0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Foto KAREN MINASYAN / AFPFoto KAREN MINASYAN ...

Zachód udziela pełnego poparcia rządzącemu od 2018 roku premierowi Nikolowi Paszynianowi (na zdjęciu u góry) i jego partii Umowa Społeczna.

Rosja z kolei robi wszystko, by zachować maksimum swoich wpływów i dąży do jego usunięcia. Chce też w Armenii zatrzymać ciąg spektakularnych porażek, jakie odniosła, próbując oddziaływać na przebieg wyborów w innych krajach, jak choćby w Mołdawii czy na Węgrzech.

Armenia to jednak gra o większą stawkę.

W najbliższą niedzielę w szranki staje 16 partii politycznych i dwa alianse. Według niektórych sondaży partie opozycyjne wobec obozu rządzącego mogą zdobyć ponad 40 procent, ale — jak twierdzą eksperci — jest mało prawdopodobne, że po wyborach utworzą koalicję. We wszystkich sondażach prowadzi partia Paszyniana.

Według International Republican Institute IRI i EVN/ARMES poparcie dla partii premiera wynosi od 32 do 38 procent. Z kolei Gallup daje jej trochę ponad 28 procent.

Przeczytaj także:

Kim jest Nikol Paszynian?

Do władzy doszedł w 2018 roku na fali masowych protestów antyrządowych, które przeszły do historii pod nazwą aksamitnej rewolucji. Nie można jednak powiedzieć, że pokojowa rewolucja w Armenii była jedną z „kolorowych rewolucji”, które przewinęły się przez poradziecki obszar, takich jak np. rewolucja róż w Gruzji, która do władzy doprowadziła Micheila Saakaszwilego i na wiele lat odsunęła ten kraj od Rosji.

Nie była też jak w przypadku Gruzji ucieczką na Zachód. Przeciwnie, Paszynian nie zamierzał w żaden sposób odchodzić od Rosji i za swoich rządów jeszcze bardziej uzależniał kraj od niej. W protestach 2018 roku chodziło o odsunięcie od władzy tzw. klanu karabachskiego, czyli prezydenta Roberta Koczariana i premiera Serża Sarkisjana. Za ich dwudziestoletniego panowania Armenia utonęła w korupcji i słynęła z nieograniczonych wręcz wpływów oligarchów powiązanych z Rosją.

Na czas rządów Paszyniana przypadła nie tylko pandemia COVID-19, ale przede wszystkim wojna z Azerbejdżanem jesienią 2020 roku. W jej wyniku Armenia straciła większość terytorium Republiki Górskiego Karabachu/Arcachu. We wrześniu 2023 roku Azerbejdżan zajął cały obszar i wypędził z niego blisko 100 tys. karabachskich Ormian. Oficjalnie Republika Górskiego Karabachu przestała istnieć 1 stycznia 2024 roku.

Mimo wojny i wysokiego niezadowolenia społecznego Paszynian wygrał wybory parlamentarne w 2021 roku. Stał wtedy na straży panormiańskiej jedności, popierał prawo Górskiego Karabachu do samostanowienia, utwierdzał obywateli w przekonaniu, że Arcach to Armenia i odwoływał się do tradycji, historii oraz wartości.

Dziś całkowicie zmienił stanowisko. Jego nowy program opiera się na koncepcji „Nowej Armenii”, czyli takiej, która uznaje tylko aktualne terytorium, którego granice wyznaczono jeszcze za Związku Radzieckiego. Nie rości sobie prawa ani do Araratu, góry, która znajduje się na terytorium Turcji i jest jednym z najważniejszych symboli tego kraju, ani do Arcachu, który uznaje za część Azerbejdżanu.

Mówi, że to sprawa zamknięta i nie ma możliwości powrotu Ormian na to terytorium. Jego zdaniem kwestia powrotu jest podłożem dla przeciągania konfliktu, a nie dążenia do pokoju. Paszynian proponuje skoncentrowanie się na tym, co ma, chce podpisać pokój z Azerbejdżanem, rozpocząć szeroką współpracę z Turcją oraz Zachodem.

