Policjanci i prokurator obecni na miejscu wypadku premier Szydło od razu przesłuchali kierowcę seicento w roli podejrzanego i nie poinformowali go o możliwości wezwania obrońcy. Na wniosek posłów PO prokuratura sprawdzi, czy śledczy przekroczyli swoje uprawnienia i zaniedbali obowiązki

Prokuratura rejonowa w Kielcach sprawdzi, czy poprawnie swoje obowiązki wypełnił prokurator z Krakowa i towarzyszący mu policjanci, którzy przybyli na miejsce wypadku premier Beaty Szydło 10 lutego 2017 roku.

Złożona z trzech samochodów kolumna rządowa, w której jechało auto wiozące Beatę Szydło, wyprzedzała fiata seicento. Kiedy pierwszy rządowy samochód z ochroną minął seicento, ten skręcił w lewo. Wtedy druga limuzyna, która wiozła panią premier, by uniknąć bezpośredniego zderzenia z seicento odbiła w lewo, otarła się o nie i uderzyła w drzewo stojące przy drodze. Obrażeń doznała premier, jej kierowca i szef ochrony.



Zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa złożyli 15 lutego w Prokuraturze Krajowej posłowie PO Agnieszka Pomaska i Cezary Tomczyk.

Pismo pod koniec marca powędrowało do prokuratury w Krakowie, a stamtąd do Prokuratury Okręgowej w Kielcach, by uniknąć podejrzeń o stronniczość – poinformował TVN24 18 kwietnia. Kielecka prokuratura postępowanie przygotowawcze wszczęła 12 kwietnia.

Posłowie zarzucają obecnym na miejscu zdarzenia policjantom i prokuratorowi prowadzącemu sprawę, że:

  1. bezpodstawnie przesłuchali kierowcę seicento w roli podejrzanego już na miejscu zdarzenia.
    Art. 308 par. 2 kodeksu postępowania karnego dopuszcza przesłuchanie podejrzanego przed wydaniem postanowienia o przedstawieniu zarzutów, ale tylko wtedy, gdy istnieje ryzyko zatarcia śladów lub dowodów.
    Po pierwsze, jak argumentują posłowie, za wcześnie było na uznanie, że to Sebastian K. naruszył prawo, bo wciąż trwały oględziny miejsca zdarzenia.
    Po drugie, nie mogło być mowy o zacieraniu dowodów, bo już w czasie zatrzymania kierowcy Seicento byli przesłuchiwani inni bezpośredni świadkowie, a pozostali nie znali Sebastiana K.  i nie mogliby poznać jego danych z akt sprawy.
  2. w trakcie przesłuchania Sebastiana K. w roli podejrzanego, funkcjonariusze nie pouczyli go o jego prawach, choć zobowiązuje ich do tego art. 300 1 kpk.
    Te prawa to –  prawo do składania wyjaśnień lub ich odmowy, do korzystania z pomocy obrońcy, w tym do wystąpienia o obrońcę z urzędu oraz prawo do przesłuchania z jego udziałem.

Tym samym – zdaniem posłów – doszło do przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy oraz niedopełnienia ich obowiązków. Oba przestępstwa są karane z art. 231 par. 1 kodeksu karnego i grozi za nie do trzech lat więzienia.



To nie jedyne zaniedbania śledczych w sprawie wypadku premier. Jak pisaliśmy wcześniej, prokuratura na przesłuchanie Beaty Szydło nie wpuściła  adwokata Sebastiana K., co zdaniem ekspertów było naruszeniem jego prawa do obrony.

13 marca z kolei odbyło się przesłuchanie kolejnej grupy świadków, o którym obrońca Sebastiana K. nie został nawet zawiadomiony, choć prokuratura miała taki obowiązek.


Abonament na wolność słowa


Popularne:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym