Prokurator odmówił wszczęcia postępowania w sprawie niesławnego kazania abp. Marka Jędraszewskiego z 1 sierpnia, w którym mówił o „tęczowej zarazie”. Bardzo starał się tłumaczyć biskupa, który użył - według skarżących - faszystowskiej retoryki porównując grupę ludzi do zarazy. Przyzwolenie na mowę nienawiści stanowi wstęp do fizycznej przemocy

O tym, że prokurator „nie dopatrzył się znamion czynu zabronionego” w wypowiedziach abp. Jędraszewskiego podczas głośnego kazania wygłoszonego 1 sierpnia — w rocznicę Powstania Warszawskiego — media poinformowały 17 października. 

Przypomnijmy: podczas homilii w bazylice Mariackiej w Krakowie z okazji 75. rocznicy Powstania Warszawskiego stwierdził:

„Czerwona zaraza już po naszej ziemi całe szczęście nie chodzi, co wcale nie znaczy, że nie ma nowej, która chce opanować nasze dusze, serca i umysły. Nie marksistowska, bolszewicka, ale zrodzona z tego samego ducha, neomarksistowska. Nie czerwona, ale tęczowa.

W imię tak zwanych rządów prawa można krzywdzić. Największa tolerancja, a jednocześnie szczyt nietolerancji.

Na ustach głoszących tolerancję pojawiają się przemoc, poniżanie, szyderstwo z najświętszych znaków: Matki Bożej Częstochowskiej, a w ostatnich dniach z symbolu Polski Walczącej. Pamięć o mogiłach każe nam zdobywać się na sprzeciw i bronić autentycznej wolności”.

Było to kolejne (i nie ostatnie) z długiej serii publicznych wypowiedzi arcybiskupa, które wzbudziły oburzenie dużej części opinii publicznej. 

„Trudno uwierzyć, że w rocznicę Powstania Warszawskiego arcybiskup korzysta – zapewne mimowolnie – z faszystowskiej retoryki. Do chorób i zarazy porównywali Żydów naziści podczas II wojny światowej”

pisaliśmy wówczas w OKO.press.

Podczas marszu równości w Płocku 10 sierpnia uczestnicy krzyczeli „Nie jesteśmy zarazą!”. Z sondażu dla OKO.press we wrześniu 2019 roku wynikało, że 34 proc. Polaków uznało słowa Jędraszewskiego za „oburzającą bzdurę”. A tylko 21 proc. stwierdziło „brawo, że ostrzega”. Byli to w przytłaczającej większości wyborcy PiS.

Co wiadomo o decyzji prokuratury

Zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa przez abp. Marka Jędraszewskiego zostały złożone przez blisko 20 osób.

Zdaniem zawiadamiających arcybiskup miał:

* nawoływać do nienawiści na tle różnic m.in. etnicznych czy narodowościowych;

* znieważać ze względu na orientację seksualną;

* propagować faszyzm;

* pochwalać faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa.

O takich zarzutach wiadomo z mediów.

Prokurator broni słów „tęczowa zaraza”

Prokurator odpowiedział na nie następująco:

* według prokuratury słowa arcybiskupa „nie stanowiły zagrożenia dla życia i zdrowia”, a samo zagrożenie uznał za ”abstrakcyjne” i „nieokreślone”;

* w „tęczowej zarazie” nie można dopatrzeć się propagowania faszyzmu (lub innego totalitaryzmu), gdyż jest to, zdaniem prokuratury, wniosek zbyt daleko idący;

* w kodeksie karnym nie ma zapisów karzących za wzywanie do nienawiści ze względu na orientację seksualną (są za np. różnice narodowościowe i etniczne).

Trzeba dodać, że prokurator formalnie miał w ostatnim punkcie rację.

W Polsce karalne jest nawoływanie do nienawiści na tle rasowym, wyznaniowym, etnicznym i narodowym, ale ze względu na orientację seksualną czy tożsamość płciową już nie. 

Publiczne znieważanie grupy

Polski ustawodawca nie posługuje się terminem „mowy nienawiści”, niemniej polski kodeks karny przewiduje karanie tego rodzaju zachowań:

* nawoływanie do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych, lub ze względu na bezwyznaniowość (art. 256 kk);

* publiczna zniewaga grupy ludności lub poszczególnej osoby z powodu jej przynależności etnicznej, rasowej, wyznaniowej, lub z powodu bezwyznaniowości, naruszanie nietykalności cielesnej z tych samych powodów (art. 257 kk).

W lipcu 2019, po licznych publicznych przykładach mowy nienawiści związanej z orientacją seksualną — m.in. opublikowaniu przez „Gazetę Polską” naklejek z hasłem „Strefa wolna od LGBT” — OKO.press apelowało, żeby wprowadzić zmiany do kodeksu karnego.

Cytowaliśmy wówczas opinie ekspertów twierdzących, że przyzwolenie na mowę nienawiści stanowi wstęp do fizycznej przemocy. Można więc uznać, że mowa nienawiści wobec osób LGBT+ — zwłaszcza słowa arcybiskupa w czasie kazania, a więc człowieka o wysokim statusie i prestiżu — sprowadzają na te osoby zagrożenie. 

Ponieważ agresja wobec osób LGBT+ stanowiła składowy element faszystowskiego lub/i totalitarnego państwa — jak pisała w OKO.press w lipcu 2019 roku karnistka prof. Monika Płatek — propagowanie nienawiści wobec osób LGBT+ według niej można uznać za propagowanie nieodzownego, składowego elementu państwa totalitarnego.

PiS i kościół pod parasolem

O ile w Polsce zdarzają się wyroki skazujące za mowę nienawiści — m.in. wobec Żydów czy muzułmanów — nie skazano za nie ani polityka o ponadlokalnym znaczeniu, ani biskupa Kościoła katolickiego. 

Prokuratura systematycznie umarza takie sprawy. We wrześniu 2019 umorzyła np. sprawę antyuchodźczego spotu PiS, straszącego imigrantami. Pełen przekłamań i manipulacji klip miał przekonać oglądających o wiszącym nad Polską zagrożeniu napływem uchodźców i migrantów z państw muzułmańskich.

Jak demonstrowały szybko zmieniające się obrazy, uchodźcy i migranci niosą ze sobą wojnę, przemoc, terroryzm i chaos. Wniosek w tej sprawie do prokuratury złożył Rzecznik Praw Obywatelskich. 

Zdaniem prokuratury spot nie miał na celu wzbudzenia nienawiści ani nakłaniania do negatywnych uczuć, a był jedynie wyrazem poglądu autorów na kwestie migracji.

Nie doszło także nigdy ani do oskarżenia, ani nawet do przesłuchania biskupów w sprawach związanych z ukrywaniem przez Kościół pedofilii wśród księży. Kiedy w czerwcu 2019 abp Stanisław Gądecki nie wydał prokuraturze dokumentów w sprawie księdza pedofila — na wezwanie odpowiedział, że są już w Watykanie — prokurator uwierzył na słowo i nie przeszukał kurii.

Nie dziwi nas więc, że także w sprawie homofobicznego nienawistnego kazania abp. Jędraszewskiego prokurator wykazał nadzwyczajną wyrozumiałość wobec hierarchy.

Pilnujemy rozdziału Państwa od Kościoła.
Daj na tacę OKO.press.

Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Komentarze

  1. Mateusz Głazowski

    Na nieszczęście rządzących postanowienie "prokuratora wazeliniarza" będzie zaskarżone. Gdyby się okazało, że miłość do Jędraszewskiego jest silniejsza od poczucia praworządności i moralności, pozostaje skarga do ETS. Nie jesteśmy pozbawieni ochrony.

Masz cynk?