KE zagroziła, że jeżeli Polska i Węgry wciąż będą się uchylać od udziału w relokacji uchodźców, to za miesiąc zdecyduje o wszczęciu "postępowania w sprawie uchybienia zobowiązaniom państwa członkowskiego". To zmusiło polityków PiS do kolejnej retorycznej szarży przeciw uchodźcom, w której używają coraz bardziej egzotycznych i nieprawdziwych argumentów

Komisja Europejska ponagliła w ubiegłym tygodniu (16 maja) Polskę i Węgry do zrealizowania swoich zobowiązań przyjęcia uchodźców w ramach tzw. relokacji z obozów w Grecji i Włoszech. Te państwa, jako jedyne, nie przyjęły ani jednego uchodźcy w ramach tej unijnej procedury.

Do tej pory najczęściej przedstawiciele rządu usprawiedliwiali antymigracyjną politykę troską o polskie bezpieczeństwo. Politycy PiS, zerkając na wydarzenia na Zachodzie, na jednym oddechu krytykowali „multi-kulti”, „poprawność polityczną”, unijne pomysły rozwiązania kryzysu i straszyli terrorystami. OKO.press wielokrotnie wykazywało fałsz łączenia faktu przyjęcia uchodźców z zamachami terrorystycznymi. Ich sprawcami w Europie są w większości zradykalizowani Europejczycy, a nie osoby uciekające przed konfliktami.

Politycy PiS wciąż żonglują też pojęciami, nazywając uchodźców – migrantami „ekonomicznymi” lub wręcz „nielegalnymi migrantami” czy „nielegalnymi uchodźcami”. W tym zresztą wtórują im niektórzy politycy Platformy Obywatelskiej.



Formuła straszenia oczywiście wciąż jest wykorzystywana przez PiS, ale w ostatnich dniach otworzyły się nowe pola retorycznej walki. Na pierwszy plan wysunął się argument, że uchodźcy są zagrożeniem dla integralności kulturowej krajów europejskich czy chrześcijaństwa. Politycy rządzącej partii epatują opisami europejskich miast, które przypominają sceny ze stanu wyjątkowego lub niemalże wojny. A uchodźców – osoby uciekające przed konfliktami – dehumanizują.

Błaszczak: czołgi na ulicach Brukseli

Minister MSWiA Mariusz Błaszczak w rozmowie RMF FM mówił o stanie wyjątkowym wprowadzanym w europejskich miastach i połączył to ze spadkiem bezpieczeństwa w związku z przyjmowaniem uchodźców. Powiedział, że gdyby nie polityka PiS z takim problemem borykalibyśmy się dziś w Polsce. Jego wypowiedź wprost odsyła nas do skojarzeń ze stanem wojennym.

Tymczasem stan wyjątkowy i stan podwyższonego zagrożenia są wprowadzane po to, by przeciwdziałać zamachom terrorystycznym dokonywanym  najczęściej przez zradykalizowanych Europejczyków (choć w wielu przypadkach ich rodzice, czy dziadkowie przybyli do Europy z Azji czy Afryki). Zamachy mają dwa cele – zmusić państwa europejskie do wycofania się z wojny przeciw islamskim radykałom na Bliskim Wschodzie, oraz powstrzymać te państwa przed przyjmowaniem uchodźców, którzy zdaniem islamistów, powinni pozostać pod ich władzą w Syrii, Iraku, czy Libii.


Ja byłem dwa dni temu w Brukseli. Na ulicach Brukseli można zobaczyć uzbrojonych żołnierzy, są samochody bojowe, czołgi.

Mariusz Błaszczak, RMF FM - 20/05/2017


Belgijska armia wycofała czołgi z wyposażenia w 2015 roku


Ciężko ocenić, co dokładnie Błaszczak widział w Brukseli, jednak pewne jest to, że już w 2015 roku belgijska armia wycofała ze swojego uposażenia czołgi. Jednak aby mieć stuprocentową pewność wysłaliśmy w tej sprawie pytania do zarządu miasta Brukseli. Poinformujemy gdy tylko dostaniemy odpowiedź.

Żalek: uchodźcy to „zwykła hołota”

Wiceprzewodniczący sejmowego klubu PiS, Jacek Żalek, na antenie białostockiej TVP w programie „Bez kantów”  ostro komentował politykę Niemiec ws. uchodźców. „Angela Merkel zaprosiła uchodźców z bardzo prostego powodu: brakuje im rąk do pracy, taniej siły roboczej. Tak te bogate państwa uzupełniają sobie siłę roboczą.

Problem polega na tym, że przyjechali nie ci, którzy byli zaproszeni – nie ci wykształceni, którzy mieli podjąć pracę – tylko zwykła hołota”.

Nazywanie uchodźców „hołotą” samo w sobie jest skandaliczne. Tak samo jak dzielenie osób na lepsze i gorsze ze względu na „przydatność” w krajowej ekonomii.

Jednak wypowiedź posła Żalka jest dodatkowo nieprawdziwa i niekompletna. Otwarte granice zachodniego sąsiada dla osób uciekających przed wojną to był przede wszystkim chrześcijański i humanistyczny odruch pomocy ludziom w potrzebie. Republika Federalna Niemiec rzeczywiście od kilkudziesięciu lat stale przyjmuje kolejne fale imigrantów, w tym ok. 2 mln Polaków, i dzięki temu osłabia skutki starzenia się społeczeństwa. Czynienie z tego zarzutu jest wynikiem politycznego zacietrzewienia, a nie racjonalnego oglądu sytuacji demograficznej w Europie.

Teraz sprawa „siły roboczej”. Po cóż Niemcom byłyby rozbudowane programy integracji zawodowej, gdyby chodziło jedynie o zapełnienie tzw. rynku taniej siły roboczej? W 2015 roku w pilotażowym programie aktywizacji zawodowej – prowadzonym przez ministerstwo pracy w kilku ośrodkach dla azylantów, udało się znaleźć pracę jedynie dla 270 uchodźców.

Niemiecki Urząd Federalny ds. Migracji i Uchodźców (BAMF) wykazał, że co drugi uciekinier z Syrii ma maturę, większość jest poniżej 30. roku życia, a więc w wieku, w którym mieszkańcy Niemiec zdobywają szlify zawodowe.

Zatrudnianiem uchodźców zainteresowane są niemieckie organizacje pracodawców. Wnieśli oni do rządu federalnego petycję o ułatwienie wejścia na rynek dla azylantów. Obowiązuje dla nich zakaz pracy przez pół roku, a przez 15 miesięcy mają prawo do pracy na danym stanowisku tylko wtedy, jeśli nie ma na nie chętnego wśród obywateli państw UE o równych kwalifikacjach.



Dodatkowo, jeżeli przeanalizujemy sytuację w Syrii przed eskalacją wojny w 2012 roku, okaże się, że na Bliskim Wschodzie był to jeden z krajów, w którym struktura społeczna odpowiadała (plus minus) tej w Polsce. W dużych ośrodkach miejskich takich jak Aleppo czy Damaszek – dominowała klasa średnia, a ekonomiczna sytuacja syryjskich inżynierów, lekarzy, a nawet artystów była znacznie lepsza niż ich sąsiadów z Libanu, Jordanii czy Iraku.

Motywacji do przyjęcia uchodźców z pewnością jest wiele. Sama Angela Merkel, nawet po serii ataków w lipcu 2016 roku, podkreślała, że Niemcy nie zejdą z obranej drogi. Mówiła: „Osoby uciekające przed prześladowaniem i wojną powinny być chronione, a Niemcy pozostaną wierne swoim zasadom, dając schronienie tym, którzy go potrzebują.

To nasza historyczna powinność i historyczne wyzwanie w czasach globalizacji”.

Kaczyński, MSWiA: imigranci wywołają katastrofę społeczną

Przyjmowaniu uchodźców ma towarzyszyć wielopoziomowa „katastrofa społeczna”. Takiego sformułowania na twitterze użyło MSWiA, a powtórzył je Jarosław Kaczyński.


Musielibyśmy zmienić całkowicie naszą kulturę, radykalnie obniżyć poziom bezpieczeństwa w naszym kraju, bynajmniej nie chodzi tylko o terroryzm, bo tych zagrożeń jest oczywiście więcej, co oznacza swojego rodzaju katastrofy społeczne.

Jarosław Kaczyński, Wywiad dla "Gazety Polskiej Codziennie" - 22/05/2017

Jarosław Kaczyński, Fot. Agencja Gazeta / Graf. OKO.press


Raczej fałsz. Doświadczenia innych krajów wcale tego nie potwierdzają


Jednak doświadczenia innych państw nie wskazują na to, żeby obniżenie poziomu bezpieczeństwa czy odmienność kulturowa były faktycznym zagrożeniem. O tym pisaliśmy w artykule Kaczyński straszy „katastrofami społecznymi” w Polsce po przyjęciu uchodźców. Ale w innych krajach nie nastąpiły.

Błaszczak i Kaczyński: islamizacja przez wzrost liczby urodzeń

Ta katastrofa kulturowa według polityków PiS może zacząć się od nawet od przyjęcia małej grupy. Błaszczak mówił: „Od tych kilkuset się zaczyna. W Finlandii przyjęto 100 Somalijczyków. Dziś jest 18 tysięcy Somalijczyków, dlatego, że muzułmanie mają liczne rodziny, sprowadzają krewnych i ta społeczność się rozrasta”. Podobną tezę powtórzył Jarosław Kaczyński, wpisując się tym samym w retorykę „demograficznego dżihadu”.


Proszę zauważyć że Finowie przyjęli sto osób, a dziś mają już ich osiemnaście tysięcy. Przelicznik jest jest jeden do stu osiemdziesięciu.

Jarosław Kaczyński, niezalezna.pl - 20/05/2017

fot. Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta .


Somalijczycy nie spadają z nieba. Fińska diaspora to efekt 30 lat migracji.


Obaj się pomylili. Wzrost liczby migrantów jest konsekwencją trwającej w Somalii od ponad ćwierć wieku wojny domowej, a nie demograficznego boomu.

Po pierwsze, w 1990 roku w Finlandii zamieszkiwało dokładnie 44 Somalijczyków. Finlandia zdecydowała wówczas o przyjęciu – z ZSRR – nie stu, a czterech tysięcy uchodźców z Somalii w ciągu pięciu lat. W 1995 roku było ich w Finlandii dokładnie 4044 i aż do 2004 roku ta liczba zwiększyła się nieznacznie – do 4689 osób.

Błędy prezesa w wypowiedzi o Somalijczykach dokładnie omawiamy w artykule: Kaczyński wiedzę o uchodźcach czerpie z Pudelka. „Przelicznik jest jeden do stu osiemdziesięciu”.


Opłać abonament na wolność słowa


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym