W wywiadzie dla Radia Maryja i TV Trwam 21 września 2017 premier Szydło powiedziała, że „nie słyszy głosów krytyki” wobec reformy edukacji, a szkoły muszą zatrudniać nowych nauczycieli. Jest dokładnie odwrotnie: reformę krytykują eksperci, związkowcy i rodzice, a ze szkół zwolniono już ok. 10 tys. nauczycieli

Premier Szydło w wywiadzie wypowiadała się także o reformie zdrowia („w tej chwili słyszę dobre opinie na ten temat”), sprawie uchodźców („żaden z krajów członkowskich nie wywiązał się ze zobowiązań”) oraz zarzucała Komisji Europejskiej szantaż, którego celem jest zmuszenie Polski do przyjęcia uchodźców. Wszystkie te opinie należą do stałego repertuaru polityków PiS.

Premier Szydło powtórzyła też, za minister edukacji, że reforma to wielki sukces:

Nie słyszę głosów, które by w jakikolwiek sposób krytykowały to, co wprowadziliśmy. Jest wręcz odwrotnie. W wielu miejscach wszyscy mówią, że trwa poszukiwanie nauczycieli. Szkoły musiały wręcz zatrudniać nowe osoby. To na pewno cieszy i wskazuje, że jest to dobrze przygotowana reforma przez minister Zalewską i cały zespół Ministerstwa Edukacji Narodowej.

Zrobiło nam się przykro: premier RP pozostaje tak dalece oderwana od rzeczywistości, że nie dociera do niej fala krytyki wymierzonej w przeprowadzaną przez PiS reformę edukacji, przez krytyków i opozycję nazywaną często „deformą”. Jednym z powodów krytyki — zwłaszcza ze strony nauczycieli oraz ich związków zawodowych — są zwolnienia nauczycieli.

Pisaliśmy o nich w OKO.press wielokrotnie i od dawna. Od wiosny nauczyciele przysyłają swoje zwolnienia do OKO.press. W sierpniu „Gazeta Wyborcza” policzyła, że w wyniku reformy ucierpiało już ok. 32 tysięcy nauczycieli i nauczycielek:

• 9 702 nauczycieli i nauczycielek straciło pracę,

• prawie 22 tys. straciło część etatu.

Jak wynika z danych od samorządów zebranych przez ZNP, najwięcej udokumentowanych zwolnień i redukcji etatów jest w województwach mazowieckim, małopolskim, wielkopolskim, łódzkim i lubelskim. Szczegółowe dane dla województw:

  • mazowieckie: 2 853 – w tym 2 164 zwolnień i 689 nieprzedłużonych umów na czas określony;
  • małopolskie: 1 116 – w tym 406 zwolnień i 710 nieprzedłużonych umów na czas określony;
  • wielkopolskie: 912 – w tym 409 zwolnień i 503 nieprzedłużonych umów na czas określony;
  • lubelskie: 844 – w tym 423 zwolnienia i 421 nieprzedłużonych umów na czas określony;
  • świętokrzyskie: 721 – w tym 203 zwolnienia i 518 nieprzedłużonych umów na czas określony;
  • pomorskie: 621 – w tym 178 zwolnień i 443 nieprzedłużone umowy na czas określony;
  • zachodniopomorskie: 569 – w tym 325 zwolnień i 244 nieprzedłużone umowy na czas określony;
  • łódzkie: 556 – w tym 224 zwolnienia i 332 nieprzedłożone umowy na czas określony;
  • dolnośląskie: 296 – w tym 159 zwolnień i 137 nieprzedłużonych umów na czas określony;
  • kujawsko-pomorskie: 279 – wszystkie to zwolnienia;
  • podkarpackie: 256 – wszystkie to zwolnienia;
  • śląskie: 248 – w tym 155 zwolnień i 93 nieprzedłużone umowy na czas określony;
  • warmińsko-mazurskie – 208 – w tym 161 zwolnień i 47 nieprzedłużonych umów na czas określony;
  • opolskie: 100 – wszystkie to nieprzedłużone umowy na czas określony;
  • lubuskie: 65 – wszystkie to nieprzedłużone umowy na czas określony;
  • podlaskie: 58 – wszystkie to nieprzedłużone umowy na czas określony.

Te informacje są sprzeczne z powtarzanymi od wyborów zapewnieniami rządu, że po likwidacji gimnazjów w szkołach przybędzie nawet 12 tys. etatów. Wciąż minister Anna Zalewska powtarza, że w kolejnych latach pracy przybędzie. Jej wyliczenia z sierpnia wskazują na 10 tys. nowych miejsc pracy. 

W czerwcu 2017 prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego tłumaczył: „Na terenie województwa samorządy zgłosiły, że mają np. 12 tysięcy godzin do obsadzenia. Kuratoria podzieliły je przez 18 godzin, czyli pensum i wychodziła im liczba opisywana jako nowe etaty. Ale w rzeczywistości stanowiska pracy dla nauczycieli obejmują czasem trzy godziny. Dla informatyków przewidziane są nawet jednogodzinne stanowiska, a to oznacza, że aby dobić do pensum musieliby oni mieć zajęcia w 18 szkołach”. W roboczych kalkulacjach MEN nie wziął pod uwagę nauczycieli zatrudnionych na niepełny etat, którzy w pierwszej kolejności będą dobierać wolne godziny. Nieufność rodziców wobec nowych szkół tworzonych po „wygaszanych” gimnazjach sprawiła też, że część z nich nie ruszyła – tym samym nie udało się uruchomić zapowiadanych miejsc pracy. 



Premier nie słyszała jednak głosów krytyki. A szkoda. Już na jesieni 2016 roku „deformę” odrzuciły wszystkie związki samorządowców, nie tylko wielkomiejska Unia Metropolii Polskich czy Związek Miast Polskich, ale także Unia Miasteczek Polskich, Związek Gmin Wiejskich RP, Związek Województw RP, a nawet Związek Powiatów Polskich, choć powiaty mają pod sobą najmniej zagrożone licea.


Nie słyszę głosów, które by w jakikolwiek sposób krytykowały to, co wprowadziliśmy. Jest wręcz odwrotnie. W wielu miejscach wszyscy mówią, że trwa poszukiwanie nauczycieli. Szkoły musiały wręcz zatrudniać nowe osoby.

Beata Szydło, Radio Maryja - 21/09/2017

fot. KPRM / Flikr


Jest dokładnie na odwrót, niż mówi premier


Protestowały środowiska naukowe, krytycznie reformę oceniają – wbrew słowom Zalewskiej – rektorzy uniwersytetów, nie mówiąc o ZNP, a nawet nauczycielskiej „Solidarności”, która domagała się opóźnienia deformy o rok.

sondażu „Faktów” TVN w kwietniu 2017 przeciw reformie edukacji było 60 proc. respondentów, zaś poparło ją tylko 37 proc. sondażu CBOS w maju 2017 – 62 proc. Polaków chciało przeprowadzenia referendum w sprawie reformy edukacji.

W sondażu IPSOS dla OKO.press z czerwca 2017 – 39 proc. badanych nie chciało reformy, a 38 proc. uznało, że trzeba ją przełożyć o rok. Jedynie 16 proc. opowiedziało się za wprowadzeniem zmian już we wrześniu 2017 roku.

Reforma edukacji powinna być: wprowadzana od września, przesunięta o rok, w ogóle nie wprowadzana. Odpowiedzi w proc. zwolenników PiS i pozostałych badanych.

Odpowiedzi zwolenników PiS
 
Odpowiedzi pozostałych badanych

Przypomnijmy na zakończenie argumenty przeciwko „deformie edukacji”. Jest ich sporo:

• likwidacja trzyletnich gimnazjów i powrót do ośmioletniej szkoły podstawowej spowoduje skrócenie edukacji ogólnej o rok – ze szkodą dla uczniów zwłaszcza z domów i środowisk o mniejszym kapitale kulturowym;

• szkoły podstawowe zamiast się wzmocnić osłabną, wiele z nich otworzy filie dla starszych uczniów (w budynkach po gimnazjach);

• ci, którym pracę uda się znaleźć w podstawówkach (rzadziej – liceach), będą musieli krążyć między kilkoma placówkami, żeby uzbierać jeden etat, czyli 18 godzin lekcyjnych w tygodniu;

• zamiast uczyć umiejętności program nauczania kładzie nacisk na opanowanie szczegółowej wiedzy z powiększonej liczby przedmiotów, słabnie podejście interdyscyplinarne;

• ograniczona zostaje m.in. rola projektu edukacyjnego jako nowoczesnej metody edukacji, uczącej pracy zespołowej i budującej kapitał społeczny;

• likwidacja gimnazjów pozbawia mniejsze miejscowości quasi centrów kultury i życia społecznego, podobnie działa polityka ograniczania roli szkolnych bibliotek;

• zespoły nauczycielskie w samodzielnych gimnazjach i wielu podstawówkach zostaną rozbite, a to one stanowią o jakości uczenia oraz poziomie opieki nad uczniami.

Może tym razem argumenty dotrą do pani premier — chociaż postawa rządzących wobec reformy edukacji świadczy raczej o tym, że słyszą tylko to, co chcą słyszeć.


Abonament na wolność słowa:


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym