Cenne rozlewisko było przez lata popularnym miejscem polowań. Kiedy powołano rezerwat Gęsi Bastion, myśliwi zaskarżyli tę decyzję do sądu. Sprawa jest coraz bliżej zakończenia. Wojewódzki Sąd Administracyjny wydał nieprawomocny wyrok, odrzucając skargę myśliwych.
„Wieści z sali sądowej WSA sprzed chwili. Gęsi Bastion zostaje rezerwatem!” – napisał do mnie 19 marca Łukasz Ławicki, ornitolog. To wyrok w sprawie, którą śledzę i opisuję w OKO.press od 2023 roku. Zaraz po powołaniu rezerwatu Gęsi Bastion pod Starą Rudnicą, myśliwi i gmina Cedynia zaskarżyli jego utworzenie do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Szczecinie. Ten dość szybko przyznał im rację.
Historia ma jednak kilka zwrotów akcji, w wyniku których sprawa znów trafiła do WSA. Tym razem orzeczenie jest sprzeczne z oczekiwaniami Koła Łowieckiego „Trop” ze Szczecina. Wyjaśnijmy to po kolei.
Rezerwat Gęsi Bastion pod Starą Rudnicą został powołany w czerwcu 2023 roku. Dzięki temu objęto ochroną Rozlewisko Kostrzyneckie, leżące w powiecie gryfińskim między Odrą a drogą Stary Kostrzynek – Stara Rudnica – Siekierki.
Ten obszar „to cenna mozaika siedlisk stanowiąca lęgowiska, żerowiska i noclegowiska ptaków o znaczeniu regionalnym i ponadregionalnym” – wskazywała Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska ze Szczecina, wydając zarządzenie w sprawie nowego rezerwatu. Dyrekcja podkreślała również, że Gęsi Bastion jest „ostatnią nadodrzańską wielkopowierzchniową płycizną, utrzymującą wodę w pełnym cyklu wędrówkowym ptaków”.
Podczas migracji odpoczynek znajduje tu kilka tysięcy siewkowców: czajek, brodźców, biegusów. Łukasz Ławicki wylicza w mediach społecznościowych: „Rezerwat jest jednym z kluczowych noclegowisk i stałych miejsc koncentracji migrujących gęsi i żurawi w Polsce (zwykle od 5 tys. do 20 tys., kiedyś nawet do 45 tys. gęsi tundrowych, zbożowych, białoczelnych i gęgaw oraz do 3600 żurawi), a także innych gatunków np. łabędzi krzykliwych, czapli białych i kormoranów”.
Dodaje również, że
Gęsi Bastion „stanowi ważne miejsce lęgowe dla rzadkich i zagrożonych gatunków ptaków, np. ohara, krakwy, cyranki, płaskonosa, zausznika, kropiatki, rybitwy czarnej i puchacza”.
Pomysł powołania na tym terenie rezerwatu pojawił się już 30 lat temu. Było to jednak popularne miejsce wśród myśliwych, którzy przyjeżdżali polować tutaj na kaczki. Skutecznie sprzeciwiali się objęciu tego terenu ochroną.
„Huk wystrzału jest jak petarda rzucona w wymagającą ciszy ostoję tysięcy ptaków kilkunastu gatunków. Tylko 2-3 to gatunki łowne, reszta to gatunki chronione. W hukach wystrzałów uciekają wszystkie” – opowiadał mi Piotr Chara, który przez kilka lat dokumentował działania myśliwych na tym terenie. Udowodnił im m.in. łamanie prawa (np. budowę nielegalnych zwyżek), zabijanie również chronionych gatunków, pozostawianie rannych ptaków w zaroślach. To jego materiał posłużył później do powołania rezerwatu. Opisywałam to szczegółowo w OKO.press:
Razem z Piotrem Charą wybrałam się na wycieczkę do Gęsiego Bastionu. Obserwowaliśmy razem ten teren i odbywający się na nim ptasi spektakl ze skarpy po drugiej stronie drogi. Rezerwat robi wrażenie – ma ponad 700 hektarów, z góry widać, jak między łąkami wije się starorzecze Odry. Woda rozlewa się na całym obszarze.
Rozlewisko powstało dzięki ruchom wód polodowcowych. Ptaki, jak wyjaśniał mi Chara, są tu bezpieczne, bo woda utrudnia drapieżnikom polowanie. Płycizna jest jednocześnie bezpieczną oazą i obfitą stołówką.
Myśliwi z Koła Łowieckiego Trop w Szczecinie już podczas konsultowania projektu utworzenia rezerwatu zgłosili swoje uwagi. Spóźnili się jednak, pismo nie trafiło do RDOŚ na czas. Po oficjalnym powołaniu Gęsiego Bastionu zaskarżyli decyzję RDOŚ do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Szczecinie. Swoją skargę złożył także ówczesny burmistrz sąsiedniej gminy Cedynia Adam Zarzycki – kiedy pytali go o tę decyzję dziennikarze Uwagi TVN, odpowiadał, że „człowiek jest ważniejszy od rechotu żab”.
Przeciwny rezerwatowi był też ówczesny dyrektor Zespołu Parków Krajobrazowych Województwa Zachodniopomorskiego Ryszard Mićko. Obaj są myśliwymi. Dziś już nie pełnią swoich funkcji.
Myśliwi i gmina zarzucali m.in., że postępowanie RDOŚ nie było prowadzone w sposób „budzący zaufanie do władzy publicznej”, a stanowisko przeciwników powołania rezerwatu nie zostało „dostrzeżone” i ujęte w rozporządzeniu. Ostrzegali, że przez utworzenie rezerwatu ptaki na Rozlewisku Kostrzyneckim mogą wyginąć. Myśliwi uważają, że rezerwat i zakaz polowań na tym terenie stwarzają warunki dla rozrodu szopów, kun, jenotów i wydr, które zagrożą populacji ptaków.
Wyrok w WSA zapadł 15 lutego 2024 roku. Sąd przychylił się do argumentacji myśliwych. Jednym z argumentów w orzeczeniu był fakt, że gminne i prywatne działki są enklawami pośrodku rezerwatu. RDOŚ wyznaczył do nich drogi dojazdowe, jednak zdaniem sądu to wciąż „ingeruje w prawa do poszanowania własności”.
RDOŚ się od tej decyzji odwołał, a sprawa trafiła do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Na orzeczenie NSA czekaliśmy ponad półtora roku. W listopadzie 2025 roku pojawiła się informacja dająca nadzieję na to, że Gęsi Bastion będzie bezpieczny – NSA nie zgodził się z decyzją sądu pierwszej instancji.
W uzasadnieniu napisano, że WSA nie wykazał wystarczająco, czy gmina i koło łowieckie mają interes prawny do zaskarżenia zarządzenia powołującego rezerwat. To – jak wyjaśnialiśmy wtedy w OKO.press – oznacza, że WSA powinien wykazać, czy w ogóle, przez powołanie rezerwatu, doszło do naruszenia praw materialnych (czyli na przykład prawa własności) myśliwych lub gminy. A – zdaniem Naczelnego Sądu Administracyjnego – nie wykazał.
NSA uważa, że Wojewódzki Sąd nie wykazał również, czy doszło do naruszenia praw i na czym konkretnie to naruszenie miało polegać.
To jednak nie zakończyło sagi dotyczącej Gęsiego Bastionu.
Naczelny Sąd odesłał sprawę „do ponownego rozpoznania” przez WSA.
WSA – rozpatrując tę sprawę ponownie – odrzucił skargę gminy na powołanie rezerwatu i oddalił skargę koła łowieckiego. To oznacza, że skarga gminy nie była w ogóle rozpatrywana merytorycznie – sąd uznał, że gmina nie powinna być stroną w sprawie. Z kolei wniosek koła łowieckiego został oddalony, a więc sąd analizował merytorycznie, czy roszczenie jest zasadne, czy też nie. Uznał, że nie jest.
Orzeczenie wydano 19 marca, ale jest nieprawomocne. Koło łowieckie ma prawo je zaskarżyć.
Zwróciłam się do myśliwych z KŁ „Trop” z pytaniem o dalsze plany w tej sprawie. Jeszcze nie dostałam odpowiedzi.
Kiedy pytam Piotra Charę o decyzję WSA, odpowiada: „To balsam dla duszy”.
"By pojąć wartość decyzji WSA w Szczecinie, trzeba przypomnieć, czym są mokradła i jak szybko giną. Najpierw przez stulecia celowo osuszane, obecnie te ostatnie kurczą się wynikiem zmian klimatu. Ocalałe resztki mokradeł są życiodajnymi oazami bioróżnorodności na tle pustynniejącej Europy. Przyciągają tysiące ptaków, setki gatunków chronionych i kilka gatunków łownych. W takich okolicznościach polowania na ptaki niosą drastyczne konsekwencje dla funkcjonowania całej ptasiej ostoi. Zwłaszcza, gdy odbywaja się przy samej granicy ptasich noclegowisk, zimowisk, żerowisk. Poza ranieniem i zabijaniem gatunków łownych, permanentnie wypłaszają dziesiątki współbytujących z nimi gatunków chronionych.
Tak właśnie ginęła wielka wartość jednego z ostatnich dużych rozlewisk w kraju.
Dopiero powołanie rezerwatu zakończyło ten proceder. Wyrokiem WSA mamy ochroniony ten przyrodniczy skarb, którego przetrwanie zależne jest od spokoju„ – komentuje przyrodnik. ”Przy tym nie ziściły się żadne z czarnych scenariuszy hucznie głoszonych przez przeciwników rezerwatu: nikogo nie zjadły wilki, ludzie mogą nadal wędkować, spacerować, gospodarka może się rozwijać. W okolicy nic złego się nie stało – wręcz przeciwnie. Słyszę od mieszkańców, że cieszy ich cisza, spokój, zwłaszcza w weekendy, kiedy o poranku budził ich huk myśliwskich strzałów lub spadający na dachy śrut" – ocenia.
Przyrodnicze skutki ustanowienia rezerwatu są zaskakujące. Sezon migracyjny ubiegłej jesieni był rekordowy, jeśli chodzi o liczbę ptaków.
"Kiedy ptaki mają spokój, dochodzi do zjawisk wcześniej nam nieznanych. Migrujące ptaki, które znajdują schronienie na rozlewisku, nie są już wypłaszane. Ani przez huk strzałów, ani przez psy czy ludzi szukających postrzelonych ptaków. Nie są zmuszane do panicznej ucieczki przed świtem, kiedy myśliwi zwykle rozpoczynali polowania. Dzięki czemu odlatują na żer wiele godzin później, spokojnie, zgonie z cyklem dobowym.
Część ptaków – a zwłaszcza gęsi – co do których spodziewaliśmy się, że obligatoryjnie opuszczają w ciągu dnia obszar mokradeł celem żerowania na pobliskich łąkach i polach, dziś zostaje i żeruje w obrębie tego mokradła.
Ptaki wykorzystują naturalną, dziką roślinność, zamiast żerowania na polach. To oczywiście wymaga głębszych analiz, ale niewątpliwie taka zmiana odbija się pozytywnie na uprawach rolnych w okolicy" – wylicza Piotr Chara.
Przyrodnik wskazuje, że polowania i chaos, jaki wywoływały wystrzały, powodowały utratę zaufania ptaków do tego obszaru. Mokradła pustoszały. „Podczas polowań, w wyniku chaotycznej ucieczki ptaki gubiły się, rozbijane były grupy rodzinne, zaburzany był cykl dobowy. Obraz mokradeł z tętniącego życiem zmieniał się na pusty z widokiem okaleczonych ptaków. Obecnie ten obraz jest taki, jaki chcielibyśmy widzieć: liczne i wielogatunkowe grupy ptaków cieszą się spokojem na rozlewisku. Wyrok WSA ten obraz zachowuje” – mówi.
O skutkach polowań na ptaki pisaliśmy w OKO.press wielokrotnie, na przykład tutaj:
W szczecińskim RDOŚ słyszę: „Mamy nadzieję, że to koniec tej sprawy w sądzie”. Dyrekcja czeka na pisemne uzasadnienie wyroku WSA.
Dziennikarka, reporterka, redaktorka, współkierowniczka działu społeczno-gospodarczego (razem z Jakubem Szymczakiem). Zarządza również pracą zespołu klimatycznego. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim prawami zwierząt, ochroną rzek, lasów i innych cennych ekosystemów, a także sprawami dotyczącymi łowiectwa, energetyki i klimatu. Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu, laureatka Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej im. Tadeusza Mazowieckiego za reportaż o Odrze i nagrody Fundacji Polcul im. Jerzego Bonieckiego za "bezkompromisowość i konsekwencję w nagłaśnianiu zaniedbań władz w obszarze ochrony środowiska naturalnego". Urodziła się nad Odrą, mieszka w Krakowie.
Dziennikarka, reporterka, redaktorka, współkierowniczka działu społeczno-gospodarczego (razem z Jakubem Szymczakiem). Zarządza również pracą zespołu klimatycznego. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim prawami zwierząt, ochroną rzek, lasów i innych cennych ekosystemów, a także sprawami dotyczącymi łowiectwa, energetyki i klimatu. Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu, laureatka Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej im. Tadeusza Mazowieckiego za reportaż o Odrze i nagrody Fundacji Polcul im. Jerzego Bonieckiego za "bezkompromisowość i konsekwencję w nagłaśnianiu zaniedbań władz w obszarze ochrony środowiska naturalnego". Urodziła się nad Odrą, mieszka w Krakowie.
Komentarze