0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: 18.11.2025 Warszawa , ulica Wiejska , Sejm . Wspolprzewodniczacy Nowej Lewicy, wicemarszalek Sejmu Wlodzimierz Czarzasty podczas pierwszego dnia 45. posiedzenia . Poslowie wybiora nowego marszalka, ktorym ma zostac Wlodzimierz Czarzasty. Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.pl18.11.2025 Warszawa ...

Już słuchając wystąpienia Włodzimierza Czarzastego 27 stycznia 2026 po fatalnej wypowiedzi Donalda Trumpa o sojusznikach z NATO, którzy w Afganistanie „stali z tyłu”, można było poczuć dreszcz emocji, jaki towarzyszy długo oczekiwanej rebelii: "Prezydent Trump odniósł się w sposób pogardliwy do żołnierzy innych niż amerykańscy, którzy walczyli na misjach. To jest wypowiedź skandaliczna”.

Marszałek dorzucił połajankę Karola Nawrockiego po jego mdłym komentarzu (bez użycia nazwiska Trump): „Nie stać Pana na to, żeby powiedzieć panu prezydentowi Trumpowi: zrobiłeś rzecz haniebną, zapomniałeś o żołnierzach innych niż Amerykanie? Panie prezydencie, na kolanach niczego pan dla Polski nie załatwi”.

Przeczytaj także:

Drugi akt rebelii to była odpowiedź Czarzastego 2 lutego na propozycję Kongresu USA i izraelskiego Knesetu, by polski Sejm także podpisał się pod apelem o pokojowego Nobla dla Trumpa. Uzasadnienie wyglądało tak, jakby je pisał sam niedoszły laureat: „Mało kto w historii, jeśli w ogóle, zrobił więcej na rzecz propagowania sprawy pokoju”.

Marszałek odpowiedział w punktach, że Rada Pokoju to inicjatywa „złudna”, że Trump „destabilizuje sytuację w UE, NATO, ONZ i WHO”, że jego działania to „łamanie polityki zasad, wartości, często łamanie prawa międzynarodowego”. Czarzasty ponownie wypomniał Trumpowi pomniejszanie udziału polskich żołnierzy w misjach oraz ”instrumentalne traktowanie innych terytoriów, np. Grenlandii".

Konkluzja była mordercza: "Nie poprę wniosku o pokojowego Nobla dla prezydenta Trumpa, bo na niego nie zasługuje”.

Szok, prawda? Kto z ważniejszych polityków europejskich tak wyraziście podsumował do tej pory Trumpa? „Nie zasługuje” i już.

Widzę to tak” to cykl, w którym od czasu do czasu pozwalamy sobie i autorom zewnętrznym na bardziej publicystyczne podejście do opisu rzeczywistości. Zachęcamy do polemik

I to jest pierwsze wesele, czyli ulga

Przyjemnie było usłyszeć słowa prawdy o Trumpie, wypowiedziane bądź co bądź przez drugą osobę w państwie, po tych wszystkich wykrętnych reakcjach polityków Polski i świata stosujących metodę ugłaskiwania (ang. appeasement), z pomijaniem wątków niewygodnych, przymilaniem się i wyrażaniem z wysiłkiem fałszywego podziwu. Z nadzieją, że zaspokojony i udobruchany ostatecznie nie zrobi tego, co zapowiada (a jego słowa można ignorować, bo wiadomo, że „ten typ tak ma”).

Ulga bierze się stąd, że nieprzyjemnie ogląda się każdą nieprawdę nawet płynącą z wyrachowanej kalkulacji dla dobra narodu i każde lizusostwo, zwłaszcza wyrażane w tak przerysowanej formie, bo Trump uwielbia przesadę. Słowa Czarzastego miały tu moc wyzwalającą.

Nr 2, czyli zmiana polskiego kursu

Włodzimierz Czarzasty wywołał reakcję amerykańską, na którą z pewnością liczył. Thomas Rose, ognisty konserwatysta i zagorzały syjonista, cofnął czasoprzestrzeń, jakby był ambasadorem sowieckim, który dyscyplinuje niepokorne państwo bloku. Tyle że zgodnie z trendami wszystko odbyło się na platformie X, żeby każdy mógł sobie przeczytać, a i Elon Musk nie był smutny, że coś dzieje się poza jego placem zabaw.

A może Rose cofnął czas o kilka wieków? „Zaprzestajemy utrzymywania kontaktów oraz komunikowania się z Marszałkiem Sejmu Czarzastym” – to groźba dla niepokornego wasala, że dostępu do monarchy nie będzie. Póki co nie wiadomo, co by to miało oznaczać w XXI wieku, poza tym, że nie zaproszą go na przyjęcie do Ambasady USA z okazji Dnia Niepodległości 4 lipca 2026, a także na uczczenie 80. urodzin Trumpa 14 czerwca (o ile je urządzą).

Słowa Czarzastego ambasador określił jako „oburzające i nieuzasadnione obelgi, które poważnie zaszkodziły naszym doskonałym relacjom z premierem Tuskiem i jego rządem”, co należy rozumieć jako próbę nachalnej skargi na Czarzastego z nadzieją, że Donald Tusk się na to załapie. Thomas Rose z pewnością konsultował swój wpis, ktoś tam w Białym Domu zastanawiał się trzy dni, jak się polskiemu marszałkowi odwinąć. Ambasador mógł się też dodatkowo poczuć dotknięty, jako ortodoksyjny Żyd i syjonista, że inicjatywa z udziałem Knesetu została przez Czarzastego odrzucona.

Tak czy inaczej, arogancja ambasadora zapiera dech. Aby sobie to lepiej uzmysłowić, odwróćmy figurę. Co by było, gdyby polskie władze ogłosiły po wystąpieniu J.D. Vance'a na Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium w lutym 2025, że wobec tylu antyeuropejskich obelg „zaprzestają utrzymywania z nim kontaktów”? Chyba amerykańskie lotniskowce wpłynęłyby na wody Bałtyku (o ile nie jest zbyt płytki).

Jeśli władze USA liczyły, że uciszą Czarzastego Tuskiem, to się przeliczyły. Premier uniósł się narodowym honorem, twierdząc, że „sojusznicy powinni się szanować, a nie pouczać, przynajmniej tak w Polsce rozumiemy partnerstwo”.

Odpowiedź Rose'a przyszła natychmiast z ironicznym żartem, że słowa Tuska skierowane były chyba do Czarzastego... Do tego mieszanka komplementów, ale w czasie przeszłym („Był Pan prawdziwie wzorowym sojusznikiem i wielkim przyjacielem USA”) i zawoalowana groźba: „Wiem, że zgadza się pan, że uwłaczanie i poniżanie Donalda Trumpa, Prezydenta Stanów Zjednoczonych – największego przyjaciela, jakiego Polska miała kiedykolwiek w Białym Domu, to ostatnie, czego chciałby jakikolwiek lider Polski”. Trochę w stylu czuj się odwołany, jeśli się nie opamiętasz. Trochę wskazanie, że prawdziwym liderem Polski okaże się kto inny, nawet wiadomo kto.

Cytowane wypowiedzi Czarzastego mogły mieć wpływ także na ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego, który na konferencji w Waszyngtonie w środę 4 lutego wnikliwie i złośliwie komentował Radę Pokoju, pytając o "status tej organizacji po zakończeniu [Donalda Trumpa] kadencji oraz o los pieniędzy, które miałyby zostać do niej wpłacone przez kraje, które przyjmą zaproszenie”.

Zabrzmiało jak sugestia, że Trump się chce obłowić. Czy USA także z Sikorskim „zaprzestaną się komunikować”?

Awantura marszałka z ambasadorem popchnęła Tuska i Sikorskiego do tego, by zdystansowali się do polityki Trumpa, nawet jeśli mogą „prywatnie” uważać, że Czarzasty przesadził. I tym samym liderzy koalicji rządzącej pokazali się jako europejscy przywódcy, nieulegający szantażowi Trumpa, który zaprowadza światowy porządek oparty na sile, strachu, interesach i lizusostwie.

Polska, która stała do tej pory faktycznie w drugim szeregu, nieoczekiwanie przeszła do pierwszej linii otwartej komunikacji transatlantyckiej.

Kontrastuje to z wcześniejszymi delikatnymi komentarzami Tuska i Sikorskiego na wypowiedź o żołnierzach NATO, a także z decyzją, by nie wysyłać polskich żołnierzy do Grenlandii.

Oznacza to, że polityczne centrum przesuwa się na osi Waszyngton – Bruksela bliżej Brukseli. Kolejny przejaw tego, o czym w kwietniu 2025 roku mówił OKO.press w Kijowie Wołodymyr Jermołenko, szef ukraińskiego PEN Clubu: „Dla Europy Trump to błogosławieństwo. Dlatego nie rozumiem tych wszystkich, którzy lamentują. Nareszcie mamy jasno zdefiniowanego wroga. Kierunek stał się jasny. I nawet europejska skrajna prawica – ludzie pokroju Zemmoura, Bardelli, Le Pen – jest w trudnej sytuacji. Przez lata walczyli z amerykańskim imperializmem, a teraz Ameryka naprawdę staje się imperialna”.

Z jednym zastrzeżeniem – uwaga o centrum nie dotyczy PSL, który od miesięcy za sprawą Władysława Kosiniaka-Kamysza pisze scenariusz serialu „Gra na dwóch fortepianach”. PSL od dawna nie jest już w centrum, nawet rozumianym po polsku.

Nr 3, czyli ożywienie lewicowego ciała

Komentując w „Wywiadzie politycznym” TOK FM 5 lutego 2026 kłótnię Czarzastego z Rosem, wiceminister sportu Ireneusz Raś, wykręcał się jak piskorz (skojarzenie z PiS może i nieprzypadkowe), ale jeśli już kogoś skrytykował to Czarzastego, a nie ambasadora USA.

W pewnym momencie Raś powiedział o marszałku, że „jak nie wiesz, jak się zachować, to... ” – i tu zawiesił głos, jakby chciał skończyć ten cytat ze Słonimskiego „to na wszelki wypadek zachowaj się przyzwoicie” – ale powiedział „to milcz”. To kwintesencja strategii ugłaskiwania, którą PSL podziela z PiS i całą prawicą, choć bez aż takiej dawki lizusostwa.

Strategią Czarzastego od początku marszałkowania było zerwać z jakimikolwiek umizgami do prawicy. Wziął na siebie rolę politycznego jastrzębia, który krąży nad prezydentem Nawrockim, a także PiS i obiema Konfederacjami, a teraz pokazał też szpony prezydentowi USA.

Jego wolnościowa, demokratyczna narracja wymierzona w trumpowskie próby utworzenia imperium wspieranego przez multimiliarderów to nawiązanie do tradycji polskiej i europejskiej lewicy. Otwiera to szanse przed Nową Lewicą na ożywienie wymęczonego partyjnego ciała i odświeżenia persony lidera, który z niejednego pieca jadł już chleb, bułki i ciasteczka. Trochę w myśl marzeń Slavoja Žižka, który – który to już raz – wieszczy w listopadzie 2025, że „tylko lewica może pokonać trumpizm”. Dla uspokojenia dodam, że chodzi o przegrupowanie w amerykańskiej polityce.

Czarzasty, podważając samą istotę polityki Trumpa przebija Adriana Zandberga, który tradycyjnie krytykuje Trumpa, ale nie tak personalnie. A ze względu na fakt, że Zandberg nie pełni żadnej ważnej funkcji państwowej, mało kto tę krytykę zauważył.

Może to oznaczać i zapewne na to liczy Lewica, że zyska poparcie znaczącej część opinii publicznej w Polsce, niezadowolonej z polityki, jaką prowadzi Trump. Według sondażu CBOS dla DGP z połowy stycznia pozytywnie politykę zagraniczną Trumpa ocenia 32 proc., negatywnie 58 proc.

Opublikowany wczoraj sondaż CBOS przynosi również jednoznaczne wyniki: „Trzy piąte (60 proc.) Polek i Polaków dotychczasową działalność Trumpa ocenia negatywnie, przy czym ocen zdecydowanie negatywnych (35 proc.) jest więcej niż raczej złych (25 proc.). Pozytywnych ocen jest 28 proc.”.

Nr 4, prawica na grząskim gruncie

Polska prawica na czele z prezydentem Nawrockim, który jest w tej chwili jej liderem, znalazła się na zakręcie, bo jej idol, jakim jest Trump, przekracza granice akceptowalne nawet dla prawicowego elektoratu. Mało tego, ponosi porażkę za porażką. Próba podbicia Minneapolis zakończyła się rejteradą po kategorycznym sprzeciwie opinii publicznej w Stanach Zjednoczonych oburzonej zabójstwem demonstrantów przez ICE.

„Podbój Grenlandii”? Rejterada i kompromitacja.

Rada Pokoju, która miała ugruntować pozycję Trumpa jako światowego lidera? Kolejna porażka. Z państw UE zapisały się tylko Węgry i Bułgaria, z krajów G-20 Indonezja, Argentyna i Turcja, do tego lojalny do bólu Izrael i Białoruś. Rosja wzgardziła propozycją. Żadne z poważniejszych państw nie przyjęło zaproszenia i dlatego odmowa Polski była tak bolesna dla Trumpa.

Jest prawdopodobne, że prezydent Nawrocki będzie domagał się przyjęcia zaproszenia do Rady Pokoju, a cała prawica stanie w obronie interesu Polski, jakim jest przyjaźń za wszelką cenę z Ameryką Trumpa. Może to naruszyć obecny układ polityczny, w którym słabszy PiS w sumie z dwiema Konfederacjami wyraźnie wygrałby wybory z KO z koalicjantami.

Grze na Trumpa rząd może odpowiedzieć obroną suwerenności narodowej, co byłoby zaskakującą zamianą ról. Zabiegi Nawrockiego o Radę Pokoju są w dodatku skazane na porażkę, bo wymagałoby to zgody zarówno rządu, jak i parlamentu. Chyba że – w dzisiejszym świecie wszystko jest możliwe – Nawrocki przyłączyłby się do Trumpa bez zbędnych ceregieli jako prezydent kraju okupowanego przez rząd Tuska. Rada Pokoju nie stałaby się przez to większym dziwolągiem, bo nie jest to już możliwe.

Niewielkie ryzyko pogrzebu

Oczywiście satysfakcja, jaka towarzyszy części opinii publicznej bliskiej autorowi tego tekstu, że ktoś powiedział prawdę Trumpowi, podszyta jest lękiem przed możliwymi konsekwencjami. Jak to ujął Antoni Dudek, Czarzasty „zaprezentował się jako antytrumpista zbyt ostentacyjnie”.

Ten lęk eksploatować będzie prawica, powtarzając, że Czarzasty z Tuskiem i Sikorskim narażają bezpieczeństwo narodowe, bo Trump może wycofać z Polski swoich żołnierzy. „Morawiecki nie zostawił suchej nitki na Czarzastym. Mówi wprost o sabotażu bezpieczeństwa Polski” – pisze 5 lutego TV Republika. „Komuch z brzytwą” – powiada jeden z europosłów PiS.

Wydarzenia ostatniego roku nauczyły nas, że wszystko jest w polityce światowej możliwe, ale nie wydaje się zbyt prawdopodobne, żeby awantura na X doprowadziła do ruchu wojsk. Po zawierusze z Czarzastym Polska odklei się od Stanów Donalda Trumpa, ale i tak pozostanie bardziej lojalnym partnerem niż tradycyjnie antyamerykańska Francja, czy Hiszpania.

Sprawa zostanie załagodzona, zwłaszcza że słabnący Trump nie może sobie pozwolić na utratę polskich głosów w jesiennych wyborach połówkowych.

Czarzasty odegrał rolę harcownika, który ożywił antyamerykańską i tym samym proeuropejską narrację w Polsce, ale politykę będą dalej prowadzili, kłócąc się ze sobą, Tusk i Nawrocki ze słabnącym Kaczyńskim w tle. Wyostrzy się podział na – mówiąc językiem turystyki – dwie destynacje: europejską i amerykańską. Otwarte jest pytanie, w którą z tych podróży wyruszymy po wyborach 2027 roku.

;
Na zdjęciu Piotr Pacewicz
Piotr Pacewicz

Założyciel i redaktor naczelny OKO.press (2016-2024), od czerwca 2024 redaktor i prezes zarządu Fundacji Ośrodek Kontroli Obywatelskiej OKO. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".

Komentarze