13 grudnia 2021

Przeciw zamykaniu niemieckich reaktorów atomowych protestują aktywiści z całego świata. Oto dlaczego

„Jeśli jesteś weganinem, oszczędzasz emisję jednej tony CO2 na rok. Jeśli jeździsz na rowerze, a nie samochodem – oszczędzasz 4 tony. Jeśli uratujesz jedną elektrownię atomową przed zamknięciem – oszczędzasz 10 000 000 ton emisji CO2”

Gdy na konferencji klimatycznej COP26 rozgrywał się kolejny akt sporu o taksonomię Europejskiego Zielonego Ładu, proatomowe aktywistki i aktywiści z trzech kontynentów zjechali do Berlina zaprotestować przeciwko zamykaniu ostatnich sześciu niemieckich działających reaktorów atomowych. Część z nich przyjechała na protest prosto z konferencji klimatycznej COP26.

Zapobiec "ekościemie"

Termin „taksonomia” określa pakiet środków, które mają usprawnić europejską transformację w kierunku zeroemisyjnej gospodarki cyklu zamkniętego. Z jednej strony to próba zapobieżenia "greenwashingowi" (ekościemie) z drugiej ustalenie "złotego standardu" dla technologii, w których Europa mogłaby dyktować zasady konkurencji.

Taksonomia będzie kluczowym elementem realizacji Europejskiego Zielonego Ładu. Zdefiniuje również ramy rozwojowe UE na całe dekady. Technologie i branże, które dostaną się na listę, będą miały łatwiejszy dostęp do finansowania. Jednak najpierw muszą być pozytywnie ocenione pod względem zdolności do realizacji sześciu podstawowych celów:

  • łagodzenie zmian klimatu,
  • adaptacja do zmian klimatu,
  • zrównoważone użytkowanie i ochrona zasobów wodnych i morskich,
  • przejście na gospodarkę o obiegu zamkniętym,
  • zapobieganie i kontrola zanieczyszczeń,
  • ochrona i przywracanie różnorodności biologicznej ekosystemów.

Kością niezgody jest zakwalifikowanie atomu i gazu ziemnego jako spełniających te postulaty "zielonych" technologii. Podział przebiega w poprzek państw europejskiego rdzenia. Tworzy też nieoczywiste koalicje państw, w których rządy sprawują partie o bardzo odmiennych barwach politycznych.

Po jednej stronie mamy kraje antyatomowe, którym przewodzą Niemcy. Grupa ta, zrzeszająca Austrię, Danię, Hiszpanię i Luksemburg, już czerwcu wystosowała list podważający rzetelność opinii wydanej przez Wspólne Centrum Badawcze (Joint Research Centre), badawczą jednostkę Komisji Europejskiej, która rekomendowała wpisanie energii jądrowej do taksonomii. Gest sprzeciwu powtórzono w trakcie trwania konferencji klimatycznej COP26. Do przeciwników wpisywania atomu do taksonomii dołączyła Portugalia. Zaostrzono ton, a „integralność rynków” stała się jednym z częściej podnoszonych argumentów.

Ministra Środowiska Niemiec Svenja Schulze powiedziała: „Energia jądrowa nie jest żadnym rozwiązaniem kryzysu klimatycznego. Jest zbyt ryzykowna, zbyt powolna i zbyt droga. Włączenie energii jądrowej do taksonomii oznaczałoby brak uczciwości i wiarygodności dla znaczącej większości społeczeństwa, a także dla wielu inwestorów”.

Jednak wbrew tym twierdzeniom poparcie dla niemieckiego „wyjścia z atomu” (Atomaussteig) wydaje się spadać w tempie szybszym niż przez ostatnią dekadę. Pod koniec października "Welt am Sonntag" opublikował wyniki badania opinii publicznej, z których wynika, że już co drugi respondent w Niemczech życzyłby sobie przedłużenia pracy reaktorów. Już po zakończonej konferencji klimatycznej austriacka Ministra Energetyki i Klimatu Leonore Gewessler zadeklarowała w wywiadzie dla Euractive, że jej kraj jest gotów wystąpić do sądu, jeśli UE zdecyduje się włączyć energię jądrową do taksonomii.

Ze wsparciem dla atomu przyszła Francja, gromadząc grupę obecnie już dwunastu państw europejskich (wśród nich m.in. Finlandię, Holandię, Szwecję, Słowację, a także Polskę), by bronić energetyki jądrowej.

W październiku wystosowano apel, którego sygnatariusze podkreślają, że energia jądrowa jest niskoemisyjnym i bezpiecznym źródłem energii, tworzy stabilne miejsca pracy dla wykwalifikowanych pracowników, poprawia stan ochrony środowiska i klimatu oraz zapewnienia strategiczną niezależność i samodzielność energetyczną Europy. Daje Europejczykom szansę na dalszy rozwój.

W ostatnich miesiącach widzimy przyspieszoną polaryzację stanowisk, a także interesujące konwersje. Jeszcze nie tak dawno Francja zapowiadała zmniejszenie poziomu generacji energii elektrycznej ze źródeł atomowych nawet do 50 proc. z obecnych ponad 70 proc. Teraz jednak prezydent Macron zapowiada renesans atomu. Podobnie Szwecja. Energia jądrowa nie miała poparcia ze strony rządzących socjaldemokratów i zielonych, jednak ostatnio minister energetyki Anders Ygeman z Szwedzkiej Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej, przyznał, że jego kraj będzie potrzebować wszystkich opłacalnych, wolnych od paliw kopalnych rozwiązań, w tym energii jądrowej.

Melty kontra Gazozaur

Niemcy to kraj o historycznie największym ruchu antyatomowym na świecie. Ale i tu wraz z coraz wyraźniejszymi efektami zmian klimatycznych – 220 śmiertelnych ofiar lipcowych powodzi w Niemczech i Belgii, gigantyczne straty materialne w Nadernii-Palatynacie – rośnie sceptycyzm co do obranej przez kraj drogi transformacji energetycznej (Energiewende).

W obecnej formie obejmuje ona zamknięcie wszystkich reaktorów atomowych – trzech do końca 2021 roku i trzech ostatnich za rok. W zamian prowadzi się rozbudowę elektrowni gazowych jako „rozwiązania pomostowego” do postulowanych 100 procent OZE (źródeł odnawialnych), które na razie nie są wykonalne technicznie. Również energetyka oparta na węglu, najbardziej odpowiedzialna za zmiany klimatyczne, ma pracować aż do 2038 roku. Coraz więcej osób dostrzega, że postawiono wóz przed koniem.

Niemieckie stowarzyszenie Nuklearia oraz Mothers for Nuclear od dwóch lat prowadzi akcję #SaveGer6, która ma na celu uratowanie „Niemieckiej szóstki” ostatnich reaktorów. W OKO.press opisywaliśmy jeden z tegorocznych protestów, który odbył się przed elektrownią atomową Grohnde, a współorganizowany był ze wsparciem polskiej organizacji FOTA4Climate.

Teraz, podczas berlińskiej edycji Stand Up for Nuclear, która odbyła się 13 listopada 2021, Nuklearia otrzymała wsparcie nie tylko z Polski, ale również z siedemnastu krajów Europy, Ameryki Północnej i Afryki.

Najmocniejszym punktem wydarzenia był przyjazd do Berlina, specjalnie z tej okazji, światowej sławy astrofizyka i klimatologa Jamesa Hansena.

Hansen był dyrektorem NASA Goddard Institute for Space Studies zajmującego się badaniem zmian klimatycznych. Jego prace naukowe wyznaczały pionierski szlak do uznania za fakt antropologicznych przyczyn zmian klimatu. A jego zeznania przed Kongresem USA w 1988 roku pozwoliły budzić publiczną świadomość w tej kwestii. Obecnie jest aktywnym działaczem ruchów proklimatycznych. Był zatrzymywany przez policję podczas zakończonych zwycięstwem protestów przeciwko budowie amerykańsko-kanadyjskiego rurociągu Keystone XL. Do Berlina stawił się w swoim nieodłącznym kapeluszu, by namawiać niemieckie władze do ponownego przemyślenia decyzji o zamknięciu elektrowni jądrowych.

Zanim profesor mógł zabrać głos, pod scenę ustawioną przed Bramą Brandenburską wbiegają dinozaury wysokoemisyjnej energetyki – Gazozaury – uzbrojone w rury opisane „Nord Stream 2” i „biomasa”. Odbywa się pantomimiczny pojedynek z polarnym niedźwiadkiem noszącym na piersi symbol uranu. Białe misie zwane pieszczotliwie przez organizatorów Melty (od angielskiego „roztapiać się”, ale też budzić czułe, sentymentalne uczucia) stały się symbolem proatomowej części ruchu klimatycznego. Maskotki coraz częściej pojawiają się na protestach klimatycznych, choć nie zawsze rozpoznawane jako wyraz atomowego postulatu.

Pod berlińską sceną Melty po zażartym boju powala na ziemię gazozaury, by z przyjaciółmi wykonać radosny taniec w rytm płynącej z głośników muzyki.

View post on Twitter

Ta wizualizacja przyszłego zwycięstwa zwolenników energii jądrowej nie musi się ziścić. A w Niemczech jest więcej niż wątpliwa. Przynajmniej obecnie, gdy klasa polityczna, podziela szeroki konsensus co do „wyjścia z atomu”, uważając, że zbędny jest powrót do dyskusji odbytej przed dekadą. Jednak coraz liczniej pojawiają się głosy, że w ówczesnej debacie publicznej świadomość zmian klimatycznych nie była wystarczająco wystarczająca - a to właśnie groźba załamania się klimatu zmienia perspektywę.

"Wyobraźmy sobie, że nasz rząd zdecydował się wysadzić w powietrze co drugą turbinę wiatrową, albo wyrzucić na śmietnik wszystkie panele słoneczne, a stratę w produkcji elektryczności postanowił skompensować wydłużeniem pracy elektrowni węglowych, budową nowych elektrowni gazowych i nowego gazociągu łączącego kraj z Rosją. To nie miałoby sensu, nieprawdaż?" – pytał retorycznie prowadzący wydarzenie Simeon Preuß, fizyk i nauczyciel, a prywatnie weganin i proatomowy youtuber.

"Ta zbrodnia klimatyczna dzieje się na naszych oczach. Tylko to nie 50 tysięcy wiatraków, a »jedynie« 6 elektrowni jądrowych, które generują tyle samo energii elektrycznej w sposób niezawodny, bezpieczny, tani, a przede wszystkim bezemisyjny. Jak pokazują najnowsze badania, dzięki ich dalszej pracy moglibyśmy uniknąć emisji miliarda ton dwutlenku węgla".

Preuß podkreśla, że chodzi również o dostępność oraz bezpieczeństwo dostaw, nie tylko dla Niemiec. Wyraża obawę, że kolejny kryzys może być kryzysem energetycznym. Dziękuje wszystkim, którzy okazali solidarność i przybyli do Berlina.

"Niemiecka polityka energetyczna jest bardzo złym wzorem do naśladowania dla krajów, które nie są zamożne" – mówił zaproszony na scenę Adam Błażowski z polskiej organizacji ekomodernistycznej FOTA4Climate. "Elektryczność w Niemczech jest bardzo droga i to blokuje dekarbonizacje w innych sektorach jak ciepłownictwo. A co gorsze władze Niemiec wciąż próbują uniemożliwić sąsiadom użycie energetyki jądrowej jako narzędzia dekarbonizacji. Prosimy, róbcie ten eksperyment na własną rękę. Energia jądrowa należy do europejskiej taksonomii, to gaz ziemny, powinien być z niej wykluczony".

Poza zabiegami dyplomatycznymi na poziomie europejskim przygraniczne gminy niemieckie potrafią wywierać znaczny wpływ na swoich zagranicznych sąsiadów. Tak było w przypadku zamkniętej przedwcześnie francuskiej elektrowni Fassenheim - kosztowało to region 5000 miejsc pracy i natychmiastowy wzrost emisji CO2 do atmosfery.

Słuchajcie naukowców

W końcu na scenie przy aplauzie zgromadzonych pojawia się profesor James Hansen.

"Na początek chciałbym podziękować za poświęcenia, jakich Niemcy dokonali jako pionierzy w rozwoju technologii OZE na dużą skalę" – rozpoczął swoje wystąpienie. "Bycie w awangardzie rozwoju technologicznego jest kosztowne. Zasługujecie na podziękowania od wszystkich społeczeństw. Odnawialne źródła energii będą częścią rozwiązania problemu stabilizacji klimatu. Jednak jesteśmy daleko od osiągnięcia tego celu".

Hansen podkreślił, że Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Niemcy, biorąc pod uwagę emisję liczone per capita, najbardziej odpowiadają za globalne ocieplenie, i w związku z tym ciąży na nich największa odpowiedzialność w działaniu na rzecz zapewnienia przyszłości młodym pokoleniom. Kluczowa jest decyzja o kolejności wycofywania się ze starszych źródeł energii na drodze do obranego przez Niemcy celu 100 procent energii z OZE.

"Najpierw należy wycofać się z technologii najbrudniejszej, najbardziej emisyjnej, węgla. Następny powinien być gaz ziemny. Dopiero wtedy można zamknąć elektrownie jądrowe. Jednak rząd Niemiec próbuje zaklasyfikować gaz jako czystą energię w zasadach finansowych UE i ONZ. Jeśli Niemcy osiągną ten niedorzeczny cel dla gazu ziemnego, to młodzi ludzie na całym świecie słusznie będą mieć je w pogardzie".

Hansen przypomniał, że nie dzieje się to po raz pierwszy. W 2001 roku na szczycie klimatycznym COP w Bonn, Niemcy wykorzystując swoją pozycję gospodarza, doprowadziły do tego, by energia jądrowa została wykluczona z mechanizmu czystego rozwoju.

"To wykluczenie i demonizacja przyczyniły się do opóźnienia rozwoju nowoczesnej energetyki atomowej. Przez to kraje rozwijające się, takie jak Chiny i Indie, zostały wepchnięte na ścieżkę węglową. Trudno za to winić niemiecką opinię publiczną. Nawet szkolne lektury demonizują energetykę jądrową "– mówił Hansen

Nawiązywał do katastroficznej książki pt. „Chmura” (Die Wolke), wydanej rok po katastrofie w Czarnobylu, opowiadającej o fikcyjnym losie 14-letniej dziewczynki, która pada ofiarą promieniowania w wyniku wypadku reaktora w Niemczech. Autorka, Gudrun Pausewang, w przedmowie porównała energetykę jądrową do nazizmu. Książka została wpisana na listę lektur szkolnych, w 2006 roku ukazała się jej ekranizacja, a w 2008 adaptacja komiksowa.

"Jeśli Niemcy uprą się i odniosą sukces w zaklasyfikowaniu gazu ziemnego jako czystego paliwa oraz zniechęcą inne państwa do korzystania z energii jądrowej, historia im tego nie wybaczy. Niemcy ośmieszą cel utrzymania globalnego ocieplenia poniżej 1,5°C".

Na koniec prof. Hansen odnotował, że historycznie to Stany Zjednoczone i Chiny są największymi emitentami gazów cieplarnianych i namawiał do uczynienia wszystkiego co możliwe, by zachęcić oba kraje do współpracy z myślą o przyszłych pokoleniach.

To ostatnie zdanie było wyraźną aluzją do narastających napięć między Waszyngtonem a Pekinem.

Zapytaliśmy prof. Jamesa Hansena o kwestię rozpowszechnionych wśród przeciwników atomu obaw utożsamiających cywilną energetykę jądrową z proliferacją broni jądrowej.

"Kraje takie jak np. Korea Północna, które rozwinęły broń atomową, nie osiągnęły tego za pomocą elektrowni atomowych. Uran dla użytku wojskowego wzbogacany był za pomocą wirówek.

Korea Południowa, która czerpie energię elektryczną z atomu, nie posiada broni jądrowej. Jest zamożnym krajem w porównaniu do Korei Północnej, która, choć ma broń atomową, nie posiada energetyki jądrowej.

Inżynierowie wiedzą jak zbudować bombę, to nie takie trudne. Raz wypuszczonego dżina, nie da się zapędzić z powrotem do butelki. Zamiast tego powinniśmy pozostawać w czołówce krajów rozwiniętych technologicznie. Dlatego błędem jest rezygnacja z tej pozycji. Żaden kraj nie może rozwinąć broni jądrowej bez wiedzy innych o tym. To oczywiście trudny problem, ale wykorzystanie atomu do produkcji energii elektrycznej nie czyni go trudniejszym, nie jest po prostu jego częścią".

Od Irlandii po Południową Afrykę

Po wystąpieniu profesora Jamesa Hansena na scenę po kolei wchodziły przedstawicielki i przedstawiciele organizacji i pronuklearnych ruchów społecznych prezentując perspektywy i nadzieje siedemnastu krajów. Najdłuższą trasę pokonała zwolenniczka energii jądrowej z Republiki Południowej Afryki. Z goryczą mówiła, jak dalekosiężne efekty może wywierać niemiecka Energiewende:

"Pochodzę z kraju, który uważa się za największego truciciela na kontynencie" – powiedziała założycielka Africa4Nuclear Princess Mthombeni – "większość prądu elektrycznego pochodzi u nas z 19 elektrowni węglowych. Do tej pory mielibyśmy już kolejną elektrownię atomową, jednak jej przeciwnicy powstrzymali program budowy, używając przykładu Niemiec. Jeśli tu zamyka się siłownie jądrowe, dlaczego niby my mielibyśmy je budować w Południowej Afryce. To jest powód, dla którego pozostajemy w niedorozwoju".

Ponad 600 mln osób w całej Afryce nie ma dostępu do elektryczności. Dostęp do czystych źródeł energii koreluje z poziomem życia oraz równością płci. To dzięki powszechnej, taniej energii elektrycznej, prace wykonywane tradycyjnie przez kobiety, jak pranie czy gotowanie, są mechanizowane, umożliwiając emancypację kobiet, uwalniają ogromny potencjał społeczeństw.

Kobiet wśród zwolenniczek energii atomowej jest w związku z tym sporo. Na wydarzeniu Stand Up for Nuclear reprezentowały one Francję, Niemcy, Polskę, Irlandię i Stany Zjednoczone.

Myrto Tripathi z francuskiej organizacji Voix du Nucléaire wspomina, że nauczyła się mówić po niemiecku, zanim jeszcze rozpoczęła naukę angielskiego w szkole. Kiedy upadł mur berliński, jej rodzice wsadzili wszystkie dzieci do samochodu i powiedzieli: „pojedziemy przez pół Europy by świętować razem z nimi!”. To dla niej do dziś symbol siły jaka łączy oba kraje. Jednak czuje, że dziś ta więź jest testowana.

"Unia Europejska, która jest organizacją powołaną dla budowy pokoju i dobrobytu, była zbudowana na silnej więzi między Francją i Niemcami. Dziś, gdy nowy kryzys rozwija się przed nami, oba kraje obrały różne drogi. Jako Francuzi rozumiemy Wasz wybór, a nawet rozumiemy Wasze obawy" – zwróciła się do Niemców Tripathi. "Ale ich nie podzielamy. Ponieważ zdecydowaliśmy się zaufać własnemu doświadczeniu, ponad 40 lat pracy energetyki jądrowej w naszym kraju, naszej codzienności zasilanej w ponad 70 proc. przez energię atomową i postanowiliśmy, że będziemy ufać nauce. Na podstawie tego, prosimy Was, nie pozwólcie, by wasze lęki decydowały o naszym życiu".

"Zdajemy sobie sprawę, że energia atomowa może powodować strach, ale strach zwykle pochodzi z braku wiedzy i nieprawdziwych informacji" – powiedziała z kolei Julia Gałosz z polskiej Młodzieżowej Rady Klimatycznej. "Na COP26 bardzo ważnym tematem była edukacja klimatyczna. Musi ona zawierać naukę o energii atomowej jako narzędziu redukcji emisji gazów cieplarnianych".

Bez złudzeń

Czy Niemcy zawrócą z antyatomowej drogi? Coraz większe osamotnienie na scenie europejskiej w kwestii wyjścia z atomu oraz ewentualne dalsze niekorzystne warunki pogodowe, które już w tym roku spowodowały, że Niemcy ponownie produkowały więcej energii elektrycznej z węgla, mogą spowodować przeciwstawne reakcje. Z jednej strony osłabienie konsensusu antyatomowego budowanego przez dziesięciolecia. To da się już zauważyć, debata o atomie na nowo pojawiła się w niemieckiej prasie. Z drugiej strony — wytężone wysiłki, by przekonać samych siebie, że obrana droga jest słuszna.

Przyznanie się do porażki na tym etapie, wydaje się niemożliwe. Nie należy więc mieć raczej złudzeń, Niemcy doprowadzą ten proces do końca. Rozbiórka ostatnich elektrowni zaplanowana jest już w szczegółach. Jest przygotowany plan dzienny zawierający kroki w procesie technologicznym, które będą nieodwracalne.

Uczestnicy Stand up for Nuclear zapowiadają, że będą walczyć o pozostawienie w sieci każdej elektrowni i przypominają:

„Jeśli jesteś weganinem, oszczędzasz emisję jednej tony CO2 na rok, jeśli jeździsz na rowerze, a nie samochodem – oszczędzasz 4 tony. Jeśli uratujesz jedną elektrownię atomową przed zamknięciem – oszczędzasz 10.000.000 ton emisji CO2”.

Udostępnij:

Łukasz Dąbrowiecki

Absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego, projektodawca i twórca spółdzielni, emigrant, dziennikarz i publicysta. Pisuje głównie na tematy związane ze społeczną recepcją technologii, gospodarowaniem zasobami i o polityce energetycznej w kontekście zmian klimatycznych. Nominowany w 2022 do polsko-niemieckiej nagrody dziennikarskiej im. Tadeusza Mazowieckiego. Publikował m.in. w Tygodniku „Przegląd”, polskiej edycji Le Monde Diplomatique, Krytyce Politycznej, kwartalnikach „Zdanie” i „Autoportret” oraz w londyńskiej „Tribune”.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne