Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Robert Kowalewski / Agencja Wyborcza.plFot. Robert Kowalews...

Sondaże są dla Polskiego Stronnictwa Ludowego okrutne, bo nie dają w tej chwili nadziei choćby na otarcie się o próg wyborczy. Średnie poparcie dla tej partii oscyluje w okolicach 2-3 proc.

PSL musi się więc jakoś wybić i używa trampolin, które tradycyjnie nie stoją nad jego basenami.

To nie prezydent powinien mieć decydujący głos w sprawie funduszu zarządzanego przez Bank Gospodarstwa Krajowego, do którego miałyby trafić zyski ze sprzedaży złota, a rząd.

To zresztą był w pewnym sensie odważny skok, bo PSL, jako część koalicji rządzącej, powiedział: prezydent ma bardzo dobry pomysł z tym złotem. A przecież koalicja ten pomysł zrugała.

Teraz trampolina jest jeszcze wyższa. Skok z niej grozi więc skręceniem karku. PSL zabiera się bowiem za próbę zreformowania systemu ochrony zdrowia. Systemu, który zaczyna się naprawdę sypać, skoro doszło do tego, że NFZ zaczyna ciąć wydatki na diagnostyczne badania obrazowe jak rezonans magnetyczny czy tomografia komputerowa. Albo przywraca limitowanie wydatków na operacje zaćmy, a media w związku z tym już wysyłają emerytów do Czech w ramach turystyki medycznej, bo dla wielu to może okazać się jedynym ratunkiem.

PiS ma pomysł, ale go nie zdradza

Sytuacja jest tak zła, że ochrona zdrowia staje się właśnie gorącym tematem politycznym, podgrzewanym przez PiS. Partia zorganizowała właśnie serię konferencji pod szpitalami powiatowymi w całej Polsce. Jarosław Kaczyński w TV Republika ostro krytykował rząd za sytuację w NFZ.

„Polska nie jest już dzisiaj krajem biednym. (…) My możemy mieć służbę zdrowia na naprawdę dobrym poziomie, dobrze płacić lekarzom i paniom pielęgniarkom – i panom, bo w związku z tym, że płace są dobre, to jest ich też coraz więcej”

– mówił Kaczyński.

Prezes PiS ostatnie decyzje NFZ dotyczące cięć w wycenie za nadwykonania badań obrazowych nazywał skandalem i kpiną. „To należy dokładnie opisać i potępić. Po prostu kpią sobie z pacjentów. Z lekarzy też sobie kpią. Kpią sobie w ogóle z zadań państwa. Łamią wszelki porządek społeczny i są w dobrym humorze” – mówił.

Jednak pytany, czy PiS ma pomysł na naprawę systemu ochrony zdrowia, Jarosław Kaczyński odpowiedział, że PiS ma już sporo pomysłów na to, jak znaleźć pieniądze, których brakuje, ale nie będzie o nich mówił. Gdyby doszło wkrótce do zmiany rządu, czego wcale nie zakłada, to wtedy PiS oczywiście wszystko naprawi.

Przeczytaj także:

Wszyscy drżą przed reformą ochrony zdrowia

Już na początku kwietnia branżowe media zdawkowo informowały o istnieniu projektu PSL, który ma zreformować system ochrony zdrowia. Wiceprzewodniczący PSL Marek Sawicki przyznawał wówczas, że projekt leżał w szufladzie od miesięcy.

Ludowcy przygotowali go wspólnie z ekspertami z Federacji Przedsiębiorców Polskich, jednak długo brakowało im politycznej odwagi, żeby go przedstawić publicznie. Teraz jednak, przy tak niskim poparciu w sondażach, zmieniają się kalkulacje.

Inaczej jest w wypadku Koalicji Obywatelskiej. Ta na ekstremalnie trudnej reformie systemu ochrony zdrowia poparcie może stracić.

Marek Sawicki nie ukrywa, że rozmawiał z rządem o tym projekcie i dostał jasną odpowiedź: nie ma zgody, by to był projekt rządowy. Ale PSL może go zgłosić jako projekt poselski.

To bardzo wygodna pozycja: gdyby reforma została dobrze oceniona, przynajmniej jako pierwszy krok w koniecznych strukturalnych zmianach w systemie, wtedy pochwały zbierze cała koalicja. Jeśli okaże się niewypałem, oberwie PSL, który i tak niewiele ma już do stracenia.

PSL znalazł 26 mld zł, ale z 10 mld zł zrezygnował

Punkt wyjścia jest taki: W NFZ brakuje pieniędzy.

W tym roku dziura w NFZ sięga 50 mld zł, z czego 24 mld zł dorzuci rząd w specjalnej dotacji zapisanej już w budżecie na ten rok. Nadal brakuje 26 mld zł. I dlatego już teraz NFZ tnie wydatki na diagnostykę obrazową czy na leczenie zaćmy. W każdym innym przypadku ekonomiści nazwaliby to stanięciem na granicy bankructwa. Ale NFZ, podobnie jak ZUS, zbankrutować sensu stricto nie może, ponieważ jest instytucją publiczną, za którą stoi budżet państwa, a nie firmą nastawioną na zysk. NFZ mógłby zbankrutować wyłącznie w przypadku bankructwa państwa polskiego.

PSL wspólnie z ekspertami z FPP przygotował więc plan reformy, który znajduje dodatkowe 16 mld zł. Te mogłyby dzięki reformie wpadać do NFZ już w pierwszym roku.

To środki, które pozwoliłyby zasypać ok. 65 proc. tegorocznej dziury w NFZ. FPP ma plan na całe 26 mld zł. Ale PSL ostatecznie przed złożeniem projektu ustawy do Sejmu zrezygnował z pomysłów, które mogły przynieść dodatkowe ponad 10 mld zł.

Dlaczego? Bo nie chciał drażnić kilku grup społecznych: rolników, mundurowych i sędziów. Przy czym rolników tak naprawdę rozdrażniłby najmniej.

Przedsiębiorcy będą nam grzebać w NFZ?

Dlaczego organizacja reprezentująca interesy przedsiębiorców napisała politykom projekt ustawy w tak newralgicznym obszarze jak ochrona zdrowia?

Federacja Przedsiębiorców Polskich ma na koncie bardzo rzetelne raporty na temat luki finansowej w systemie ochrony zdrowia. Łukasz Kozłowski, główny ekonomista FPP, który jest również członkiem Rady Narodowego Funduszu Zdrowia, przygotowuje je wspólnie z Narodowym Instytutem Zdrowia Publicznego. A rynek, odkąd zaczęły cyklicznie powstawać, ocenia je jako eksperckie, nie lobbingowe.

To właśnie te raporty z ich diagnozami stanu zapaści w NFZ stały się bazą dla określenia ścieżki ratunkowej, pod którą podpisuje się PSL.

Jak wygląda ta ścieżka?

Mniejsze podwyżki dla lekarzy

Żeby uzdrowić sytuację finansowania ochrony zdrowia, po pierwsze, konieczne jest zreformowanie systemu podwyżek dla lekarzy i pielęgniarek, które uchwalił w 2022 r. PiS, a która obecnie rozkłada budżet NFZ na łopatki. Wówczas przyjęto model, według którego waloryzacja wynagrodzeń zawodów medycznych powiązana jest ze wzrostem przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce.

– To każdego roku powiększa koszty systemu ochrony zdrowia o 15–16 mld zł. A to oznacza, że NFZ jedną trzecią swojego budżetu przeznacza na sfinansowanie realizacji ustawy dotyczącej wynagrodzeń. Na dłuższą metę system nie jest w stanie sobie poradzić z tak narastającymi kosztami – wyjaśnia w rozmowie z OKO.press Kozłowski.

Dlatego wspólna propozycja FPP i PSL jest taka, żeby waloryzacja wynagrodzeń w zawodach medycznych następowała według innego wzorca – nie 100 proc. wzrostu przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce, ale inflacja plus 20 proc. realnego wzrostu przeciętnego wynagrodzenia. – To jest dokładnie taka sama formuła, za pomocą której waloryzuje się w Polsce emerytury i renty” – mówi Kozłowski.

– Może się wydawać, że to jest drastyczne cięcie dynamiki wzrostu płac, ale to w gruncie rzeczy oznacza utrzymanie 2/3 wzrostu wynagrodzeń, jaki mamy dziś. Czyli podwyżki będą, nadal niemałe, ale mniejsze o 1/3 – dodaje ekspert.

Z jego wyliczeń wynika, że dla najniższego zasadniczego wynagrodzenia pielęgniarki z wyższym wykształceniem i specjalizacją oznacza to, że zamiast podwyżki o 700 zł byłaby podwyżka o 450 zł. – Pamiętajmy jednak, że mówimy o wynagrodzeniu zasadniczym, a w ochronie zdrowia to jest w wielu przypadkach tylko niewiele ponad połowa całkowitego wynagrodzenia – wyjaśnia Kozłowski.

Dysproporcja między zarobkami w ochronie zdrowia a resztą

Dla pełnego obrazu warto przypomnieć, co kilka miesięcy temu mówił Sławomirowi Zagórskiemu w wywiadzie dla OKO.press dr n. med. Bernard Waśko, dyrektor Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny:

„OECD opublikowało jesienią ubiegłego roku raport, w którym są wskaźniki, o ile wynagrodzenia w różnych grupach zawodowych przewyższają przeciętne wynagrodzenie w gospodarce w danym kraju. I w Polsce w odniesieniu do pielęgniarek ten wskaźnik był najwyższy w Europie, wynosił ok. 160 proc. Z tego wynika, że mamy w Polsce największą dysproporcję pomiędzy wynagrodzeniami zawodów medycznych a pozostałymi pracownikami wykonującymi zadania publiczne.

A dziś te dysproporcje są jeszcze większe, bo raport OECD dotyczył danych z lat 2021–2022.

Proponowana przez PSL zmiana w waloryzacji wynagrodzeń pozwoli zaoszczędzić ok. 7 mld zł w pierwszym roku.

– Obecnie waloryzacja najniższego wynagrodzenia zasadniczego dokonywana jest corocznie 1 lipca, a my proponujemy, żeby odbywała się 1 stycznia każdego roku. Przecież NFZ, układając plan finansowy na kolejny rok, nie zna wskaźnika waloryzacji wynagrodzeń, jeśli są waloryzowane w lipcu, i nie jest w stanie zaplanować kosztów na drugie półrocze danego roku – mówi Kozłowski.

Inaczej liczone chorobowe

Po drugie, PSL proponuje zmiany w funduszu chorobowym. Dodatkowe pieniądze dla NFZ generuje tutaj wyłączenie składki chorobowej liczonej od dochodu. To oznacza, że podatkowo składka chorobowa będzie potraktowana tak samo jak składka zdrowotna i nie będzie pomniejszać podstawy opodatkowania PIT ani podstawy, od której naliczana jest składka zdrowotna. Mówiąc wprost – to ukryta podwyżka podatku i składki zdrowotnej.

To spowoduje, że dodatkowe dochody z samej składki zdrowotnej wyniosłyby 2,9 mld zł. Kolejne 3,7 mld zł pojawiłoby się z podatku PIT. Ten co prawda nie trafia do NFZ, ale do budżetu państwa. Ale z tego źródła budżet państwa pokrywałby koszty zasiłków macierzyńskich i opiekuńczych wypłacanych z funduszu chorobowego w ZUS. W ten sposób w ZUS powstałaby nadwyżka na funduszu chorobowym.

Oprócz zmian podatkowych ze składki chorobowej wpłynęłoby jeszcze dodatkowe 1,2 mld zł z racji objęcia ubezpieczeniem chorobowym również zleceniobiorców. Dotąd było ono dla nich dobrowolne.

Ostatecznie w funduszu chorobowym w ZUS powstałaby nadwyżka w wysokości 6,1 mld zł, którą ZUS miałby wypłacać do NFZ.

Do tego doliczmy wspomniane 2,9 mld zł z tytułu większych wpływów z samej składki zdrowotnej oraz oszczędności na niższych niż dotąd podwyżkach dla pracowników medycznych (7 mld zł) i mamy w NFZ znalezione około 16 mld zł.

Skąd PSL nie chciał brać pieniędzy?

Pierwotnie propozycja FPP zakładała znalezienie większej kwoty – ok. 26 mld zł. PSL jednak w ostatecznej wersji projektu ustawy, którą złożył w Sejmie, z kilku pomysłów zrezygnował, odpuszczając w ten sposób ok. 10 mld zł.

Co było nie do zaakceptowania przez polityków? O tym mówią OKO.press sami eksperci, którzy projekt ustawy współprzygotowywali.

Na samym początku odrzucony został pomysł prostej podwyżki składki zdrowotnej o 0,5 pkt proc., czyli do poziomu 9,5 proc., co dawałoby dodatkowo prawie 9 mld zł.

Ta podwyżka miałaby dotyczyć tylko pracowników. A przedsiębiorcy? – Pisaliśmy ten projekt dokładnie w czasie, gdy prowadzono prace nad obniżeniem składki zwrotnej dla jednoosobowych działalności gospodarczych, więc jako kompromisowe rozwiązanie proponowaliśmy, żeby zrezygnować z tej obniżki – wyjaśnia OKO.press Kozłowski.

Przypomnijmy: obniżkę składki zdrowotnej dla JDG Sejm rzeczywiście uchwalił, ale prezydent ją zawetował.

Gdyby więc PSL odważył się jednak zawrzeć w projekcie podwyżkę składki zdrowotnej dla wszystkich pracowników z 9 do 9,5 proc., warto byłoby poruszyć solidarnie również kwestię składki zdrowotnej dla przedsiębiorców.

Co z KRUS?

Są jeszcze dwie kwestie, które miały znaleźć się w projekcie ustawy właściwie do ostatniej chwili. Branżowe media opisywały je jeszcze tuż przed złożeniem projektu w Sejmie. Ale finalnie propozycje zniknęły.

Po pierwsze, zmiany w KRUS, a dokładniej podniesienie składki zdrowotnej dla rolników z obecnej stawki 1 zł za hektar do 5 zł za hektar.

– To nie oznaczałoby radykalnego podniesienia dochodów do NFZ, bo w ten sposób wpłynęłoby niecałe 400 mln zł rocznie więcej. Ale chodzi raczej o symboliczne zwiększenie partycypacji tej grupy w finansowaniu ochrony zdrowia – mówi Kozłowski.

Po drugie, likwidacja ulg dla służb mundurowych, sędziów i prokuratorów. Oni dziś składki chorobowej nie płacą wcale. Objęcie ich składką na ubezpieczenie chorobowe, jak wszystkich innych ubezpieczonych w ZUS, dałoby NFZ kolejny 1 mld zł, przy założeniu przekazywania do niego nadwyżki z funduszu chorobowego.

Uchylenie drzwi dla prywatyzacji

W PSL-owskim projekcie reformy systemu ochrony zdrowia jest jeszcze jedna kwestia o wymiarze finansowym – wprowadzenie zupełnie nowej ulgi zdrowotnej w PIT.

Miałaby ona polegać na możliwości odliczenia od podatku dochodowego 10 proc. wartości poniesionych i udokumentowanych wydatków na cele rehabilitacyjne, wyroby medyczne, świadczenia zdrowotne oraz usługi opiekuńcze. Mówiąc wprost, to odliczenie od podatku wydatków poniesionych z własnej kieszeni na leczenie w prywatnym sektorze ochrony zdrowia.

To z kolei koszt 3 mld zł dla budżetu państwa.

PSL uzasadnia, że taka ulga podatkowa pomogłaby w walce z szarą strefą, bo ludzie chętniej opłacaliby „legalnie” świadczenia zdrowotne, a takie uszczelnienie systemu mogłoby, zdaniem PSL, przynieść dodatkowe wpływy do budżetu rzędu co najmniej kilkunastu miliardów złotych rocznie.

PSL twierdzi nawet, że skala nieformalnego obrotu w ochronie zdrowia może być znacznie większa. Twardych danych jednak brak – to tylko szacunki.

Ale to nie jest najważniejsze w proponowanej uldze. Nie chodzi o wielkość kwoty, ale o fakt, że jest to de facto uchylenie furtki, przez którą do publicznego systemu ochrony zdrowia przeciskałaby się prywatna ochrona zdrowia, wyciągając ręce po publiczne pieniądze.

I to już należy nazwać po imieniu w trakcie procedowania projektu w Sejmie – to częściowa prywatyzacja. Czy PSL będzie się tym chwalić, czy raczej wstydliwie chować pod stertą innych proponowanych zmian, zależy od tego, czy basen, do którego skacze, definiuje jako liberalny czy solidarny. Nie jest jednak pewne, czy PSL sam odpowiedział sobie do końca na to pytanie.

Agata Kołodziej

Dziennikarka ekonomiczna, absolwentka Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz podyplomowych Studiów Systemu Finansowego i Polityki Monetarnej Instytutu Nauk Ekonomicznych Polskiej Akademii Nauk. Publicystka, producentka wideo online, autorka podcastów, host w studio TV na żywo. Byłam przywiązana do tematyki gospodarczej od kilkunastu lat, głównie w zakresie makroekonomii, finansów i bankowości oraz rynku mieszkaniowego. Obecnie gospodarka jest dla mnie interesująca przede wszystkim w połączeniu z kontekstem społecznym oraz politycznym. Wcześniej byłam związana ze Spidersweb.pl, Money.pl i Onetem, a jeszcze wcześniej z „Gazetą Giełdy Parkiet”. Współpracowałam także z „Dziennikiem Gazetą Prawną” i „Gazetą Wyborczą”.

Komentarze