Projekt PSL rozbraja „Safe 0 proc.”, bo usuwa kontrolę prezydenta nad polityką obronną. Ma wady, ale podjęcie go byłoby zaszachowaniem prawicy: czy chodzi tu o dobro kraju, czy o wyścig do władzy. Obnażyłoby demagogię narracji o niesuwerenności
W polskiej polityce trwa licytacja na to, kto jest gorszym Polakiem. Może warto opuścić w niej jedną kolejkę i zostawić rywala z bez sensu podniesioną kartą?
Zacznijmy od konkretu. Porównywanie prezydenckiego SAFE 0 proc. i propozycji 12 posłów i trzech posłanek z PSL przypomina rebus „znajdź trzy różnice”. Projekty są niemal identyczne, poczynając od nazwy: „Ustawa o Polskim Funduszu Inwestycji Obronnych”. Operatorem Funduszu ma być Bank Gospodarstwa Krajowego, w 100 proc. własność Skarbu Państwa.
Fundusz ma finansować „Wieloletni Program Inwestycji Obronnych”, który zostanie przygotowany przez ministra obrony, uchwalony przez Radę Funduszu i nadzorowany przez Komitet Sterujący (patrz – dalej, co to za twory). Propozycje nie precyzują skali Wieloletniego Programu, ale oba projekty zakładają, że środki Funduszu pochodzić będą z:
W projekcie prezydenta mowa o odprowadzeniu do Funduszu „części rocznego zysku NBP w 14 dni od dnia zatwierdzenia rocznego sprawozdania finansowego”, co oznacza – na mocy ustawy o NBP – 95 proc. (5 proc. zostaje na tzw. fundusz rezerwowy). PSL chce znowelizować ustawę o NBP bardziej konkretnie: "Wpłata z zysku NBP za lata 2026-2035 nie może być mniejsza niż 9/10 rocznego zysku NBP za dany rok kalendarzowy”.
Do tej pory zysk NBP wpływał sobie po prostu do budżetu, czy raczej powinien wpływać, bo od 2022 roku NBP notował straty. Oba projekty przewidują uchylenie zapisu ustawy o finansach publicznych, który to gwarantował. Teraz byłyby to „pieniądze znaczone”, na obronność.
Intencją obu projektów jest zapewnienie środków na Wieloletni Plan. Jeśli zysk NBP będzie mniejszy, niż zaplanowano, BGK ma udzielić Funduszowi pożyczki objętej gwarancjami Skarbu Państwa.
I prezydent, i PSL chcą też, by wydatki odpalić, nie czekając na bilans NBP za 2026 rok i (ewentualną) wpłatę z zysku. BGK może bowiem „udzielić Fuduszowi pożyczki pomostowej”.
Oba projekty dają zatem Funduszowi gwarancje finansowe.
Zanim będzie zysk z NBP, a nawet gdy zysku nie będzie, kasa ma się znaleźć.
Skąd? Już to wiemy: „z kredytów, pożyczek i obligacji”. Dlatego (między innymi) mówienie o „SAFE 0 proc.” to ściema.
Lista wydatków obronnych z Funduszu obejmuje u prezydenta sześć pozycji, w tym zakup uzbrojenia dla „formacji mundurowych odpowiedzialnych za bezpieczeństwo państwa”, inwestycje w infrastrukturę wojskową i logistyczną oraz w „technologie przełomowe” (sztuczna inteligencja i domena kosmiczna). Ponadto „projekty realizowane wspólnie z innymi państwami NATO lub państwami trzecimi”.
PSL przepisuje listę prezydenta i dorzuca 5 pozycji, m.in. wydatki na „podmioty lecznicze podległe MON”. Precyzuje, że środki mogą otrzymać wszelkie służby (nie tylko mundurowe) odpowiedzialne za ochronę i bezpieczeństwo państwa czy obywateli, ochronę granicy itd.
Różnica między pomysłem Nawrockiego i Kosiniaka-Kamysza jest w zasadzie jedna, ale kluczowa. Chodzi o władzę nad Funduszem, a dokładniej nad dwoma ciałami zarządzającymi – Radą i Komitetem.
Rada Funduszu co roku zatwierdza kierunki i priorytety działania; uchwala Program Wieloletni i jego zmiany, wydaje wytyczne dla Komitetu Sterującego. Komitet Sterujący uchwala roczny planu finansowy Funduszu oraz jego zmiany; zatwierdza wydatki Funduszu; wyraża zgodę na zaciąganie [przez BGK – red.] zobowiązań lub udzielanie zapewnień finansowania o wartości powyżej miliona zł.
Nawrocki chce, by zarówno Rada, jak Komitet Sterujący były pięcioosobowe i rezerwuje sobie dwa miejsca: dla przedstawiciela prezydenta i dla przedstawiciela BBN. Strona rządowa ma trzy miejsca i szefuje Radzie (minister obrony), a także Komitetowi (przedstawiciel tego ministra).
Czyli rząd ma większość? Tak, ale... Nawrocki wymyślił sobie, że zarówno Rada jak Komitet „działają kolegialnie, podejmując decyzje większością 2/3 głosów” (podkr. – red.). Czyli jak się prezydent postawi, to decyzji nie będzie.
Prezydent, który coraz śmielej poczyna sobie z Konstytucją RP, zaproponował zatem
zapisy, które zapewniłyby mu kontrolę nad Funduszem, czyli polityką obronną państwa.
PSL zaakceptował dziwaczny pomysł, że organy władzy wykonawczej, które prowadzą politykę obronną, mają głosować swoje decyzje (jakby były jakąś komisją sejmową), ale odebrał prezydentowi kontrolę nad wynikiem tych głosowań.
Zarówno w Radzie jak Komitecie Sterującym przedstawiciel prezydenta jest wg propozycji Kosiniaka-Kamysza jeden, a oba organy są siedmioosobowe, pozostałe sześć miejsc zajmują premier i ministrowie lub ich przedstawiciele. „Organy Funduszu działają kolegialnie, podejmując decyzje większością głosów”. Czyli sześć do jednego.
Ocena propozycji Kosiniaka-Kamysza ma trzy wymiary. Ekonomiczny, pragmatyczny i polityczny.
Projekty nie precyzują, na czym dokładnie miałoby polegać wypracowywanie zysku przez NBP. Adam Glapiński wykluczył uszczuplanie rezerw NBP, dlatego najbardziej prawdopodobna jest hipoteza, że chodzi o sprzedaż części zgromadzonego złota (ponad 550 ton wg prezydenta) po cenach wyższych niż zakupu i natychmiastowe odkupienie go. Byłaby to zatem tzw. operacja Reverse repo (reverse repurchase agreement).
Zdarza się, że bank centralny (u nas NBP) sprzedaje bankom komercyjnym papiery wartościowe, a następnie odkupuje je od nich w uzgodnionym terminie po określonej cenie. Taka operacja ma na celu ograniczenia wzrostu podaży pieniądza, wynikającego z intensyfikacji działań kredytowych banków komercyjnych.
Tutaj zostałaby wykorzystana do wykreowania księgowego zysku, który trafiłby do Funduszu Inwestycji Obronnych.
Jak pisał w OKO.press Adam Suraj, nie wiadomo jednak, kto miałby być drugą stroną transakcji, czyli kto najpierw kupiłby, a następnie odsprzedał złoto.
Prof. Grzegorz Kołodko, który wcześniej proponował, by finansować wydatki zbrojeniowe, dokonując po prostu sprzedaży części rezerw NBP, komentował w Money.pl, że pomysł Adama Glapińskiego to „księgowa operacja w bilansie NBP [typu] zjeść ciastko i je mieć, czyli zrealizować papierowy dotychczas zysk, sprzedając złoto i szybko je odkupując”.
A może chodzi o jakąś inną operację finansową? Trudno to sobie wyobrazić. „Gdyby takie mechanizmy – pożyczania 5 proc. PKB na 0 proc. – naprawdę w NBP istniały, to należałoby sobie zadać pytanie, dlaczego inne wydatki zbrojeniowe nie były finansowane w ten sposób (np. kontrakt koreański za czasów PiS)?” – pisał w OKO.press makroekonomista dr Wojciech Paczos. „Odpowiedź jest prosta: bo takie instrumenty nie istnieją. Próba ich wprowadzenia uderzy w wiarygodność finansowa polskiej waluty – a za tym polskiej gospodarki”.
Podobnie jak projekt Nawrockiego, także ustawa Kosiniaka-Kamysza tworzy zatem pozabudżetowy fundusz, którego główne finansowanie (z zysku NBP) jest obarczone dużym ryzykiem.
A jeśli zysku NBP nie będzie? Zacytujmy jeszcze jeden zapis w obu projektach, „BGK może zaciągać na rzecz Funduszu kredyty i pożyczki lub emitować obligacje na rynku krajowym i na rynkach zagranicznych zarówno dla inwestorów instytucjonalnych, jak osób fizycznych”.
BGK ma też udzielać tzw. gwarancji Funduszu podmiotom, które zawierałyby umowy z ministrami obrony czy spraw wewnętrznych, zapewniając, że zamówienia zostaną „sfinansowane do wysokości limitu wydatków określonego w planie finansowym Funduszu”.
To wszystko sprawia, że w razie braku zysku z NBP BGK sięgałby po „pożyczki, kredyty czy obligacje”, których koszt jest trudny obecnie do oszacowania, ale z pewnością byłby wyższy niż gwarantowane przez UE pożyczki w SAFE europejskim.
Jak głosi publicystyczne w tonie uzasadnienie prezydenta (22 strony!), jego SAFE program „w pełni suwerenny, finansowany z zasobów krajowych i wspierany przez NBP (podkr. OKO.press), który pozwoli na zgromadzenie co najmniej 200 miliardów złotych do 2035 roku, eliminując ryzyka zewnętrzne i zapewniając pełną swobodę w zakupach technologii obronnych”.
Ma zastąpić unijny SAFE, którego kolejne „ryzyka” są wymieniane: (1) polityczne (naciski KE na Polskę przy pomocy mechanizmu warunkowości), (2) „warunkowości zakupowej” – tylko produkty i firmy europejskie, (3) walutowe (kurs euro może się zmienić), (4) zbyt krótki termin (do 2030).
W propozycji Kosiniaka-Kamysza SAFE krajowy miałby wystąpić obok europejskiego. Oznaczałoby, że łączne wydatki na obronność w najbliższych czterech latach wyniosłyby przy pełnej realizacji zysku NBP (co wyżej podawaliśmy w wątpliwość):
W sumie dawałoby to roczne wydatki na poziomie 263 mld, czyli ok. 6,3 proc. PKB.
To mniej niż kraje o nastawieniu skrajnie wojennym jak Izrael (8-9 proc. PKB) czy Rosja (10 proc.), ale rekordowo dużo w skali Europy i ... blisko dwa razy więcej niż w USA (oczywiście pod względem nakładów względem PKB, a nie kwoty).
Ktoś powie, że bezpieczeństwo nie ma ceny, ale wygląda to na daleko idące zachwianie równowagi w finansowaniu różnych potrzeb państwa i społeczeństwa. Zwłaszcza że obronność państwa obejmuje także przygotowania i inwestycje w dziedzinach pozamilitarnych, takich jak infrastruktura, inwestycje w OZE dające większe bezpieczeństwo energetyczne, zdrowie, nauka i postęp technologiczny, a także edukacja.
Kolejny zarzut to bałagan i ograniczanie elastyczności działania rządu, który politykę obronną miałby realizować w finansowym trójkącie:
Przy czym oba fundusze obsługuje ten sam BGK.
SAFE krajowy wymagałby odrębnej struktury zarządzającej i planowania wydatków w skali nawet kilku lat, w warunkach niepewności czy będzie zasilanie z zysku NBP. Czyli usztywnienie, komplikacja, utrudnienie w zarządzaniu?
Niekoniecznie. Gdyby Fundusz Inwestycji Obronnych pozostawał – zgodnie z propozycją Nawrockiego – pod kontrolą prezydenta, projekt byłby tykającą bombą i z pewnością dochodziłoby do sporów i konfliktów. W wersji PSL to zagrożenie maleje. Decyzje o wydatkach z Funduszu podejmowałby de facto rząd, sprawujący kontrolę nad skalą wydatków w zależności od sytuacji geopolitycznej i warunków finansowania.
Minister finansów – zgodnie z zapisem z obu projektów – sprawuje kontrolę nad wydatkami: „Warunki finansowe obejmujące parametry ekonomiczne kredytów lub pożyczek, o których mowa w ust. 1, wymagają uprzedniej akceptacji ministra właściwego do spraw budżetu”.
Premier i jego ministrowie mogliby też koordynować wydatki zbrojeniowe, w tym ograniczać budżet MON, gdy SAVE europejski czy krajowy zapewniałyby odpowiednie zasilanie obronności kraju.
Projekt w wersji prezydenta groziłby chaosem w zarządzaniu środkami na obronność. W wersji Kosiniaka-Kamysza takie ryzyko jest mniejsze, wchodzi tylko w grę dublowanie struktur zarządczych.
Skoro projekt Kosiniaka-Kamysza ma tyle wad, to czy nie lepiej go zamrozić w sejmowej lodówce albo szybko odrzucić w I czytaniu, razem z jego pierwowzorem, czyli prezydenckim „SAFE 0 proc.”? I skupić uwagę na należytym wykorzystaniu unijnej pożyczki?
Kontrargumenty są dwa.
Jak pisze PSL, „projekt ustawy stanowi inspirowany inicjatywą prezydencką przejaw kompromisowego wdrażania wizji wzmocnienia obronności państwa w obliczu zagrożeń zewnętrznych prezentowanych przez Radę Ministrów oraz przez Prezydenta RP jako najwyższego zwierzchnika sił zbrojnych (...) ma charakter komplementarny względem koniecznego do pilnego wdrożenia unijnego programu Security Action for Europe (SAFE)”.
Propozycja Kosiniaka-Kamysza odwołuje się do lansowanej przez pewien czas w Trzeciej Drodze idei politycznego kompromisu, która została już – wydawałoby się – całkowicie pogrzebana. Mamy przecież na prawicy do czynienia z licytacją na radykalizm (między PiS i Konfederacją) i narastającą propagandą antyrządową, w tym „antytuskową”, na co Koalicja 15 października odpowiada zaostrzeniem retoryki.
Taka polaryzacja jest szkodliwa dla państwa, zwiększa też koszty społeczne i psychologiczne życia publicznego i prywatnego, bo okazywana nienawiść, pogarda czy oskarżenia typu zdrady narodowej, mają destrukcyjne skutki.
Sygnał wysłany przez PSL, nawet jeśli szansa jest niewielka, przełamuje na moment ten toksyczny stan rzeczy.
W polityce skrajnej prawicy – od Trumpa do Orbana – obserwujemy zaostrzenie populistycznej agresji, pozbawionej zahamowań w sięganiu po argumenty obrażające rozum i rozsądek (jak skojarzenia pedofilii i zoofilii z KO, w czym zresztą PiS naśladuje Trumpa).
Każda ostra odpowiedź liberałów i „lewaków” jest bronią obosieczną, bo utrwala w elektoracie prawicowym przekonanie, że „elity” pogardzają „nami”. Był to jeden z czynników, który zdecydował o sukcesie Nawrockiego w wyborach 2025 roku: im bardziej media i politycy liberalni obnażali ciemne strony jego biografii, tym bardziej był postrzegany przez różne sfrustrowane środowiska jako „taki jak my”, który pada ofiarą elit.
Otwartość na projekt prezydenta, przy pozbawieniu go destrukcyjnej zawartości, miałaby jeszcze jedną, pragmatyczną zaletę.
Dopuszczenie do debaty nad projektem PSL postawiłoby w trudnej sytuacji zarówno prezydneta, jak PiS.
Głosując przeciw, Kaczyński pokazałby, że w propozycji Nawrockiego nie chodziło o polskie bezpieczeństwo, lecz o utworzenie kolejnego duopolu instytucjonalnego, w ramach którego prezydent zyskałby niekonstytucyjny wpływ na politykę obronną państwa.
W kampanii wyborczej przed 2027 rokiem gra bezpieczeństwem jest i będzie jedną z osi tematycznych. Tak czy inaczej, prawica sięgnie po język z pasków TV Republika typu „Szajka zdrajców i volksdeutschów próbuje zadłużyć Polaków u Niemców na miliardy euro”. Na stwierdzenie, że „Tusk woli toksyczną niemiecką pożyczkę od polskiego złota” koalicja miałby mocną odpowiedź: pomimo wątpliwości próbowaliśmy skorzystać z pomysłu prezydenta.
Piszę „próbowaliśmy”, bo szanse na to, że PiS zagłosowałby za projektem PSL są bliskie zeru. Nie chodzi tu przecież o armaty czy drony, ale o wykazanie, że Tusk kolejny raz zdradził Polskę.
Trwa licytacja na to, kto jest gorszym Polakiem. Może warto opuścić w niej jedną kolejkę i zostawić rywala z bez sensu podniesioną kartą?
Bezpieczeństwo
Jarosław Kaczyński
Władysław Kosiniak - Kamysz
Karol Nawrocki
Donald Trump
Donald Tusk
Koalicja 15 października
Koalicja Obywatelska
PSL
Trzecia Droga
TV Republika
Założyciel i redaktor naczelny OKO.press (2016-2024), od czerwca 2024 redaktor i prezes zarządu Fundacji Ośrodek Kontroli Obywatelskiej OKO. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".
Założyciel i redaktor naczelny OKO.press (2016-2024), od czerwca 2024 redaktor i prezes zarządu Fundacji Ośrodek Kontroli Obywatelskiej OKO. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".
Komentarze