Ministerstwo Finansów w strategii budżetowej wskazuje na szereg problemów polskiej gospodarki, o których Mateusz Morawiecki i Jarosław Kaczyński nie lubią mówić głośno. Resort opublikował „Wieloletni plan finansowy państwa na lata 2019-2022”. Program konwergencji, który zawiera, nie pasuje do propagandy sukcesu

Opublikowany 16 kwietnia 2019 przez Ministerstwo Finansów Wieloletni plan finansowy państwa na lata 2019-2022 analizuje bieżącą sytuację finansową Polski i jej perspektywy w obliczu zmieniających się tendencji wewnętrznych i zagranicznych. 

  • Co to jest Wieloletni Plan Finansowy Państwa

    Fragment ze wstępu do WPFP:

    „W dniu 23 kwietnia 2018 r. Rada Ministrów przyjęła Wieloletni Plan Finansowy Państwa na lata 2018-2021.

    Obowiązek przygotowywania Wieloletniego Planu Finansowego Państwa (WPFP) wynika z art. 104 ustawy o finansach publicznych. Począwszy od 2014 r. WPFP jest opracowywany w nowym układzie i składa się z:

    1. Programu konwergencji, do którego przygotowania Polska jest zobowiązana zgodnie z art. 7 rozporządzenia Rady UE 1466/97.

    2. Określenia celów głównych funkcji państwa wraz z miernikami stopnia ich realizacji.

Dokument powstaje przede wszystkim na potrzeby Komisji Europejskiej, więc można z niego wyczytać rzeczywistą ocenę stanu polskiej gospodarki, której nie znajdziemy w propagandowych wystąpieniach premiera Mateusza Morawieckiego czy prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego.

Najważniejszą częścią planu jest Program konwergencji, czyli bieżące wnioski i cele ustalane rok do roku. Resort finansów, kierowany przez minister Teresę Czerwińską wprost mówi tam o problemach, które wielokrotnie podnosili niezależni analitycy, media spoza prorządowej bańki oraz przedstawiciele opozycji.

  • Co to jest program konwergencji

    Fragment ze wstępu do programu:

    „Państwa członkowskie Unii Europejskiej przedkładają co roku Komisji Europejskiej i Radzie Ecofin aktualizacje programów stabilności lub konwergencji. Na podstawie analizy tych dokumentów Rada Ecofin wydaje następnie zalecenia dla polityk gospodarczych państw członkowskich, które należy uwzględnić przy projektowaniu budżetów na kolejny rok.

    W opinii z 13 lipca 2018 r. do ubiegłorocznej aktualizacji Programu konwergencji Rada Ecofin zaleciła Polsce:

    • zapewnienie, by w 2019 r. nominalne tempo wzrostu wydatków pierwotnych netto sektora instytucji rządowych i samorządowych nie przekroczyło 4,2 proc., co odpowiadałoby rocznej poprawie wyniku strukturalnego o 0,6 proc. PKB,
    • podjęcie działań w celu zwiększenia efektywności wydatków publicznych, w tym przez poprawę procesu budżetowego.

    Niniejszy Program konwergencji (dalej jako Program) przedstawia średniookresową prognozę sytuacji gospodarczej Polski i jej finansów publicznych do 2022 r. Stanowi on zarazem część, przyjętego przez Radę Ministrów, Wieloletniego Planu Finansowego Państwa (WPFP) opracowywanego na podstawie ustawy z dnia 27 sierpnia 2009 r. o finansach publicznych. WPFP będzie podstawą przygotowania projektu ustawy budżetowej na rok 2020.

Zbliża się koniec koniunktury

Polska gospodarka rozwija się bardzo szybko, ale ma to swoje granice.

„Wszystko wskazuje na to, że w ujęciu cyklu wzrostowego osiągnięty został górny punkt zwrotny, co oznacza początek fazy cyklicznego spowolnienia” – pisze Ministerstwo Finansów.

