0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Il. Iga Kucharska / OKO.pressIl. Iga Kucharska / ...

Ludzki mózg waży średnio około 1,3-1,4 kg. To zaledwie kilka procent masy całego ciała, ale to właśnie on odpowiada za wszystko, co czyni nas ludźmi: myśli, emocje, wspomnienia, decyzje moralne. Przez długi czas postrzegano go jako strukturę niemal identyczną u każdego – z góry zaprojektowaną i symetrycznie ukształtowaną. Jednak nowoczesne techniki neuroobrazowania, takie jak rezonans magnetyczny czy DTI, pokazują coś zupełnie odmiennego: każdy mózg jest inny.

Już wśród zdrowych osób występują subtelne, ale znaczące różnice w budowie i funkcjonowaniu poszczególnych obszarów. Objawiają się one w odmiennej objętości płatów czołowych, liczbie połączeń nerwowych w istocie białej, czy różnym poziomie aktywacji ciała migdałowatego. Te różnice nie są kosmetyczne – mogą wpływać na to, jak się uczymy, jak reagujemy na stres, jak interpretujemy emocje innych, a nawet jak oceniamy dobro i zło.

Jeszcze wyraźniejsze zmiany obserwuje się u osób cierpiących na zaburzenia psychiczne. W depresji często dochodzi do zmniejszenia objętości hipokampa i zaburzenia łączności w obrębie tzw. sieci domyślnej mózgu (DMN) – tej, która działa, gdy „myślimy o sobie”.

U pacjentów ze schizofrenią zmiany zachodzą w gęstości istoty szarej i synchronizacji płatów skroniowych. U osób z zespołem stresu pourazowego (PTSD) dochodzi do nadaktywności ciała migdałowatego – ośrodka sygnalizującego zagrożenie.

W tym kontekście coraz częściej stawiane jest pytanie: czy psychopatia – zaburzenie osobowości kojarzone z brakiem empatii, chłodem emocjonalnym i impulsywnością – również odciska piętno na strukturze i funkcjonowaniu mózgu? I jeśli tak – to czy można je zobaczyć?

Przeczytaj także:

Psychopatia to nie tylko cecha charakteru

Psychopatia nie jest równoznaczna z filmowym obrazem bezwzględnego mordercy, choć ten stereotyp na trwałe wpisał się w wyobraźnię społeczną. W rzeczywistości to złożone i dobrze opisane zaburzenie osobowości, które może przybierać różne formy – od brutalnych przestępców, przez nieuczciwych manipulatorów, aż po społecznie funkcjonujących liderów, którzy cechują się chłodem emocjonalnym, egocentryzmem i brakiem skrupułów moralnych.

To nie tyle „zło wcielone”, ile szczególny neuropsychiczny profil człowieka, u którego kluczowe funkcje emocjonalne i moralne działają w odmienny sposób niż u większości populacji.

Psychopatia jako konstrukcja diagnostyczna ma swoje miejsce w Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób (ICD-11) i klasyfikacji DSM-5, choć tam pojawia się pod postacią osobowości dyssocjalnej (ASPD).

Najpełniej jednak ujmuje ją narzędzie kliniczne opracowane przez Roberta Hare'a – skala PCL-R (Psychopathy Checklist-Revised), która pozwala na ocenę stopnia psychopatii na podstawie wywiadu i dokumentacji. Osoby z wynikiem powyżej 30 punktów (lub powyżej 25 w standardzie europejskim) uznaje się za wysoko psychopatyczne.

Model psychopatii według Hare'a dzieli cechy na dwa główne wymiary: interpersonalno-afektywny (czynnik 1) oraz behawioralno-impulsywny (czynnik 2).

Czynnik 1 obejmuje deficyty emocjonalne – brak empatii, chłód interpersonalny, brak wyrzutów sumienia i skłonność do manipulacji.

Czynnik 2 skupia się na zachowaniach antyspołecznych: impulsywności, agresji, nieodpowiedzialności, braku długoterminowego planowania i konfliktach z normami społecznymi.

Te dwa wymiary, choć ze sobą powiązane, mają prawdopodobnie odmienne korelaty neurobiologiczne – co potwierdzają badania.

Coraz więcej publikacji dowodzi, że cechy psychopatyczne nie wynikają wyłącznie z czynników środowiskowych, takich jak przemoc w dzieciństwie, zaniedbanie czy brak więzi z opiekunami.

Badania sugerują, że komponent genetyczny w rozwoju psychopatii może sięgać 50-60 procent, szczególnie jeśli chodzi o czynnik 1 – ten odpowiedzialny za emocjonalny chłód i brak empatii. To właśnie te cechy są najtrudniejsze do modyfikacji, a jednocześnie najbardziej niepokojące z perspektywy społecznej i prawnej.

Psychopatia zaczyna być więc postrzegana nie jako defekt moralny, ale jako zaburzenie o jasno określonym profilu neurologicznym i genetycznym. Osoba psychopatyczna niekoniecznie nie zna różnicy między dobrem a złem – często zna ją bardzo dobrze. Różnica polega na tym, że nie odczuwa wewnętrznego przymusu, by postępować zgodnie z tą wiedzą.

Mózg psychopaty pod mikroskopem

Najbardziej przekonujące dowody na biologiczne podłoże psychopatii pochodzą z badań neuroobrazowych. Szczególnie istotne są tu dwa typy metod: DTI (obrazowanie tensora dyfuzji), pozwalające na analizę jakości i spójności istoty białej – czyli „kabli” łączących różne regiony mózgu – oraz fMRI (funkcjonalny rezonans magnetyczny), który rejestruje aktywność obszarów mózgowych w czasie wykonywania zadań lub w stanie spoczynku.

Badanie przeprowadzone przez zespół prof. Michaela Koenigsa i prof. Kenta Kiehla w University of Wisconsin–Madison i Mind Research Network było jednym z pierwszych, które połączyło obie techniki i porównało mózgi 20 osadzonych z wysokim wynikiem PCL-R i 20 osób o niskim poziomie cech psychopatycznych.

Wyniki były uderzające. Osoby psychopatyczne miały istotnie osłabione połączenia między brzuszno-przyśrodkową korą przedczołową (vmPFC) a ciałem migdałowatym – dwoma obszarami kluczowymi dla emocjonalnego uczenia się, rozpoznawania emocji i przewidywania konsekwencji społecznych swoich działań.

Ciało migdałowate to struktura głęboko osadzona w płacie skroniowym, odpowiedzialna m.in. za przetwarzanie strachu, rozpoznawanie zagrożeń i reakcje emocjonalne. Z kolei vmPFC pełni funkcję „centrali emocjonalnej” – integruje dane emocjonalne z procesami decyzyjnymi.

Ich zaburzona współpraca oznacza, że psychopata może rozpoznać sytuację jako moralnie naganną, ale nie odczuwa lęku, żalu ani skrupułów, które u osoby zdrowej powstrzymałyby działanie.

Oprócz tego badania z Harvardu i Massachusetts General Hospital wskazują na nadmierną aktywność jąder półleżących, czyli struktur układu nagrody. U psychopatów układ ten wydaje się nadwrażliwy na bodźce związane z natychmiastową gratyfikacją – co może wyjaśniać ich impulsywność i brak długoterminowego planowania.

Zmniejszona aktywność w grzbietowo-bocznej korze przedczołowej (DLPFC) dodatkowo upośledza kontrolę wykonawczą, co czyni osoby psychopatyczne bardziej skłonnymi do ryzykownych działań bez refleksji nad konsekwencjami.

Mniej emocji, mniej strachu, więcej manipulacji

Funkcjonalne i strukturalne zaburzenia w mózgu psychopaty przekładają się bezpośrednio na jego zachowania społeczne. Jednym z najbardziej charakterystycznych deficytów jest osłabiona zdolność do odczuwania tzw. empatii emocjonalnej – czyli współodczuwania z innymi.

Badania wykorzystujące fMRI pokazują, że kiedy osoby psychopatyczne oglądają zdjęcia ludzi w bólu lub cierpieniu, ich ciało migdałowate i wyspa – rejony odpowiadające za odruchową reakcję emocjonalną – wykazują znikome lub opóźnione pobudzenie.

Jednocześnie psychopaci potrafią doskonale rozpoznać emocje – ale raczej w sposób poznawczy, a nie uczuciowy. Tzw. empatia poznawcza pozostaje u nich nienaruszona lub wręcz rozwinięta – co pozwala im przewidywać, co myślą lub czują inni, i wykorzystywać to dla własnych celów. Ten rozdźwięk między „rozumieniem” a „czuciem” jest jednym z najniebezpieczniejszych aspektów psychopatii – umożliwia bowiem manipulację bez współczucia.

Badania pokazują również, że osoby psychopatyczne rzadziej uczą się na błędach – nie reagują na kary i negatywne konsekwencje tak jak osoby neurotypowe. W testach warunkowania awersyjnego ich reakcje fizjologiczne – jak reakcja skórno-galwaniczna – są słabsze, a w zadaniach opartych na karze nie wykazują zmiany strategii, co sugeruje głęboko zakorzeniony deficyt strachu.

Czy prawo powinno brać mózg pod uwagę?

W miarę jak wiedza o biologicznych podstawach psychopatii staje się coraz bardziej szczegółowa, rośnie napięcie między neurologią a prawem.

Tradycyjnie systemy sprawiedliwości opierały się na założeniu, że każdy człowiek jest zdolny do podejmowania racjonalnych decyzji i odpowiada za swoje czyny. Jeśli jednak u osoby psychopatycznej stwierdza się trwałe i potwierdzone obrazowaniem deficyty w strukturach mózgu odpowiadających za empatię, moralność i przewidywanie konsekwencji – czy możemy mówić o pełnej odpowiedzialności karnej?

To pytanie nie jest już czysto akademickie. W kilku sprawach karnych w Stanach Zjednoczonych i we Włoszech neuroobrazowanie mózgu zostało wykorzystane jako dowód sądowy – niekiedy z dużym wpływem na wyrok.

Przykładem może być sprawa w 2012 r., w której adwokat obrony przedstawił sądowi obrazy fMRI pokazujące, że oskarżony miał uszkodzenia w obszarach odpowiedzialnych za regulację emocji i podejmowanie decyzji. Sąd uwzględnił to jako czynnik łagodzący.

Eksperci neuroetyczni – tacy jak Martha Farah, Joshua Greene czy Stephen Morse – przestrzegają przed zbyt pochopnym włączaniem danych neurobiologicznych do sądownictwa. Podkreślają, że istnienie różnic strukturalnych w mózgu nie oznacza automatycznie braku wolnej woli ani niemożności odróżnienia dobra od zła.

Psychopaci, choć mogą nie odczuwać wyrzutów sumienia, najczęściej są w pełni świadomi, że ich czyny są społecznie niedopuszczalne.

Pojawia się też pytanie przeciwne: czy osoba, u której stwierdzono psychopatię, powinna być traktowana surowiej – jako potencjalne zagrożenie dla społeczeństwa, mniej podatna na resocjalizację?

Badania wskazują, że wysoki wynik w skali PCL-R jest jednym z najsilniejszych predyktorów recydywy, zwłaszcza przestępstw z użyciem przemocy. Ale czy to wystarczający powód, by prewencyjnie ograniczać prawa jednostki?

Rozwój neuronauk stawia więc prawo w trudnej sytuacji: z jednej strony daje narzędzia do lepszego rozumienia motywacji sprawców, z drugiej – burzy tradycyjne pojęcia odpowiedzialności i winy. Jak wyważyć między współczuciem a ochroną społeczeństwa? Czy „uszkodzony mózg” ma znaczenie tylko wtedy, gdy brakuje skruchy – czy także wtedy, gdy tłumaczy, dlaczego jej nie ma?

Prawda czy fałsz?

Czy to może być prawda, że mózg psychopaty różni się od mózgu zdrowej osoby?

Sprawdziliśmy

Tak to prawda. Mózg psychopaty różni się od mózgu osoby zdrowej zarówno pod względem budowy, jak i funkcjonowania. Co przekłada się na chłód emocjonalny, brak wyrzutów sumienia i większe ryzyko zachowań antyspołecznych.

Uważasz inaczej?

Stworzony zgodnie z międzynarodowymi zasadami weryfikacji faktów.

Szansa na prewencję czy utopia?

Wiedząc, że psychopatia ma głębokie korzenie neurobiologiczne, pojawia się naturalne pytanie: czy możliwa jest jej wczesna diagnostyka? A jeśli tak – czy można jej zapobiec, zanim przekształci się w pełnoobjawowe zaburzenie prowadzące do przemocy, manipulacji i społecznej destrukcji?

Niektóre badania wskazują, że pierwsze sygnały ryzyka psychopatii można rozpoznać już w dzieciństwie, jako tzw. cechy chłodu – nieemocjonalności (CU). Dzieci z wysokim poziomem tych cech wykazują podobne deficyty neurologiczne jak dorośli psychopaci – np. zmniejszoną objętość ciała migdałowatego, słabsze reakcje fizjologiczne na stres i ból innych, a także trudności w przyswajaniu norm moralnych.

Badania wskazują również, że interwencje psychoterapeutyczne mogą być skuteczniejsze u dzieci i młodzieży niż u dorosłych. Programy takie jak Multisystemic Therapy (MST) czy Functional Family Therapy (FFT) pokazują, że intensywna, spersonalizowana praca z rodziną i środowiskiem dziecka może ograniczyć rozwój zaburzeń antyspołecznych i zredukować poziom cech CU.

Kluczowy jest jednak moment –

interwencja musi nastąpić wystarczająco wcześnie, zanim schematy neurologiczne zostaną utrwalone.

W przypadku dorosłych perspektywy są bardziej pesymistyczne. Dotychczasowe próby terapii psychopatii przynosiły ograniczone rezultaty – a niektóre badania sugerują wręcz, że psychopaci po terapii stają się bardziej biegli w manipulowaniu terapeutą i otoczeniem.

Problem nie leży w braku inteligencji, lecz w deficycie motywacji wewnętrznej do zmiany. Psychopaci nie czują winy, nie przeżywają wewnętrznych konfliktów, nie odczuwają cierpienia z powodu swojej kondycji psychicznej – a to właśnie cierpienie często stanowi napęd do zmiany u innych pacjentów.

Nadzieję daje jednak neuroplastyczność, czyli zdolność mózgu do zmiany swojej struktury i funkcji pod wpływem doświadczeń. Choć u dorosłych jest ona ograniczona, to nie jest całkowicie wykluczona.

Badania nad medytacją, treningiem uważności czy terapią poznawczo-behawioralną pokazują, że możliwe jest zwiększenie aktywności obszarów odpowiedzialnych za empatię i samorefleksję. Kluczowe pytanie brzmi: czy psychopaci będą chcieli z tych metod skorzystać – i w jakich warunkach?

Z neuroetycznego punktu widzenia warto też zapytać: co zrobimy, jeśli w przyszłości będziemy w stanie precyzyjnie przewidzieć, że ktoś ma wysokie ryzyko rozwoju psychopatii? Czy społeczeństwo ma prawo ingerować w życie takiej osoby, zanim popełni jakiekolwiek przestępstwo? Czy prewencja może stać się formą profilaktycznej segregacji?

