0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.plSlawomir Kaminski / ...

„Nie potwierdzam i nie zaprzeczam” - w taki sposób Gertruda Uścińska (na zdjęciu powyżej) komentuje spekulacje na temat jej dołączenia do rządu. Miałaby tam zapełnić wakat po byłym ministrze finansów Tadeuszu Kościńskim. Ten zrezygnował ze stanowiska po fiasku Polskiego Ładu. Ratowaniem reputacji flagowego projektu ekonomicznego rządu Prawa i Sprawiedliwości miałaby teraz zająć się właśnie prezeska Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

Informację o możliwym transferze Uścińskiej do resortu finansów podała jako pierwsza redakcja „Wprost”. Według informacji portalu Gazeta.pl inni kandydaci – w tym wiceminister aktywów państwowych Artur Soboń – nie są już brani pod uwagę przez kierownictwo PiS.

Dlatego kierująca ZUS-em Uścińska ma być teraz pierwszym wyborem do objęcia teki ministry finansów. Choć wcale nie jest pewne, że urzędniczka przyjmie ofertę premiera Mateusza Morawieckiego – twierdzą źródła Wirtualnej Polski, która fotel szefa resortu finansów nazywa „gorącym kartoflem”.

Dodajcie zadań, pracownik wytrzyma?

Choć i w ZUS-ie Uścińska nie ma łatwego życia. Pożegnania z obecną przełożoną z dozą nadziei wypatrują niektórzy pracownicy i pracownice Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Uścińska od jakiegoś czasu zarządza ZUS-em w atmosferze konfliktu ze swoją załogą. Duża część z 45 tysięcy zatrudnionych pracuje w trudnych warunkach, a niskie jak na stopień odpowiedzialności zarobki, nie wynagradzają rosnącej liczby obowiązków.

O tym, że w ZUS-ie wrze, wiadomo od lipca 2021 roku. W mediach mówiło się wtedy o nieuchronnie zbliżającym się strajku. Na jego organizację naciskał Związek Zawodowy „Związkowa Alternatywa” (ZA), a bliskie dołączenia do inicjatywy miał być należący do OPZZ-u Związek Zawodowy Pracowników ZUS.

„35 stopni w pokoju, brak wody do picia, płaca minimalna, obowiązkowe nadgodziny i gigantyczna presja ze strony i państwa, i obywateli. Informacja, że ZUS ma od 2022 roku wypłacać także środki z programu Rodzina 500 plus, doprowadziła urzędników na skraj wytrzymałości” - pisała w lipcu 2021 roku „Gazeta Wyborcza”.

Rzeczywiście, od stycznia 2022 ZUS rozpatruje wnioski dotyczące 500 plus i wypłaca świadczenie nowym beneficjentom. Do tej pory leżało to w obowiązkach samorządów. Ale to niejedyny program socjalny, którego obsługa przypadła pracownikom Zakładu. Do listy obowiązków musieli dopisać również pieczę nad programem „Dobry start”, tarczami antykryzysowymi, realizację bonów mieszkaniowych czy wypłatę 13. i 14. emerytur.

„Jednocześnie mamy kilkaset wakatów. Wszyscy jesteśmy przeciążeni, zmuszani do nadgodzin, których potem nie możemy odebrać. Kierownictwo oczekuje od nas, że niezależnie od czasu pracy będziemy deklarować w systemie, że spędziliśmy w niej 8 godzin” - mówi OKO.press Ilona Garczyńska, liderka „Związkowej Alternatywy” w ZUS-ie.

Przeczytaj także:

Wielka automatyzacja

Według Garczyńskiej sytuacji nie ratuje automatyzacja, którą Uścińska chwaliła się przed przejęciem programu 500 plus przez Zakład.

„Przechodzimy do świata nowych technologii. Dzięki elektronizacji obsługa jednego wniosku będzie kosztować 50 gr zamiast obecnych 10 zł” - twierdziła prezeska ZUS w rozmowie z agencją Newseria.

„Program będzie realizowany w oparciu o systemy informatyczne. W tej sytuacji obciążenie pracowników ZUS dodatkowymi zadaniami będzie stosunkowo niewielkie” - zapewniał z kolei w rozmowie z portalem Money.pl Paweł Żebrowski z ZUS. Dodawał, że pracownicy przejmują sprawę tylko w wyjątkowych sytuacjach – na przykład przy postępowaniach wyjaśniających.

Na przerzuceniu 500 plus do Zakładu budżet państwa ma w ciągu dekady zaoszczędzić 2,5 miliarda złotych. Dokumenty przechodzą przez elektroniczną platformę ZUS-u – PUE, bankowość elektroniczną i system Emp@tia Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Miało być więc internetowo i bez wielkiego zaangażowania szeregowych pracowników. Jak wyszło?

„Pani Uścińska może opowiadać o wielkiej informatyzacji, ale przecież w końcu wiele spraw spada na pracowników, dalej są osoby, które musimy bezpośrednio obsłużyć. Do tego na ZUS spadło od tego roku sprawdzanie danych emerytów na prośbę MOPS-ów. To jest kolejna lawina wniosków” - mówi Garczyńska. „Gdyby zcyfryzowanie przyjmowanie wniosków było tak proste, to całą naszą pracę mogłyby wykonywać automaty. A nadal pracuje nas tu ponad 40 tys.”.

Członkowie Związkowej Alternatywy wyliczają: pracownice obsługi klienta muszą rozmawiać z nimi w urzędzie, prowadzić e-wizyty, odpowiadać na maile i prowadzić infolinię. Nie ma szans, by w taki sposób wszystko działało sprawnie.

Zarząd: w ZUS-ie płaci się nieźle. Związkowcy: tylko nielicznym

Na pierwszy plan sporu kierownictwa z pracownikami wysuwają się jednak płace. Według zarządu mają być stosunkowo wysokie i wynosić średnio 5 844 złote brutto (to minimalnie więcej, niż wyniosło przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej w 2021 roku - 5 662,53 zł.)

„Rozmawiamy o zarobkach na naszym wewnętrznym forum w internecie. Te niezłe to 3 100, 3 300 na rękę” - odpiera Garczyńska. Jak twierdzi, średnia windują zarobki kierownictwa.

Rozkład zarobków czarno na białym pokazuje raport przygotowany przez należący do OPZZ Związek Zawodowy Pracowników ZUS na podstawie ankiety przeprowadzonej wśród pracowników w październiku zeszłego roku. Wzięło w niej udział 3398 osób z 35 oddziałów. Wyniki wskazują na to, że „średniacy” zarabiający niemal 6 tys. brutto to w ZUS-ie mniejszość.

W rzeczywistości 5 010 złotych wynagrodzenia brutto może uchodzić w Zakładzie za astronomiczną kwotę. Tyle i więcej zarabia zaledwie 5,1 proc. ankietowanych, według informacji podanej przez związkowców – głównie na stanowiskach kierowniczych.

Wiele płac za to „oscyluje wokół wynagrodzenia minimalnego”. Około 15 proc. otrzymuje od 2 800 do 3 400 złotych brutto. 60 proc. wypłat mieści się w przedziale od 3 410 do 4 300. Wyniki ankiety mogą też wskazywać na niechęć młodych do podejmowania pracy w ZUS-ie. Osoby poniżej 35. roku życia stanowiły mniej niż 2 proc. objętych ankietą.

Do zatrudnienia się w Zakładzie nie zachęcają opinie ankietowanych na temat warunków pracy:

„Mam na chleb (dosłownie) poza tym żadnych pozytywnych aspektów nie dostrzegam”.

„Po 19 latach pracy w tym zakładzie czuję się poniżona, przede wszystkim na tle otrzymanego wynagrodzenia. Posiadana przeze mnie wiedza, staż pracy zakres obowiązków stale i sukcesywnie zwiększany, NIE MAJĄ aktualnie żadnego odzwierciedlenia w stosunku do płacy, jaką otrzymuję”.

„Ja nie mam żadnej motywacji do pracy przy tak niskiej pensji, aspektów pozytywnych pracy w ZUS nie widzę, pracownik nie ma praktycznie żadnych przywilejów tylko coraz więcej obowiązków”.

„Pomimo starań, przełożeni nie doceniają pracy pracownika, ciągle słyszymy, że za mało robimy, nie staramy się, liczą się tyko statystyki, a nie jakość pracy”.

A jak z pozytywami? Jednym z niewielu jest wypłata, która dociera na konto na czas, wypłacana na podstawie umowy o pracę.

Była demonstracja, ale strajku nie ma

Dlatego związkowcy wyszli na ulice. 6 października 2021 roku w centrum Warszawy odbyło się kilka demonstracji pracowników budżetówki, w tym tych zatrudnionych przez państwowego ubezpieczyciela. Celem wspólnego protestu związków działających w ZUS-ie była podwyżka o 300 złotych brutto.

W końcu obyło się bez strajku, a kierownictwo spełniło postulat związkowców. Według Garczyńskiej to nie wystarczy – choć jej związek podpisał porozumienie. Liderka ZA wyjaśnia, że stało się to pod jej nieobecność, a jej zastępcy zaakceptowali ugodę bez jej zgody.

Zdaniem związkowczyni podwyżki pochodzą z oszczędności na pracownikach, a wynegocjowana kwota mogłaby być jedynie punktem wyjścia do kolejnych rozmów. Morale w Zakładzie pogarszają też komplikacje związane z Polskim Ładem.

W styczniu wielu pracowników dostało obniżone pensje, bo na grudzień wypadła wypłata „trzynastek” i premii. Niektóre z wypłat jednorazowo wystrzeliły powyżej widełek, których dotyczy ulga dla klasy średniej.

„Tym samym pogłębia się frustracja w Zakładzie z powodu niskich wynagrodzeń, przy jednoczesnym nałożeniu na Zakład realizacji poważnych zadań w ramach Polskiego Ładu” - napisali przedstawiciele Związku Zawodowego Pracowników ZUS do premiera.

Obniżki styczniowych pensji mają wynosić często od 200 do 400 złotych. Rzecznik Zakładu Paweł Żebrowski wyjaśniał w mediach, że pensje były naliczone właściwie.

Liderka ZA od czasu podpisania porozumienia nie jest dopuszczona do formalnych rozmów z władzami ubezpieczalni. Jej organizacja nie widnieje nawet w spisie organizacji związkowych umieszczonej na stronie internetowej Zakładu. Jego władze powołują się na braki w dokumentacji.

„To absurd, zgłosiliśmy swoją działalność i dopełniliśmy wszystkich formalności” - twierdzi Garczyńska. Jak wyjaśnia, pisma docierające do władz Zakładu muszą być podpisywane przez przewodniczącą organizacji i jej zastępcę, zdaniem kierownictwa „nieumocowanego” do reprezentowania Związku. Z jakiego powodu? Według Garczyńskiej: „bo tak” - jak mówi, zarząd nie podaje ku temu żadnego mocnego argumentu. Dlatego pod koniec grudnia organizacja doniosła na kierownictwo ZUS do prokuratury. Zarzutem jest blokowanie działalności związkowej.

„Kiedy pytamy o możliwość wzrostu wynagrodzeń, słyszymy jedynie, że trwają na ten temat rozmowy kuluarowe. Mam rozumieć, że pani prezes zaczepia premiera Morawieckiego na korytarzu i tak rozmawiają o stawkach naszych pensji? Zamiast blokować związkowców, prezes Uścińska powinna naciskać w ministerstwie finansów na podwyżki” - podsumowuje Garczyńska.

;

Udostępnij:

Marcel Wandas

Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska i Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl.

Komentarze