0:00
23 listopada 2021

Rodzę martwe dziecko. Mam sepsę. Na salę wchodzi ksiądz: „Poród trzeba wstrzymać"

Mąż Darii słyszy, że jej stan jest krytyczny. „Lekarz mówi mu, żeby się modlił. Ale mąż jest ateistą, więc się nie modli, tylko płacze. Jak Izabeli z Pszczyny sączyły mi się wody płodowe. Moja historia sprzed 30 lat to kalka tego, co dzieje się teraz"

Wydrukuj

Daria ma 69 lat. Mieszka w Warszawie. Chce opowiedzieć mi swoją historię, mimo tego, że odkąd straciła ciążę, minęło 30 lat. „Czytam o tragicznym losie kobiet, którym odmówiono aborcji i widzę w nich siebie. Moja historia to kalka tego, co dzieje się teraz w Polsce. Powrót do niej dużo mnie kosztuje. Ale chcę mówić".

Mięśniaki

O tym, że jest w ciąży Daria dowiedziała się, kiedy miała 40 lat, w 1992 roku. Cierpiała na nadciśnienie, wrodzone schorzenie nerek i nawracające zapalenie tęczówki oka. Od kilku tygodni czuła ból w podbrzuszu. Poszła na kontrolę do ginekologa. Podczas badania USG lekarz powiedział jej, że jest w ósmym tygodniu ciąży. "Chwilę później wykrył u mnie mięśniaki” – mówi Daria.

Mięśniaki to guzy gładko-komórkowe (włókniaki), które rozwijają się w ścianach macicy. U około 50-60 proc. kobiet nie dają żadnych objawów i nie wymagają leczenia. Ale Daria walczyła z bólem. Mięśniaki rozrastały się, powodowały obfite miesiączki (przypominające krwotok). Lekarz zakwalifikował je do wycięcia. Daria dostała skierowanie do szpitala.

"Usunięcie mięśniaków bez wywołania poronienia było niemożliwe. Wiedziałam, że nie donoszę ciąży. Chciałam ją przerwać i jak najszybciej usunąć mięśniaki. Bałam się, że nie przeżyję. To nie tak, że nie chciałam mieć dziecka”.

Pierwszy szpital

Do szpitala w Warszawie Daria zgłasza się w maju 1992 roku. Lekarz internista odmawia wycięcia mięśniaków. „Bo jestem w ciąży. Mówi mi, że nie może jej przerwać, bo głosował za przyjęciem Kodeksu Etyki Lekarskiej”.

Kodeks Etyki Lekarskiej to zasady etyki, które zobowiązują lekarza do przestrzegania praw człowieka oraz dbania o godność zawodu lekarskiego. W 1991 roku Kodeks Etyki Lekarskiej został przyjęty podczas Nadzwyczajnego Krajowego Zjazdu Izb Lekarskich (potem został potem znowelizowany dwa razy: w 1993 roku na III Krajowym Zjeździe Lekarzy oraz w 2003 roku na Nadzwyczajnym VII Krajowym Zjeździe Lekarzy).

Kodeks Etyki Lekarskiej z 1991 roku ogranicza lekarzom możliwość wykonania aborcji. Art. 37 Kodeksu pozwala lekarzom przerwać tylko tę ciążę, która była wynikiem przestępstwa (gwałtu), i która zagrażała zdrowiu lub życiu pacjentki. Art. 4 Kodeksu Etyki Lekarskiej daje lekarzom możliwość powołania się na tzw. klauzulę sumienia, czyli regulację prawną, zgodnie z którą lekarz może powstrzymać się od wykonania świadczeń zdrowotnych niezgodnych z jego sumieniem.

Kodeks Etyki Lekarskiej Wersja od: 14 grudnia 1991 r. UCHWAŁA NADZWYCZAJNEGO II KRAJOWEGO ZJAZDU LEKARZY z dnia 14 grudnia 1991 r. w sprawie Kodeksu Etyki Lekarskiej. Na podstawie art. 33 pkt 1 w związku z art. 4 ust. 1 pkt 2 ustawy z dnia 17 maja 1989 r. o izbach lekarskich (Dz.U. Nr 30, poz. 158, z 1990 r. Nr 20, poz. 120) uchwala się KODEKS ETYKI LEKARSKIEJ [...] Art. 4. Dla wypełnienia swoich zadań lekarz musi mieć wolność postępowania zgodnego ze swoim sumieniem oraz swobodę działań zawodowych, zgodnych ze współczesną wiedzą medyczną. [...] Art. 37. Działania lekarskie, które niosą ze sobą ryzyko bądź wiążą się z ryzykiem utraty życia płodu są dopuszczalne tylko dla ratowania życia i zdrowia matki oraz w przypadkach gdy ciąża jest skutkiem przestępstwa.

Lekarz mówi Darii, że może pójść do psychiatry i powiedzieć mu, że "chce się zabić". "To może wtedy dostanę skierowanie na legalną aborcję”.

Rodzimy! Taką mamy tendencję

Daria próbuje dalej. Idzie do kolejnego szpitala w Warszawie. Na izbie przyjęć lekarz mówi jej, że placówka działa „zgodnie z wartościami katolickimi”. Na korytarzu widzi plakaty: „Aborcji nie wykonujemy”.

„Przecież widzi pani jaką mamy tendencję. Rodzimy!”

– mówi jej lekarz. Daria prosi o spotkanie z ordynatorem.

„Ordynator mówi mi, że jakieś tam szanse na urodzenie zdrowego dziecka mam, że mnie nie przyjmie. Proszę, żeby potwierdził na piśmie, że nie mam wskazań do wycięcia mięśniaków. Potwierdza. Na kartce pisze: »Nie przyjęta z powodu braku wskazań do hospitalizacji«”.

Kolejne tygodnie ciąży zamieniają się w koszmar. Darię boli podbrzusze. Nie ma siły pracować. Bierze zwolnienia lekarskie. Lekarze mówią jej, że „ciąża to nie przyjemność”.

„Na każdym etapie ciąży, szukając pomocy u kolejnych lekarzy, spotykam się z niechęcią, zniecierpliwieniem i okrucieństwem. Nigdy z empatią. Czuję wrogość. Jakby każdy mówił: Niech pani już idzie i nie zawraca nam głowy. To trudne do pojęcia. Kodeks Etyki Lekarskiej przyjęty w 1991 roku praktycznie uniemożliwił aborcję. Zwolnił lekarzy od pomocy kobietom w trudnej, a czasem zagrażającej życiu, sytuacji. Takiej jak moja".

Czuję, że dziecko nie żyje

W 10. tygodniu ciąży Daria idzie na badania do konsultanta wojewódzkiego położnictwa i ginekologii, który prowadzi ciąże wysokiego ryzyka.

„Traktuje poważnie moją sytuację. W skierowaniu, które mi daje, pisze, że lekarze mają mnie leczyć zgodnie z moimi wskazaniami". Ale kolejny ginekolog, do którego idzie Daria i tak nie chce wyciąć mięśniaków. Mówi, że lekarze powinni przerwać jej ciążę, ale nie robią tego przez "aurę wokół Kodeksu Etyki Lekarskiej".

Daria się poddaje. Co tydzień przez dwa miesiące chodzi do specjalistycznej poradni na badania. „Lekarz robi mi USG, przepisuje leki przeciwbólowe, daje zwolnienia lekarskie”. W 19. tygodniu ciąży podejrzewa wyciek płynu owodniowego, czyli tzw. wód płodowych. Darii przedwcześnie pękają błony płodowe, a z jamy macicy wypływa płyn, który przedostaje się na zewnątrz przez szyjkę macicy i pochwę.

„Czuję, że moje dziecko nie żyje. Nie mam pewności, ale od kilku dni nie czuje jego ruchów. Lekarz ma problem z oznaczeniem tętna dziecka”.

W nocy Daria gorączkuje. Mąż zawozi ją do szpitala. Lekarze przyjmują ją od razu. Rano robią badania. Stwierdzają u Darii posocznicę, czyli zakażenie septyczne. Mąż Darii słyszy, że jej stan jest krytyczny. „Lekarz mówi mu, żeby się modlił. Ale mąż jest ateistą, więc się nie modli. Tylko płacze”.

Ksiądz wstrzymuje poród

„Rano zaczynam rodzić. Mam skurcze. Leżę na sali z innymi pacjentkami. Przychodzi jeden lekarz, potem drugi. Za nimi na salę wchodzi ksiądz. Cieknie ze mnie ropa. Mam zakażenie wewnątrzmaciczne. Dziecko nie żyje. A on stoi nad moim łóżkiem i mówi, że nie chce, żebym rodziła. Ciążę trzeba za wszelką cenę utrzymać. Trzeba ratować dziecko".

