To nie Żydzi zabili Jezusa, a w dodatku mogą zostać zbawieni – przypomniał niedawno w liście Episkopat. W odpowiedzi polska prawica zarzuciła biskupom herezję.
Skoro polscy konserwatyści nie zgadzają się z obecną nauką Kościoła, to do jakiej nauki Kościoła chcieliby wrócić? Odpowiadając w skrócie, do tej, która przez całe wieki mówiła tak:
„Żydzi, ten gad jadowity, ci wygnańcy palestyńscy, którzy już zalali całą Ruś (… ) pełni pychy, nienawiści i chytrości, stawiają sobie za główny cen swej przewrotnej działalności: podstęp, zbrodnię i wszelkiego rodzaju występki, bluźnierstwa zniewagi i wyszydzenie Tajemnic Wiary naszej”. (Synod przemyski 1723 r.)
Albo tak:
„Domy żydowskie mają się znajdować w osobnych dzielnicach miasta, miasteczka czy wsi, jeden przy drugim, połączone ze sobą, a oddzielone od domów zamieszkałych przez chrześcijan ogrodzeniem, murem lub rowem. Domy żydowskie nie mogły znajdować się przy tych ulicach, którędy zwykle przechodziła procesja z Najświętszym Sakramentem. Również nie mogły być położone zbyt blisko kościoła, bo można byłoby widzieć kapłana odprawiającego nabożeństwo”.
Ale do tego wrócimy później.
Awantura, która w ostatnich tygodniach przetoczyła się przez Polskę w związku z listem Konferencji Episkopatu Polski opublikowanym z okazji zbliżającego się 40-lecia wizyty Jana Pawła II w rzymskiej synagodze, pokazała, że mamy w Polsce dwa Kościoły, z których każdy nazywa się Kościołem katolickim, ale głoszą co innego i to w fundamentalnych kwestiach.
Albo raczej mamy Kościół katolicki i prawicową grupę nazywającą się Kościołem katolickim, która uważa, że wie lepiej niż oficjalne struktury kościelne, co Bóg miał na myśli i co mówią Dzieje Apostolskie. I ta właśnie polska prawica, uważająca się za prawowity i niewiarołomny Kościół katolicki, zarzuca Episkopatowi kłamstwa, herezje, a w najlepszym wypadku niedouczenie.
Poseł Konfederacji Krzysztof Bosak pisał w serwisie X o „judeochrześcijanach”, ubolewając, że żaden biskup listu Episkopatu nie zablokował:
„Nie jestem teologiem więc nie oceniam ile w tym liście prawdy, a ile herezji, błędu, zamętu, niejasności, a ile dopuszczalnego żonglowania cytatami, faktami i koncepcjami po to, żeby możliwie mocno zjudaizować przekaz wiary katolickiej, ale sam fakt że te pytania musimy sobie zadawać jest żenujący. Ekscelencje, ogarnijcie się!”
Dodawał, że zainicjowana przez Episkopat dyskusja „o antysemityzmie, judaizmie czy »religii żydowskiej«” bez zdefiniowania pojęć jest nonsensem. Jest tworzeniem bełkotu — zdań bez treści.”
A tak w ogóle to „czytanie listów KEP nie jest potrzebne do prawidłowego nauczania wiary, a słuchanie ich nie jest potrzebne do zbawienia.”
Kaja Godek niepokoiła się, że „któryś z Ekscelencji mógł taki list wyprodukować” i jednocześnie nie ma mechanizmu, żeby powstrzymać publikację takiego listu.
A cała rzesza komentatorów i katolików związanych z prawicą głośno krzyczała, że jak tylko ich proboszcz zacznie czytać ten list, wyjdą z kościoła, żeby go nie słuchać, albo chwaliła swoich proboszczów, że odmówili jego odczytania. A takich przypadków było niemało w całej Polsce.
Rzecz w tym, że Episkopat w liście, który był czytany w niedzielę 22 marca w wielu parafiach w Polsce, nie napisał niczego rewolucyjnego. Niczego, czego nie głosiłby oficjalnie Kościół katolicki od lat, czego nie byłoby w dokumentach wydawanych przez Watykan. A jednak polska prawica uznała tezy w nim zawarte za herezję. Dlaczego?
