Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.plFot. Sławomir Kamińs...

Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.

Przejdź do ankiety

Wcześniej za ujawnienie nazwiska pana Jerzego komitet wyborczy Nawrockiego dostał od prezesa UODO Mirosława Wróblewskiego upomnienie, a za ujawnienie nazwy DPS, w którym pan Jerzy obecnie mieszka – takież upomnienie dostał komitet Wyborczy Rafała Trzaskowskiego.

Przy czym Komitet Trzaskowskiego dane usunął i przeprosił za błąd, a komitet Nawrockiego – nie widział w swym działaniu niczego zdrożnego. Trzeba jednak pamiętać, że w tym czasie opinia publiczna i media dopiero uczyły się podstaw ochrony danych osobowych: danych pana Jerzego nie wolno powielać, nawet jeśli już ktoś je ujawnił. Powielanie takiej informacji tworzy dodatkowe zagrożenie dla osoby, której dane dotyczą.

Pan Jerzy w kampanii wyborczej

„Ujawnienie danych osobowych to są ogromne koszty, nie tylko finansowe. Pan Jerzy stał się przedmiotem publicznej debaty, a być może nigdy sobie nie życzył, aby być na ustach wszystkich Polaków” – mówi prezes UODO Mirosław Wróblewski w rozmowie z Leonardem Osiadło:

Przeczytaj także:

Sprawa komitetu wyborczego Karola Nawrockiego, w której decyzja została ogłoszona dziś, jest poważniejsza, choć także dotyczy kawalerki pana Jerzego.

Jak pamiętamy, chodziło o to, że kandydat na prezydenta przejął mieszkanie komunalne, wykupując je od starszego, samotnego człowieka za obietnicę opieki. W efekcie tej operacji pan Jerzy trafił do DPS, a właścicielami mieszkania stali się państwo Nawroccy. Kiedy w kampanii wyborczej sprawę zaczęły drążyć media, Nawrocki tuż przed wyborami w maju 2025 r. ogłosił, że mieszkanie przekazuje na cele dobroczynne.

Sprawa przejęcia tego mieszkania wzbudziła wątpliwości ABW, która w 2021 r. nie chciała początkowo dać Nawrockiemu poświadczenia bezpieczeństwa. Ostatecznie decyzję zmienił sam ówczesny szef ABW Krzysztof Wacławek, obecnie doradca prezydenta Nawrockiego.

O tym, na czym polega problem z dostępem, opowiadał Agnieszce Jędrzejczyk z OKO.press gen. Rapacki: „Weryfikacja w ABW była porządna. Bo skoro uznali, że Karol Nawrocki na mieszkanie nie miał pokrycia, to musieli sprawdzić jego finanse, rachunki bankowe itd. Tyle że zapadła decyzja polityczna, że ma dostać poświadczenie – i je dostał”.

Konferencja z papierami w siedzibie PiS

Zanim jednak Nawrocki mieszkanie oddał, jego komitet wyborczy bronił go z całych sił.

6 maja 2025 roku w siedzibie PiS na konferencji prasowej Przemysław Czarnek pokazał dokumenty dotyczące mieszkania (widzimy to na zdjęciu głównym). Były to: umowa przedwstępna sprzedaży, pełnomocnictwa oraz testament pana Jerzego. Dokumenty zawierały między innymi:

  • imiona i nazwiska stron umowy,
  • imiona rodziców,
  • numery PESEL,
  • numery i serie dowodów osobistych,
  • adresy miejsc zamieszkania,
  • informacje o sytuacji rodzinnej oraz o sposobie rozporządzenia majątkiem.

Były to dane nie tylko Karola Nawrockiego, ale kilkorga innych osób, w tym Marty Nawrockiej i pana Jerzego. Poza samym Karolem Nawrockim były to osoby prywatne, których prawa chroni Konstytucja i RODO. Ich dane można ujawnić tylko za ich zgodą lub w szczególnych, precyzyjnie wymienionych przez RODO sytuacjach – nic takiego nie miało tu miejsca.

Ujawniona dziś (zanonimizowana) decyzja prezesa UODO Mirosława Wróblewskiego zawiera opis postępowania wyjaśniającego. Dowiadujemy się z niego o sposobie rozumowania polityków PiS i ich stosunku do praw człowieka.

Czarnkowi kazali, więc wykonał

Przemysław Czarnek, profesor prawa konstytucyjnego wymieniany dziś jako kandydat PiS na premiera, przez swego pełnomocnika wyjaśnił, że nie miał zamiaru „ujawnienia jakichkolwiek danych osobowych widniejących na dokumentach”. Sam poseł dodał, że „w związku z tym zgodnie z instrukcjami i zapotrzebowaniem Komitetu Wyborczego wystąpił na konferencji prasowej i przedstawił okoliczności, o których przedstawienie był proszony i które wynikały z przekazanych mu dokumentów. Nie składał żadnych oświadczeń z własnej inicjatywy – wypowiedzi były zgodne z instrukcjami Komitetu Wyborczego”.

Komitet Wyborczy tę wersję potwierdził, ale nie uważał, by pokazywanie dokumentów było ujawnieniem danych osobowych osób niepublicznych. Dziennikarze nie dostali kopii dokumentów do rąk, tylko im je pokazano i odczytano im „fragmenty”. A dane osobowe pana Jerzego krążyły już w sieci w materiałach osiągających ogromne zasięgi i były dostępne przeciętnemu użytkownikowi internetu – wyjaśnił Komitet.

Tyle że – jak zauważył PUODO – chodziło o nazwisko, a nie o całą resztę. „Nie ma żadnego dowodu, by właściciel mieszkania sam wcześniej je publikował czy też na taką publikację się wyraził zgodę. Tymczasem w momencie ich ujawnienia na konferencji utracił nad nimi kontrolę. To samo dotyczy pozostały zainteresowanych – możliwości wykorzystania danych osobowych z krzywdą dla nich są dziś ogromne i każdego dnia coraz większe” – stwierdza PUODO w komunikacie.

Z wyjaśnień cytowanych w decyzji PUODO wynika, że komitet Nawrockiego jakby w ogóle nie miał tej świadomości. Uważał też, że prawa kandydata Nawrockiego mają pierwszeństwo przed prawami innych osób.

Komitet „musiał bronić Nawrockiego”

Komitet wyborczy Nawrockiego bronił się, że ujawnienie danych z dokumentów było niezbędne, gdyż interes kandydata na prezydenta był zagrożony. „Miało to [ujawnienie dokumentów z danymi] stanowić przeciwwagę dla formułowanych wobec kandydata na prezydenta negatywnych opinii mogących mieć wpływ na ostateczny wynik wyborów”.

Prezes UODO – jak czytamy w komunikacie – „rozumie powagę stawianych kandydatowi zarzutów”. Ale zauważa, że dokumenty spełniłyby swoją funkcję także zanonimizowane – z zaczernionymi danymi. Nie godzi się z tezą, że „zanonimizowane dokumenty nie wystarczyłyby do odparcia zarzutów. Owszem, dokumenty można i trzeba było zanonimizować. Dodatkowe ujawnione dane same w sobie nie przedstawiały żadnej konkretnej wartości informacyjnej istotnej z punktu widzenia celów konferencji prasowej”.

"Do pewnego stopnia rozumiem tłumaczenia posła Czarnka, że był interes publiczny w wyjaśnieniu tej sprawy – mówił prezes Wróblewski w cytowanej tu już rozmowie z OKO.press. – Ale przecież dało się to zrobić bez narażania tego człowieka na dalsze ryzyka. I mam tu na myśli nie tylko takie klasyczne ryzyko, finansowe, mogące wiązać się z kradzieżą tożsamości. Na przykładzie pana Jerzego widzimy, że przez ujawnienie danych osobowych można stać się przedmiotem publicznej debaty politycznej.

To jest człowiek, który być może nigdy sobie nie życzył, żeby być na ustach wszystkich Polaków i to ze szczegółami, dotyczącymi jego zdrowia, nałogów, relacji z rodziną".

W wywiadzie Wróblewski przypominał też:

„Nawet kiedy rozstrzygane są sprawy fundamentalne i pojawiają się emocje, to wtedy również trzeba dbać o dane osobowe. Chroni je nie tylko unijne rozporządzenie, ale także polska Konstytucja, która stanowi, że nawet w czasie stanu wojennego lub wyjątkowego nie można ograniczyć prawa do prywatności w większym stopniu niż w normalnych warunkach.

Czyli zawsze trzeba zadać sobie ten mały trud, żeby przemyśleć, jak zrealizować dany cel, na przykład poinformować o czymś opinię publiczną, ale jednocześnie chronić przy tym dane osobowe, poprzez np. proste ich zaciemnienie czy zasłonięcie.

I ten obowiązek ochrony danych osobowych pojawia się nie tylko w działalności publicznej, ale i w ochronie zdrowia, biznesie, w stosunkach handlowych czy obsłudze klienta. On jest dosłownie wszędzie".

PUODO: prawa kandydata nie są nadrzędne

„Prezes UODO wskazuje też, że poprzez przyjęcie nadrzędności interesów kandydata na Prezydenta RP Karola Nawrockiego, działający w jego imieniu Komitet Wyborczy nie wziął pod uwagę konsekwencji publikacji danych dla pozostałych osób, których te dane dotyczyły.

Przy tym pierwszeństwo interesów kandydata nie zostało poparte żadną analizą, która wskazywałaby na nadrzędny charakter jego interesów. Nie ma przy tym wątpliwości, iż ujawnienie danych osobowych właściciela mieszania stanowiło niezwykle silną i całkowicie niepotrzebną ingerencję w jego prawo do prywatności” – stwierdza Wróblewski w decyzji.

Kara nie jest bardzo wysoka. PUODO twierdzi, że wyliczył ją, stosując metodykę Europejskiej Radych Ochrony Danych Osobowych (EROD). W karach PUODO nakładanych na podstawie RODO nie chodzi o ściganie sprawców, ale przede wszystkim o zapobieżenie podobnym incydentom na przyszłość.

;
Na zdjęciu Bartosz Kocejko-Szukalski
Bartosz Kocejko-Szukalski

Wicenaczelny OKO.press, wcześniej kierował działem społeczno-gospodarczym. Redaktor, czasem pisze: o pracy, podatkach i polityce społecznej. W redakcji od 2017 roku. Pochodzi z Prabut w woj. pomorskim, mieszka w Warszawie na Grochowie i bardzo mu się tam podoba.

Komentarze