0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja jest dziełem Weroniki Syrkowskiej / OKO.pressIlustracja jest dzie...

1 lipca to dzień wejścia w życie obowiązku sprzedaży butelek i kartonów z przytwierdzonymi nakrętkami. Unijna regulacja obejmuje opakowania o pojemności do trzech litrów.

To zmiana, która wzbudziła wiele kontrowersji i podzieliła opinię publiczną. Sporo zamieszania wokół niej wywołał Sebastian Kaleta z PiS, który wyśmiewał to rozwiązanie w ramach kampanii do eurowyborów. Warto mieć jednak uwadze, że ustawę w tej sprawie przyjęto w 2023 r., a więc za czasów rządów Zjednoczonej Prawicy. A sam Kaleta głosował „za”.

Wiele emocji budzi też podważenie sensu charytatywnych zbiórek nakrętek, które w Polsce mają już kilkunastoletnią tradycję.

W związku z tym postanowiliśmy przyjrzeć się sprawie bliżej. Czy to istotna zmiana z perspektywy recyklingu? Czy to oznacza, że zbiórki charytatywne nie będą mogły być prowadzone? I czy rzeczywiście są one skutecznym sposobem na pomaganie?

Zacznijmy od tego ostatniego.

Przeczytaj także:

Charytatywne nakrętki

Niektórzy twierdzą, że zbieranie nakrętek to realna pomoc dla ludzi, którzy potrzebują wsparcia. Inni twierdzą zaś, że zbiórki te obecnie nie mają już sensu. Kto ma rację? Możliwe, że… po trochu wszyscy.

W Polsce idea ta rozkręciła się w 2006 roku. Studenci z Krakowa zebrali wówczas ponad 8 ton nakrętek i kupili za nie wózek dla 4-letniej Zuzi. Z tej akcji zrodziła się Fundacja Bez Tajemnic, która do 2020 roku pomogła w zakupie wózka blisko 30 osobom.

Takich inicjatyw jest jednak więcej. Na przykład Żoliborskie Stowarzyszenie „Dom, Rodzina, Człowiek” pomogło kilkudziesięciu osobom. „15 lat temu ulepiliśmy śnieżynkę, z której powstała lawina pomocy dla tych najbardziej potrzebujących. Tego już nie da się zatrzymać. I cokolwiek Bruksela nie wymyśli, to i tak znajdziemy rozwiązanie, żeby ta piękna akcja trwała” – zapewnia w rozmowie z TOK FM Krzysztof Malmurowicz, przedstawiciel stowarzyszenia.

I dodaje: „Gdy uczestniczy się w uroczystości przekazania wózka kupionego za te zakrętki, to łzy same ciekną po twarzy ze wzruszenia”.

W tego typu działania włączają się też urzędy. Wielki kosz w kształcie serce czeka na nakrętki m.in. przy urzędzie marszałkowskim w Gdańsku. „Od kilku lat pracownicy naszego urzędu zbierają nakrętki dla niepełnosprawnego od urodzenia 10-letniego Arturka. Dzięki sprzętowi zdobytemu podczas tej akcji u chłopca nastąpiła znaczna poprawa w zakresie sprawności ruchowej” – mówiła w 2011 roku inicjatorka akcji Agnieszka Zabłocka.

Więc tak, to realna pomoc. Ale nie oznacza to, że efektywna.

Czy zbiórki mają sens?

Kilogram nakrętek w skupie kosztuje kilkadziesiąt groszy. Żeby kupić wózek inwalidzki, potrzeba zebrać ich kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt ton. W tonie mieści się ok. 500 tys. sztuk, może nieco mniej.

Potrzeba więc wielu milionów nakrętek, by uzbierać pieniądze na wózek. To dane pojawiające się na przestrzeni ostatnich kilku lat w różnych publikacjach, m.in. na portalach Niepełnosprawni.pl, Money.pl, BusinessInsider.com.pl i Prawo.pl.

Ale ogrom nakrętek, które trzeba uzbierać, to nie jedyny problem.

„Źle zorganizowana może przynieść więcej problemów niż pożytku. Często dzwonią do nas rodzice i pytają, jak my to robimy, że zbieramy zakrętki i możemy kupić za to sprzęt, a oni zbierają i ledwo wystarcza im na paliwo. I to jest właśnie klucz do sprawy. Tutaj działa efekt skali, dobrze zorganizowana logistyka tej akcji to podstawa tego, żeby przyniosła ona jakikolwiek wymiar ekonomiczny i ekologiczny. Czasami rodzice dzieci z niepełnosprawnością desperacko jeżdżą 100 km po 50 kg zakrętek – trzeba podkreślić, że taka akcja nie ma szans na powodzenie” – wyjaśniał w 2020 roku Michał Żukrowski z Fundacji Bez Tajemnic na portalu Niepełnosprawni.pl.

Warto mieć też na uwadze, że gdy rozpoczynała się zbiórka nakrętek w Polsce, segregacja odpadów nie była obowiązkowa. Dziś już jest, a w branży dokonał się technologiczny postęp umożliwiający skuteczną segregację i recykling. Dotyczy to również butelek z przytwierdzonymi nakrętkami.

Mimo to, jak informuje Prawo.pl, ponad 40 proc. trafiających do sortowni butelek pozbawionych jest nakrętek. A do charytatywnych serc trafia zaledwie kilka procent z nich.

Dlatego zdaniem Piotra Szewczyka, prezesa Rady RIPOK, charytatywne zbiórki nakrętek to dziś „trochę ekościema i wprowadzanie chaosu informacyjnego”.

„Przyzwyczajono nas do odkręcania ich, tylko że jedna osoba na 10 odniesie je do miejsca zbiórki. A raczej zawiezie, zużyje paliwo, samochód i własny czas, co też z ekologią jest na bakier” – ocenia Szewczyk.

Czy to prawda?

Z powodu nakazu przytwierdzania nakrętek charytatywne zbiórki nakrętek przestaną istnieć.

Sprawdziliśmy

Nowe przepisy nie oznaczają, że zbiórki będą zakazane. Wiele wskazuje jednak, że większość z nich przestanie być skuteczna i straci sens. Nie oznacza to przy tym, że wprowadzane zmiany są bezsensowne.

Czy zbiórki znikną?

„Ministerstwo Klimatu i Środowiska nie planuje wprowadzać jakichkolwiek zakazów związanych z prowadzonymi działalnościami charytatywnymi. […] Jeżeli natomiast konsument postanowi oderwać zakrętkę i przekazać ją w ramach zbiórki charytatywnej, nikt mu takiego działania nie zabrania" – tłumaczy ministerstwo klimatu i środowiska.

Co ważne, osoby odrywające nakrętki nie mogą być za to w żaden sposób karane. Obowiązek przytwierdzania nakrętek spoczywa na producentach, nie konsumentach.

Choć teoretycznie zbiórki będą mogły być prowadzone, w praktyce coraz więcej organizacji pozarządowych przyznaje jednak, że nie będzie miało to już sensu.

Jak informuje WP Finanse, z końcem marca zbiórkę zakończyła fundacja „Wrocławskie hospicjum dla dzieci”. „Dla nas jest to ogromna strata i wielka zmiana, ponieważ w ciągu roku mieliśmy około 100 tys. zł z samych nakrętek, będących małym plastikiem, który nam bardzo pomagał. W tej chwili nie mam nic w zastępstwie, więc straciliśmy naprawdę tak bardzo potrzebne środki dla naszych podopiecznych” – tłumaczyła portalowi w marcu Martyna Flieger, przedstawicielka fundacji.

Podobnie ma się sytuacja w fundacji „Przyszłość dla dzieci„. ”Jesteśmy świadomi, że akcja »Wkręć się!« wygaśnie w najbliższym czasie, ale jesteśmy na to gotowi. Świat się zmienia, więc niedługo zaprosimy mieszkańców naszego regionu do nowych, wspólnych działań. Takich, żeby nadal mogli, w łatwy sposób, pomagać dzieciom, dbając przy tym o planetę" – zapowiada Agnieszka Terebiłów z olsztyńskiej fundacji.

Wiele wskazuje więc, że zbiórki, choć nie będą zakazane, umrą śmiercią naturalną. Jeśli nie wszystkie, to prawdopodobnie zdecydowana większość.

Po co to wszystko?

Osobną sprawą pozostaje to, że rząd przy okazji zmiany nie zaplanował żadnej sensownej akcji edukacyjnej. „Adresatem obowiązku są wprowadzający napoje (producenci, importerzy), nie bezpośrednio konsumenci” – tłumaczy ministerstwo powody takiego podejścia.

Ludzie wiedzą więc, że zmiana wchodzi w życie. Ale niekoniecznie wiedzą dlaczego. Celem nie jest przecież blokowanie zbiórek charytatywnych. Więc co?

Nakrętki jako drobny odpad przelatują przez sito w sortowniach. Jeśli nie są przytwierdzone do butelki czy kartonu, lądują więc w spalarni lub na składowisku, co oznacza marnowanie cennego recyklatu. Uratowane od takiego losu, mogą zaś zostać przerobione na surowiec wtórny. Czyli granulat, z którego można wytworzyć np. doniczki, rury PCV i wieszaki na ubrania.

Często takie luźne nakrętki kończą jednak nie tyle na składowisku czy w spalarni, ile w środowisku. W ten sposób zanieczyszczają wodę i glebę, szkodząc roślinom i zwierzętom. Sam plastik jest też zagrożeniem dla zdrowia ludzkiego.

„Co więcej, mikroplastik jest już nie tylko w wodzie, czy powietrzu, ale też w naszym krwioobiegu. Ostatnie badania pokazują, że może to mieć m.in. negatywny wpływ na naszą gospodarkę hormonalną. Musimy pilnie zatroszczyć się o nasze zdrowie, ale też środowisko, do którego te tworzywa przenikają – ma to przecież także ogromny wpływ na rośliny i zwierzęta” – mówi Joanna Kądziołka, prezeska Polskiego Stowarzyszenia Zero Waste.

Kądziołka podkreśla przy tym, że w kwestii nakrętek nie chodzi o to, czy nie da się już prowadzić zbiórek charytatywnych.„To nie jest kwestia tego, że się nie da, tylko zupełnie innego celu. Chcemy ograniczyć transport nakrętek i sprawić, żeby one od razu trafiały do recyklera, który je przetwarza. I żeby jak najmniej nakrętek było »zagubionych«, czyli trafiało do środowiska” – wyjaśnia ekspertka.

I podsumowuje: „Odrywając nakrętkę, działamy na niekorzyść środowiska i samego procesu recyklingu”.

Być może najważniejsze pytanie w całej historii nie powinno jednak dotyczyć tego, czy charytatywne zbiórki nakrętek miały i zachowają sens. Może zamiast tego, warto zastanowić się, czy o jakości życia ludzi, którzy potrzebują pomocy, powinna decydować grupa obywateli zbierających nakrętki, czy też polityka państwa.

;
Wyłączną odpowiedzialność za wszelkie treści wspierane przez Europejski Fundusz Mediów i Informacji (European Media and Information Fund, EMIF) ponoszą autorzy/autorki i nie muszą one odzwierciedlać stanowiska EMIF i partnerów funduszu, Fundacji Calouste Gulbenkian i Europejskiego Instytutu Uniwersyteckiego (European University Institute).
Szymon Bujalski

Redaktor serwisu Naukaoklimacie.pl, dziennikarz, prowadzi w mediach społecznościowych profile „Dziennikarz dla klimatu”, autor tekstów m.in. dla „Wyborczej” i portalu „Ziemia na rozdrożu”

Komentarze