Część komentatorów uznała, że wystarczyło po prostu, że w liście KEP pojawiło się słowo „Żydzi”, żeby podpalić środowiska prawicowe. Jednak prawica ma bardzo konkretne zarzuty.
Po pierwsze, KEP napisała, że Izrael (jako naród) nadal jest narodem wybranym. „Bóg bowiem, wierny swym obietnicom, nie odwołał Pierwszego Przymierza. A skoro tak, Żydzi, choć odrzucają Chrystusa, również mogą zostać zbawieni”. To sugeruje, że jest jakaś alternatywna droga do zbawienia z pominięciem Jezusa i to ma być herezja.
„Nie ma żadnych wątpliwości, że Żydzi są uczestnikami Bożego zbawienia, ale jak to może być możliwe bez wyraźnego wyznawania Chrystusa – jest i pozostanie niezgłębioną tajemnicą Bożą” – czytamy w liście, choć to słowa zawarte już wcześniej w watykańskim dokumencie z 10 grudnia 2015 r., wydanego z okazji 50. rocznicy deklaracji „Nostra Aetate”. KEP sama tego nie wymyśliła.
Po drugie, KEP zachęcała, żeby z okazji zbliżającej się rocznicy odwiedzin Jana Pawła II w synagodze rzymskiej (ważnej, bo wtedy po raz pierwszy od niemal dwóch tysięcy lat katolicki papież przekroczył próg synagogi) katolicy również odwiedzali synagogi w Polsce. To już dla prawicy i nacjonalistów była przesada.
Paweł Lisicki, redaktor naczelny tygodnika „Do Rzeczy”, apel ten nazwał zachętą do „masowego aktu apostazji”, bo według niego modlitwy w bożnicy nie da się pogodzić z wyznaniem wiary katolickiej.
I wreszcie po trzecie, KEP w liście podniosła kwestię winy za śmierć Jezusa i antysemityzmu. Jan Paweł II podczas upamiętnianej listem biskupów wizyty w synagodze sprzed 40 lat mówił:
Żydom – jako narodowi – nie można przypisywać żadnej dziedzicznej ani zbiorowej winy za to, co popełniono podczas męki Jezusa.
I to też nie była żadna rewolucja, ponieważ deklaracja “Nostra Aetate” Soboru Watykańskiego II z 1965 r. wskazała jasno, że nie można przypisywać Żydom, ani dawnym, ani dziś żyjącym, winy za śmierć Jezusa. Ale i to nie był żaden przełom, bo tak naprawdę to nie Sobór Watykański II powiedział to jako pierwszy, ale już Sobór Trydencki w XVI wieku:
„Chrześcijanie grzeszący są bardziej winni śmieci Chrystusa w porównaniu z Żydami, którzy w niej mieli udział. Ci ostatni istotnie nie wiedzieli, co czynią, podczas gdy my wiemy to aż nadto dobrze. A więc to nasze przestępstwa sprowadziły na Pana mękę krzyża. To ci, którzy pogrążają się w złu, krzyżują w sobie Syna Bożego i wystawiają go na pośmiewisko. My przecież wyznajemy, że go znamy. Gdy więc zapieramy się go przez nasze czyny, podnosimy na niego w jakiś sposób swoje zbrodnicze ręce”.
Mimo, że już w XVI wieku Kościół odwołał zarzut bogobójstwa wobec Żydów, wśród wiernych ciągle był i nadal jest on żywy, co miało swoje konsekwencje. Skoro bowiem Żydzi to mordercy Jezusa, to są oni wrogami chrześcijan, a więc kto nienawidzi Żydów, staje w obronie samego Jezusa, chce go pomścić w słusznym gniewie. Stąd prosta droga do antysemityzmu tradycyjnego i antyjudaizmu. I Kościół dziś to rozumie. Dlatego w liście KEP przypomniał fragmenty wystąpienia JP II w rzymskiej synagodze:
„W swoim wystąpieniu papież radykalnie sprzeciwił się przedstawianiu Żydów jako odrzuconych albo przeklętych. Przez ponad półtora tysiąca lat treści te, obecne w katolickim nauczaniu i błędnej interpretacji Pisma Świętego, kształtowały postawy chrześcijan, przyczyniając się do nienawiści, prześladowań i manifestacji antysemityzmu.”
I ten fragment właśnie jest najtrudniejszy do zaakceptowania. Paweł Lisicki, którego krytyka szeroko rozniosła się na prawicy, z oburzeniem zauważa, że to podważenie fundamentów tradycji katolickiej:
„Zdaniem autorów tego listu, przez 1500 lat Kościół się mylił. Mylili się papieże, doktorzy, święci, nauczyciele, wszyscy się mylili.
Jeśli Kościół mylił się przez półtora tysiąca lat w tak ważnej sprawie, to nie może być nauczycielem. (...) To jest jawne, bezczelne, wręcz skandaliczne zaprzeczenie nauki Kościoła”.
Prawica najwyraźniej zamknęła oczy i uszy na naukę Kościoła co najmniej od 1965 r., a nie od 22 marca 2026 r., bo to w 1965 r. dokonał się kluczowy zwrot, choć jego część już nawet w XVI wieku, podczas Soboru Trydenckiego.
Pozostaje więc pytanie,
z jaką „tradycją katolicką” związana jest polska prawica odrzucająca oficjalną naukę Kościoła obowiązującą od 1965 r.?
Innymi słowy, co dokładnie Kościół mówił na temat Żydów przez owe 1500 lat, do czego tak chcieliby wrócić polscy konserwatyści?
Obszernej kwerendy dokonał ksiądz prof. Michał Morawski z diecezji włocławskiej na łamach 41 numeru “Ateneum Kapłańskiego” z 1938 r. Czasopismo to, wydawane we Włocławku, a którego redaktorem naczelnym w ówczesnym czasie był Stefan Wyszyński, późniejszy prymas Polski, było skierowane do kapłanów i miało być dla nich pomocą, przewodnikiem, jak nauczać, jak wygłaszać kazania z ambon.
To opracowanie księdza Morawskiego jest dziś bezcenne, bo wykonane zostało jeszcze przed wojną, autor miał więc dostęp do archiwów, które podczas wojny z pewnością częściowo spłonęły, dziś więc niemożliwe byłoby dotarcie do tych wszystkich źródeł, które pokazują, jaka była przez setki lat nauka Kościoła w kwestii Żydów, co mówiły synody, biskupi w oficjalnych listach i jak wyglądało prawodawstwo kościelne dotyczące Żydów na ziemiach polskich, czyli w czasie tych setek lat, za którymi tęskni polska prawica.
Problem z tym opracowaniem jest taki, że jego autor też za nimi tęsknił. To nie była analiza krytyczna ani nawet bezstronny przegląd faktów i źródeł historycznych. To była ich apoteoza. Ksiądz Michał Morawski we wstępie do swojego artykułu w “Ateneum Kapłańskim” z 1938 r. pisze tak:
„Dzisiaj, kiedy zdrowy odruch obrony przed zalewem i niebezpieczeństwem żydowskim wśród społeczeństw chrześcijańskich także i w naszym narodzie coraz bardziej się budzi, wzrasta i z dniem każdym wzmaga na siłach, poznanie przepisów kościelnych minionej przeszłości o żydach pozwoli nam w pracy nad odżydzeniem naszego kraju kroczyć pewną i utartą od wieków drogą nauki Kościoła, który przecież powołany jest przede wszystkim do wskazywania ludzkości środków zaradczych i obronnych przeciwko grożącym jej zbawieniu niebezpieczeństwom, zwłaszcza ze strony żydów, zapamiętałych wrogów Kościoła, wiary, moralności i kultury chrześcijańskiej”.
A więc ksiądz Morawski na łamach pisma, będącego nijako podręcznikiem dla księży, daje im recepty, jak “odżydzać” katolicką Polskę. Zacytujmy tu część tych recept:
Ksiądz Morawski przywołuje też przepisy kościelne dotyczące Żydów na ziemiach polskich, które powstały w odpowiedzi na problemy definiowane jak powyżej przez synody i biskupów:
To tylko wybrane fragmenty, ale pokazują, czego uczono i do powrotu do jakich źródeł wzywano w Polsce księży jeszcze w 1938 r. A zaraz potem wydarzył się Holokaust.
To dlatego dziś Kościół przeprasza Żydów i to dlatego zmienił o 180 stopni swoją naukę dotyczącą Izraela, co tak bardzo nie podoba się polskim konserwatystom. Czy to znaczy, że Kościół jest winny Holokaustowi?
