Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Krzysztof Zatycki / Agencja Wyborcza.plFot. Krzysztof Zatyc...

Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.

Przejdź do ankiety

Zacznę nietypowo, od wykresu, który pokazuje polskie postawy polityczne od początku wieku wyrażające się w wynikach siedmiu wyborów do Sejmu i pięciu do Parlamentu Europejskiego. Do tego dwie prognozy wyników wyborów 2027 oparte na sondażach z września 2025 i z lutego 2026.

Wykres ilustruje zasadniczą zmianę sytuacji: partyjny duopol PiS – PO (KO) zastępuje triopol PiS-KO-Konfederacja, przy czym – jak widać – Jarosław Kaczyński spada szybciej, niż rosną konfederaci. Ta subtelna strata po prawej stronie sprawia, że kończy się sondażowa przewaga prawicy, jaką obserwowaliśmy po wyborach prezydenckich 2025, a nastroje antyprawicowe podnoszą się z depresji po porażce Rafała Trzaskowskiego.

To niczego nie gwarantuje, ale stwarza szansę na sukces sił antyprawicowych w wyborach 2027, o czym będzie dalej.

W zestawieniu wyników sondaży z ostatnich 30 dni średnio 6,5 proc. osób badanych deklarowało udział w wyborach, ale nie wskazywało, na kogo zagłosują. W sondażach Ipsos dla OKO.press staraliśmy się czasem wymusić te wskazania, np. pytając, „A jakby Pan/Pani doradził/a komuś bliskiemu, na kogo zagłosować”. Tutaj żadnych sugestii nie mamy, więc zakładamy, że rozkład odpowiedzi wśród 6,5 proc. osób będzie taki sam, jak wśród 93,5 proc. osób już do końca zdecydowanych.

Nic nie jest rozstrzygnięte

Kampania wyborcza trwa właściwie non-stop, co robi wrażenie, że wybory odbędą się dosłownie za chwilę. Dominuje dziś pogląd, że szanse Koalicji 15 Października są marne, bo prawica jest na fali. Jak na naturalnym nawozie rosną notowania Grzegorza Brauna, faszysty polskiego chowu, a na tzw. scenie politycznej hołubce wywija prezydent Karol Nawrocki: w aspiracjach nadwiślański Donald Trump, z chrześcijańsko-narodowym przegięciem J.D. Vance'a.

Wiele PiS i Konfederatów dzieli, ale spaja ich nienawiść do Tuska, do Niemiec i do Unii Europejskiej. Co jest uczuciem o tyle jednorodnym, że – jak powtarzają – Donald Tusk jest niemieckim sługą, a Niemcy trzymają pod butem Europę i chcą nadepnąć na Polskę, na co Jarosław Kaczyński na szczęście nie pozwoli odrzucając program SAFE.

Przeczytaj także:

Błąd diagnozy i błąd projekcji

Na horyzoncie rysuje się więc Rzeczpospolita na miarę prawdziwych patriotów. Polska dla Polaków, Polska First, która pokaże Europie i Ukrainie, czym jest suwerenność, obrona interesu narodowego i chrześcijańskiej rodziny i przystąpi do światowego Pax Trumpiana.

A do tego Trzecia Droga okazała się bezdrożem, Lewicy rośnie antyrządowa konkurencja Partii Razem, trwa rozpad Polski 2050. Nawrocki skutecznie torpeduje poczynania rządu Donalda Tuska, który nie może się wykazać.

Sądząc, że wybory 2027 są już rozstrzygnięte, popełniamy jednak dwa błędy poznawcze.

Po pierwsze, nie przyglądamy się wynikom sondaży w szerszej perspektywie i źle interpretujemy stan obecny.

Po drugie, robimy błąd projekcji, bo uznajemy, że dzisiejszy stan nastrojów utrzyma się przez 20 miesięcy, jakie zostały do głosowania.

Innymi słowy, patrząc z bliskiego autorowi punktu widzenia wyborców antyprawicowego obozu liberalno-lewicowego,

są powody, by sądzić, że nie będzie aż tak źle. Co więcej, już teraz jest lepiej niż nam się wydaje.

Trzy rewolucje po wyborach 15 października

Z sondażami jest jak ze starzeniem się. Zerkając codziennie w lustro, nie dostrzegasz różnic, patrząc na zdjęcia sprzed dwóch czy trzech lat nie możesz uwierzyć, jak bardzo się zmieniłeś. Aby widzieć więcej, dzisiejszy układ sił porównamy z wyborami 15 października 2023. Średnie wszystkich sondaży z lutego (dokładniej – z ostatnich 30 dni licząc od 22 lutego do tyłu) przeliczamy na prognozę wyniku wyborów, gdyby odbywały się w najbliższą niedzielę.

Minęło 28 miesięcy i mamy aż trzy rewolucje.

Spadek PiS, zamiana ról z KO. W wyborach 2023 PiS wygrywał z KO o blisko 5 pkt proc., dziś poparciem ledwie 25 proc. przegrałby aż o 8,5 pkt proc. Ostatni raz tak słaby wynik Kaczyński miał w wyborach 2005 roku (które zresztą wygrał z 26,99 proc.). Od tego czasu właściwie¹ nie schodzi poniżej 30 proc., a w wyborach 2019 r. miał 43,6 proc. do Sejmu i aż 45,4 proc. do PE.

KO (33,5 proc.) z kolei urosła od wyborów 2023 o 2,8 pkt proc., co oznacza najlepszy wynik od triumfu wyborczego w 2011 r. To wszystko widać także na wykresie 1, od którego zaczęliśmy.

Skok Konfederacji. W 2023 r. Konfederacja jako całość (ze Sławomirem Mentzenem, Krzysztofem Bosakiem, ale także Grzegorzem Braunem) zdobyła 7,16 proc. poparcia, dziś może liczyć na ponad trzy razy więcej – 22,14 proc. Konfederacja Wolność i Niepodległość (13 proc.) urosła o prawie 6 pkt proc., a Konfederacja Korony Polskiej sięga po 9,1 proc., czyli więcej niż miał Braun w I turze wyborów prezydenckich (6,3 proc.).

Upadek Trzeciej Drogi. Z 14,4 proc. w wyborach 2023, zostało mniej niż połowa, w dodatku podzielona między dwie partie, obie mocno pod progiem: 3,3 proc. Polski 2050 oraz 3,5 proc. PSL. A tu jeszcze klub Polski 2050 pękł na pół i nie wiadomo, co to oznacza dla partii, poza tym, że nic dobrego.

Lewica od wyborów 2023 się nie zmienia, z prognozą 7,3 proc. jest o punkt poniżej wyniku 15 października (8,6 proc.), ale wtedy była razem z Razem, które miałoby dzisiaj szanse na 4,1 proc. w wyborach, co oznacza, że elektorat lewicowy jako całość trochę rośnie.

Poparcie poparciem, ale prognoza wyborów jest w lutym nadal korzystna dla prawicy. Po wyborach 2023 PiS z małym dodatkiem Konfederacji miał 212 mandatów a Koalicja 15 Października 248, obecnie wybory dałyby układ dokładnie odwrotny:

Ironią losu, KO powtórzyłaby dziś sukces PiS z wyborów w 2023 r: byłaby największym klubem (189 osób), ale klubem opozycyjnym, bo posłów Lewicy (23) byłoby niewiele więcej niż w dzisiejszym Sejmie konfederatów (18), a pozostałe trzy partie antyprawicowe (PSL, Polska 2050 i Razem) lądują pod progiem wyborczym.

A jednak prawica nie ma już większości

To wszystko robi wrażenie dominacji prawicy. Gdy jednak zsumować dzisiejszą prognozę wyborczą dla PiS i obu Konfederacji uzyskujemy 47,2 proc. Prognoza dla czterech partii wchodzących w skład Koalicji 15 Października wynosi tyle samo 47,6, a gdy dodać do tego antyprawicową Partię Razem uzyskujemy 51,7 proc.

