Prawa autorskie: Bartosz Banka / Agencja GazetaBartosz Banka / Agen...
06 listopada 2021

Porażka „Pod biało-czerwoną”. Miały być maszty z flagami w całej Polsce, ale nie ma na nie pieniędzy

Ponad rok temu premier Morawiecki obiecał, że z okazji 100. rocznicy Cudu nad Wisłą rząd sfinansuje maszty, które miały być stawiane w całym kraju. Do dziś gminy nie dostały pieniędzy na realizację tego projektu

Rozsiane w całym kraju maszty z powiewającymi flagami narodowymi miały "upamiętniać zwycięstwo wojsk Rzeczypospolitej nad armią bolszewicką w Bitwie Warszawskiej 1920 roku”.

Zdaniem rządu i premiera Mateusza Morawieckiego miały też: „pokazywać nasze przywiązanie do Polski, którą mamy nie tylko w sercu”, zaświadczać, „jak ważne są symbole narodowe w życiu Polaków”, zachęcać „do refleksji zarówno nad samym patriotyzmem jak i przyszłością Polski” oraz „do patriotycznych postaw i dumy z bycia Polakami”, wspierać „działania na rzecz wychowania patriotycznego i promocji obronności”, „budować wspólnotę narodową oraz lokalną poprzez wzmacnianie ducha patriotyzmu”, itd., itp.

[tab tekst="Przeczytaj, co mówił o masztach Morawiecki, ogłaszając akcję "Pod biało-czerwoną""]

25 sierpnia 2020 r., inaugurując akcję "Pod biało-czerwoną" premier Mateusz Morawiecki mówił:

„Chciałbym zainicjować pewien piękny program – program „Pod biało-czerwoną”. (…) „Pod biało-czerwoną” to propozycja dla wszystkich gmin, żeby wszędzie stawiać maszty, wysokie maszty, dla uczczenia naszych rocznic – właśnie setnej rocznicy niepodległości, Bitwy Warszawskiej. Które niech świadczą o tym, że polskość to jest wielka wspaniała wartość, ze polskość to jest solidarność, polskość to wolność. A biało-czerwona flaga niech łączy. Przecież biało-czerwona flaga nie jest ani prawicowa ani lewicowa. Biało-czerwona flaga, nasze barwy narodowe, należą do wszystkich.

Biało-czerwona to przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. I niech na tych masztach ta biało-czerwona przypomina nam, o wspaniałej przyszłości, która czeka nas, ale też niech przypomina nam, że nie wzięliśmy się tutaj znikąd. Że zawdzięczamy tę wolność, demokrację, która się możemy cieszyć naszym wspaniałym bohaterom. (…)

Sfinansujemy jako rząd Rzeczypospolitej, dla wszystkich gmin, które będą sobie tego życzyły, budowę takich masztów – na których niech nasza biało-czerwona flaga przepięknie powiewa i przypomina o tych, o których trzeba przypominać, dzięki którym tu jesteśmy – o naszych wspaniałych bohaterach, naszych dziadkach, pradziadkach, babciach, prababciach, których często już z nami dzisiaj nie ma. Ale też niech stanowi tę inspirację na przyszłość, inspirację zwycięskiej przyszłości”.

Rządowa strona internetowa promująca akcję "Pod biało-czerwoną"

Program budowy masztów miał być spięty klamrą rocznic. Premier Morawiecki ogłosił go 25 sierpnia 2020 roku - w 100. rocznicę zakończenia Bitwy Warszawskiej. Obywatele, którzy chcą by w ich miejscowościach stanęły słupy z flagą, mieli głosować do 11 listopada 2020 - czyli 102. rocznicy odzyskania niepodległości. A wyniki głosowania miały zostać ogłoszone 29 listopada 2020 - w rocznicę wybuchu Powstania Listopadowego.

W listopadzie 2020 roku OKO.press ujawniło, że rząd chce sfinansować maszty z funduszu na walkę z epidemią koronawirusa. Gdyby do programu przystąpiły wszystkie gminy w całej Polsce, jego realizacja kosztowałby prawie 12,4 mln zł.

Informacja wywołała burzę w mediach tradycyjnych i społecznościowych. Rząd zarzucił nam wówczas kłamstwo i obwieścił, że pieniądze na maszty będą pochodzić z innego źródła. A po cichu wykreślił przepis umożliwiający finansowanie flag z funduszu na walkę z COVID-19.

Minął rok. Gminy, które zakwalifikowały się do programu, nadal nie dostały pieniędzy. I nie wiadomo kiedy dostaną. W odpowiedzi na nasze pytania, Centrum Informacyjne Rządu napisało, że

realizacja projektu została odłożona - bo priorytetem rządu jest od roku "przeciwdziałanie negatywnym skutkom epidemii COVID-19".

Efekty tych działań widać w codziennych statystykach zachorowań.

Przykrycie inwestycyjnej porażki

W swoich komunikatach rząd wielokrotnie podkreślał, że maszty będą "godnym upamiętnieniem" Cudu nad Wisłą. W rzeczywistości miał to być projekt - jak miś w „Misiu” Stanisława Barei - „na skalę naszych możliwości”. Rząd przykrywał nim porażkę w realizacji innego "upamiętnienia".

15 sierpnia 2017 roku Antoni Macierewicz i Michał Dworczyk - ówczesny szef i wiceszef MON - zadeklarowali, że do 15 sierpnia 2020 roku, czyli przed setną rocznicą Bitwy Warszawskiej, w podwarszawskim Ossowie powstanie muzeum upamiętniające to zdarzenie.

"Bitwa, która zdecydowała o losach niepodległości Polski, o losach Europy i w jakimś sensie o dziejach świata, po dziś dzień nie ma swojego pomnika. To jest rzecz zupełnie niebywała. Uczczenie, godne uczczenie Bitwy Warszawskiej jest naszym absolutnym obowiązkiem" – przekonywał Macierewicz.

W 2018 roku deklarację o otwarciu muzeum na setną rocznicę bitwy podtrzymał jego następca – Mariusz Błaszczak.

[embed]https://youtu.be/SlrXXvIStzk[/embed]

Budowa długo nie ruszała jednak z miejsca, bo okazało się, że realizacja projektu Czesława Bieleckiego (architekta, który w 2010 roku z poparciem PiS startował w wyborach prezydenta Warszawy) kosztowałaby kilkakrotnie więcej niż przewidywano. Plany trzeba było ograniczyć – po drodze płacąc Bieleckiemu 3 mln zł za przeprojektowanie muzeum. Roboty zaczęły się dopiero w tym roku i - według optymistycznych założeń - potrwają do 2023 roku.

W 2019 roku, gdy oczywiste już było, że muzeum Bitwy Warszawskiej nie da się otworzyć w jej setną rocznicę, politycy PiS zaczęli wywierać presje na władze Warszawy, by zgodziły się na budowę łuku triumfalnego upamiętniającego to wydarzenie.

Pomysł forsował ulubiony artysta PiS – Jan Pietrzak. Najpierw chciał, by gigantyczna budowla spinała dwa brzegi Wisły, potem - by 150-metrowy pomnik stanął pośrodku nurtu rzeki. Premier Morawiecki oświadczył publicznie, że wsparł prowadzoną przez fundację Pietrzaka zbiórkę pieniędzy na ten cel i przekonywał, że „pomnik musi stanąć w krótkim czasie”, ale władze Warszawy, które muszą się na to zgodzić, są „mało kooperatywne”.

W 2020 roku, gdy okazało się, że nie ma żadnego "upamiętnienia", którym PiS - wciąż szermujący patriotyzmem - mógłby się pochwalić w okrągłą rocznicę Cudu nad Wisłą, naprędce ogłoszono akcję budowy w całym kraju masztów z flagami. Tak jak wcześniej w projekcie budowy ławeczek upamiętniających 100. rocznicę odzyskania niepodległości, realizacja inwestycji miała spoczywać na gminach. Rząd miał tylko wygospodarować pieniądze.

Całe społeczeństwo buduje maszty...

Gminy nie miały jednak, ot tak, dostać pieniędzy na budowę słupów. Rządowa strona internetowa informowała, że inicjatywa „będzie się opierała o zapał i działanie mieszkańców naszych Małych Ojczyzn”.

Maszty - znów jak miś w "Misiu" Barei - miały „odpowiadać żywotnym potrzebom społeczeństwa”. Potrzebę posiadania masztu w gminie obywatele mieli wyrazić w głosowaniu przez rządowy portal. By dostać pieniądze, gmina - w zależności od wielkości - musiała zebrać od stu do tysiąca głosów.

Rząd apelował jednak, by poprzestawać na spełnieniu minimalnych wymagań. Deklarował, że trzy gminy z największą liczbą głosów w stosunku do liczby mieszkańców, dostaną "nagrodę specjalną w postaci wizyty Prezesa Rady Ministrów na uroczystości oddania do użytku masztu z »Biało-czerwoną«". Nagrody i pamiątkowe dyplomy przewidziano również dla "lokalnych liderów", którzy mieli zachęcać mieszkańców do głosowania.

W rywalizację o flagi zaangażowało się wiele gmin. W niektórych "lokalnymi liderami" zostali samorządowcy.

W Markach do udziału w akcji zachęcał tamtejszy "lokalny lider" - przewodniczący rady miejskiej Paweł Pniewski. „Choć w Markach mamy już 3 maszty, na których przez cały rok powiewa biało-czerwona flaga narodowa (...), uważam, że warto postarać się o kolejny, który miasto może otrzymać zupełnie bezpłatnie” - pisał w apelu do mieszkańców.

"Liderka" w Zawichoście - burmistrzyni Katarzyna Kondziołka pisała: „Zachęcamy do oddania głosu na naszą gminę, która ma szansę dumnie prezentować ojczyste barwy w wyznaczonym, honorowym miejscu. Pokażmy jedność i zaangażowanie we wspólnej sprawie – naszej małej Ojczyzny”.

„Jeśli uda nam się zebrać sto głosów, polski rząd sfinansuje zakup specjalnego masztu i flagi, która dumnie powiewać będzie na ziemi szczercowskiej” - zachęcał wójt Szczercowa Krzysztof Kamieniak.

W Wyrkach władze apelowały: „Zmobilizujmy się! Zagłosujmy na Wyryki »Pod Biało-Czerwoną«! Na dzień 28.10.2020 r. potrzeba jeszcze 24 głosów, abyśmy mogli starać się o to, by maszt z biało-czerwoną flagą stanął w naszej gminie! 76 osób już powiedziało »TAK« dla wspólnotowego patriotycznego projektu. Zdobądźmy razem wymaganych 100 wskazań”.

W sumie w plebiscycie wzięło udział prawie 418 tysięcy osób ze wszystkich 2 477 gmin w Polsce. Wymaganą liczbę głosów - która miała zapewnić rządowe pieniądze na maszty - zebrało 1 514 gmin.

Największą popularnością akcja cieszyła się w zachodniopomorskim Czaplinku – zagłosowało tam aż 10 634 z 11 867 mieszkańców.

Wszędzie lokalne władze i media z dumą obwieszczały sukces w głosowaniu i zdobycie flag, dziękując mieszkańcom za zaangażowanie. „Za każdy oddany głos” dziękował także rząd. I na tym poprzestał.

...ale pieniędzy na maszty nie ma

Jak już wspomnieliśmy na początku, projekt budowy masztów z flagami premier Morawiecki ogłosił 25 sierpnia 2020 roku. Pierwotnie głosowanie mieszkańców miało trwać do 11 listopada 2020, a 29 listopada miały zostać ogłoszone wyniki. Potem termin głosowania przedłużono do końca 2020, a ogłoszenie wyników – do końca stycznia 2021.

Ogłaszając akcję, rząd enigmatycznie informował, że będzie ona finansowana "ze środków rządowych". W listopadzie 2020 roku ujawniliśmy na OKO.press, że pieniądze miały pochodzić z Funduszu Przeciwdziałania COVID-19 (z którego finansowane jest m.in. wsparcie dla osób i firm, które przez epidemię straciły dochody oraz związane z koronawirusem wydatki na ochronę zdrowia).

W uchwale rządu z 30 października 2020 r. zapisano, że środki z tego Funduszu zostaną przeznaczone także na wsparcie „gmin zakwalifikowanych do udziału w projekcie »Pod Biało-Czerwoną«, zorganizowanym przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów oraz Ministerstwo Cyfryzacji, które wynosi do 5000 zł dla każdej zakwalifikowanej gminy”.

Gdyby o finansowanie masztów z flagami wystąpili mieszkańcy wszystkich gmin w Polsce i każda dostała 5 tys. zł, cały program kosztowałby w sumie prawie 12,4 mln zł.

Konstytucjonalista prof. Ryszard Piotrowski mówił wówczas OKO.press, że uchwałę przyjęto bez podstawy prawnej - bo budowa masztów z flagami w żaden sposób nie wiąże się z celami działania Funduszu Przeciwdziałania COVID, określonymi w ustawach.

Po naszej publikacji - rząd bez rozgłosu przyjął uchwałę, która zlikwidowała możliwość finansowania masztów z tego funduszu.

Kilka dni później, w komunikacie na stronie rządowej pisał: „stanowczo dementujemy nieprawdziwą informację, która w ostatnim czasie pojawiła się w mediach. To nieprawda, że zakup i montaż masztów z biało-czerwonymi flagami będzie finansowany z Funduszu Przeciwdziałania COVID-19. Realizacja projektu będzie sfinansowana z budżetu państwa w 2021 roku.”

Gminy do dziś nie dostały jednak ani pieniędzy, ani informacji, kiedy dostaną środki i w jakiej wysokości.

Zapytaliśmy o to kancelarię premiera. W odpowiedzi Centrum Informacyjne Rządu napisało, że "realizacja projektu »Pod biało-czerwoną« jest na etapie przygotowywania szczegółowych informacji dla gmin". I że "w najbliższym czasie" kancelaria będzie "kontaktować się z poszczególnymi gminami".

"Przewidujemy, że finalizacja projektu (zakup i instalacja masztów z flagami) odbędzie się w 2022 roku. Dokładna kwota związana z realizacją projektu „Pod biało-czerwoną” będzie znana po podpisaniu umów" - napisał CIR, dodając jednak, że w tej chwili priorytetem rządu są działania "związane z przeciwdziałaniem negatywnym skutkom epidemii COVID-19".

Po więcej informacji CIR odesłał nas na stronę rządową, z której wynika, że zakupu i montaż masztów z flagami został "przesunięty na termin późniejszy w 2021 roku".

Według nowego regulaminu projektu, jego realizacja ma się zakończyć do kolejnej rocznicy – 231. rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja.

Udostępnij:

Bianka Mikołajewska

Od wiosny 2016 roku wicenaczelna i szefowa zespołu śledczego OKO.press. Wcześniej dziennikarka „Polityki” (2000-13) i krótko „GW”. W konkursie Grand Press 2016 wybrana Dziennikarzem Roku. W 2019 otrzymała Nagrodę Specjalną Radia Zet - Dziennikarz Dekady. Laureatka kilkunastu innych nagród dziennikarskich. Z łódzkich Bałut.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne