Śmierć przywódcy Kartelu Jalisco Nowej Generacji wywołała falę przemocy w Meksyku. Według władz eliminacja „El Mencho” to duże zwycięstwo w walce z narkobiznesem. Ale prędzej doprowadzi ona do eskalacji przemocy związanej z walką o sukcesję niż do trwałych zmian. Sytuację komentuje dla OKO.press socjolog dr Raúl Romero Gallardo
Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.
Przejdź do ankietyŚmierć 22 lutego 2026 Nemesia Oseguery Cervantesa, znanego szerzej jako El Mencho, przywódcy Kartelu Jalisco Nowej Generacji, wywołała gwałtowną falę przemocy w Meksyku. W kilkunastu stanach doszło do blokad dróg, podpaleń pojazdów i starć zbrojnych. Zawieszano zajęcia w szkołach i odwoływano wydarzenia publiczne, a część lotów została wstrzymana. Władze wprowadziły stan alarmowy, a zagraniczne rządy apelowały do swoich obywateli o kontakt z placówkami dyplomatycznymi. Operacja, przeprowadzona przy wsparciu Stanów Zjednoczonych, zakończyła karierę jednego z najbardziej poszukiwanych przestępców na świecie i została przedstawiona jako znaczący sukces w walce z narkobiznesem.
W medialnej narracji takie wydarzenia często oznaczają przełom: eliminacja „bossa” ma osłabić kartel i przywrócić kontrolę państwa. Jednak zdaniem wielu badaczy przemocy w Ameryce Łacińskiej rzeczywistość wygląda inaczej. Zabicie kolejnego lidera przestępczej organizacji rzadko zmienia strukturalne warunki funkcjonowania karteli, a często prowadzi jedynie do krótkotrwałej eskalacji przemocy związanej z walką o sukcesję.
Krzysztof Katkowski, OKO.press: Co się dokładnie stało w zeszłym miesiącu w Meksyku? Co dla meksykańskiego społeczeństwa oznaczała śmierć El Mencho?
Raúl Romero Gallardo: Od kilku lat Meksyk, podobnie jak Ameryka Środkowa i część Ameryki Południowej, stał się regionem, w którym przestępczość zorganizowana silnie wpływa na życie gospodarcze i społeczne. Nie chodzi wyłącznie o kartele i handel narkotykami, lecz o znacznie szersze zjawisko, które można rozumieć jako formę „kapitalizmu przestępczego”. W tej perspektywie przestępczość zorganizowana funkcjonuje jak gałąź przemysłu albo korporacja, która zajmuje przestrzeń, buduje terytoria i działa w krajach produkcji oraz tranzytu w Ameryce Łacińskiej.
System ten wpisuje się w relację centrum–peryferie (Północ-Południe). Kraje takie jak Stany Zjednoczone są jednocześnie ogromnymi rynkami konsumpcji i źródłem broni, która trafia do zbrojnych struktur tych organizacji. Dlatego problem nie ogranicza się do narkotyków. Ich handel jest jedynie jednym elementem szerszej sieci obejmującej między innymi
Warto więc zapytać:
dlaczego tak duże znaczenie symboliczne przypisuje się postaciom takim jak El Mencho, a nie osobom takim jak Epstein, czy nawet bezpośrednio Trump,
albo dyrektorom banków, którzy często doskonale wiedzą o operacjach finansowych związanych z tymi przepływami pieniędzy? Gdzie tak naprawdę znajduje się centrum tego systemu?
A więc co pan proponuje?
Mówić o korporacjach przestępczych i „odnarkotyzować” debatę. Chodzi o to, by zrozumieć zarówno ich znaczenie społeczne, jak i ekonomiczne. Innymi słowy, potrzebujemy perspektywy opartej na krytyce ekonomii politycznej przestępczości zorganizowanej. Musimy zrozumieć, że te korporacje mają nie tylko ogromne znaczenie gospodarcze. Według ostatnich raportów odpowiadają za około 3-4 proc. światowego produktu krajowego brutto. Dysponują też ogromną bazą społeczną pracowników.
