"Nie musimy mieć polityki, która jest zdominowana przez proces przemiany chłopca w faceta” - mówi socjolożka Elżbieta Korolczuk. Ale kampania prezydencka przypomina w 2020 roku rytuał przejścia - zarówno dla młodych kandydatów, jak i całej polskiej polityki

Są w podobnym wieku, sympatyczni, uśmiechnięci, chwalą się, że dogadają się z każdym. Rzuca się w oczy ich nieco chłopięcy urok. „To są chłopcy z siwym włosem. Ta kampania będzie pokazywać ich ucieczkę od chłopięcości” – uważa Tomasz Karoń, strateg polityczny, który w kampanii parlamentarnej współpracował z Lewicą.

Dziś nie są faworytami. Gdyby jednak do drugiej tury wyborów prezydenckich przeciwko Andrzejowi Dudzie dostał się któryś z nich (Szymon Hołownia, Robert Biedroń lub Władysław Kosiniak-Kamysz), mielibyśmy historyczne starcie o prezydenturę między dwoma czterdziestolatkami.

Polski „atak klonów”?

Nie wiemy na 100 procent, kto wystartuje w wyborach 10 maja – ktoś może nie zebrać podpisów, ktoś jeszcze może włączyć się do gry. W chwili oficjalnego rozpoczęcia kampanii wydaje się, że opozycyjną, demokratyczną stronę reprezentować będzie czworo kandydatów (alfabetycznie):

  • Robert Biedroń (1976)
  • Szymon Hołownia (1976)
  • Małgorzata Kidawa-Błońska (1957)
  • Władysław Kosiniak-Kamysz (1981)

Jest jeszcze Krzysztof Bosak (1982) wybrany przez Konfederację w prawyborach. Start zapowiada też Piotr Liroy Marzec (rocznik 1971, trudno przypuszczać, by udało mu się zebrać podpisy) i związany Tadeuszem Rydzykiem Mirosław Piotrowski (1966).

Uderza dominacja wśród kandydatów mężczyzn około czterdziestki o uroku grzecznego chłopca. I to zarówno w gronie kandydatów demokratycznej opozycji, jak i w całej stawce. W tej grupie między najmłodszym Bosakiem a najstarszym Dudą różnica wynosi ledwie 10 lat.

W prawyborach Demokratów w USA, które toczą się równolegle do polskich wyborów, mapa pokoleniowa jest zupełnie inna. Można zagłosować na:

  • zaangażowaną profesorkę-ekspertkę (Elizabeth Warren, rocznik 1949),
  • lewicowego działacza, któremu w końcu udało się zbudować ogólnokrajowy ruch społeczny (Bernie Sanders, 1941),
  • doświadczonego politycznego wyjadacza, byłego wiceprezydenta (Joe Biden, 1942),
  • znanego biznesmena i zarazem byłego popularnego burmistrza (Michael Bloomberg, 1942).

„Chłopiec” porównywalny z polskimi kandydatami jest jeden – były żołnierz, burmistrz średniego miasta i gej (Pete Buttigieg, 1982).

Czy ta różnica i zestaw kandydatów nad Wisłą mówią nam coś o Polsce i polityce w roku 2020?

Starsi w odstawkę, 40-latkowie dochodzą do głosu?

Andrzej Duda był pierwszym polskim prezydentem, który nie urodził się w latach 40. lub 50. Kosiniak-Kamysz byłby pierwszym urodzonym w latach 80.

Wiek prezydentów RP w dniu obejmowania urzędu 1990-2015 oraz hipotetycznych zwycięzców wyborów 2020

Kiedy spojrzymy na wiek kandydatów, widać, że coś się wydarzyło: są młodsi niż ci, których mieliśmy do wyboru w minionych latach.

Wiek kandydatów na prezydenta 1990-2020 (mediana)

„To moment odejścia w cień pokolenia, które brało udział w okrągłym stole” – komentuje dr hab. Elżbieta Korolczuk, socjolożka z Uniwersytetu Södertörn w Szwecji i Uniwersytetu Warszawskiego.

„Wciąż mają dużo do powiedzenia, ale raczej z kuluarów – jak Kaczyński. Następuje zmiana pokoleniowa. Do głosu dochodzą faceci, którzy są już w polityce od jakiegoś czasu, mają 10-15 lat doświadczenia, jak Biedroń czy Kosiniak-Kamysz, a teraz chcą grać pierwsze skrzypce”.

Mają mgliste reminiscencje z PRL-u, wspomnienia dzieci lub nastolatków, raczej nie dotyczą polityki, tylko kulturowo-społecznej scenografii. W latach 90. przechodzili przez liceum i studia, nie doświadczyli  – jak ich o kilka lat starsi koledzy – skutków gwałtownej zmiany ustroju, która, zwłaszcza w dużych miastach, dawała szansę na błyskotliwą karierę, jeśli znało się nieźle angielski oraz miało trochę sprytu i szczęścia.

Po raz pierwszy mogli głosować w wyborach prezydenckich 1995 roku (Hołownia i Biedroń, mało prawdopodobne, by wybrali wtedy Kwaśniewskiego, choć może Biedroń?) lub 2000 roku (Kosiniak-Kamysz). To pewna różnica z Andrzejem Dudą, który mógł głosować od 1990 roku i zapewne z większą uwagą śledził polityczne spory lat 90.

Kiedy Biedroń, Hołownia czy Kosiniak-Kamysz mówią, że chcą zakończyć spór polsko-polski sięgający korzeniami kłótni w gronie spadkobierców „Solidarności” – brzmią wiarygodnie. Bo to nie jest ich spór.

Gdy Polska wchodziła do Unii Europejskiej, ich rówieśnicy, a może i oni sami, podejmowali kluczową życiową decyzję: zarabiać na życie w Polsce czy zagranicą?

Nowy mężczyzna idzie po prezydenturę

„To nie jest rok 2015, kiedy młodość była w cenie” – ocenia Tomasz Karoń, „Andrzej Duda to była kandydatura młodości i werwy. »Jestem ambitny, a moja prezydentura będzie dynamiczna« – to był jego przekaz i to wystarczyło. Komorowski też chciał pokazać, że jest energiczny i na swoje nieszczęście wyszedł z Pałacu Prezydenckiego. Dziś już młodość nie wystarczy, trzeba będzie pokazać coś więcej”.

„W 2020 wyborów nie wygra młodzieniec” – twierdzi Karoń. „Jeśli wygra mężczyzna, to nowego typu.

Taki, co z niejednego pieca chleb jadł, umie sobie radzić w różnych sytuacjach, poruszać się między różnymi światami. Potrafi się podnosić po porażkach. Typ faceta-trzciny, a nie kowboj z reklam Marlboro”.

„Raczej sympatyczny niż twardy” – socjolożka Elżbieta Korolczuk zgadza się, że kandydaci na prezydenta starają się prezentować nowy typ męskości. Jednak jej zdaniem więcej w tym kreacji niż prawdy. „Stare wino w nowych bukłakach” – komentuje.

Najbardziej komicznie wygląda to jej zdaniem w przypadku Krzysztofa Bosaka. Ten „grzeczny chłopiec”, który zdobywa sympatię zdjęciami ze swojego ślubu (zdobywa też ogromne zainteresowanie, o czym pisze w OKO.press Anna Mierzyńska), jednocześnie promuje skrajnie tradycyjne wzorce kulturowe.

„Zmieniła się tylko forma, wciąż dominuje bardzo tradycyjna męskość ubrana w nowe ciuszki” – mówi Korolczuk. I dodaje: „Hołownia jest traktowany jako kandydat progresywny, a na Zachodzie załapałby się najwyżej na chadecję”.

„Tylko Biedroń stoi jasno po stronie progresywnej” – ocenia Korolczuk, ale kandydat Lewicy ma w kampanii kłopot. „Jego pozycja jest podwójnie trudna” – uważa Korolczuk. „Musi pokazać, że jest taki jak wszyscy, nie może być zbyt rewolucyjny, a jednocześnie musi przedstawić coś nowego”.

Od chłopca do mężczyzny

„To będzie kampania młodzieńców dojrzewających do roli męża stanu” – uważa Tomasz Karoń. Jego zdaniem w najbliższych tygodniach zobaczymy przemianę Szymona Hołowni, a przemianę Biedronia już obserwujemy.

Biedroń stopniowo rezygnuje z luzu właściwego mediom społecznościowym. Przedstawia poważną opowieść o kimś, kto poszukuje wspólnoty – jako chłopak z prowincji, gej. W końcu postanawia tę wspólnotę budować – jako prezydent.

Z kolei Hołownia pokazuje dojrzewanie do zrozumienia, że polityka jest ważna. Kiedyś zajmował się telewizją, ale teraz spoważniał i odkrył, że naprawdę istotne sprawy dzieją się gdzie indziej.

Kosiniak-Kamysz wychodzi poza przyjazne mu otoczenie ludowców, wiejski anturaż i szuka porozumienia między różnymi środowiskami.

Kampania prezydencka w 2020 roku pełni rolę rytuału przejścia? Korolczuk: „Nie obchodzi mnie to. Nie musimy mieć polityki, która jest zdominowana przez proces przemiany chłopca w faceta”.

„Żaden z nich nie mówi: stare podziały nie mają znaczenia, bo spłoniemy. Nie mówią, że niedługo rynek pracy będzie wyglądał zupełnie inaczej. Żaden nie ma nowej wizji rzeczywistości” – punktuje socjolożka.

Zauważa też, że kandydaci są skrojeni pod potrzeby mediów. Rządzi nimi starsze pokolenie, ale 40-latkowie wiedzą, jak z mediów korzystać: „Hołownia przyszedł z mediów. Bosak – dobrze wypada, choć opowiada rzeczy horrendalne. Biedroń to budzący kontrowersje «człowiek z historią», media takich lubią”.

Anna Mierzyńska pisze w OKO.press, że na razie Biedroń i Hołownia w mediach społecznościowych, budzą większe zainteresowanie niż wśród komentatorów.

Kidawa-Błońska kontra młode koguty

Ten pokoleniowy rys kampanii prezydenckiej dostrzega sztab Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Podczas ostatniej konwencji Platformy Obywatelskiej kandydatka świadomie dystansowała się od młodych konkurentów, parafrazując stary bon mot Andrzeja Celińskiego o „spoconych facetach w pogoni za władzą”:

„Mam dość walk kogutów i młodych panów, którzy ciągle zdenerwowani boją się o swoją przyszłość” – mówiła podczas konwencji Platformy Obywatelskiej 8 lutego 2020. Opisała siebie jako doświadczoną, poważną panią domu, która go przewietrzy posprząta, zajrzy pod dywany, wymieni stare meble i sprzęty na nowe.

Socjolożce Elżbiecie Korolczuk ta metafora niezbyt się podoba: „Kidawa-Błońska występuje w roli cioci, która będzie podejmowała tych facetów herbatką. Mogłaby nie stawiać się w roli osoby, która ma funkcje opiekuńcze, tylko mówić o swojej wizji. Pytanie,czy ją ma”.

Czy płeć kandydatki PO może być atutem – zwłaszcza w starciu z kilkoma 40-letnimi mężczyznami? Nasi rozmówcy uważają, że tak. Jednak Kidawa-Błońska musiałaby wyjść z roli gospodyni i matki.

„Bycie kobietą w polityce zawsze ma znaczenie. Faceci są naturalnym gatunkiem na >>szerokości geograficznej polityki<<, kobiety wciąż są traktowane jako nowe, choć są polityce od kilkudziesięciu lat” – mówi Korolczuk. Jako kontrprzykład socjolożka podaje Angelę Merkel – to typ „matriarchini”: „Miała konkretną wizję i starała się ją wprowadzać w koncyliacyjny sposób. Bardzo mocno się odcięła od poprzednich przywódców. Mówiła: gram na swoim podwórku, na swoich zasadach”.

Tomasz Karoń uważa, że płeć to największy atut Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Pod warunkiem jednak, że otoczy się innymi kobietami i będzie pokazywać różne modele kobiecości, postawi w kampanii na Barbarę Nowacką, Katarzynę Lubnauer, Aleksandrę Gajewską.

Kogo wybierze 35-letnia Polka

W starciu z podobnymi do siebie generacyjnie i wizerunkowo kontrkandydatami Kidawa-Błońska ma oczywiste atuty: jest inna, z większym doświadczeniem życiowym i politycznym, jest kreowana na osobę, której nie napędzają osobiste ambicje i przerost ego, tylko kobieca troska o „nasz wspólny, polski dom”. Ale jest i druga strona tego medalu: polityczka Platformy odróżniając się od młodszych przeciwników, musi jednocześnie przemówić do wyborców z ich pokolenia. Z tym może mieć kłopot.

Kiedy w październiku 2019 r. w badaniu Ipsos dla OKO.press pytaliśmy, kto byłby najlepszym kandydatem Koalicji Obywatelskiej na prezydenta, Małgorzata Kidawa-Błońska przegrywała z Donaldem Tuskiem we wszystkich grupach wiekowych. Ale wśród 40-latków przegrywała najbardziej.

Elektoratowi Lewicy zaproponowaliśmy wybór między Robertem Biedroniem a Adrianem Zandbergiem. Wśród 30- i 40-latków przewaga Biedronia była miażdżąca: 66/62 proc. do 26 proc. Również najmłodsi wyborcy Lewicy byli przekonani do Biedronia: 61 proc. (Było to jeszcze przed słynnym sejmowym „kontrexposé” Zandberga).

To kluczowe grupy dla wyniku majowych wyborów. Osoby w wieku 35—39 lat to najliczniejsze roczniki w dzisiejszej Polsce: 3,2 mln osób. Zaraz za nimi są nieco młodsi: 30—34 (3 mln) i nieco starsi 40—44 (2,9 mln). Osoby w wieku 45—49 to 2,5 mln, w wieku 60—64 lata (2,8 mln).

Dziś w Polsce najwięcej jest osób mających 35 lat (672 tys.).

Andrzej Duda w 2015 roku w pierwszej turze zdobył 5,1 mln głosów (34 proc.), a w drugiej – 8,6 mln. Teoretycznie wystarczy więc zgarnąć głosy wszystkich osób w wieku 30—44 i wygrana jest kieszeni. Gdybyśmy głosowali na osoby podobne do nas wiekiem, to Hołownia, Biedroń i Kosiniak-Kamysz mieliby dużo większe szanse niż Małgorzata Kidawa-Błońska.

Ale to oczywiście nie takie proste.

W 2015 roku w grupie 30-39 lat najwięcej głosów zdobył Bronisław Komorowski (30,8), następnie Paweł Kukiz (29,9 proc.) i dopiero Andrzej Duda (26,3 proc.). Wśród 40-latków Duda i Komorowski de facto zremisowali, odpowiednio: 35,4 proc. i 34,6 proc. W dodatku w drugiej turze jedyne dwie grupy wiekowe, w których wygrał Komorowski, to 30- i 40-latkowie.

W ostatnich wyborach parlamentarnych frekwencja wśród wyborców w wieku 40-49 lat wyniosła aż 75,7 proc., 30-39 lat – 60,3 proc. O politycznym losie kandydujących 40-latków zdecydują więc ich rówieśnicy. Wybory prezydenckie będą również testem, czy potrzeba zmiany generacyjnej w polskiej polityce głoszona przez wielu obserwatorów i komentatorów, jest również potrzebą wyborców. Szansę na drugą turę mają i Władysław Kosiniak-Kamysz (małą),  i Małgorzata Kidawa-Błońska (dużą). W maju możemy mieć więc najmłodszego (39 lat) bądź najstarszego (63 lata) prezydenta w historii III RP.

Kandydaci obiecują. OKO.press rozlicza.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Redaktorka, publicystka. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. Dumna z mazowiecko-podlaskich korzeni. W OKO.press pisze o mediach, polityce polskiej i zagranicznej oraz prawach kobiet.


Komentarze

  1. Mariusz Sanowski

    Czemu ma służyć ten artykuł? Przedstawić męskich nie-POwych kandydatów jako niedojrzałych?

    Na pewno nie oddam głosu na starą kwokę, która sama nie wie CZY i JAKIE ma poglądy (a jak się już uda do jakichś dokopać, to są równie spierdzidlone co u PiS), zło widzi wybiórczo (np. homofobię Kempy wytknęła, na dehumanizujący festiwal szczucia KK była ślepa i/lub siedziała cicho) i sama w pierwszym rzędzie z Dudą klęczała ostatnio przed Głódziem.

    Drugą turę sobie na pewno daruję. PO to obecnie druga najobrzydliwsza partia w kraju. Nie będzie głosowania na "mniejsze zło", bo to będzie komunikat, że godzę się na jakiekolwiek zło i nie będzie bodźca do zmian.

  2. Andrzej Maciejewicz

    Najwyższy czas na zmianę pokoleniową. Żeby tylko \"młodości\" towarzyszył rozsądek. Z tym jest gorzej. Kandydatura Hołowni – wtyczka Krk, Liroja – kompromitacja, wzbudzają u mnie duże obawy. Jest absurdalne, aby teraz, gdy potrzebni są energiczni, wytrzymali fizycznie i psychicznie bojownicy, w ławach parlamentarnych zasiadali niemal osiemdziesięciolatkowie, a prezydentem była emerytka. Śmiali się Polacy z Breżniewa i Czernomyrdina (?) tymczasem nasz parlament przypomina sanatorium geriatryczne.

  3. Paweł Zając

    Kosiniak-Kamysz, nie dlatego że podobny wiek, ale przynajmniej jest poważny, katolik, doktor, polak, niezależny od popisu, zdolny do kompromisu i nie jest głupi.
    Kidawa to wojna z PiSem, brak kompetencji i przedstawicielka skompromitowanych pseudo elit.
    Biedroń to błazen i na dodatek nie jest facetem ani kobietą.
    Hołownia to błazen do kwadratu.
    Bosak nie uzyska poparcia aby wygrać z Dudą, kandyduje dla partii.
    No i obecny prezydent Juda. Duże dziecko, kierowane przez wszystkich, Jarka, żydów, Trumpka. Mocny w gębie na wystąpieniach w remizach czy szkołach, już lepiej żeby go zastąpiła jego żona.

Masz cynk?