„Jeśli nawet chrześcijaństwo nie było wystarczającym warunkiem, by się wydarzył Holokaust, to było jednakże warunkiem koniecznym dla zaistnienia tej klęski” – pisze amerykański filozof i badacz holokaustu John Roth.
A cytuje go w swojej książce „Chrześcijanie wobec Żydów” kardynał Grzegorz Ryś, obecny metropolita krakowski, przyznając, że tę właśnie winę Kościół dziś bierze na siebie. I robi to bardzo dobitnie, za co prawica w memach dorysowuje mu pejsy.
Grzegorz Ryś pisze tak:
„Zapowiadane w jakiejś mierze przez kanony kościelnych synodów w wiekach średnich getta pojawiły się tak naprawdę dopiero w czasach nowożytnych. Z drugiej strony jednak, w jednej z najważniejszych prac służących budowaniu wspólnej – w miejsce równoległych – pamięci historycznej żydów i chrześcijan o Zagładzie, pojawia się zestawienie regulacji prawnych dotyczących żydów promulgowanych przez średniowieczny Kościół i przez Trzecią Rzeszę. Zakazy małżeństw mieszanych od 306 r. począwszy zestawiane zostały z przepisami służącymi czystości krwi i rasy z września 1935 r. Zakazy ograniczające żydom swobodę publicznego poruszania się w uroczystości chrześcijańskie w Wielkim Tygodniu z dekretem z grudnia 1938 r zakazującym im pokazywania się na ulicach w święta nazistowskie. Nakaz noszenia oznakowania na wierzchnim odzieniu wydany przez Sobór Laterański IV z zarządzeniem z września 1941 r. zobowiązującym niemieckich żydów do oznakowania ubrania żółtą gwiazdą. Takie zestawienie w sposób nieubłagany przesuwa chronologiczne granice pytania o przyczyny i o odpowiedzialność. Stawia także pytania o ciągłość historycznych procesów, czy takie same co do litery przepisy kryją w sobie tego samego ducha? Identyczne uzasadnienia i powody? Jednakową wizję świata?” – pyta Grzegorz Ryś.
I dalej odpowiada:
„To prawda, że raczej nie (…). Antysemityzm średniowieczny raczej nie miał, z wyjątkiem przypadku hiszpańskiego, charakteru rasowego. Ta nieciągłość, co do charakteru motywacji nie oznacza jednak nieciągłości w ogóle i nie zwalnia w żadnym wypadku z poczucia odpowiedzialności i winy.”
Kardynał Ryś, który jest przewodniczącym Komitetu ds. Dialogu z Judaizmem przy Episkopacie, jak i Konferencja Episkopatu Polski ze swoim listem z 22 marca są obecnie tam, gdzie jest aktualna i oficjalna nauka Kościoła zatwierdzona przez Watykan. Prawica uważająca się za obrońców prawdziwej wiary, stając po stronie 1500-letniej tradycji Kościoła, najwyraźniej jest raczej tam, gdzie był ksiądz Michał Morawski w 1938 r.
Kościół
Nacjonalizm
Jan Paweł II
Episkopat Polski
abp Grzegorz Ryś
antysemityzm
chrześcijaństwo
Przekaż 1.5%
Żydzi
Dziennikarka ekonomiczna, publicystka spidersweb.pl i autorka podcastów Forum IBRiS, w których akurat sięga częściej po tematy społeczne niż ekonomiczne. W gospodarce zainteresowana głównie makroekonomią, finansami i bankowością, a także rynkiem nieruchomości. Wcześniej związana z Money.pl i Onetem, a jeszcze wcześniej z „Gazetą Giełdy Parkiet”. Współpracowała także z „Dziennikiem Gazetą Prawną” i „Gazetą Wyborczą”
Dziennikarka ekonomiczna, publicystka spidersweb.pl i autorka podcastów Forum IBRiS, w których akurat sięga częściej po tematy społeczne niż ekonomiczne. W gospodarce zainteresowana głównie makroekonomią, finansami i bankowością, a także rynkiem nieruchomości. Wcześniej związana z Money.pl i Onetem, a jeszcze wcześniej z „Gazetą Giełdy Parkiet”. Współpracowała także z „Dziennikiem Gazetą Prawną” i „Gazetą Wyborczą”
Komentarze