0:000:00

0:00

Prawa autorskie: fot. Piotr Charafot. Piotr Chara

„Rozlewisko Kostrzyneckie leży w powiecie gryfińskim między Odrą a drogą Stary Kostrzynek – Stara Rudnica – Siekierki. Wkrótce nie będzie można tam polować ani prowadzić wycinki drzew. To miejsce ma być oazą dla ptaków i innych zwierząt żyjących nad Odrą. Po 30 latach starań przyrodników stanie się rezerwatem. Otrzyma nazwę: »Gęsi Bastion nad Starą Rudnicą«” – pisaliśmy w OKO.press w czerwcu 2023.

Teraz jednak przyszłość Gęsiego Bastionu stoi pod znakiem zapytania. Decyzję Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska ze Szczecina o powołaniu rezerwatu zaskarżył burmistrz Cedyni Adam Zarzycki, razem z Kołem Łowieckim „Trop”. Burmistrz również jest myśliwym. Otwarcie mówi o tym, że polował na Rozlewisku Kostrzyneckim. „To stawia go w roli sędziego we własnej sprawie” – mówi przyrodnik i fotograf Piotr Chara, zaangażowany w obronę Gęsiego Bastionu.

Wojewódzki Sąd Administracyjny wyrokiem z 15 lutego 2024 przyznał myśliwym rację.

Wyrok nie jest prawomocny. RDOŚ ma złożyć w tej sprawie apelację.

Gęsi Bastion, ostatnie takie miejsce nad Odrą

Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska, powołując rezerwat, podkreślała, że Gęsi Bastion jest „ostatnią nadodrzańską wielkopowierzchniową płycizną, utrzymującą wodę w pełnym cyklu wędrówkowym ptaków”. Wyliczała, że:

  • tworzą się tutaj skupiające kilka tysięcy osobników zlotowiska żurawi,
  • odpoczynek podczas migracji znajdują tysiące gęsi tundrowych, zbożowych i białolicych,
  • żerują i odpoczywają liczone w setkach, a nawet tysiącach siewkowce: czajki, brodźce, biegusy,
  • to żerowisko trzynastu gatunków kaczek, chruścieli, czterech gatunki perkozów, bielika i rybołowa,
  • zimuje tu do kilkuset łabędzi krzykliwych,
  • obszar stanowi ostoję i miejsce rozrodu wielu chronionych i zagrożonych wyginięciem gatunków jak puchacz, rybitwa czarna, bączek, zielonka czy błotniak stawowy.

Przeczytaj także:

„To środowisko niezwykle produktywne. Ogromna i zasobna stołówka. Dzięki temu dochodzi tu do niespotykanych w żadnym innym śródlądowym środowisku zagęszczeń dużych organizmów. Dotyczy to zwłaszcza ptaków. To nawet dziesiątki tysięcy osobników na kilkudziesięciu hektarach” – mówił w OKO.press Piotr Chara.

Ranne, konające ptaki

Chara przez lata dokumentował, jakie szkody wyrządzają polujący na ptaki myśliwi.

"Huk wystrzału jest jak petarda rzucona w wymagającą ciszy ostoję tysięcy ptaków kilkunastu gatunków. Tylko 2-3 to gatunki łowne, reszta to gatunki chronione. W hukach wystrzałów uciekają wszystkie. Dochodzi więc do regularnego łamania prawa związanego z zakazem umyślnego płoszenia gatunków chronionych. Ponadto strzały padają w środku dziewiczego terenu, w ostatniej takiej oazie życia, wbrew interesowi społecznemu” – mówił nam przyrodnik przed powołaniem rezerawtu. Ma w swoim archiwum foldery pełne filmów i zdjęć, na których widać postrzelone, cierpiące i konające ptaki. Z oderwanymi nogami, poranionymi skrzydłami, całe we krwi.

Ranna gęś tundrowa po postrzeleniu podczas polowania na Kostrzyneckim Rolewisku. Fot. Piotr Chara

Myśliwi, choć zobowiązani przez prawo do zbierania zastrzelonych zwierząt, zostawiali ich ciała na terenie Rozlewiska. To trudnodostępny teren, więc jeśli ptak nie spada blisko, nie można go odnaleźć. Nie przywozili na polowania wyszkolonych do tego psów. „Trzeba dodać, że tylko część postrzelonych ptaków spada od razu, wiele z nich doznaje ran i kona w cierpieniu przez kolejne dni” – mówi Chara. Dokumentował też budowę nielegalnych zwyżek, czyli niewielkich ambon czy korzystanie z niedozwolonych głośników, służących do nęcenia ptaków. Polowania na ptaki powodowały również zanieczyszczenie środowiska ołowiem i ołowicę u ptaków – dopiero rok temu, w lutym 2023, mimo wielkiego oporu środowiska myśliwskiego, używanie śrutu ołowianego w pobliżu wód powierzchniowych zostało zakazane na terenie całej Unii Europejskiej.

Gęsi Bastion nie podoba się myśliwym

Powołanie rezerwatu na Rozlewisku Kostrzyneckim miało spowodować, że żyjące tam ptaki wreszcie odetchną. Nie będą płoszone, ranione, okrutnie zabijane.

„Nie miałem świadomości, że burmistrz zaskarżył decyzję o powołaniu rezerwatu do sądu” – mówi dziś w rozmowie z OKO.press Piotr Chara. „Ale w styczniu zaczęły dochodzić do mnie niepokojące wieści: burmistrz ogłaszał na spotkaniach z mieszkańcami, że »załatwi, żeby rezerwatu nie było«. Dzwonili do mnie kilkukrotnie z takimi informacjami mieszkańcy gminy Cedynia, po tych telefonach i ja zacząłem się niepokoić. RDOŚ z kolei był pewny siebie, urzędnicy podkreślali, że powołanie rezerwatu odbyło się zgodnie z procedurą” – relacjonuje.

Jak podkreśla, przed powołaniem rezerwatu był czas na konsultacje społeczne. Myśliwi próbowali protestować, ale zgłosili się do RDOŚ już po wyznaczonym terminie.

„Wydawało się, że cała racja jest po stronie RDOŚ. Uspokoiło mnie to. Wiem też, że burmistrz próbuje zrobić sobie kampanię przed wyborami samorządowymi, więc szuka poparcia. W tym wypadku: po stronie osób przeciwnych rezerwatowi” – dodaje.

O sprawie jako pierwszy poinformował TVN. Ekipa „Uwagi” pojechała do burmistrza, żeby zapytać, dlaczego sprzeciwia się ochronie tego cennego terenu nad Odrą. „Nie mogę pozwolić sobie, żeby ktoś mi tutaj narzucał, bez uzgodnienia, bez konsultacji swoje widzimisię. Za dużo już zjadłem chleba i na takie numery i cwaniactwa się nie nabiorę. Reprezentuję mieszkańców gminy i dla mnie człowiek jest ważniejszy od rechotu żab” – mówił Zarzycki.

Burmistrz idzie do sądu

Burmistrz i myśliwi, zaskarżając decyzję o powołaniu rezerwatu, podkreślali, że ich zdaniem:

  • RDOŚ nie podjął wszystkich czynności „niezbędnych do dokładnego wyjaśnienia stanu faktycznego oraz do załatwienia sprawy”, co jest złamaniem zapisów kodeksu postępowania administracyjnego;
  • postępowanie nie było prowadzone w sposób „budzący zaufanie do władzy publicznej”;
  • stanowisko przeciwników powołania rezerwatu, w tym gminy, nie zostało „dostrzeżone” i ujęte w rozporządzeniu RDOŚ;
  • nie doszło do dokładnej waloryzacji wartości przyrodniczych, kulturowych, krajobrazowych i naukowych terenu;
  • decyzja RDOŚ jest „lekceważeniem społeczności lokalnej” i myśliwych;
  • przez brak możliwości prowadzenia gospodarki łowieckiej, ptaki na Rozlewisku Kostrzyneckim mogą wyginąć (!). Myśliwi uważają, że rezerwat stwarza warunki dla rozrodu szopów, kun, jenotów i wydr, które zagrożą populacji ptaków.

RDOŚ odniósł się jednak do zarzutów burmistrza i myśliwych. Zwrócił się do sądu o odrzucenie skargi, wyjaśniając, że walory przyrodnicze Rozlewiska Kostrzyneckiego zostały dokładnie przeanalizowane przed wydaniem zarządzenia o powołaniu rezerwatu. „Zarzut dotyczący braku rzetelnych danych przyrodniczych jest (...) bezzasadny i niepoparty żadnymi badaniami” – czytamy w odpowiedzi RDOŚ.

Wyrok w sprawie Gęsiego Bastionu

Dyrekcja podkreśla również, że przeprowadzono konsultacje społeczne zgodnie, a projekt rezerwatu pozytywnie zaopiniowali naukowcy oraz społecznicy. Z jego granic wykluczono działki gminne – po sprzeciwie burmistrza. Nie włączono również działek prywatnych. Co więcej, rezerwaty są powoływane na mocy art. 7 ustawy o ochronie przyrody. Przy ich ustanawianiu nie mają więc zastosowania przepisy kodeksu postępowania administracyjnego, o których w swojej skardze piszą myśliwi i burmistrz.

WSA w Szczecinie, wyrokiem z 15 lutego 2024, przychylił się jednak do zdania przeciwników Gęsiego Bastionu. Orzekł, że gminne i prywatne działki są enklawami pośrodku rezerwatu. RDOŚ wyznaczył do nich drogi dojazdowe, jednak zdaniem sądu to wciąż „ingeruje w prawa do poszanowania własności”.

„Sąd oparł się również na proteście myśliwego, który ma na terenie rezerwatu działkę. Tutaj teren jest trudny niedostępny przez większość roku. Statystycznie ponad pół roku stoi woda, często dwumetrowa. Po jej zejściu dojazd po najsuchszych fragmentach jest wyzwaniem, bo wszędzie wokół jest bardzo grząsko. Nawet mając rzeczywiste chęci, niewiele można zrobić. Tymczasem właściciel myśliwy rozpościera wizje o budowach altanek” – mówi Piotr Chara. „Mamy w Polsce wiele przykładów, pokazujących, że to się nie wyklucza. Największym przykładem jest Tatrzański PN, gdzie kilkaset hektarów gruntów wewnątrz należą do prywatnych właścicieli. Podobnie w naszym województwie istnieją rezerwaty z działkami prywatnymi wewnątrz. Właściciel ma swoją enklawę, z dojazdem i prawem własności” – dodaje.

Chara, który chroni Gęsi Bastion od lat, nie został przesłuchany w trakcie postępowania.

Dyrektor myśliwy

Pomysł utworzenia Gęsiego Bastionu od początku nie podobał się nie tylko burmistrzowi Cedyni, ale również innemu myśliwemu: Ryszardowi Mićko, byłemu dyrektorowi Zespołu Parków Krajobrazowych Województwa Zachodniopomorskiego. Podczas spotkania w Starym Kostrzynku 27 marca 2023 w sprawie powołania rezerwatu Mićko mówił: „Wcale tak nie jest, myśliwi naprawdę dużo dobrego robią dla ochrony polskiej przyrody, i będę tego bronił”.

„Pan Mićko, przyznający się do polowań na ptaki, wydał opinię negującą, powołującą się na własne przekonanie, bez sięgnięcia po dane monitoringowe z terenu. Wybrał wyparcie przedstawionych mu faktów o skutkach polowań na ptaki w tym miejscu. Burmistrz później wielokrotnie wykorzystywał to pismo jako swego rodzaju tarczy, argumentując, że przecież tę opinię wystawił podmiot odpowiadająca za ochronę przyrody. Mamy tu więc przykład rażącego odwrócenia, zepsucia od środka” – komentuje Chara.

Na pytanie dziennikarza „Uwagi” Michała Fuji o tę opinię Ryszard Mićko odpowiedział: „To moja rzecz. Mnie pana zdanie w tej sprawie nie interesuje”.

– Dlaczego pan tu jest? Kto pana nasłał? – pytał Mićko reportera.

– Jestem dziennikarzem.

– A ja jestem dyrektorem.

– Jest pan też myśliwym?

– A to pana nie interesuje.

– To dosyć istotne.

– Nie. A pan ma jakie hobby? Je pan mięso? Co ma do rzeczy, czy ja jestem myśliwym, czy nie jestem? Wy młodzi myślicie, że jesteście butni i wszystko jest dla was. Trochę pokory w życiu, trochę doświadczenia. Trochę poczytać, zdobyć wiedzy i wtedy dyskutować.

Urząd kontroluje

„Mićko teraz jest już na emeryturze, ale była przygotowana dla niego ścieżka, żeby za chwilę wrócić na to stanowisko” – mówi Piotr Chara. Po reportażu TVN Urząd Marszałkowski planuje jednak ogłosić konkurs na stanowisko dyrektora Zespołu Parków Krajobrazowych Woj. Zachodniopomorskiego. Na pytanie OKO.press, czy Ryszard Mićko będzie mógł wziąć udział w konkursie, Urząd odpowiada ogólnikowo: „W konkursie może aplikować każdy zainteresowany rekrutacją na stanowisko Dyrektora ZPK WZ, kto będzie spełniał warunki określone w ogłoszeniu”. Mićko na pewno nie planuje wycofania się z życia publicznego – jest kandydatem komitetu Trzecia Droga do rady powiatu choszczeńskiego.

czajki stoją nad wodą
Czajki na Rozlewisku Kostrzyneckim. Fot. Piotr Chara

Marszałek woj. zachodniopomorskiego Olgierd Geblewicz po emisji reportażu powołał zespół, który przeprowadza kontrolę w Zespole Parków Krajobrazowych. Ma sprawdzić „prawidłowości przebiegu procesu opiniowania powołania Rezerwatu »Gęsi Bastion pod Starą Rudnicą« w ZPK WZ” – czytamy w wiadomości do OKO.press. Prace zespołu mają zakończyć się jeszcze w tym tygodniu, do 22 marca.

Gęsi Bastion był chroniony, ale za słabo

Urząd Marszałkowski w wiadomości do OKO.press przyznaje, że popiera utrzymanie rezerwatu na Rozlewisku Kostrzyneckim. Zaznacza, że jego powołanie „powinno się odbyć w poszanowaniu prawa oraz w porozumieniu i za zgodą wszystkich zainteresowanych stron, w tym w szczególności lokalnej społeczności”.

„Ochrona zasobów przyrodniczych w miejscu powstania Rezerwatu »Gęsi Bastion pod Starą Rudnicą« miała miejsce na długo przed powołaniem Rezerwatu przez RDOŚ w Szczecinie” – piszą urzędnicy.

O istniejących na terenie Rozlewiska Kostrzyneckiego formach ochrony przyrody pisze również burmistrz Cedyni w oświadczeniu, które opublikował po emisji reportażu TVN. Wylicza, że jest tam już Natura 2000, użytek ekologiczny i Cedyński Park Krajobrazowy.

To jednak formy, które w praktyce niewystarczająco chronią cenną przyrodę. Wyjaśnialiśmy różnice między rezerwatami i parkami narodowymi, a parkami krajobrazowymi, użytkami ekologicznymi oraz Naturą 2000 w tym tekście:

„Rezerwat, do momentu uprawomocnienia się wyroku, wciąż istnieje” – mówi przyrodnik Piotr Chara. „Sprawa trafi teraz do Naczelnego Sądu Administracyjnego i mam wielką nadzieję, że on utrzyma rezerwat. Skąd ta nadzieja? Otóż wystarczy poznać dane o wybitnej wartości przyrodniczej i wpływający na nią proceder polowań. Można go było utrzymywać tylko w ukryciu przed opinią publiczną. Kiedy mamy już dane o tym, jak to wygląda, nie sposób dalej tego logicznie wytłumaczyć reszcie społeczeństwa. To przykład niszczenia wartości publicznej w imię interesu wąskiej grupy ludzi. Oprócz realizowania własnego hobby, polowania na ptaki to po prostu biznes. Przyjeżdżają tu myśliwi z wielu krajów Europy, płacą by strzelać do ptaków” – dodaje.

Wciąż, jak podkreśla, jest dobrej myśli. I jest gotowy do dalszej walki o ten teren.

„Kiedy usłyszałem o orzeczeniu sądu, w 90 procentach poczułem smutek” – mówi Chara. „Jednak w 10 procentach poczułem nadzieję, że dzięki temu o Gęsim Bastionie, o myśliwskim lobby, o ukrywaniu okrucieństwa polowań na ptaki usłyszy cała Polska”.

;

Udostępnij:

Katarzyna Kojzar

Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim tematami dotyczącymi ochrony środowiska, praw zwierząt, zmiany klimatu i energetyki.

Komentarze