Wynika to z faktu, że rok 2018 był drugim z kolei, w którym produkt krajowy brutto (PKB) rósł szybciej (5,1 proc.), niż produktywność (4 proc.). Oznacza to, że w następnych latach musimy się liczyć z korektą. To jednak naturalna kolej rzeczy, choć też przypomnienie, by nie traktować PKB jako zawsze obiektywnej miary bieżącej sytuacji gospodarczej.

Większym niebezpieczeństwem jest wolniejszy niż przewidywano wzrost w USA i Chinach, a co za tym idzie spadek koniunktury na rynku europejskim. Ministerstwo Finansów wskazuje też na niebezpieczeństwo, jakie dla handlu międzynarodowego niesie „wzrost protekcjonizmu w polityce handlowej USA”, forsowany przez prezydenta Donalda Trumpa.

Źródłem niepewności na rynkach jest także Brexit.

„W efekcie spowolniło również tempo wzrostu wolumenu polskiego eksportu towarów i usług”.

Tam, gdzie rośnie niepewność, skłonność do inwestowania spada, napędzając dalsze obniżenie koniunktury. Spowolnienie lub kryzys w naturalny sposób obciążają sieć zabezpieczeń społecznych.

Nowe transfery ze strony rządu („Nowa Piątka” czy zapowiadana kontynuacja programu „wyprawki szkolnej” dla każdego dziecka) nie przygotowują budżetu na tę okoliczność.

Polskie społeczeństwo się starzeje

„Oczekiwany jest w horyzoncie prognozy dalszy spadek liczebności ludności ogółem” – mówi program konwergencji. Wymienione powody to niska dzietność oraz wzrost oczekiwanej długości życia.

„Pogorszeniu ulegnie współczynnik obciążenia demograficznego, czyli relacja między liczbą ludności w wieku poprodukcyjnym (65 lat i więcej) wobec liczby ludności w wieku produkcyjnym (czyli w wieku 15-64 lata)”.

W roku 2070 roku, zgodnie z prognozami grupy roboczej ds. starzenia się ludności (AWG) unijnego Komitetu Polityki Ekonomicznej, współczynnik ten wzrośnie z 23,7 proc. w 2016 roku do 62,2 proc. Oznacza to, że 65 lat i więcej będzie miał co trzeci Polak.

Mimo że ministerstwo zna te dane, rząd zdecydował się na obniżenie wieku emerytalnego. Rozwiązaniem ma być utrzymanie seniorów na rynku pracy. „W polskim systemie emerytalnym określa się jedynie minimalny wiek emerytalny, możliwe jest dalsze kontynuowanie aktywności zawodowej, co premiowane jest znaczącym wzrostem wysokości przyszłych świadczeń” – pisze resort.

Dokument przyznaje jednak, że to efekt sytuacji na rynku pracy i głodowych emerytur, a nie strategii polityki społecznej. „Duży popyt na pracę, również tę mniej wykwalifikowaną i gorzej opłacaną, wspierany niską stopą zastąpienia [stosunek ostatniej pensji do pierwszej emerytury – red.] przekłada się odraczanie decyzji przejścia na emeryturę i utrzymuje aktywność zawodową na stałym poziomie” – przyznaje ministerstwo. Czyli w pracy Polacy i Polki zostaną „dobrowolnie”, ale pod przymusem ekonomicznym.

Zbyt mało pracujących

Problemu starzenia nie łagodzi fakt, że wśród ludności w wieku produktywnym, Polska na tle Europy ma duży odsetek osób, które nie mają pracy i jej nie szukają. Wskaźniki aktywności zawodowej plasują Polskę w ogonie Europy.

Jak pisał dla OKO.press Łukasz Komuda, na początku 2018 roku zajmowaliśmy 21. miejsce wśród 28 państw Unii Europejskiej uszeregowanych od najwyższego do najniższego WAZ.

Wszystkie kraje, z jakimi zwykliśmy się porównywać – Czechy, Węgry, Słowacja czy nawet Hiszpania – mają ten wskaźnik na wyższym poziomie.

Według prognoz sytuacja ta nie zmieni się przez najbliższe półwiecze, a nawet nieznacznie spadnie.

Nasz kraj przypomina i przypominać będzie jeszcze bardziej kraje uboższego europejskiego południa niż bogatej północy. Nawet na tle regionu wyglądamy słabo. Wśród zapowiedzi rządu brak jednak rozwiązań, które miałyby odpowiedzieć na ten problem. 

Bez Ukraińców nie dalibyśmy rady

„Napływający pracownicy z Ukrainy również w istotny sposób zwiększają podaż pracy w kraju i pomagają zaspokoić rosnący popyt na nią” – przyznaje Ministerstwo Finansów, mimo że rząd wolałby zamiatać kwestię migracji pod dywan.

„Zasoby podaży pracy nie są jednak nieograniczone, a tak zwana elastyczność rynku pracy trudna do oszacowania” – kontynuuje. 

Co by się wydarzyło, gdyby obywatele Ukrainy przestali do nas przyjeżdżać albo zdecydowali się na wyjazd do bardziej rozwiniętych gospodarek? Resort Teresy Czerwińskiej ostrzega, że konkurencja o pracownika za pomocą wyższych wynagrodzeń doprowadzi do inflacji, a co za tym idzie – spowolnienia wzrostu PKB. Nie słychać niestety o żadnych zachętach lub choćby przyjaznych gestach wobec pracujących migrantów.

Domknięcie luki VAT nie starczy na „Piątkę PiS”

Premier Mateusz Morawiecki lubi chwalić się zamykaniem „luki VAT”. Gdy rządzili Donald Tusk, a potem Ewa Kopacz, luka wzrosła od 8,9 proc. w 2007 roku (początek kryzysu ekonomicznego) do 25,7 proc. w szczytowym 2013 roku, potem zaczęła znów spadać, choć nieznacznie.

Rząd PiS zmniejszył ją o połowę. „Jednak mimo istotnej poprawy w ostatnich trzech latach (2,1 pkt. proc. PKB) relacja dochodów podatkowych do PKB jest wciąż niższa w porównaniu z sytuacją sprzed kryzysu” – podsumowuje resort.

Wciąż zawyżamy nieco unijną średnią. Pod względem ściągalności tego podatku gorzej jest na Węgrzech, Bułgarii, Czechach, Litwie, Słowacji, Włoszech, Grecji i Rumunii. Nawet ścigając się z naszym regionem, Morawiecki musi jeszcze sporo nadrobić względem Estonii czy Słowenii. Morawiecki zapowiada, że „Piątka PiS” będzie finansowana po części właśnie z dalszego łatania systemu fiskalnego.

W 2020 roku ma to przynieść budżetowi kolejne 7,9 mld zł. Resort finansów zakłada też, że dzięki wyższej ściągalności składek ZUS przybędzie 1,7 mld zł, a z uszczelnienia opłaty recyklingowej – 1,4 mld.

To jednak pokryje ułamek potrzeb. Nowy pakiet PiS-u kosztować ma bowiem nawet 40 mld zł.

Tego wszystkiego wyborcy nie dowiedzą się jednak z „przekazów dnia”, które fundują nam politycy PiS. A 91-stronicowy dokument ministerstwa finansów przeczytają raczej nieliczni.


Maciek Piasecki (1988) – studiował historię sztuki i dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim. Pisze o relacjach między kulturą a sprawami społecznymi, radykalizmie politycznym czy dyskryminacji w dostępie do usług publicznych. Debiutował w „Machinie”, publikował m.in. w „Wysokich Obcasach”, „Dwutygodniku” i „VICE”. Prowadzi wolontariat „Kotexpol”, który pomaga w opiece nad kotami, promując adopcję ze schronisk.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym