0:00
27 stycznia 2021

Premier Morawiecki: może czas przyjrzeć się zarobkom w Lasach Państwowych?

Według nieoficjalnych informacji "Gazety Wyborczej", premier Mateusz Morawiecki ma zastrzeżenia do wysokości zarobków w Lasach Państwowych. I nic dziwnego. Sprawdzamy, ile zarabiają pracownicy LP

Wydrukuj

„Biorąc pod uwagę troskę o ochronę przyrody i lasy w Polsce, wątpliwości budzi zasadność wyodrębnienia z działu administracji rządowej środowiska – nowego działu leśnictwo i łowiectwo. Odpowiedzialność ministra właściwego do spraw środowiska za obszar leśnictwa i łowiectwa ma długą i dobrą tradycję” – pisał niedawno prezydent Andrzej Duda w piśmie wetującym nowelizację ustawy o działach administracji, która przesuwała Lasy Państwowe (LP) do Ministerstwa Rolnictwa (w OKO.press pozytywnie ocenialiśmy to weto, o czym tutaj).

Jak 20 stycznia 2021 przekazała "Wyborcza", powołując się na anonimowego informatora z kręgów rządowych, między prezydentem Dudą a premierem Mateuszem Morawieckim doszło do porozumienia: Lasy Państwowe (LP) nie przejdą z resortu środowiska do rolnictwa.

Na spotkaniu, na którym oprócz premiera byli obecni m.in. szef kancelarii Michał Dworczyk, ministrowie Michał Kurtyka ze środowiska i Grzegorz Puda z rolnictwa oraz pełnomocnik ds. lasów Edward Siarka, byli też leśnicy.

Tych ostatnich, według relacji informatora, miał skrytykować Morawiecki: zwrócił uwagę, że na LP skarży się branża drzewna i głośno się zastanawiał, że być może nadszedł czas, by przyjrzeć się zarobkom w Lasach.

Nie jest to pierwszy sygnał, że premier, jako ekonomista, ma krytyczny stosunek do Lasów Państwowych, choć nigdy nie powiedział tego publicznie. "Jako ekonomista, Morawiecki ma z nimi na pieńku, bo to [...] firma, która zarabia krocie gospodarując majątkiem państwowym i mało oddając z tego w zamian" - mówił w 2017 roku reporter TOK.fm Jakub Medek.

Branża drzewna: LP to monopolista nie rozumiejący rynku

Konflikt z branżą drzewną eskalował wiosną 2020 roku, 22 maja w "Pulsie Biznesu" ukazał się materiał prasowy przygotowany przez Polską Izbę Gospodarczą Przemysłu Drzewnego, PKN EPAL i Stowarzyszenie Przemysłu Tartacznego pod tytułem "Lasy Państwowe niszczą polski przemysł drzewny". Rafał Szefler, dyrektor Polskiej Izby Gospodarczej Przemysłu Drzewnego, skarżył się, że przetwórcy drewna mają problem z dostępem do surowca.

"Brakuje drewna i dochodzi do tego w kraju, którego trzecią część stanowią lasy. Niestety ogromna większość lasów jest własnością państwa, a Lasy Państwowe prowadzą niezrozumiałą dla przetwórców drewna politykę podażową i cenową" - mówił Szefler.

Organizacje pisały, że LP, dyktując warunki na runku drewna z perspektywy monopolisty działają arbitralnie, bez wyczucia i zrozumienia mechanizmów rynkowych. "Pandemia i związane z nią zatrzymanie operacji rynkowych jest śmiertelnie niebezpieczne dla przetwórców drewna, ale brak dostępu do surowca jest równie groźny" - pisały organizacje.

Lasy Państwowe broniły się, że okresie pandemii przedsiębiorcy przestali kupować od nich surowiec, bo nie chcą zwiększać swoich strat przez produkcje "na magazyn" z powodu ograniczonego zbytu produktów. "Obecnie, gdy powoli wszystko wraca do »nowej normalności«, zapotrzebowanie na drewno znów rośnie, więc zwiększyliśmy jego pozyskanie odpowiednio do zamówień" - pisały w komunikacie prasowym LP.

Niezależnie od tego, kto miał rację w tym sporze, trzeba zaznaczyć, że nie był to pierwszy to konflikt LP z producentami z branży drzewnej. Podobnych napięć w okresie ostatnich kilkunastu lat było więcej.

Zarzuty o windowanie cen i reglamentowanie dostępu do surowca przedsiębiorcy drzewni stawiali LP m.in. w 2013 roku. W 2011 roku Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów nałożył na LP 1,5 mln zł kary za to, że te nadużywają pozycji dominującej na krajowym rynku hurtowej sprzedaży drewna.

Lasy Państwowe: "chcemy uczciwie wynagradzać ludzi"

W uwadze Morawieckiego, że być może warto by się przyjrzeć zarobkom w LP raczej nie chodziło o to, że są one za niskie. Według ostatniego - z 2020 roku - "Rocznika Statystycznego Leśnictwa" przygotowanego przez GUS, w 2019 roku przeciętne miesięczne wynagrodzenie w LP wynosiło 8 831 zł brutto. Rekordowe zarobki mają nadleśniczowie - w Polsce jest ich 430 - którzy mogą zarabiać nawet ok. 18 tys. zł.

Dla porównania, jak podał w grudniu 2020 Główny Urząd Statystyczny, średnie zarobki w gospodarce narodowej - w tym tzw. budżetówce - wynosiły w trzecim kwartale tego roku 5 294,35 zł brutto. Inny punkt odniesienia to np. średnie płace urzędników, które w 2019 roku wynosiły 5 018 zł brutto.

W tym kontekście warto przypomnieć raport NIK z 2016 roku, który mówił, że prawie połowa kosztów funkcjonowania Lasów to działalność administracyjna. Z kolei wydatki na hodowlę i ochronę lasów stanowiły tylko 13 proc. wszystkich kosztów - trzykrotnie mniej niż koszty zarządzania!

Lasy Państwowe w odpowiedzi wskazywały, że nie są częścią sektora budżetowego ani sektora finansów publicznych i że w związku z tym same się finansują. Kolejnym argumentem było to, że kadry LP "tworzą pracownicy niemal wyłącznie z wykształceniem wyższym, pełniący funkcje zarządcze" i to, że "nieustannie rośnie obciążenie pracowników LP nowymi zadaniami".

Prof. Wesołowski: "żyją jak pączki w maśle, a reszta społeczeństwa ma się tylko przyglądać"

"Chcemy uczciwie wynagradzać ludzi, stosownie do ich kompetencji, rozmiaru zadań i ponoszonej odpowiedzialności. Jeśli są inne podmioty, które zarządzają podobnie wielkim majątkiem, wymagają takich kwalifikacji i takiej odpowiedzialności, należą do największych przedsiębiorstw, pracodawców i podatników w kraju i prosperują dobrze bez sięgania po pieniądze podatników, a pracownicy są w nich dużo gorzej wynagradzani niż w LP – to problem nie jest w LP, lecz w tych podmiotach" - czytamy w stanowisku.

To prawda, LP nie są częścią budżetówki, bo utrzymują się same, głównie ze sprzedaży drewna, ale są firmą państwową i żyjącą z własności Skarbu Państwa, jakim są polskie lasy. Zaś argument "wyższego wykształcenia" jest o tyle nietrafiony, że w różnych sektorach "budżetówki" również pracuje wiele osób z dyplomami uczelni wyższych. W związku z tym trudno się dziwić, że wysokość zarobków w LP wywołuje kontrowersje.

„Nie ma drugiej takiej firmy, która w teorii wynajęta przez społeczeństwo do zarządzania wspólną własnością, w praktyce wszystko co wypracuje zużywa na swoje potrzeby. Żyją jak pączki w maśle, a reszta społeczeństwa ma się tylko przyglądać" - mówił OKO.press w 2017 roku prof. Tomasz Wesołowski, przyrodnik z Uniwersytetu Wrocławskiego.

Udostępnij:

Robert Jurszo

Dziennikarz i publicysta. W OKO.press pisze o ochronie przyrody, łowiectwie, prawach zwierząt, smogu i klimacie oraz dokonaniach komisji smoleńskiej. Stały współpracownik miesięcznika „Dzikie Życie”.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne