocą. Wiele z nich jest biednych, ale niektóre są w stanie pokryć koszty i potrzebują jedynie informacji.

Wszystkie jednak łączy jedno: zostały porzucone przez państwo, które miało się nimi opiekować.

Większość osób, które jeżdżą z Polski do Anglii po aborcję, jest w 2. trymestrze ciąży. U wielu z nich zdiagnozowano ciążę z poważnymi anomaliami płodu i potencjalnie miałoby dostęp do aborcji w Polsce przed wyrokiem sądu z 2020 roku.

Wiemy, że kryminalizacja aborcji nie powstrzymuje aborcji - i wy wszyscy też to wiecie. W rzeczywistości w krajach o restrykcyjnym prawie wcale nie ma mniej aborcji. Restrykcyjne prawa aborcyjne jeszcze bardziej nasilają nierówności społeczno-ekonomiczne - ludzie z pieniędzmi mają opcje; ludzie bez pieniędzy mają mniej opcji.

Chociaż nie pytamy ludzi, dlaczego chcą dokonać aborcji - ponieważ nie muszą się usprawiedliwiać - czasami mówią o swojej sytuacji, a my słuchamy ich z empatią. To może być pomocne, zwłaszcza dla klientów z krajów, w których aborcja jest bardzo napiętnowana, takich jak Polska.

Jest to coś, do czego mogę się osobiście odnieść. Większość mojego dzieciństwa i dorosłego życia spędziłam na Malcie, w kraju, który podobnie ma bardzo restrykcyjne prawo. Obecnie na Malcie nadal obowiązuje całkowity zakaz aborcji. (...)

Osoby z Polski, które się z nami kontaktują, czują się zdradzone. Kobieta, u której w ciąży zdiagnozowano śmiertelne wady płodu, powiedziała nam, że ma w Polsce poczucie straty, bezsilności i bezradności:

"Masz wrażenie, że państwo chce cię ukarać za to, że zaszłaś w taką ciążę".

Powiedziała nam, że ASN był jej kołem ratunkowym, że nasza organizacja i klinika uratowały jej życie.

Ginekolodzy w Polsce potrafią przegapić nawet bezczaszkowie u płodu

Kolektyw Ciocia Basia:

Grupa Ciocia Basia powstała w 2014 roku - długo przed wyrokiem trybunału konstytucyjnego - w odpowiedzi na potrzebę (i możliwość) zapewnienia dostępu do aborcji w Niemczech dla osób z Polski, które już wtedy były tego dostępu pozbawione. Ciocia Basia jest nieformalnym kolektywem, który od tamtej pory wspiera w dostępie do aborcji w Berlinie kilka do kilkunastu osób tygodniowo. (...)

Od wyroku Trybunału Konstytucyjnego w 2020 r. na aborcję w Berlinie przyjeżdżają [z Polski] głównie osoby pomiędzy 12-14 tygodniem. Wiele z nich po prostu nie chce być w ciąży, wiele właśnie dostało pierwsze wyniki badań prenatalnych. Niektórym z nich zaproponowano kolejną serię badań, które będą trwały kilka tygodni - byle tylko odwlec moment przeprowadzenia aborcji.

Te osoby są głęboko straumatyzowane swoim zderzeniem z polskim systemem opieki zdrowotnej. Wiele z nich dostało diagnozę dopiero po konsultacji z drugą lekarką/drugim lekarzem.

Z naszego doświadczenia wynika, że ginekolodzy i ginekolożki w Polsce potrafią przegapić nawet bezczaszkowie u płodu. O wielu wadach osoby, które przyjeżdżają na aborcję w Niemczech dowiadują się podczas zabiegu w Berlinie.

Trudno nam nawet zliczyć wszystkie sytuacje, kiedy okazywało się, że lekarz/lekarka w Polsce zaniżyła wiek ciąży, nawet o kilka tygodni, żeby obudzić w osobie przekonanie, że na zabieg jest już "za późno", albo go (faktycznie) zsabotować. Za każdym razem kiedy się tak dzieje, jesteśmy wściekłe na polskie antyaborcyjne ustawodawstwo - to przed wyrokiem i to po, jesteśmy wściekłe na polskich lekarzy, którzy okłamują swoje pacjentki i traktują je przedmiotowo. Wyczytać to można też z reakcji osób z Polski na pobyt w berlinskiej klinice,w której wreszcie zostają potraktowane z troską, empatią i podmiotowo - napierw szok, a potem łzy radości. (...)

Udostępnij:

Magdalena Chrzczonowicz

Wicenaczelna OKO.press, redaktorka, dziennikarka. W OKO.press od początku, pisze o prawach człowieka (ostatnio prawach uchodźców i uchodźczyń), prawach reprodukcyjnych, Kościele katolickim i polityce.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne