Referenda odwoławcze to pętla na szyi demokracji, którą prawica chce zacisnąć. Fatalna ustawa
Ustawa zachęca prezydentów miast do bojkotowania referendów, które miałyby ich odwołać. Konsekwencje są jednak dewastujące dla demokracji. Bojkot nie będzie też skuteczny, bo prawicowa fala mobilizacji zapewni odpowiednią frekwencję w kolejnych referendach. Co z tym można zrobić?
Odwołanie prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego w wyniku krakowskiego referendum 24 maja 2026 roku otworzy nowy etap wojny domowej, w którym Koalicja 15 Października znajdzie się w trudnej defensywie.
Gorzej, że jeszcze bardziej ucierpi powaga demokracji parlamentarnej, a dokładniej wyborów powszechnych, w których obywatele i obywatelki zgodnie z Konstytucją powierzają, a czasem też odbierają władzę politykom i polityczkom, oceniając ich zgodnie z zasadą równości każdego głosu. Głos wyborczy jest w demokracji święty, a w każdym razie powinien być. Nie tym razem jednak.
Referenda odwoławcze miały być w zamyśle korektą wyborów powszechnych w przypadkach szczególnego rozczarowania tym, jak sprawuje władzę prezydent miasta, burmistrz czy wójt, ale stają się karykaturą takiej korekty. Przy czym nie odbywa się to poprzez naruszenie prawa, wręcz przeciwnie, prawo zachęca do patologii.

Komentarze