Antyprawica ma 4,5 pkt proc. przewagi nad prawicą.

Oczywiście polityka to nie arytmetyka, uwzględnianie wyników wyborczych trzech partii pod progiem, w tym antyrządowej Razem, to political fiction.

Nie zmienia to faktu, że nie tylko polską politykę w XXI wieku definiuje rywalizacji dwóch sił: radykalizującej się prawicy sięgającej po nacjonalizm i przemoc, a także myślenie spiskowe i bazowanie na fake-newsach oraz partii liberalno-lewicowych, które – z widocznym trudem – próbują bronić podstaw demokracji, praworządności i oświeceniowej racjonalności. Proporcje tych dwóch sił mają zasadnicze znaczenie, tworzą bazę wyborczyń i wyborców, którą politycy – lepiej lub gorzej – wykorzystują proponując nam narracje i konfiguracje partyjne.

Obecny układ sił pokażemy na tym samym tle wyborów w XXI wieku (7 do Sejmu i 5 do PE) uzupełniając je – jak w wykresie nr 1 – o dwie prognozy wyników nadchodzących wyborów na podstawie średniej sondaży we wrześniu 2025 i w ostatnich 30 dniach. To pozwoli uchwycić dynamikę najświeższych zmian postaw.

Policzenie poparcia dla dwóch głównych formacji w polskiej polityce w XXI wieku wymagało decyzji, które czasem nie były oczywiste.

Do bloku prawicowego zaliczyliśmy:

  • PiS,
  • Konfederacje (w różnych postaciach),
  • startujące (bez sukcesu) w wyborach do PE w 2014 roku Polskę Razem Jarosława Gowina oraz Solidarną Polskę Zbigniewa Ziobry,
  • LPR w wyborach do Sejmu i PE w latach 2001-2007,
  • Kukiz'15 w wyborach do Sejmu 2015 i do PE w 2019 r.,
  • wszystkie kolejne partie Janusza Korwina-Mikkego (2001-2015),
  • a także drobniejsze partie jak Polska Jest Jedna (2023), Polska Jest Najważniejsza (2007) czy różnie nazywane ruchy narodowe.

Do grupy liberalno-lewicowych zaliczyliśmy:

  • Platformę, a potem Koalicję Obywatelską,
  • PSL we wszystkich wyborach 2001-2024, z wyjątkiem wyborów do PE w 2019 i do Sejmu w 2023 (gdy występował w koalicjach).
  • Trzecią Drogę w wyborach 2023 roku,
  • Polskę 2050 w bieżących sondażach,
  • SLD, Nową Lewicę i koalicje lewicowe w tym Zjednoczoną Lewicę w wyborach 2015 do Sejmu,
  • Koalicję Europejską w wyborach do PE w 2019 roku (KO + .Nowoczesna + SLD + PSL + Zieloni),
  • a także Wiosnę w tych samych wyborach,
  • wcześniej Nowoczesną w wyborach 2015 r.,
  • Unię Wolności w wyborach do Sejmu 2001 r. i do PE w 2004 r. oraz jej kontynuatorkę Partię Demokratyczną w wyborach 2005 r. do Sejmu,
  • partie socjaldemokratyczne i socjalistyczne, w tym Socjaldemokrację RP, Unię Pracy i Polską Partię Pracy.

Uwaga! Poza blokami zostawiliśmy Samoobronę startującą w wyborach do Sejmu 2001, 2005 i 2007 i do PE w 2004 i 2009 oraz Ruch Palikota do Sejmu w 2011 i do PE w 2014

Ten wykres może zaskakiwać.

Jak widać, w wyborach do 2011 roku siły prawicowe zyskiwały maksymalnie jedną trzecią głosów, rządziły formacje najpierw raczej lewicowe, a potem raczej liberalne. W wyborach do PE w 2014 roku prawica doprowadziła do remisu.

Od 2015 aż do wyborów 2023 prawica dominowała. W 2015 r. w wyborach parlamentarnych PiS + Kukiz'15 + Korwin uzyskały razem ponad 51 proc., głosów, a w wyborach 2019 roku: 50,4 proc. do Sejmu i aż 53,3 proc. do PE (co oznaczało rekordowe 8 pkt proc. przewagi nad liberalno-lewicową KE z małym dodatkiem Wiosny Roberta Biedronia).

Cztery lata później, w 2023 doszło do odreagowania rządów Zjednoczonej Prawicy i Koalicja 15 Października zdobyła 11 pkt przewagi nad PiS + Konfederacją. W wyborach do PE rok później zostało z przewagi już tylko 2 pkt proc. bo rekordowo (wtedy) wyskoczyła Konfederacja (12,1 proc.), a PiS był jeszcze bardzo mocny (36,2 proc.).

Po sukcesie 15 października sondaże wpadły w euforię (m.in. 19 proc. dla TD!), a przez cały 2024 r. utrzymywała się przewaga sił liberalno-lewicowych rzędu 5-7 pkt proc. W marcu 2025 było już tylko 3 pkt proc., a po zwycięstwie Nawrockiego wahadło wychyliło się w prawo. W czerwcu górą była prawica o 3 pkt proc., a we wrześniu 2025 nawet o 5 pkt proc. PiS był wciąż mocny (31,9 proc.), Konfederacja miała 14.3, a do tego KKP dorzucała 5,8 proc., co dawało razem aż 52 proc. prognozy wyborczej.

Już w grudniu 2025 odnotowaliśmy jednak remis po 47 proc., a w lutym – jak pokazywaliśmy – prawica traciła do przeciwników 4,5 pkt proc., występując w dwóch postaciach. Duopol zamienia się w triopol.

Duopol najsłabszy od 20 lat

Od wyborów 2005 para PiS i PO/KO albo jak kto woli, Kaczyński z Tuskiem, dominują w polityce, a od wyborów parlamentarnych 2009 roku suma poparcia dla obu dominatorów nigdy nie zeszła poniżej 60 proc.

Na wykresie 5 przedstawiamy odsetek mandatów, jakie zdobyły obie partie. Jest on prawie zawsze wyższy niż suma ich notowań ze względu na sposób przeliczania głosów na mandaty, a także „marnowane” głosy przez partie, które nie weszły do Sejmu czy PE.

Jak widać, duopol PiS + KO miałby obecnie łączny wynik wyborczy 58,5 proc., z wysokim przełożeniem na odsetek 331 mandatów (189 dla KO i 142 dla PiS), co stanowi 72 proc. Sejmu. Ten bonus w mandatach wynika głównie z tego, że prawie 11 proc. antyprawicowych głosów ląduje pod progiem wyborczym.

Do tej pory duopol zanotował najgorszy wynik wyborczy (61,7 proc.) do Sejmu w 2015 r., kiedy Nowoczesna „zabrała” głosy siostrzanej PO, ale PO i PiS miały razem 373 mandatów (odpowiednio 235 + 138), czyli aż 81 proc. Sejmu. Taki był skutek nieprzekroczenia progu przez dwa ugrupowania lewicowe (Zjednoczona Lewica i Razem), a także partię Korwin, które „zmarnowały” w sumie prawie 16 proc. głosów.

Szczytem nr 2 duopolu były wybory w 2007 (73,6 proc. poparcia i 82 proc. mandatów), kiedy PO przejmowała władzę po kompromitujących rządach PiS z Samoobroną i LPR-em, a numerem 1 triumfalne dla PiS eurowybory 2019 r. odsetek głosów duopolu sięgnął 83,6 proc., a euromandatów aż 94 proc.!

Dupol panował przez 20 lat. Próbowały go z prawa i lewa podgryzać kolejno: Samoobrona w 2005 roku, Ruch Palikota w 2011, Kukiz'15 i Nowoczesna w 2015, ale udało się dopiero teraz Konfederacji, która stała się graczem nr 3.

Triopol (KO, PiS, Konfederacja) zdobyłby dziś w wyborach prawie 81 proc. głosów i 95 proc. mandatów zostawiając procentową piątkę Lewicy.

Żyjemy na ruchomych piaskach. Losy wojny w Ukrainie, siła prezydentury Trumpa (jak będzie reagował na nieuchronne porażki w polityce wewnętrznej?), rosnące napięcie międzynarodowe, a może kolejne wojny z woli miłującego pokój Trumpa, integracja Europy (lub nie) w obliczu rosyjskiego zagrożenia... To wszystko może wpływać na polską politykę, która nigdy nie była aż tak globalna. Porażki Trumpa będą osłabiać pozycję prawicy, sukcesy w integracji UE wzmacniać szanse sil antyprawicowych.

Ale tak czy inaczej, kluczową rolę odegrają politycy i polityczki po obu stronach barykady. Jakie narracje zaproponują, jakie stworzą konfiguracje partyjne?

W prawo zwrot

Wiele wskazuje na to, że rywalizacja na prawicy między PiS i Konfederacją, z udziałem Karola Nawrockiego, będzie prowadziła do radykalizacji przekazu. Odruchem obronnym Kaczyńskiego na spadek poparcia mimo sukcesu wylansowanego przez prezesa kandydata na prezydenta jest odwołanie do skrajnych treści, co najwyraźniej widać w retoryce na temat programu SAFE, który jest przedstawiany jako zamach Niemiec i Unii Europejskiej na polską suwerenność.

Z drugiej strony zapowiadane wytypowanie premiera z PiS to zaklinanie rzeczywistości i próba pokazania, kto tu niby rządzi, wbrew prawdziwemu układowi sił, w którym o losach przyszłego rządu (jeśli byłby prawicowy) co najmniej współdecydować będzie także Konfederacja i zapewne Nawrocki.

Nie wydaje się, by Kaczyńskiemu udało się zatrzymać odpływ zwolenników PiS, bo w radykalizmie nie przebije Brauna, Bosaka czy Nawrockiego,

a jednocześnie zniechęci tych wyborców, którzy cenili w PiS troskę o sprawy bytowe i poczucie bezpieczeństwa, jakie partia im dawała.

Jeśli spadek notowań PiS będzie postępował dalej, mogą nasilić się w partii podziały i spory, a może nawet buntownicy typu Mateusz Morawiecki będą szukać nowych aliansów. Czy pisowski premier mógłby nawet zapukać do PSL-owskich drzwi, przyprowadzając grupkę postpisowskich wyborców? To na razie nawet nie fiction ale political fantasy.

Tak czy inaczej, nie wydaje się, by PiS z obiema Konfederacjami był w stanie przebić obecną prognozę wyborczą na poziomie 46-47 proc., a prawdopodobny jest nawet spadek na poziom zbliżony do wyborów 2023 (44-45 proc.)³.

Odpowiedzią mogłaby być wspólna lista pod patronatem Nawrockiego, ale nie wydaje się to zbyt prawdopodobne, z uwagi na ambicje liderów i osobę Brauna, który – w kalkulacji Kaczyńskiego – jest zbyt obciążający dla wizerunku prawicy. Z pewnością rywale wykorzystaliby jego de facto prorosyjskie podejście do Ukrainy, a także jadowity antysemityzm i monarchistyczne dziwactwa.

Wspólna lista i narracja bezpieczeństwa?

Arytmetyczna przewaga partii antyprawicowych może nie być chwilowym wychyleniem wahadła. Rzecz w tym, czy liderzy i liderki KO, Lewicy, PSL, Polski (lub dwóch Polsk) 2050, a także Partii Razem, będą w stanie przełożyć ją na wygranie wyborów.

Prawie na pewno wybory 2027 będą rozgrywały się w cieniu rosyjskiego zagrożenia nad Polską i Europą, a także w niespokojnym świecie, w którym porządek będzie nadal dyktować siła i nagie interesy mocarstw. Motywem przewodnim będzie więc bezpieczeństwo. Zaczynając od absurdu – Braun będzie je obiecywał dzięki wycofaniu zaangażowania w sprawy Ukrainy, PiS, Konfederacja i Nawrocki będą grali Trumpem, a siły antyprawicowe w większym stopniu postawią na Europę.

To może tworzyć dobrą koniunkturę dla rządzących, zwłaszcza gdyby przed wyborami twarzą KO został Radosław Sikorski ze swoją biografią i popisami antyrosyjskiej retoryki choćby w ONZ.

W naturalny sposób pojawi się też pokusa i recydywa wspólnej listy pod hasłem bezpieczna Polska w bezpiecznej Europie. Prawica zostanie przedstawiona jako nieodpowiedzialna, zagrażająca polskim interesom, kierująca się logiką zdrady w imię interesów partyjnych czy osobistych. Do tego rząd będzie chwalił się sukcesami gospodarczymi.

Ryzyko jednej listy

OKO.press w 2023 roku wskazywało na ryzyko opcji jednej listy wyborczej, bo niełatwo wygasić emocje i postawy negatywne. Także obecnie wydaje się mało prawdopodobne, by na koalicję Tuska (bo tak byłaby postrzegana) gotowych było zagłosować minimum 46-47 proc. Polek i Polaków, co zapewniłoby większość sejmową.

To oznaczałoby przecież, że popiera ją co najmniej 13 proc. wyborców ponad obecny elektorat KO, czyli dokładnie wszyscy wyborcy NL, PSL i Polski 2050. Tymczasem cała czarna propaganda prawicy będzie skupiony na osobie premiera, można spodziewać się brudnych chwytów. A zaufanie do Tuska jest wciąż na minusie, wg sondażu IBRiS ufa mu 42 proc., a nie ufa 53 proc., a wg CBOS odpowiednio 41 proc. i 46 proc. Jest lepiej, niż było, ale jest źle. Choć nie tak źle, jak z Kaczyńskim czy Braunem.

Koalicja rządowa mogłaby zwiększyć swoje szanse, gdyby zamiast ulegać narodowym narracjom o polskiej rodzinie, szkole, czy granicy, postawiła na wartości europejskie, patriotyzm otwarty i prawa człowieka, nawet jeśli ten człowiek nie jest Polakiem hetero. A także nie ulegają szantażowi prawicy i zaangażować się w „koalicję chętnych” do obrony Ukrainy lub... Grenlandii, zamiast zaklinać się, że polski żołnierz nie weźmie udziału w siłach pokojowych. W czasach naruszonego bezpieczeństwa liczy się zdecydowanie i odwaga.

Dwie narracje, dwie konfiguracje

Opcja „wszyscy razem pokonamy prawicę” może być pociągająca także dla liderów PSL, a nawet Nowej Lewicy, bo daje pewność miejsc w Sejmie i wymaga tyle co nic – robić swoje i liczyć na efekt masy.

Doświadczenie wyborów 2023 potwierdziło jednak, że skuteczna może być raczej różnorodność, aby trafiać w różne potrzeby i wrażliwości. Także dlatego, że kampania jest wtedy bogatsza i zwyczajnie ciekawsza, co w czasach mediów społecznościowych ma znaczenie. Jedna lista i wspólna narracja musi zacierać podziały, które występują w Koalicji 15 Października, a przecież polityka żywi się kontrowersją i emocjami, jakie wywołuje spór.

Zakładając, że w miejsce Trzeciej Drogi nie powstanie nowa siła polityczna deklarująca chęć wyjścia z duopolu, pozostaje gra na obecnych instrumentach. Trudno budować polityczne rachuby na podzielonej Polsce 2050. Nie jest też jasne, czy PSL byłoby w stanie stanąć do wyborów samodzielnie, zwłaszcza że Kosiniak-Kamysz buduje swoją pozycję na roli wicepremiera od polskiego bezpieczeństwa, ministra polskiej wojny obronnej. Względnie wysokie zaufanie, jakie budzi, może się koalicji rządowej przydać.

Inny potencjał ma blok lewicowy, który mógłby sprzeciwić się nadmiernie liberalnym elementom polityki rządu i nie podważając polityki bezpieczeństwa, zapowiedzieć obronę praw i interesów takich grup, jak ludzie młodzi, kobiety, czy pracownicy budżetówki, którzy w Polsce płacą koszty rozwoju gospodarczego.

Obietnica mądrych polityk socjalnych byłaby tu oparta na dokonaniach ministerek Lewicy w rządzie Tuska. Koalicja lewicowa mogłaby też przesunąć akcenty w polityce zagranicznej, wyraźniej dystansując się od Donalda Trumpa, jak to zrobił marszałek Włodzimierz Czarzasty w sporze z ambasadorem USA.

Zalety dwóch bloków

Zaletą dwóch bloków – centro-liberalnego i lewicowego byłoby zagospodarowanie i zmobilizowanie wyborców Lewicy, a także – i tu jest ambaras – Partii Razem, która na razie stawia na przekaz, że NL zdradziła lewicowe ideały w rządzie Tuska.

Adrian Zandberg musiałby jednak uznać, że w obliczu zagrożenia prawicowego monopolu władzy (rząd – prezydent) rola koła w prawicowym Sejmie (o ile udałoby się PR pokonać próg) nie jest na miarę jego ambicji.

Wiem, że takie dywagacje o Partii Razem czy Osobno, toczyły się już przy wyborach 2015 i 2023 rokiem i dziś nie ma dla nich klimatu. Co jednak zrobią liderzy Lewicy i Razem, gdy poczują strach, który ma oczy Nawrockiego, Kaczyńskiego i Brauna?

Inna rzecz, czy Nowa Lewica nie musiałaby się w takim wariancie wycofać z rządu przed wyborami, aby śmielej głosić wizję sprawiedliwego i demokratycznego państwa prawa, w obronie przed zagrożeniem ze strony polskiego alt-rightu, także w wymiarze praw obywatelskich, pracowniczych, ludzkich.

Rysowałby się układ: 35-36 proc. głosów na KO w koalicji z PSL i ew. Centrum Pauliny Hennig-Kloski i 12-13 proc. na koalicję Nowej Lewicy, Partii Razem. Może z udziałem socjaldemokratycznej Polski 2050 Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz?

Taka konfiguracja wydaje się dziś mało prawdopodobna, fakt. Rzecz w tym, że nie widać innej drogi do zatrzymania zwycięstwa prawicy z dewastującymi skutkami dla Polski i Unii Europejskiej.

Chyba że ktoś ma lepszy lub bardziej realistyczny pomysł?

¹W wyborach do Sejmu w 2011 r. – 29,9 proc., a w eurowyborach 2009 27,4 proc.

²W wyborach 2001 i 2005 dwa mandaty były zarezerwowane dla Mniejszości Niemieckiej, w Sejmach 2007-2019 – jeden mandat. W wyborach 2023 po raz pierwszy – żaden.

³Na wykresach z wyborów 2023 widzimy liczbę 44,5 proc. poparcia prawicy, ale jest w niej 1,63 dla Polska Jest Jedna.

;
Na zdjęciu Piotr Pacewicz
Piotr Pacewicz

Założyciel i redaktor naczelny OKO.press (2016-2024), od czerwca 2024 redaktor i prezes zarządu Fundacji Ośrodek Kontroli Obywatelskiej OKO. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".

Komentarze