Zmieniło się podejście do Rosji

W 2021 roku podkreślał, że Rosja jest strategiczną sojuszniczką Armenii, a Organizacja Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym fundamentem bezpieczeństwa kraju. Jednak po 2022 roku, kiedy strategiczna partnerka nie ruszyła palcem, by pomóc Armenii atakowanej zbrojnie przez Azerbejdżan, zdecydował się zamrozić członkostwo swojego kraju w tzw. wschodnim NATO i poszukać sprzymierzeńców gdzieś indziej. Położył też nacisk na rozwój własnego przemysłu obronnego.

Podpisał umowy na zakup zbrojeń z Francją i Indiami, zaczął też zbliżać się do Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych. To nie podobało się Rosji. Poczuła się odstawiana na boczny tor przez Armenię, którą traktuje bardziej jak swoją kolonię, niż suwerenne państwo.

Wszelkie ruchy zbliżania się Armenii do Zachodu odbiera jako wrogie i robi wszystko, by pokazać jej miejsce w szeregu. A posiada do tego narzędzia. Przede wszystkim na terenie Armenii znajduje się 102. rosyjska baza wojskowa w Giumri, do Rosji należą armeńskie koleje, jest też jej największym partnerem handlowym (około 35,5 procent całego handlu zagranicznego), w 2025 roku to aż 82 procent gazu pochodziło od niej.

Ma też w Armenii swoich ludzi i zwolenników, którymi chętnie zamieniłaby paszynianowski rząd.

„Trzygłowa partia wojny”

Tak określa swoich głównych konkurentów Nikol Paszynian. Jego zdaniem ich dojście do władzy doprowadzi do nowej wojny z Azerbejdżanem, ponieważ żadna nich de facto (co innego na poziomie deklaratywnym) nie zgadza się na odpuszczenie kwestii Karabachu.

Za pupilka Kremla uchodzi Samwel Karapetian, założyciel partii Silna Armenia, miliarder, właściciel ogromnego imperium biznesowego Tashir Group. W jego skład wchodzą centra handlowe, sieć pizzerii, rynek nieruchomości, erywański klub piłkarski i krajowa sieć dystrybucji energii, Sieci Elektryczne Armenii.

Tashir Group wykonywała też usługi budowlane dla rosyjskiego Gazpromu. Sam Karapetian jest blisko związany z rosyjskimi władzami. Dziennikarskie śledztwa wykazały, że w jego willi na Lazurowym Wybrzeżu po wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie mieszkała Alina Kabajewa, była mistrzyni olimpijska, parlamentarzystka, a prywatnie prawdopodobnie matka co najmniej dwójki dzieci Putina. Władze Francji zaaresztowały nieruchomość w 2024 roku.

Aktualnie Karapetian znajduje się w areszcie domowym. Władze Armenii zarzucają mu nawoływanie do obalenia rządu, pranie brudnych pieniędzy i unikanie płacenia podatków. Wstawił się za nim u Paszyniana sam Władimir Putin podczas ich spotkania w Moskwie 1 kwietnia.

Putin powiedział Paszynianowi, że w Armenii są osoby, które chciałyby wziąć udział w wyborach, ale są tej możliwości pozbawione. A niektórzy z nich, mimo że mają obywatelstwo rosyjskie, znajdują się w areszcie.

Paszynian odpowiedział, że Armenia jest krajem demokratycznym i każdy może wziąć udział w wyborach pod warunkiem, że spełni określone warunki. Zgodnie z konstytucją musi posiadać tylko i wyłącznie obywatelstwo armeńskie i mieszkać na terenie Armenii minimum cztery lata.

Karapetian prócz armeńskiego i rosyjskiego posiada jeszcze obywatelstwo cypryjskie, a większość z ostatnich czterech lat spędził w Rosji.

Projekt Iwaniszwili 2.0

- Mówi się o tym, że Smawel Karapetian jest moskiewskim projektem o nazwie Iwaniszwili 2.0. Ma to być niejako powtórzenie wymiany władzy według modelu gruzińskiego. Saakaszwilego zamienił oligarcha Bidzina Iwaniszwili, który dorobił się w Rosji, dlaczego więc nie powtórzyć tego schematu w Armenii. Plusem jest też to, że Karapetian nie jest skażony byciem w armeńskiej polityce, no i działa mit, że skoro ma tak ogromny majątek, nie będzie kradł z państwowego – mówi Arsen Charatian, były doradca Paszyniana ds. relacji zagranicznych.

The Insider donosi, że jego majątek szacuje się na 4,1 mld dolarów. Dziennikarze śledczy The Insidera dotarli także do informacji, że Karapetian jest tajnym współpracownikiem FSB.

- Ta informacja robi wrażenie na ludziach z Zachodu, ale na mieszkańcach Armenii w zasadzie żadnego. Dla nas to coś oczywistego, że ktoś, kto jest powiązany z władzą, miał lub ma układy z FSB – tłumaczy Charatian.

Sondaże pokazują, że na trzecim miejscu znajduje się Alians Armenii, na którego czele stoi były prezydent Armenii Robert Koczarian (1998-2008). Ten sam, który kojarzy się z korupcją i wszechmocnymi oligarchami.

Do polityki wrócił po wojnie z Azerbejdżanem w 2020 roku, a rok później jego blok zajął drugie miejsce w wyborach parlamentarnych. Jest jawnie prorosyjskim kandydatem. Oświadczył, że Armenia powinna dołączyć do Państwa Związkowego Rosji i Białorusi, obiecuje pociągnąć aktualny rząd do odpowiedzialności za utratę Karabachu.

- Koczarian ma ogromny elektorat negatywny, ale jest potrzebny Paszynianowi, bo może nim straszyć. To podobna sytuacja do tej, z którą mamy do czynienia w Gruzji. Iwaniszwili też potrzebuje Saakaszwilego jako straszydła: głosujcie na mnie, żeby oni nie wrócili. A ludzie w Armenii bardzo nie chcą powrotu do władzy klanu karabachskiego – mówi Dawit Szachnazarian, były minister bezpieczeństwa narodowego Armenii.

Czwarte miejsce w sondażach przypada Gagikowi Carukianowi i jego Kwitnącej Armenii. To jeden z najbogatszych ludzi kraju, pierwszy raz wszedł do parlamentu w 2003 roku jako niezależny kandydat. Wiele razy zmieniał pozycję polityczną – albo współpracował z rządem, albo był w opozycji. Po rewolucji 2018 roku początkowo współpracował z Paszynianem, ale potem ich relacje się pogorszyły. W 2020 roku odebrano mu immunitet parlamentarny i oskarżono o kupowanie głosów.

Powszechnie wiadomo, że przyjaźni się z Aleksandrem Łukaszenką. Prawdopodobnie na terenie Białorusi ukrywa się także jego syn, Nwer. Jest oskarżony o nielegalne posiadanie oraz używanie broni palnej.

Carukian jest numerem jeden na liście Kwitnącej Armenii, ale zaznaczył, że nie ubiega się o stanowisko premiera. Dodał też, że wyklucza współpracę zarówno z Paszynianem, jak i Koczarianem, dopuszcza za to możliwość współdziałania z partią Karapetiana.

Aby wejść do parlamentu, partie polityczne muszą uzyskać 4 procent poparcia, a koalicje – 8 procent.

Co na to Rosja?

Im bliżej wyborów nacisk Rosji jest coraz bardziej dotkliwy. W styczniu ruszyła wielka machina dezinformacyjna, której głównym przesłaniem jest teza, że wygrana Paszyniana doprowadzi do wojny z Rosją. Mają ją potwierdzać słowa prezydenta Putina, które wygłosił podczas konferencji prasowej z okazji Dnia Zwycięstwa 9 maja.

Powiedział, że Erywań jest dziś w miejscu, w którym 12 lat temu był Kijów. Wtedy Ukraina należała do stworzonej przez Moskwę Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej, ale aktywnie starała się o przyjęcie do UE. Próbowała tym samym korzystać z przywilejów oferowanych przez obie unie. A tego, zdaniem Putina, połączyć się nie da. Przypomniał, że europejskie dążenie Kijowa doprowadziły do specjalnej operacji wojskowej, czyli inwazji Rosji.

26 marca parlament Armenii zdecydowaną większością głosów opowiedział się za rozpoczęciem procesu zmierzającego do wejścia do UE. W odpowiedzi na to w Dzień Zwycięstwa Putin zasugerował, by obywatele Armenii w referendum zdecydowali, czy chcą być z Europą, czy z Rosją.

Szczyt unijny w Erywaniu

Rosji nie spodobało się także, że Paszynian nie przyjął zaproszenia na obchody 9 maja w Moskwie, ale kilka dni wcześniej, 4 i 5 maja, zorganizował w Erywaniu szczyt Europejskiej Wspólnoty Politycznej.

W tym kraju to wydarzenie o ogromnym znaczeniu. Do Armenii przyjechali m.in. prezydent Francji Emmanuel Macron, sekretarz generalny NATO Mark Rutte czy przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen. Online połączył się także prezydent Azerbejdżanu, Ilham Alijew. Jednak najbardziej rozjuszył Moskwę fakt, że Erywań odwiedził Wołodymyr Zełenski.

Moskwa uznała, że Armenia złamała obietnicę niepodejmowania działań przeciwko Rosji. Na konferencji prasowej Paszynian przypomniał swoje oświadczenie z 2022 roku, w którym stwierdził, że Armenia nie jest sojusznikiem Rosji w kwestii ukraińskiej. Premier Armenii nie widzi też w wizycie Zełenskiego żadnego problemu: „Dlaczego prezydent Ukrainy nie mógł przyjechać do Armenii? W czym problem? Ile razy prezydent Azerbejdżanu odwiedził Rosję? Albo ile razy prezydent Rosji odwiedził Azerbejdżan podczas naszego konfliktu?”.

Prócz ataków werbalnych, Rosja sięgnęła też po dawno sprawdzony i skuteczny model kar. W maju Federalna Służba Nadzoru Weterynaryjnego i Fitosanitarnego ogłosiła, że w 146 partiach owoców i warzyw sprowadzonych do Rosji z Armenii odnalazła szkodliwe owady i bakterie, w importowanych kwiatach gnieździ się groźny wciornastek zachodni, a w rybach – pasożyty. Nienadające się do spożycia okazały się też armeńskie koniaki, wino i woda mineralna Dżermuk.

Wiaczesław Wołodin, przewodniczący Dumy, wyliczył, że kraj, odchodząc od Moskwy, straci 15-20 proc. swego PKB.

Rosja sięgnęła też na półkę z zasobami energetycznymi. Prezydent Rosji ostrzegł, że cena gazu w Europie przekracza 600 dolarów za 1000 metrów sześciennych, podczas gdy Rosja sprzedaje gaz Armenii za 177,50 dolara. To, jak powiedział, znacząca różnica.

Kilka dni temu Reuters opublikował informację, że Rosja chce wysłać na wybory 100 tys. Ormian mieszkających na jej terenie, by oddali głosy przeciwko Paszynianowi.

- Nie wydaje mi się realne, by dało się przemieścić taką ilość osób, choć nie można tego wykluczyć – komentuje Dawit Szachnazarian. – Bardziej obawiałbym się, że pojawi się u nas 25 tys. osób, które nie będą miały wielkiego wpływu na wynik wyborów, ale mogą stać się czynnikiem destabilizacyjnym zaraz po wyborach. Dopuszczam też możliwość przywiezienia z Rosji Ormian, którzy walczą po jej stronie w Ukrainie. To może wpłynąć na bezpieczeństwo w kraju. Nie sądzę jednak, by doszło do jakiejś rewolucji, a tym bardziej do wojny.

Do wyborów zostało kilka dni. Wiele wskazuje na to, że Paszynian zachowa władzę. Pytanie tylko, czy obejdzie się bez niepokojów?

Na zdjęciu Stasia Budzisz
Stasia Budzisz

Stasia Budzisz, tłumaczka języka rosyjskiego i dziennikarka współpracująca z "Przekrojem" i "Krytyką Polityczną". Specjalizuje się w Europie Środkowo-Wschodniej. Jest autorką książki reporterskiej "Pokazucha. Na gruzińskich zasadach" (Wydawnictwo Poznańskie, 2019).  

Komentarze