Te pytania brzmią dziś jak dystopia, ale mogą wkrótce stać się realnym dylematem polityki zdrowotnej i prawnej.

Gdy spoglądasz w otchłań...

Współczesna nauka coraz wyraźniej mówi: psychopatia nie jest abstrakcyjnym konstruktem ani wyłącznie kwestią wychowania czy charakteru. To zaburzenie, które pozostawia konkretne ślady w strukturze i funkcjonowaniu mózgu.

Osoby z wysokim poziomem cech psychopatycznych różnią się od innych nie tylko pod względem zachowania, ale i w sposobie przetwarzania emocji, odczuwania strachu, rozumienia cierpienia – a wszystko to ma neurologiczne podstawy. Ich mózgi inaczej reagują, inaczej analizują, inaczej przewidują konsekwencje.

To odkrycie budzi zarówno nadzieję, jak i niepokój. Nadzieję – bo otwiera nowe możliwości diagnostyki, a być może w przyszłości także bardziej spersonalizowanej terapii i skuteczniejszej profilaktyki.

Niepokój – ponieważ zmusza nas do ponownego przemyślenia podstaw naszego systemu moralnego i prawnego. Jeśli zachowanie człowieka wynika po części z budowy jego mózgu, to gdzie przebiega granica odpowiedzialności?

Gdzie kończy się wolna wola, a zaczyna neurobiologiczna „konieczność”?

Zrozumienie mózgu psychopaty może pomóc nam nie tylko w lepszym reagowaniu na przemoc, ale też w humanistycznym podejściu do osób z innymi zaburzeniami. Nie chodzi o usprawiedliwianie zła – ale o próbę jego zrozumienia u samych korzeni. Tylko w ten sposób możemy mówić o realnej prewencji, a nie jedynie o karaniu po fakcie.

Jednocześnie musimy pozostać czujni. Biologia nie może być jedynym wyrokiem. Człowiek to więcej niż układ neuronów i genów – to także historia, środowisko, decyzje. Nie każde odchylenie w strukturze mózgu prowadzi do przemocy, tak jak nie każdy sprawca przemocy ma mózg psychopaty.

Dlatego rozwój neuronauk musi iść w parze z rozwagą etyczną, świadomością społeczną i ostrożnością legislacyjną.

W końcu to nie tylko mózg decyduje o tym, kim jesteśmy – ale to, jak rozumiemy samych siebie, może zadecydować o przyszłości społeczeństwa. Społeczeństwa, które będzie umiało chronić słabszych, rozpoznawać zagrożenia, ale też nie pozbawiać nikogo człowieczeństwa – nawet wtedy, gdy jego mózg zdaje się mówić coś innego.

Cykl „SOBOTA PRAWDĘ CI POWIE” to propozycja OKO.press na pierwszy dzień weekendu. Znajdziecie tu fact-checkingi (z OKO-wym fałszometrem) zarówno z polityki polskiej, jak i ze świata, bo nie tylko u nas politycy i polityczki kłamią, kręcą, konfabulują. Cofniemy się też w przeszłość, bo kłamstwo towarzyszyło całym dziejom. Rozbrajamy mity i popularne złudzenia krążące po sieci i ludzkich umysłach. I piszemy o błędach poznawczych, które sprawiają, że jesteśmy bezbronni wobec kłamstw. Tylko czy naprawdę jesteśmy? Nad tym też się zastanowimy.

;
Na zdjęciu Marcin Powęska
Marcin Powęska

Biolog, dziennikarz popularnonaukowy, redaktor naukowy Międzynarodowego Centrum Badań Oka (ICTER). Autor blisko 10 000 tekstów popularnonaukowych w portalu Interia, ponad 50 publikacji w papierowych wydaniach magazynów „Focus", „Wiedza i Życie" i „Świat Wiedzy". Obecnie publikuje teksty na Focus.pl.

Komentarze