„Ksiądz ma głos w procesie leczenia. Mówi, że mam brać leki na powstrzymanie skurczy, więc lekarze mi je podają

Leki nie działają. Mam tak silne skurcze, że rodzę martwe dziecko.

Lekarze podają mi dożylnie jakiś antybiotyk nowej generacji, dzięki któremu nie umieram. Udaje mi się przeżyć, ale tracę zdrowie. I raz na zawsze zaufanie do lekarzy”.

Daria wychodzi ze szpitala kilka dni później. „Lekarze nie usunęli mięśniaków, bo porodzie byłam zbyt słaba na operację. Zachorowałam na depresję, na którą leczę się do dzisiaj".

Bez prawa do własnego porodu

„To dla mnie okropne, ale mówię o tym dlatego, że kościół odsuwa od siebie kobiety. Tak samo, jak Pani Izie i wielu innym kobietom, sączyły mi się wody płodowe, co doprowadziło do zakażenia wewnątrzmacicznego, urodzenia martwego dziecka w 19. tygodniu i sepsy. Byłam na granicy życia i śmierci, a lekarz prowadzący zalecił modlitwę i antybiotyki".

"Czy lekarze mieli wtedy spokojne sumienia i byli dumni ze swojej pracy? Przypuszczam, że zaczynając studia, mówili, że chcą nieść pomoc i ratować życie. Potem stracili busolę moralną, zapomnieli o wiedzy i przyjęli katolicką wersję świata. Najbardziej bały się jej ciężarne kobiety, zapędzone w ślepą uliczkę i ich bezradni najbliżsi”.

„Jestem ofiarą polskiej tendencji, według której religijne zasady dominują nad wiedzą. Gdzie ksiądz ma większą władzę niż lekarz. Kościół ma wiele grzechów na sumieniu. Nie dosyć, że ma obsesję na punkcie płci, to w dodatku trzyma w sidłach kobiety. Uważa je za istoty gorsze, podporządkowane mężczyznom, bez prawa głosu, bez prawa do własnej macicy. I do własnego porodu”.

„Wszystkie prawa aborcyjne, które weszły w życie po roku 90. powinny zostać wycofane. Kobieta powinna mieć prawo decydować o sobie.

Marzy mi się, żeby na medycynę przyjmowano tylko kandydatów ateistów i bezpartyjnych, żeby nic nie przesłoniło im prawdziwej roli lekarza: Nieść pomoc i ratować życie.

Tak jak dzisiaj robią to Medycy na Granicy”.

„Co będzie jak politycy i kościół postanowią, że wyrostek robaczkowy, woreczek żółciowy czy jakiś inny chory organ ma »prawo do życia«, bo składa z żywych komórek i nie wolno go usuwać? Ciarki przechodzą. Dzisiaj są odważni prawnicy gotowi się zmierzyć z okrutnym prawem i walczyć w imieniu ofiar o sprawiedliwość i zadośćuczynienie. Ja nikogo takiego nie znalazłam”.

Historię Darii opisała w styczniu 1993 roku "Gazeta Wyborcza".

Dopóki bije serce

Przypomnijmy, że po PRL Polska odziedziczyła liberalne prawo do przerywania ciąży i bardzo liberalne postawy Polaków i Polek dotyczące tej sprawy. Aborcji można było legalnie dokonać w trzech przypadkach: zagrożenia dla zdrowia płodu lub kobiety ciężarnej, jeśli ciąża powstała w wyniku przestępstwa, oraz ze względu na trudne warunki życiowe kobiety ciężarnej. Sytuacja zaczęła się zmieniać w 1989 roku.

"Kościół zaczął wpływać na aborcję na początku transformacji ustrojowej. Lech Wałęsa spotkał się wtedy z kardynałem Glempem. Po ich spotkaniu okazało się, że pierwszą sprawą jaką ma się zająć kościół, jest aborcja. Kościół w 89. roku zaczął szukać dla siebie roli w nowej rzeczywistości polityczno-społecznej. Nie chciał kompromisów. Mówił, że trzeba odbudować »etykę« społeczeństwa. »Moralność«, którą zniszczył komunizm" - mówi w rozmowie z OKO.press Krystyna Kacpura, dyrektorka Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny.

"Biskupi uznali, że najlepszym środkiem do utrzymania władzy będzie manipulowanie społeczeństwem i zastraszanie. A także likwidacja aborcji i świadomych decyzji dotyczących prokreacji czy macierzyństwa, przejęcie władzy nad decyzjami kobiet, nad ich życiem prywatnym.

Dostojnicy Kościoła wymyślili to, żeby utrzymać pozycję w państwie. Kościół ugruntował w ten sposób swoją rolę jako przewodnika moralnego społeczeństwa. Konsekwencje tego widzimy do dzisiaj".

"Minister zdrowia w 1990 roku wydał rozporządzenie dotyczące klauzuli sumienia. Klauzula sumienia odrzuciła wszystkie możliwości dokonania aborcji. Lekarze nie mogli przerwać ciąży do momentu, w którym płód był żywy, czyli dopóki miał tętno".

„Rozporządzenie zmusiło kobiety do konsultacji przed aborcją z dwoma lekarzami, z psychologiem i z przedstawicielem opieki społecznej, którzy musieli zgodzić się na zabieg. Kobiety musiały tłumaczyć się ze swoich osobistych decyzji. To rozporządzenie wprowadziło aborcję do podziemia, a jej cena wzrosła dwukrotnie. Lekarze przerywali ciążę w prywatnych gabinetach, w ukryciu".

Spadek legalnych aborcji

„Kodeks Etyki Lekarskiej został uchwalony w 1991 roku przez Naczelną Radę Lekarską. Lekarze mogli przerwać ciążę tylko wtedy, kiedy zdrowie i życie kobiety było zagrożone lub kiedy ciąża powstała z gwałtu. Najbardziej tragiczne było ograniczenie aborcji w wypadku ciąży patologicznej, czyli z przyczyn embriopatologicznych.

Kobieta cierpi wtedy podwójnie, bo wie, że nie urodzi zdrowego dziecka i jest szykanowana w sytuacji, w której musi podjąć dramatyczną decyzję. Każda kobieta ma prawo do własnej decyzji, co w takiej sytuacji może zrobić. Nie wolno jej tego utrudniać. To okrucieństwo i tortury” - mówi Kacpura.

Kodeks Etyki Lekarskiej doprowadził do drastycznego spadku liczby legalnych aborcji w Polsce. Do 1988 roku w publicznych szpitalach rocznie lekarze wykonywali około 110 tysięcy aborcji. W 1992 roku, czyli po wejściu Kodeksu Etyki Lekarskiej, przez rok lekarze wykonali niecałe 12 tysięcy aborcji.

„Rzecznik Praw Obywatelskich wysłał Kodeks Etyki do ówczesnego Trybunału Konstytucji i zaznaczył, że drastycznie ogranicza on prawa kobiet, że tak naprawdę łamie klauzulę sumienia. Co z sumieniem i etyką lekarzy, który chcieliby chronić kobietę, aby nie musiała nosić martwego płodu, czy czekać aż będzie on martwy?” - mówi Kacpura.

"Kompromis aborcyjny"

„W 1993 roku wszedł w życie kompromis aborcyjny. Wszystkim się wydawało, że wyszli naprzeciwko społecznym żądaniom, bo społeczeństwo sprzeciwiało się zakazowi aborcji” - mówi Kacpura.

Ustawa z 1993 roku mówi o trzech przesłankach do przerwania ciąży. Pierwsza mówi o zagrożeniu zdrowia i życia matki. Druga o aborcji ze względu na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu (ta przesłanka została zakwestionowana przez tak zwany Trybunał Konstytucyjny 22 października 2020 roku). Trzecia przesłanka mówi o ciąży z gwałtu lub powstałej w innych okolicznościach będących naruszeniem prawa.

Według sondaży Polacy wcale nie chcieli ograniczenia prawa aborcyjnego, spora część opowiadała się za liberalizacją przepisów. Postawy liberalne utrzymały się także po złagodzeniu ustawy w 1996 roku i wyroku TK w 1997 roku, który przywrócił restrykcyjne przepisy z 1993 roku.

Kacpura: „Okazało się, że ani jedna, ani druga strona nie była zadowolona. Nie było kadencji Sejmu bez prób zaostrzenia prawa aborcyjnego albo liberalizacji. W podziemiu do teraz rocznie wykonuje się około 100 tysięcy aborcji".

Udostępnij:

Julia Theus

Dziennikarka, pracowała w „Gazecie Wyborczej” i Wirtualnej Polsce. W OKO.press od 2021 roku, absolwentka Filologii Polskiej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, stypendystka nauk humanistycznych i społecznych na Sorbonie IV w Paryżu (Université Paris Sorbonne IV).

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne