0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: 20.09.2021 Gdansk , al. Jana Pawla II . Szpital sw. Wojciecha . fot. Bartosz Banka / Agencja Wyborcza.pl20.09.2021 Gdansk , ...

W niedzielę, 17 maja 2026 roku, działacze skrajnie antyaborcyjnej Fundacji Życie i Rodzina kolejny raz protestowali pod gdańskim Szpitalem św. Wojciecha.

Podobne zgromadzenia fundacja prowadzona przez Kaję Godek organizuje w Gdańsku od końca zeszłego roku, zapowiadając, że nie przestanie, dopóki personel Szpitala na Zaspie będzie przerywać ciąże.

Fundamentaliści domagają się tym samym niewywiązywania się przez placówkę ze zobowiązań wynikających z kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia. W prowadzonym przez spółkę COPERNICUS szpitalu wykonywane są bowiem zgodne z obowiązującym prawem, legalne aborcje. Usuwa się tu ciąże, których kontynuacja stanowiłaby zagrożenie dla zdrowia lub życia osoby w ciąży oraz te pochodzące z czynów zabronionych.

Dziecko na front

Analogicznie jak w poprzednich miesiącach, również tym razem uczestnicy zgromadzenia prezentowali pod oknami placówki bannery z drastycznymi zdjęciami przedstawiającymi zakłamany obraz aborcji czy porównującymi przerywanie ciąży do działania niemieckich nazistów podczas II wojny światowej.

Przeczytaj także:

Swoją manifestację prowadzili bezpośrednio przed głównym wejściem do szpitala, skazując tym samym na kontakt z krwawymi transparentami nie tylko osoby potrzebujące pomocy medycznej i zmierzające do szpitala, ale także przypadkowych, niezainteresowanych wydarzeniem przechodniów – a więc potencjalnie również dzieci.

Działacze fundacji Kai Godek, choć podkreślający raz za razem swoją troskę o najmłodszych, zdawali się jednak nie zważać na ich dobro. Świadczyło o tym nie tylko narażanie przypadkowych dzieci na traumatyzujące widoki, ale również celowe wystawianie córki jednej z manifestujących na czoło protestu, by ta współprowadziła comiesięczne modły.

Dziewczynka, towarzysząc organizującym zgromadzenie osobom, otrzymała mikrofon i wraz z przewodzącą różańcowi kobietą recytowała raz za razem wyuczone religijne formułki.

Nikt nie poinformował, czy dzieje się to za jej zgodą. Nikt nie dodał również, z jakiego powodu dziecko w wieku szkolnym zostaje umieszczone na głównym planie fundamentalistycznego zgromadzenia. Słowem nie wspomniano o tym, czy dziewczynka może liczyć na wsparcie psychologa w tej z dużym prawdopodobieństwem stresującej dla niej sytuacji.

Antyaborcjonistom w wykorzystaniu do realizacji swoich celów nieświadomego potencjalnego niebezpieczeństwa dziecka nie przeszkodził również fakt, że wydarzenie jest transmitowane na żywo w mediach społecznościowych, a po zakończeniu transmisji jej zapis pozostaje – wraz z wizerunkiem małoletniej – ogólnodostępny w sieci.

Brak reakcji

Przedstawiciele Fundacji Życie i Rodzina kolejny raz emitowali bardzo głośne, uciążliwe dźwięki. Obecni na miejscu zgromadzenia funkcjonariusze policji nie przerwali jednak ich działań. Zgromadzenie nie zostało także przerwane przez przedstawicieli Prezydent Miasta Gdańska Aleksandry Dulkiewicz.

Brak reakcji władz miasta może być zaskakujący, gdy weźmie się pod uwagę fakt, że protesty zwolenników Kai Godek miesiąc w miesiąc wyglądają niemalże identycznie.

Każdorazowo prezentowane są na nich krwawe banery; z głośników dobiegają uciążliwe, głośne dźwięki, a pacjenci, ich bliscy oraz personel medyczny muszą mierzyć się z uciążliwymi działaniami antyaborcjonistów wbrew swojej woli. Takie same działania podczas styczniowej manifestacji doprowadziły – decyzją przedstawicieli Urzędu Miasta Gdańska – do rozwiązania zgromadzenia przed czasem.

Choć działacze Fundacji Życie i Rodzina zaskarżyli decyzję urzędników, sąd stwierdził, że była ona słuszna. Co więcej – decyzji nie podważył nawet fakt, że w gdańskim Sądzie Okręgowym do sprawy został przydzielony neosędzia Michał Jank. OKO.press przyglądało się rozprawie na żywo i relacjonowało jej przebieg:

Argumentując wydane na początku marca orzeczenie, sąd zauważył, że sposób prowadzenia protestów pod Szpitalem na Zaspie wiąże się z obcowaniem z prezentowanymi podczas nich drastycznymi treściami przez postronne osoby – przechodniów. Organizatorzy wydarzenia naruszają tym samym artykuł 140 Kodeksu Wykroczeń.

Sędzia podkreślał wówczas, że zadaniem szpitala jest zagwarantowanie prawidłowego przebiegu procesu diagnostycznego oraz zapewnienie spokoju osobom, które w nim przebywają. Opisywaliśmy to w OKO.press:

Czego obawiają się prezydenccy urzędnicy?

Aleksandra Łoboda z Fundacji Widzialne uważa, że regularna bierność władz Gdańska może wynikać z obaw przed ewentualnymi kolejnymi postępowaniami sądowymi. – To jest dla mnie całkowicie niezrozumiałe, bo w takim przypadku urzędnicy mogą użyć tych samych argumentów co za pierwszym razem i ponownie wygrać w sądzie. Nie wiem, dlaczego miasto się tak zachowuje. Być może się boi albo nie chce się wychylać. Z pewnością jednak bardzo szkodzi sprawie. Każde kolejne zgromadzenie jest udręką dla pacjentek, dla personelu, ale i dla osób mieszkających na gdańskiej Zaspie – mówi Łoboda.

Kwadrans po rozpoczęciu zgromadzenia do jego prowadzących podeszli przebywający w okolicy placówki przechodnie. Zwracali uwagę na to, że w szpitalu przebywają pacjenci. Pytali antyaborcjonistów wprost, jak ci mogą tak pastwić się nad chorymi. Działacze Fundacji Życie i Rodzina pozostali niewzruszeni. Rejestrowali z bliska wizerunek zwracających im uwagę osób. Nie przerwali uciążliwych, hałaśliwych modlitw. Wszystkiemu przyglądali się obecni na miejscu policjanci.

Prokuratura bada sprawę protestów

Fundacja Widzialne złożyła niedawno w związku z działaniami Fundacji Kai Godek zawiadomienie do prokuratury.

Prokuratura zakwalifikowała dwie sprawy. Pierwszą na podstawie możliwego naruszenia art. 256 Kodeksu karnego: propagowania ustroju faszystowskiego. Postępowanie przygotowawcze pozostaje w toku. Drugą – kwalifikując zgłaszany czyn jako potencjalnie naruszający mir domowy. Połączono ją z innym zawiadomieniem; zgłoszonym przez osobę fizyczną.

Oznacza to, że przedstawicielki Fundacji Widzialne nie są jedynymi osobami, które zdecydowały się zawiadomić prokuraturę.

Postępowanie antyaborcjonistów budzi również sprzeciw osób przebywających na co dzień w okolicy szpitala. – Nawet jeżeli miasto nie zdecyduje się podjąć dalszych kroków dążących do rozwiązywania kolejnych zgromadzeń, to mam wielką nadzieję, że chociaż prokuratura dostrzeże w tym temacie naruszenie prawa, które w przypadku styczniowej demonstracji potwierdziło późniejsze orzeczenie Sądu Okręgowego – mówi Łoboda.

Fundacja Widzialne wniosła także skargi do Ministry Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, Agnieszki Dziemianowicz-Bąk oraz Prezydenta Warszawy, Rafała Trzaskowskiego. W swoich zgłoszeniach zauważa, że wspomniane podmioty powinny nadzorować działania Fundacji Życia i Rodziny (jest zarejestrowana w Warszawie) i reagować, kiedy zauważą, że narusza ona przepisy. Zawiadomiła również Rzecznika Praw Pacjenta, który może zaangażować się w sprawę ze względu na działanie antyaborcjonistów na szkodę pacjentek.

Fundacja złożyła też pismo przyjaciela sądu – amicus curiae – do sądu apelacyjnego, w którym niebawem odbędzie się rozprawa odwoławcza w sprawie rozwiązania styczniowego zgromadzenia fundacji Kai Godek pod Szpitalem św. Wojciecha. To opinia prawna, której sąd jednak nie musi brać pod uwagę.

Pracownicy szpitala popierają?

W pewnym momencie jedna z osób prowadzących różaniec wspomniała, że docierają do nich uwagi na temat głośności zgromadzenia. Stwierdziła jednak, że w szpitalu przebywają osoby, które modlą się razem ze zgromadzonymi i to oni prosili o to, by modlitwy były głośne.

Sugerowała, że chodzi o pracowników, którzy boją się wyjść z placówki, ponieważ dołączenie do protestu mogłoby wiązać się dla nich z utratą pracy.

Wraz z pozostałymi osobami stojącymi na czele protestu kontynuowała hałaśliwe modlitwy. Ani policja, ani władze miasta nie reagowały.

Gdy uciążliwe modlitwy antyaborcjonistów dobiegły wreszcie końca, jeden z liderów Fundacji Życie i Rodzina, Krzysztof Kacprzak, zabrał głos. Również z jego ust padły słowa o tym, jakoby do organizacji zgłaszali się pracownicy szpitala popierający postulaty fundamentalistów.

Zapowiedział, że w niedzielę, 21 czerwca 2026 roku, odbędzie się kolejny publiczny różaniec na Zaspie.

Miasto jak chce, to potrafi

We wtorek, 19 maja, Marcin Makowski, gdański radny z ramienia Wszystko dla Gdańska, poinformował w mediach społecznościowych, że skierował do prezydent Aleksandry Dulkiewicz interpelację w sprawie zgromadzeń Fundacji Kai Godek.

Zauważył w niej, że i mieszkańcy okolic placówki, i osoby przebywające w niej wskazują na wyjątkowo uciążliwy charakter protestów antyaborcjonistów.

Zapytał między innymi o to, jakie możliwości prawne w zakresie ograniczania lub przeciwdziałania uciążliwym zgromadzeniom pod szpitalem posiada miasto oraz czy po uprawomocnieniu się wyroku związanego z rozwiązaniem styczniowej manifestacji władze miasta planują podjąć dodatkowe działania umożliwiające skuteczne reagowanie w podobnych sytuacjach.

Zdaniem Aleksandry Łobody opieszałość włodarzy miasta w kwestii rozwiązywania zgromadzeń antyaborcjonistów rzeczywiście może być związana z oczekiwaniem na uprawomocnienie się pozytywnego dla urzędników wyroku.

– Liczymy na to, że sąd apelacyjny nie tylko podtrzyma decyzję sądu pierwszej instancji, ale również dodatkowo wzmocni jego przekaz. Mamy nadzieję, że to zmotywuje miasto do działania.

Prawda jest jednak taka, że już w tym momencie przedstawiciele Aleksandry Dulkiewicz mają podstawy prawne, by działać – mówi Łoboda.

– Postępowanie w sądzie apelacyjnym może trwać długo. Rozumiemy, że miastu na rękę byłoby teraz przymknięcie oka na protesty i przeczekanie, aż szum dookoła nich minie, jednak przebywające w placówce pacjentki i pracujący tam personel nie powinni musieć czekać. Miasto pokazało w styczniu, że jak chce, potrafi działać odważnie i konsekwentnie. Jego rolą jest teraz pokazanie, że w Gdańsku nie ma miejsca na bezpodstawne protesty zakłócające bezpieczeństwo i terroryzujące osoby przebywające na terenie szpitala – dodaje aktywistka.

Jak zauważa Łoboda, być może dobrym pomysłem byłoby zebranie gotowych do działania, oddolnych grup osób niezwiązanych bezpośrednio ze sprawą – na przykład mieszkańców okolicznych bloków, którym uciążliwe protesty zwolenników Kai Godek regularnie uniemożliwiają codzienne funkcjonowanie.

– Każde kolejne zgłoszenie sprzeciwu lub skargi do miasta albo innej związanej ze sprawą instytucji nagłaśnia problem i pokazuje, że protesty odbywające się pod szpitalem nadal przeszkadzają mieszkańcom, pacjentkom i medykom. Myślę, że trzeba działać na różnych frontach. Podkreślać, że nie ma zgody na bezprawne działania – mówi Łoboda.

Składać zażalenia do samorządu, zawiadamiać prokuraturę. Jeśli odpowiednie instytucje dostaną więcej sygnałów pokazujących sprzeciw wobec zgromadzeń Fundacji Życie i Rodzina, będą mieć podstawy do podjęcia konkretnych kroków ku ukróceniu ich działań – dodaje.

Na zdjęciu Oliwia Gęsiarz
Oliwia Gęsiarz

Absolwentka położnictwa, logopedka, pedagożka. Na co dzień marketing managerka OKO.press. Poza pracą propaguje położnictwo, w którym każda osoba ma prawo zakończyć swoją ciążę wtedy, kiedy chce i tak, jak chce.

Komentarze