Jeśli przyjrzymy się ludziom pracującym dla przestępczości zorganizowanej, skala jest naprawdę imponująca. Ze względu na obraz medialny – a także sposób, w jaki temat ten jest wykorzystywany przez Stany Zjednoczone – uwaga skupia się głównie na grupach zbrojnych: tych, które biorą udział w strzelaninach i walczą o kontrolę nad terytorium. Jednak za nimi stoi cała rzesza ludzi: rolnicy i rolniczki, młodzi ludzie, mężczyźni i kobiety. Wielu jest ofiarami przymusowego werbunku; inni padają ofiarą handlu ludźmi lub wykorzystywania seksualnego. To ogromna liczba pracowników i pracownic wyzyskiwanych przez te korporacje w celu wytwarzania pewnej stabilności ekonomicznej i generowania dochodów w swoich społecznościach.
Dlatego uważam, że powinniśmy zacząć postrzegać przestępczość zorganizowaną jako ważną gałąź gospodarki światowej – jako produkt lub konsekwencję samego modelu neoliberalnego.
Chodzi o możliwość globalnego łączenia lokalnych korporacji przestępczych. Innymi słowy: substancje sprzedawane w Meksyku są powiązane z bronią produkowaną w Niemczech, jednocześnie z prekursorami chemicznymi pochodzącymi z Chin, a także z konsumentami w Stanach Zjednoczonych.
Czy w takim razie można powiedzieć, że El Mencho był czymś w rodzaju – nie wiem – meksykańskiego Jeffa Bezosa? To jednak zbyt duże uproszczenie...
Można powiedzieć, że nie był jednym z bezpośrednich operatorów działających wewnątrz tych korporacji. Oczywiście nie chodzi dokładnie o bycie kimś takim jak Bezos, ponieważ mówimy tu o kimś, kto bezpośrednio zleca zabójstwa czy porwania, czyli o szefie klasycznej organizacji przestępczej. Myślę jednak, że wiele z tych organizacji działa raczej według modelu sieciowego, podobnego do modelu biznesowego. To znaczy jak małe oddziały Oxxo albo model Amazona czy nawet Ubera: przedsiębiorcy kontrolujący duże lokalne sieci. Można to porównać do przedsiębiorcy, który posiada flotę samochodów Ubera, wynajmuje je i w ten sposób prowadzi swój biznes.
Dlatego, kiedy ktoś, kto jest głównym operatorem w danym regionie, zostaje zatrzymany lub wyeliminowany, w rzeczywistości międzynarodowa sieć współpracy przestępczej pozostaje nienaruszona. Bardzo szybko pojawiają się nowi polityczni, wojskowi czy terytorialni przywódcy albo przedsiębiorcy, którzy zajmują jego miejsce.
W przypadku Meksyku obserwujemy to od dawna. Zbliżamy się teraz do 20. rocznicy tego, co nazwano wojną z narkotykami, oficjalnie ogłoszoną w 2006 roku przez rząd Felipe Calderóna. W rzeczywistości jednak ta polityka ma znacznie dłuższą historię, sięgającą co najmniej lat siedemdziesiątych. Widzieliśmy przez te lata, że praktycznie w każdej sześcioletniej kadencji prezydenckiej dochodzi do trzech lub czterech dużych zatrzymań przywódców przestępczych.
Przedstawia się ich jako wielkich bossów narkotykowego biznesu. Tak było z Chapo Guzmánem, a teraz mówi się to samo o El Mencho. Za każdym razem te wielkie zatrzymania przedstawiane są jako dowód sukcesu. Pełnią przede wszystkim funkcję medialną: mają pokazać rzekome rezultaty militaryzacji i wojny z narkotykami poprzez schwytanie lub eliminację wielkich „baronów narkotykowych”.
W praktyce jednak nie oznacza to realnego ciosu dla biznesu przestępczości zorganizowanej, ponieważ bardzo szybko pojawiają się następcy. W przypadku śmierci El Mencho moim zdaniem mamy do czynienia z operacją medialną.
Co ma pan na myśli?
Taka operacja legitymizuje wojnę z narkotykami, legitymizuje rolę wojska, legitymizuje projekt polityczny Czwartej Transformacji, a także wzmacnia pozycję Omara Harfucha jako jednego z możliwych kandydatów na prezydenta w najbliższych latach. Przekaz jest następujący: wojna działa, strategia militarna działa, presja Stanów Zjednoczonych na Meksyk przynosi rezultaty, a więc idziemy we właściwym kierunku.
Jednak jest to tylko wymiar medialno-polityczny. Na poziomie terytoriów nie opowiada się całej historii przemocy, która nadal pozostaje codziennym doświadczeniem ludzi żyjących w tych regionach w wyniku tego konfliktu.
Ale w tym przypadku czy uważa pan, że może to doprowadzić do jeszcze większej militaryzacji Meksyku? Może nie byłoby to dokładnie to samo co w Salvadorze pod dyktaturą Nayiba Bukele, ale o tym się mówi w regionie – cała Ameryka Łacińska zalicza ostatnio duży zwrot na prawo.
Jeśli spojrzymy na rezultaty, Meksyk w rzeczywistości nigdy nie przestał być zmilitaryzowany. To jedna z wielkich sprzeczności progresywnych rządów w Meksyku. W istocie kontynuowały one linię militaryzacji, która była realizowana już od lat siedemdziesiątych. W praktyce utrzymano logikę wojny z narkotykami, choć zmieniono narrację.
Narracja wprowadzona najpierw przez rząd Andrésa Manuela Lópeza Obradora, a następnie kontynuowana przez Claudię Sheinbaum, mówi o konieczności uderzenia w „korzenie przemocy”. Zgodnie z tą narracją źródło przemocy znajduje się w nierównościach społecznych i jest w tym bez wątpienia wiele prawdy. Problem polega jednak na tym, że państwo nie oferuje wystarczającej liczby miejsc pracy, praw socjalnych ani alternatyw dla młodych ludzi. W rezultacie przestępczość zorganizowana staje się dla wielu młodych alternatywą życiową.
Podczas rządów Andrésa Manuela Lópeza Obradora przeprowadzono jedną z najważniejszych reform wojskowych w najnowszej historii Meksyku. Wcześniej, za prezydentur Felipe Calderóna i Enrique Peñi Nieto, wojsko było wykorzystywane do zadań związanych z bezpieczeństwem wewnętrznym głównie w sposób nieformalny lub poprzez wykorzystywanie luk prawnych, ponieważ formalnie było przeznaczone do reagowania na zagrożenia zewnętrzne. Reforma Lópeza Obradora umożliwiła siłom zbrojnym legalne działanie w sferze bezpieczeństwa publicznego. W praktyce oznaczało to instytucjonalizację militaryzacji bezpieczeństwa oraz przyjęcie logiki bezpieczeństwa promowanej przez Stany Zjednoczone.
Drugim kluczowym elementem było utworzenie Gwardii Narodowej Meksyku – pomysłu obecnego w debacie publicznej od końca lat dziewięćdziesiątych, jeszcze w czasie prezydentury Ernesto Zedillo. Początkowo miała to być nowoczesna cywilna policja narodowa, posiadająca silne zdolności wywiadowcze oraz mechanizmy ochrony przed korupcją.
Ostatecznie jednak Gwardia Narodowa przekształciła się w formację zmilitaryzowaną, której personel w dużej mierze pochodzi z wojska, a wielu dowódców to emerytowani oficerowie. Jednocześnie budżet sił zbrojnych znacząco wzrósł, a armii powierzono realizację strategicznych projektów państwowych, takich jak Tren Maya [kolej na półwyspie Jukatan – przypis red.], Międzynarodowy Port Lotniczy Felipe Ángeles czy Korytarz Międzyoceaniczny Przesmyku Tehuantepec. Strategia ta jest kontynuowana pod rządami Claudii Sheinbaum i stanowi jedną z najbardziej widocznych ciągłości między wcześniejszymi rządami neoliberalnymi a późniejszymi rządami progresywnymi.
Mówi pan o kartelach jako o… korporacjach. To nie przesada?
To pan upraszcza. Właśnie dlatego mówiłem o potrzebie „odnarkotyzowania” tego konfliktu. Jeśli rozumiemy go wyłącznie w kategoriach narkotyków, pojawia się moralna narracja o dobrych i złych, o tych, których należy ścigać.
W wielu regionach Meksyku liderzy karteli, tacy jak El Mencho, są postrzegani nie tylko jako pracodawcy, ale także jako przedsiębiorcy i postacie polityczne. Z jednej strony tworzą miejsca pracy i kontrolują lokalne gospodarki, z drugiej ucieleśniają model sukcesu: człowieka, który wyszedł z biedy i dzięki własnym działaniom zbudował potężne imperium. W ten sposób wpisują się w popularny model „self-made mana”, znany w zachodniej wyobraźni sukcesu.
Jednocześnie ich wizerunek ma niemal symboliczny charakter władzy: są postaciami otoczonymi ochroną, bogactwem, luksusowymi dobrami i demonstracjami siły. W społecznościach dotkniętych biedą i marginalizacją stają się widocznym przykładem szybkiego awansu społecznego.
Wielu młodych ludzi dochodzi więc do wniosku, że lepiej żyć krótko, ale w dobrobycie niż pracować całe życie bez realnej szansy na poprawę warunków życia.
Liderzy karteli pełnią również funkcję lokalnych gwarantów porządku: zapewniają pracę, ochronę oraz nieformalną formę sprawiedliwości wobec rywalizujących grup przestępczych. W tym sensie przypominają tradycyjne struktury mafijne z figurą „ojca chrzestnego”, choć dziś ich lokalne sieci stanowią część znacznie większych, globalnych korporacji przestępczych.
Jeśli chodzi o konsekwencje śmierci El Mencho, tego samego dnia, w którym zginął, pojawiła się fala zbrojnych mobilizacji. W całym kraju doszło do blisko 30 blokad dróg, zginęło około 100 osób, a przez kilka dni panowała atmosfera konfrontacji. Przez około trzy dni w wielu częściach kraju, choć w mniejszym stopniu w samym mieście Meksyk, dochodziło do podpaleń ciężarówek, blokad autostrad i starć zbrojnych.
Później sytuacja się uspokoiła. Wydarzyło się to w weekend, a po nim przemoc nagle zmalała. Moim zdaniem obecnie trwa wewnętrzna reorganizacja władzy. To oczywiście przypuszczenie, ale obserwując sposób funkcjonowania tych organizacji, wydaje się to prawdopodobne.
Jeśli spróbujemy spojrzeć na Kartel Jalisco Nowej Generacji jako na korporację o zasięgu krajowym i globalnym, zobaczymy, że składa się on z wielu lokalnych liderów. El Mencho był głową tej struktury, ale poniżej działało wielu regionalnych przywódców. Wydaje mi się, że pierwsze dni przemocy były w pewnym sensie demonstracją siły. Pokazem tego, kto dysponuje większą siłą ognia, lepszą organizacją i większymi zasobami finansowymi, aby przejąć przywództwo.
Innymi słowy: kto może stać się następcą, z którym pozostali liderzy będą mogli koordynować swoje działania. Moim zdaniem właśnie to zostało pokazane w tych pierwszych dniach. Był to swego rodzaju test przywództwa w nowym etapie funkcjonowania organizacji: kto jest w stanie zjednoczyć lokalnych liderów.
A gdzie teraz widać konsekwencje tego zabójstwa?
Myślę, że skutki tej walki będą widoczne przede wszystkim w lokalnych konfliktach terytorialnych. To tam rozegra się zasadnicza rywalizacja. Kluczowe będzie to, kto będzie miał większą zdolność negocjacji z lokalnymi strukturami państwa: z politykami, policją czy wojskiem.
W momencie zatrzymania znaleziono komputery i notatki ze szczegółowymi zapisami finansowymi: komu płacono i jakie kwoty. Na podstawie tych dokumentów zaczęto już odtwarzać system płatności kierowanych do policjantów i lokalnych dowódców wojskowych, czyli mechanizmy korupcji.
Dlatego kolejne pytanie brzmi: kto będzie w stanie utrzymać te polityczne powiązania? Kto ma strategię finansową pozwalającą nadal finansować te relacje – płacić policji, wojsku i lokalnym politykom? Od tego zależy, kto przejmie kontrolę nad strukturą.
Ale istnieje też stereotyp, że Meksyk jest krajem, który w pewnym stopniu żyje dzięki „dobroczynności” karteli…
Nie zgadzam się z narracją przedstawiającą Meksyk przede wszystkim jako państwo zdominowane przez przestępczość. Trafniej jest rozumieć przestępczość zorganizowaną jako globalną korporację działającą w wielu krajach, między innymi
Organizacje te funkcjonują jako rozległe sieci złożone z licznych komórek współpracujących w ramach globalnych przepływów: od produkcji i dystrybucji fentanylu, przez handel bronią i ludźmi, aż po pranie pieniędzy.
Ich działalność wymaga partnerów w różnych częściach świata oraz powiązań z instytucjami państwowymi i finansowymi, co pokazuje ich głębokie zakorzenienie w gospodarce globalnej. Takie podejście pozwala uniknąć uproszczonej narracji, którą często powtarza Donald Trump, według której Meksyk miałby być „narkopaństwem”. W rzeczywistości przestępczość zorganizowana jest częścią szerszych transnarodowych struktur gospodarczych, powiązanych zarówno z nielegalnymi, jak i legalnymi sektorami gospodarki.
To prawda, że w Ameryce Łacińskiej czy w Afryce istnieją obszary, gdzie organizacje przestępcze kontrolują pewne terytoria. Ale nie oznacza to, że kontrolują całe państwa. Chodzi raczej o liczne lokalne fragmenty, gminy i społeczności, w których różne grupy sprawują częściową władzę nad produkcją, wymuszeniami lub usługami „ochrony”. W niektórych miejscach wiąże się to z uprawami, na przykład maku; w innych z pobieraniem „podatków ochronnych” od producentów awokado, hodowców drobiu czy plantatorów limonek.
Dlatego pojawia się pytanie:
czy nie mamy dziś do czynienia z nową formą organizacji władzy, którą można by opisać jako pewien rodzaj przestępczej państwowości?
Jeśli przyjmiemy, że państwa – zarówno w sensie teoretycznym, jak i historycznym – są rezultatem relacji społecznych i ekonomicznych, to powinniśmy zapytać: czy korporacje przestępcze redefiniują dziś formę państwa? Czy tworzą nową przestępczą formę państwowości?
A może przeciwnie – obserwujemy raczej powrót do najbardziej pierwotnej formy państwa, o której pisał klasyk socjologii historycznej Charles Tilly czy klasyk z innej tradycji, czyli Marks. Chodzi o sytuację, w której przemoc, grabież i zabójstwa były częścią procesu budowy państwa i legalności. Państwo, mówiąc obrazowo, rodziło się w maszynie „ociekającej krwią”.
I jakie jest z tego wyjście?
Zmiana podejścia. Sądzę, że sprowadzanie problemu wyłącznie do kwestii bezpieczeństwa oznacza przyjęcie amerykańskiej agendy: traktowanie przestępczości zorganizowanej jako problemu bezpieczeństwa, który można rozwiązać poprzez więcej policji, większą militaryzację i programy antykorupcyjne.
Pojawia się wtedy logika: „ja, jako policjant świata, przychodzę i mówię ci, co masz robić”. To odtwarza narrację dominującego systemu.
Dlatego powinniśmy raczej analizować logikę przestępczości w obecnej fazie kapitalizmu. Zastanowić się,
czy tworzy ona nową formę państwowości, czy raczej przywraca jej najbardziej pierwotną postać.
Być może chodzi o formę państwowości, która w przeszłości została ograniczona dzięki walkom klasy pracującej, a dziś może powracać jako pewien odpowiednik faszystowskiej formy kapitalizmu.
Zapatyści mówią o „burzy”, o wielkim kryzysie, w którym żyjemy. Ich diagnoza wskazuje na trzy główne elementy tej sytuacji. Po pierwsze – rolę wojen we współczesnym świecie. Wojna przestaje być jedynie środkiem do osiągnięcia celu i staje się celem samym w sobie. Jest sposobem wyludniania, ponownego zaludniania, niszczenia i odbudowy: mechanizmem reorganizacji przestrzeni. Po drugie – niszczenie natury i kryzys ekologiczny. Po trzecie – w przypadku Meksyku – sposób, w jaki te wojny reprodukują się w konfliktach o terytorium.
Uważam, że przemoc w Meksyku należy analizować w jej systemowym powiązaniu z globalnym kryzysem systemu światowego.
To pierwszy fundamentalny krok. Lewica powinna rozwinąć analizę przemocy w Meksyku, która wykracza poza perspektywę praw człowieka czy czysto policyjną interpretację problemu bezpieczeństwa. Potrzebna jest szersza, systemowa analiza.
A jakie są alternatywy wewnątrz samego Meksyku?
Aby zrozumieć kryzys w Meksyku, trzeba postrzegać przestępczość zorganizowaną jako element globalnych relacji gospodarczych.
Nie jako błąd systemu, lecz jako jego brutalną i skrajną formę, czasem opisywaną jako „wampiryczna” forma kapitalizmu.
W tej perspektywie zjawiska takie jak wymuszone zaginięcia, handel kobietami czy odkrywanie masowych grobów należy analizować również w kontekście relacji pracy i wyzysku.
W odpowiedzi na tę sytuację w niektórych regionach pojawiły się formy autonomicznej samoorganizacji społecznej. Jednym z najbardziej znanych przykładów jest Cherán w stanie Michoacán, gdzie społeczność Purépecha w 2011 roku powstała przeciwko przestępczości zorganizowanej i stworzyła własny system samorządności, później uznany instytucjonalnie. Innym przykładem jest społeczność Nahua z Santa María Ostula, która od ponad dwóch dekad broni swojego terytorium przed kartelami.
Podobne inicjatywy pojawiły się także w innych regionach. Na przykład w formie policji wspólnotowych w stanie Guerrero, choć wiele z nich zostało zlikwidowanych przez represje państwowe, korupcję lub przemoc. Również w Mexico City powstały organizacje oddolne, takie jak Organizacja Ludowa Francisco Villa, które oprócz walki o prawo do mieszkania zaczęły rozwijać własne formy bezpieczeństwa i sprawiedliwości wspólnotowej. To daje nadzieję.
Doświadczenia te pokazują potencjał lokalnej autonomii. Jednocześnie ujawniają jednak jej ograniczenia. Bez zmian w szerszych strukturalnych warunkach państwa liberalnego oddolne inicjatywy nie są w stanie samodzielnie powstrzymać rozwoju przestępczości zorganizowanej.
*Raúl Romero Gallardo (1983, Ciudad de México) – socjolog, pracownik Instytutu Badań Społecznych oraz wykładowca (profesor de asignatura) na Wydziale Nauk Politycznych i Społecznych, obu jednostkach Narodowego Autonomicznego Uniwersytetu Meksyku (UNAM). Stały współpracownik dziennika La Jornada.
Krzysztof Katkowski (ur. 2001) – socjolog, tłumacz, dziennikarz, poeta. Absolwent Universitat Pompeu Fabra w Barcelonie i Uniwersytetu Warszawskiego. Współpracuje z OKO.press, „Kulturą Liberalną”, „Dziennikiem Gazeta Prawna” i „Semanario Brecha”. Jego teksty publikowały m.in. „la diaria”, „Gazeta Wyborcza”, „The Guardian” „Jacobin”, , „Kapitàl noviny”, „Polityka”, „El Salto” czy CTXT.es.
Krzysztof Katkowski (ur. 2001) – socjolog, tłumacz, dziennikarz, poeta. Absolwent Universitat Pompeu Fabra w Barcelonie i Uniwersytetu Warszawskiego. Współpracuje z OKO.press, „Kulturą Liberalną”, „Dziennikiem Gazeta Prawna” i „Semanario Brecha”. Jego teksty publikowały m.in. „la diaria”, „Gazeta Wyborcza”, „The Guardian” „Jacobin”, , „Kapitàl noviny”, „Polityka”, „El Salto” czy CTXT.es.
Komentarze