0:00
11 września 2019

"Rodzin Kaczyńskiego" jest góra 1,8 mln. Dane GUS ośmieszają fantazje prezesa-kawalera

OKO.press sprawdza, ile rodzin spełnia kryteria Kaczyńskiego ("jedna kobieta, jeden mężczyzna, w stałym związku i ich dzieci"). Maks. 1,8 mln, jedna czwarta małżeństw (o 900 tys. mniej niż bezdzietnych, o 150 tys. mniej niż z jednym dzieckiem) i jedna szósta wszystkich rodzin (samotnych matek jest 1,1 mln). Dane GUS pokazują, jak zabytkowa jest myśl prezesa

Wydrukuj

Osławionej definicji rodziny Kaczyńskiego jest w stanie sprostać zaledwie jedna czwarta małżeństw i jedna szósta wszystkich polskich rodzin - wynika z danych przedstawionych przez GUS. Ale po kolei.

Rodzina według Kaczyńskiego

Zgodnie z tezą, że poza Kościołem jest tylko nihilizm (analiza - tutaj) na konwencji w Lublinie Jarosław Kaczyński podał definicję rodziny, jakby mówił z ambony:

"Rodzinę widzimy tak jak tutaj, jedna kobieta, jeden mężczyzna w stałym związku i ich dzieci. To jest rodzina!".

W środę 11 września tłumaczył w "Sygnałach dnia", że „chciał po prostu bronić tego, czego bronimy, czyli tradycyjnego modelu rodziny. Nie da się w każdej wypowiedzi powiedzieć wszystkiego. My oczywiście jesteśmy w pełni za szacunkiem dla kobiet, ale także mężczyzn, które dzieci wychowują samotnie".

Ale definicji nie skorygował i brnął, że "trwały związek między kobietą a mężczyzną i dziećmi, które przychodzą na świat jest czymś niezwykle cennym w wymiarze naszej cywilizacji chrześcijańskiej, która niewątpliwie w dziejach świata jest najbardziej życzliwa człowiekowi". Czyli - inne formy rodziny są mniej cenne.

I w ramach tej życzliwości oskarżał "przeciwników politycznych, którzy chcą tę naszą cywilizację zniszczyć".

Sala w Lublinie nagrodziła definicję Kaczyńskiego burzą oklasków, a partyjna kamera śledziła zachwycone twarze m.in. rodziny państwa Piskorzów, którzy na początku konwencji – ustami męża, bo żona i czworo dzieci grzecznie milczały – wychwalała władze za 500 plus i twierdziła: "Jesteśmy dumni, że jesteśmy Polakami”.

Definicja "rodziny Kaczyńskiego" sprowokowała m.in. prezydent Gdańska Aleksandrę Dulkiewicz, samotną matkę, do riposty. Twittowała: "Panie Prezesie, za nami cudny rodzinny weekend z córką.

Chcemy Pana serdecznie pozdrowić - moja córka i ja, zupełnie normalna polska rodzina".

OKO.press postanowiło oszacować, jak się mają "rodziny Kaczyńskiego" do prawdziwego pejzażu polskich rodzin. Korzystając z opublikowanego w czerwcu 2019 opracowania GUS "Sytuacja demograficzna Polski. Tworzenie i rozpad rodzin", sprawdzamy, ile rodzin spełnia trzy kryteria Kaczyńskiego, czyli:

  • mężczyzna i kobieta są małżeństwem, które ma potomstwo;
  • pozostają w stałym związku;
  • opiekują się minimum dwójką dzieci.

Przedstawimy też trendy cywilizacyjne, które pozwalają ocenić, czy "rodzin Kaczyńskiego" ubywa, czy przybywa i co będzie z nimi dalej.

Małżeństwa z dziećmi - 5 mln 457 tys. (mniej niż połowa wszystkich rodzin)

Opracowanie GUS obejmuje okres do 2018 roku. Ale kluczową dla nas statystykę zespół sześciu autorek podaje za ostatnim Narodowym Spisem Powszechnym z 2011 roku (następny będzie w 2021 roku), bo lepszych danych nie ma.

Małgorzata Cierniak-Piotrowska, Agata Franecka, Joanna Stańczak, Karina Stelmach, Agnieszka Znajewska. Pracowały pod kierunkiem Joanny Stańczyk

W 2011 roku doliczono się 10 mln 973 tys. rodzin (6 mln 806 tys. w miastach i 4 mln 167 tys. na wsi) i wyróżniono sześć ich typów:

  • małżeństwa z dziećmi - stanowiły 49,7 proc. wszystkich rodzin;
  • małżeństwa bez dzieci - 24,6 proc.;
  • matki z dziećmi - 19,8 proc.;
  • ojcowie z dziećmi - 3 proc.;
  • nieformalne "związki kohabitacyjne" z dziećmi - 1,3 proc.;
  • "związki kohabitacyjne" bez dzieci - 1,6 proc.

Oznacza to, że dzieci ma prawie trzy czwarte (73,8 proc.) wszystkich rodzin, ale w tym tylko dwie trzecie to małżeństwa.

Jedna trzecia dzieci wychowuje się poza modelem tradycyjnej rodziny.

Pierwsze kryterium Kaczyńskiego spełniało zatem w 2011 roku co najwyżej 49,7 proc. wszystkich polskich rodzin, czyli 5 mln 454 tys. Ale to wszystkie małżeństwa, które mają dziecko lub dzieci, także dorosłe.

[baner_akcyjny kampania="remanent2019" typ="typ-2"]

Małżeństwa z dziećmi pod opieką do 24 lat - 4 mln 18 tys. rodzin

Kaczyński mówi o "dzieciach", czyli minimum dwojgu dzieci wychowywanych przez rodziców. I nie chodzi mu np. o rodzinę Edwarda i Beaty Szydłów z dwoma dorosłymi synami: (urlopowanym) księdzem Tymoteuszem i świeżo ożenionym Błażejem.

Spis powszechny daje nam precyzyjne informacje o liczbie rodzin z dziećmi w wieku 0-24 lata na utrzymaniu rodziców, rodzica czy opiekuna.

Takich rodzin było w 2011 roku 5 mln 458 tys. (co oznacza, że wśród wszystkich 8 mln 72 tys. rodzin z dziećmi stanowiły 67 proc. Pozostałe 33 proc. rodzin miało dzieci powyżej 24 lat).

Powyższa statystyka obejmuje jednak wszystkie rodziny - w GUS-owskim, czyli naukowym sensie. Ile z nich jest związanych węzłem małżeńskim? Na szczęście GUS podaje szczegóły. Z podanej niżej tabeli dowiadujemy się, że

małżeństw z dziećmi do 24 lat na utrzymaniu jest 4 mln 18 tys. Czyli 8 mln 36 tys. mężów i żon wychowuje wspólnie dziecko lub dzieci.

Małżeństwa z minimum dwójką dzieci pod opieką - 2 mln 084 tys.

Ale Kaczyński wyraźnie mówi o "dzieciach" a nie "dziecku". Tymczasem prawie połowa (aż 48,1 proc.) małżeństw wychowujących dzieci, miało w 2011 roku tylko jedno dziecko (patrz tabela wyżej). Dwójkę dzieci miało - 38,9 proc. proc., trójkę - 9,7 proc. czwórkę lub więcej - 3,2 proc.

Oznacza to, że dwójkę lub więcej dzieci miało w 2011 roku tylko 51,9 proc. rodzin wychowujących dzieci, czyli 2 mln 084 tys. rodzin (4 mln 168 tys. dorosłych Polek i Polaków). Jesteśmy już blisko liczby "rodzin Kaczyńskiego".

Widać to na wykresie. Małżeństwa Kaczyńskiego (z dwójką, trójką i czwórką plus dzieci) zaznaczyliśmy różnymi odcieniami czerwonego koloru.

Typy rodzin wg Spisu Powszechnego w 2011 roku
Typy rodzin wg Spisu Powszechnego w 2011 roku

Małżeństwa w stałym związku z minimum dwójką dzieci - maks. 1 mln 777 tys.

Nie wiadomo, co dokładnie miał na myśli Kaczyński mówiąc o "stałym związku", ale można zasadnie uznać, że oznacza to wierność obietnicy złożonej w USC "żeby małżeństwo było trwałe" i/lub w Kościele, by nie "rozłączać tego, co Bóg złączył".

GUS nie podaje niestety, ile z małżeństw z dziećmi, a zwłaszcza z dwójką (lub więcej) dzieci, to takie właśnie małżeństwa na stałe, czyli pierwsze dla niego i pierwsze dla niej. Możemy to tylko szacować na podstawie innych danych podawanych przez GUS.

Na ogólną liczbę 192,4 małżeństw zawartych w 2018 roku (najmniej po II wojnie światowej!):

  • 152,6 tys. było pierwszym dla obojga (79,3 proc.);
  • 16,9 tys. zawierali oboje rozwodnicy (8,8 proc.);
  • 10,9 tys. rozwódka z "debiutantem" (5,7 proc.);
  • 10,5 tys. rozwodnik z "debiutantką" (5,5 proc.).

Reszta to związki z wdową lub wdowcem (razem 1,6 tys. i 0,7 proc.).

Oznacz to, że rozwodników jest łącznie 38,3 tys. (20 proc.). To rekordowy odsetek, w 1960 roku było ich tylko 7,6 proc., w 1980 - 11,1 proc., w 2000 - 12,4, w 2010 - 14,5 proc.

Jaki jest odsetek małżeństw z minimum dwójką dziećmi do 24 lat, które są pierwsze dla ich obojga, czyli trwają bez rozwodu od 1994 roku?

Z danych GUS wynika, że liczba takich małżeństw spada z poziomu 88,1 proc. w 1960 do 79,3 w 2018. W 1994 roku osiągnęła ok. 86 proc. by w 2018 zejść na poziom 79,3 proc.

Można zatem ostrożnie szacować, że w całym okresie 1994-2019 odsetek małżeństw bez rozwodnika/ków wynosił średnio 82,65 proc. A małżeństw z rozwodnikami (po pominięciu wdowców) było ok. 16,5 proc.

To rozumowanie mogłoby być zakłócone przez fakt, że statystyki rozwodników obejmują wszystkie małżeństwa, także bezdzietne, które - przypomnijmy - stanowią jedną trzecią wszystkich, a tutaj analizujemy małżeństwa z dwójką i więcej dzieci. Może to "skleja" związki?

Jak jednak podaje GUS, ok. 60 proc. rozwodzących się małżeństw ma dzieci. Wśród wszystkich małżeństw w 2011 roku odsetek tych z dziećmi wynosi 67 proc., czyli ledwie 10 proc. więcej. Korekta - jeżeli nawet potrzebna - powinna być minimalna, rzędu 10 proc.

Przyjmijmy więc, żeby się nie pomylić, że odsetek małżeństw z udziałem jednego lub dwojga rozwodników w rodzinach wychowujących dwoje lub więcej dzieci stanowi 15 proc.

To oznacza, że z liczby 2 mln 084 tys. rodzin powinniśmy usunąć 15 proc., czyli 312 tys. rodzin "niestałych" i w ten sposób liczba małżeństw wiernych małżeńskiej przysiędze i wychowujących minimum dwoje dzieci spada do 1 mln 777 tys.

"Rodzin Kaczyńskiego jest zatem w Polsce maksymalnie 1,8 miliona, co oznacza 3,6 mln żon i mężów.

Porównanie z innymi rodzinami. Jedna czwarta Kaczyńskiego

Porównajmy liczbę 1 mln 777 tys. "rodzin Kaczyńskiego" to z liczbą trzech najczęstszych typów rodzin w 2011 roku:

  • wszystkich małżeństw z dziećmi jest 5 mln 457 tys., czyli 3,1 razy więcej;
  • małżeństw bezdzietnych jest 2 mln 699 tys, czyli równo półtora raza więcej;
  • samotnych matek jest 2 mln 174 tys., czyli 22 proc. więcej, ale
  • samotnych matek mających na utrzymaniu dziecko do 24 roku życia jest "tylko" 1 144 tys., czyli o jedną trzecią mniej.

GUS podaje też, że w 2018 roku na ogólną liczbę 32,680 mln osób w wieku 15 lat i więcej;

  • żon i mężów było 18 mln 019 tys. = 55,1 proc.
  • singli 9,024 z ogromną przewagą kawalerów (5 mln 86 tys.) nad pannami (3 mln 938 tys. ) = 27,6 proc.
  • osób owdowiałych 3 mln 94 tys. z przewagą wdów (2 mln 621 tys.) nad wdowcami (473 tys.) = 9,5 proc.
  • osób rozwiedzionych 1 mln 448 tys. z przewagą kobiet (887 tys.) nad mężczyznami (562 tys.) = 4,4 proc.
  • partnerów i partnerek żyjących w związkach nieformalnych 643 tys. (obie płcie niemal po równo) = 2, 0 proc.
  • osób w separacji 185 tys. = 0,6 proc.

Trudno te dane odnieść do analizy typów rodzin (inne kryteria podziału, różnica w czasie między 2011 a 2018), ale z pewnością można powiedzieć, że przykładnych małżonków Kaczyńskiego których w 2011 roku było (2 x 1 mln 777 tys.) 3 mln 554 (a teraz jest ich mniej - patrz dalsza część tekstu) jest trzykrotnie mniej niż: kawalerów i panien i niewiele więcej niż wdów i wdowców. Rośnie też liczba osób rozwiedzionych, co roku rozwodów jest ok. 65 tys. rozwodów, ponad 30 proc. liczby zawieranych małżeństw.

I że rodziny Kaczyńskiego stanowią jedną czwartą wszystkich związków małżeńskich. Trzy czwarte albo nie wychowuje dzieci, albo ma ledwie jedno, albo nie było stałe w uczuciach.

Rodzin Kaczyńskiego będzie coraz mniej. Ubywa też małżeństw kościelnych

Dane w naszej analizie pochodzą z 2011 roku, co oznacza zawyżenie liczby "rodzin Kaczyńskiego". Trwają bowiem - jakby powiedział Kaczyński - procesy cywilizacyjne i kulturowe, które sprawiają, że spada liczba trwałych związków małżeńskich z więcej niż jednym dzieckiem. Szybko spada liczba zawieranych małżeństw (w 2018 poniżej 200 tys.) i rośnie liczba rozwodów (63 tys. w 2018). Opóźnia się wiek wejścia w związek małżeński i decyzja o pierwszym dziecku. 500 plus dało mały i krótkotrwały efekt nie odwracając zasadniczego trendu - coraz mniej kobiet decyduje się na pierwsze dziecko.

URodzenia pierwszego, drugiego i kolejnych dzieci 2009-2017
URodzenia pierwszego, drugiego i kolejnych dzieci 2009-2017

Przedstawiamy poniżej krótki opis kilku takich procesów, zaczynając od - najwyraźniej "nihilistycznego" trendu związków partnerskich i LGBT.

Sądząc z rozważań o katolicyzmie i nihilizmie Jarosław Kaczyński za lepsze małżeństwa uznaje te kościelne. W 2018 roku stanowiły one 62 proc. zawieranych prawnie związków (na wsi - 70 proc., w miastach - 56 proc.). Ich odsetek jednak systematycznie maleje. W 2000 roku sięgał 70 proc. w miastach i 82 proc. na wsi. I tu, i tu, w ciągu 18 lat spadek wyniósł 10 pkt proc. Jak widać na wykresie poniżej - rządy PiS nie zatrzymały tego trendu.

Kaczyńskiego może tylko pocieszać geografia małżeństw kościelnych: jest ich więcej na południu i wschodzie, gdzie PiS jest silny i mniej na północy i zachodzie Polski, gdzie jest słabszy. W zachodniopomorskim, lubuskim i dolnośląskim, czyli trzech województwach przy granicy z Niemcami (NIEMCAMI!) odsetek spada poniżej 50 proc.

Związki nieformalne i rodziny tęczowe. Małżeństwo traci wyłączność

Rośnie też z roku na rok udział związków nieformalnych, choć w porównaniu z krajami zachodnimi (gdzie jest możliwość ich legalizacji) jest ich niewiele.

Rośnie liczby urodzeń pozamałżeńskich. Ze związków nieformalnych rodzi się w 2018 roku co czwarte dziecko i od 2000 roku udział ten zwiększył się ponad dwukrotnie. A na początku lat 90. XX wieku wynosił tylko 6-7 proc.

Ponownie Kaczyńskiego może pocieszyć "geografia". Najwyższy udział urodzeń pozamałżeńskich notowany jest na zachodzie, przede wszystkim w lubuskim i zachodniopomorskim (po ok. 43 proc. w 2018), a najniższy w podkarpackim i małopolskim (14 proc. i 15 proc.), czyli tam gdzie PiS trzyma się najmocniej.

Osobnym tematem, który wymyka się badaniom GUS, są tzw. rodziny tęczowe, które - wg szacunków KPH - wychowują kilkadziesiąt tysięcy dzieci, 5,5 proc. badanych osób LGBT podało, że wychowuje dziecko (z poprzedniego lub obecnego związku). Według raportu "Rodziny tęczowe w Polsce" (Joanny Mizielińskiej i Agaty Stasińskiej) może to być nawet 100 tys. dzieci.

Akceptacja w sondażach OKO.press dla jednopłciowych związków partnerskich osiągnęła w lutym 2019 rekordowe 56 proc. (39 proc. - "nie"), a dla małżeństw 41 proc. (54 proc. - "nie").

Raport GUS przywołuje badania CBOS i GfK, z których wynika, że spada pewność, że "formalne małżeństwo ma i będzie miało w przyszłości duże znaczenie dla egzystencji". W 2011 roku 17 proc. badanych uważało, że małżeństwo jest instytucją przestarzałą, a w 2014 roku już 20 proc.

Z przeprowadzonego w 2017 roku badania CBOS wynika, że aż 41 proc. osób dorosłych żyje w związkach nieformalnych, w tym prawie 60 proc. wspólnie mieszka i prowadzi gospodarstwo domowe. To znacznie większe odsetki niż w badaniach GUS.

Słynna amerykańska filozofka, feministka i obrończyni praw osób LGBTQ Judith Butler uważa, że wobec ogromnej różnorodności związków i relacji międzyludzkich ("Może twoje dziecko z poprzedniego związku będzie miało sześcioro kochających dziadków?") trzeba inaczej myśleć o rodzinach:

"Małżeństwo nie powinno definiować tego, czym jest rodzina, a także tego, jakie tworzymy relacje seksualne".

Kaczyński, razem z Kościołem katolickim, próbuje zatrzymać te procesy.

W wywiadzie dla "Wysokich Obcasów" w 2016 roku Butler mówiła:

„Małżeństwa mogą być dziś zawierane i rozwiązywane, a rodziny mogą tworzyć się według innych [niż tradycyjne] trajektorii. Może twoje dziecko z poprzedniego związku będzie miało sześcioro kochających dziadków? Ludzie spoza formalnej rodziny stają się sobie pokrewni. Ale nigdy nie powiedziałam, że nowe relacje rodzinne stanowią zagrożenie dla małżeństwa. Nie rozumiem tego stwierdzenia.

Odwrotnie. To małżeństwo z całym bagażem tradycji może zablokować powstawanie tych nowych form, „ograniczając nasze rozumienie faktycznych praktyk seksualnych i intymnej rodzinności, które nie mieszczą się w małżeńskiej normie”. To pani słowa.

Rzeczywiście uważam, że istnieją związki niemałżeńskie, które mają równą godność jak małżeństwo. Mogą też istnieć relacje seksualne, które nie są małżeńskie, ale mają równą godność. To może brzmieć radykalnie, ale może po prostu dobrze opisuje świat, w którym żyjemy? Nie wiem, jaki jest odsetek rozwodów w Polsce

Zbliża się do 40 proc., to o kilkanaście punktów mniej niż w USA, nie mówiąc o Czechach czy Portugalii, gdzie sięga 60 proc.

No właśnie. Rodzina może dziś obejmować wiele osób, które nie są związane małżeństwem albo które nie są dziećmi małżeństwa. W wyniku rozwodów i adopcji powstają rodziny mieszane.

Są też pary heteroseksualne, w których jedna osoba staje się homoseksualna, a mimo to udaje im się włączyć nowych partnerów albo swoje dzieci w nowy układ rodzinny”.

Cały wywiad przeprowadzony przez Krzysztofa i Piotra Pacewiczów jest tutaj

Analiza GUS potwierdza to, o czym OKO.press pisze systematycznie analizując efekty programu 500 plus. Olbrzymie nakłady miały zachęcić Polki do rodzenia i odwrócić trend demograficzny, ale ich efekt był ograniczony i krótkotrwały. W 2017 roku urodziło się ponad 400 tys. urodzeń. Takiego wyniku GUS nie odnotował od 2010 roku, gdy na świat przyszło 413 tys. dzieci.

„500 plus” mogło być chwilową zachętą, ale jak pisaliśmy minimalny wzrost był wynikiem odwlekanej przez kobiety decyzji o drugim (lub trzecim) dziecku z uwagi przede wszystkim na większe poczucie bezpieczeństwa zatrudnienia w wyniku poprawy sytuacji na rynku pracy (spadek bezrobocia związany z ustąpieniem recesji). Liczba pierwszych dzieci spadała i spada dalej.

URodzenia pierwszego, drugiego i kolejnych dzieci 2009-2017
URodzenia pierwszego, drugiego i kolejnych dzieci 2009-2017

W efekcie ubywa obywateli i obywatelek Polski, co widać na wykresach w raporcie GUS:

Prognozy wskazują, że przez najbliższe około 25 lat (do 2045) liczba ludności Polski zmniejszy się o 2,8 mln. osób. W 2040 roku liczba zgonów sięgnie 440 tys. (zacznie wymierać wyż demograficzny z drugiej połowy lat 50. XX wieku). Mediana wieku ludności wyniesie 50 lat (tj. o prawie 10 lat więcej niż obecnie), co oznacza, że co drugi mieszkaniec Polski będzie już po 50.

Wiek środkowy (mediana) zawierania związku małżeńskiego (czyli granica wieku, którą połowa nowożeńców już przekroczyła, a druga połowa jeszcze nie osiągnęła) w latach 1950-1995 oscylował między 24-26 lat dla mężczyzn oraz 22-23 lata dla kobiet. Tuż po II wojnie był nieco wyższy, ponieważ rodziny zakładały także osoby starsze, którym realizację planów rodzinnych uniemożliwiła wojna.

Od połowy lat 90. XX wieku mediana wieku nowożeńców zaczęła się rosnąć i w 2018 roku wyniosła 30 lat dla mężczyzn i prawie 28 lat dla kobiet. Przyczyną tych zmian - pisze GUS - jest wydłużenie okresu edukacji i łatwiejszy do niej dostęp, ale przede wszystkim trudności w godzeniu życia rodzinnego z pracą zawodową. Priorytetem stała się samorealizacja zawodowa – znalezienie interesującej i dobrze płatnej pracy i osiągnięcie satysfakcji ekonomicznej. W ostatnich latach statystyczny nowożeniec jest co roku o około 3-4 miesiące starszy.

Liczba nowo zawieranych małżeństw pozostaje od 2013 roku na poziomie poniżej 200 tys., w 2018 roku zarejestrowano już tylko 192 tys. Co roku orzekanych jest ok. 65 tys. rozwodów (po szczycie w 2006 roku, kiedy było ich prawie 72 tys.) i dodatkowo ok. 2 tys. separacji.

Młodzi ludzie coraz bardziej opóźniają decyzję o zawarciu małżeństwa, pozostając w związkach nieformalnych lub rezygnując z życia w związku.

W końcu 2018 w Polsce było 8898,4 tys. małżeństw, tj. mniej o ponad 30 tys. niż rok wcześniej, prawie 200 tys. mniej niż w 2011 roku oraz ponad 330 tys. mniej niż w 1990. Co widać w tabeli:

W efekcie odsetek osób pozostających w związkach małżeńskich spada:

  • w 1988 roku - 65 proc.
  • w 2002 roku - 58 proc.
  • w 2011 roku - 56 proc.

W 2018 roku zostało rozwiązanych przez sąd niespełna 63 tys. małżeństw. Liczba rozwodów w miastach jest prawie trzykrotnie wyższa niż na wsi Rozwiedzeni małżonkowie przeżywają ze sobą średnio ok. 13–14 lat. Rośnie wiek małżonków podejmujących decyzję o rozwodzie – w 2018 statystyczny rozwodzący się mężczyzna miał prawie 42 lata, a kobieta 38 lat. Byli o 2 lata starsi niż w 2000 roku i o 3 lata niż w 1990.

Począwszy od 2004 roku (tj. z momentem gwałtownego wzrostu liczby rozwodów) liczba małoletnich dzieci z rozwiedzionych małżeństw sięga corocznie ponad 50 tys. W 2018 było ich 53 tys. z 36 tys. rozwiedzionych małżeństw.

Od końca lat 90. XX wieku notuje się coraz mniejszą liczbę rozwodów małżeństw z małoletnimi dziećmi, np. w 2000 roku odsetek małżeństw z dziećmi wyniósł prawie 65 proc., a w 2018 niespełna 58 proc. Coraz częściej orzekane jest wspólne wychowywanie dzieci przez rozwiedzionych rodziców – w 2018 roku takich rozstrzygnięć było 58 proc., opieka przyznana wyłącznie matce to prawie 37 proc. przypadków, tylko ojcu - tylko 4 proc. rozwodów.

Obserwuje się wzrost liczby urodzeń pozamałżeńskich. Ze związków nieformalnych rodzi się obecnie co czwarte dziecko i od 2000 roku udział ten zwiększył się ponad dwukrotnie (na początku lat 90. XX wieku wynosił ok. 6–7 proc.).

Odsetek dzieci urodzonych ze związków pozamałżeńskich jest wyższy w miastach i wynosi 29 proc., na wsi – 22 proc. Najwyższy udział urodzeń pozamałżeńskich notowany jest w województwach zachodniej Polski, a przede wszystkim w lubuskim i zachodniopomorskim (po ok. 43 proc. w 2018), a najniższy w Polsce południowej – w podkarpackim i małopolskim (14 proc. i 15 proc.).

Prognozy według GUS

1. Zmniejszanie się liczby nowo tworzonych małżeństw wskutek osiągania wieku odznaczającego się najwyższą częstością zawierania formalnych związków przez mniej liczne roczniki urodzeń.

Liczba osób w wieku 25–29 lat będzie się zmniejszać: z 2,6 mln osób w 2018 roku, do 2,4 mln w 2020 roku i 2,0 mln w 2025. W rezultacie należy oczekiwać zmniejszonego zapotrzebowania ze strony nowożeńców na mieszkania oraz na inne dobra i usługi niezbędne do powstania i prowadzenia samodzielnego gospodarstwa domowego.

Być może w kilku najbliższych latach łączny wpływ działań rządu typu „Mieszkanie plus” i poprawy sytuacji na rynku pracy może zachęcić niezamężną/nieżonatą część dwudziestokilku-, trzydziestokilkulatków do formalizacji związków.

2. Spadek liczby nowo zawieranych małżeństw będzie częściowo rekompensowany wzrostem liczby związków nieformalnych, jednak brak jest jakichkolwiek racjonalnych przesłanek, umożliwiających formułowanie sądów na temat skali takiej substytucji.

3. Nowo formowane małżeństwa będą charakteryzować się coraz wyższym wiekiem nowożeńców. Nawet nowożeńcy po raz pierwszy stający na ślubnym kobiercu będą się odznaczać wyższym wiekiem, zaś wszelkie przesłanki wskazują, iż w ciągu kolejnej dekady wiek typowego nowożeńca wzrośnie o kolejne dwa lata.

Będzie się to przekładać na dojrzalsze decyzje małżeńskie, zakładanie rodzin na etapie życia związanym z nieco lepszą sytuacją na rynku pracy, a równocześnie na podwyższanie się wieku wydawania na świat potomstwa.

4. Brak jest przesłanek wskazujących na obniżenie się częstości występowania rozwodów. Należy zatem liczyć się z wciąż ich dużą liczbą w najbliższych latach, zapewne bliską tej odnotowywanej ostatnio (65-70 tys. rocznie).

Będzie się utrzymywać wysoki udział rozwodzących się małżeństw o długim pożyciu jako rezultat dużej – w porównaniu z ostatnimi latami – liczby związków formowanych przed ćwierćwieczem.

5. W rezultacie dużej liczby rozwodów należy oczekiwać wysokiego – zapewne w ciągu kilku lat wciąż rosnącego – odsetka małżeństw powtórnych, który zapewne w ciągu kilku lat osiągnie wzorem innych krajów udział dwudziestokilkuprocentowy. Wzrost liczby małżeństw powtórnych, w przypadku których nowożeńcy są starsi niż w związkach zawieranych po raz pierwszy, wzmocni dodatkowo proces podwyższania się wieku w chwili wydawania na świat potomstwa.

Duża część małżeństw powtórnych, zawieranych przez trzydziestolatków, będzie bowiem chciała scementować związek wspólnym dzieckiem.

6. Rosnąca liczba małżeństw powtórnych, zwłaszcza jeśli małżeństwa te masowo będą się decydować na wydanie potomstwa, będzie oznaczać wzrost kłopotów z wypełnianiem obowiązków alimentacyjnych przez rodziców nie zamieszkujących z dziećmi z poprzedniego związku.

Nowy związek, a zwłaszcza nowe dziecko – jak wskazuje literatura demograficzna i życie – są bowiem traktowane, przede wszystkim w przypadku mężczyzn, priorytetowo w stosunku do dzieci pochodzących z poprzedniego związku.

Samoistnie powstaje w takim przypadku problem dotyczący konieczności takiego przebudowania systemu egzekucji alimentów, aby sprostać prawdopodobnemu wzrostowi skali problemu z niepłaceniem tego świadczenia.

7. W efekcie wysokiej liczby rozwodów będzie powstawać wciąż duża liczba rodzin niepełnych, w sytuacji, gdy ok. 60 proc. rozwodzących się par posiada małoletnie dzieci.

8. Przestrzenne zróżnicowanie (dotyczące zarówno podziału na miasta-wieś, jak i regionalny) skłonności do zawierania małżeństw i do korzystania z rozwodu w przypadku nieudanego pożycia będzie się wciąż utrzymywać. Zapewne będzie się nieco zmniejszać różnica między miastami a wsią w wyniku procesu suburbanizacji i urbanizacji w znaczeniu socjologicznym (przejmowanie wzorców życia miejskiego).

Brak jest przesłanek wskazujących na zmniejszanie się różnic między poszczególnymi województwami. Ogólnie sytuacja będzie bardziej korzystna w tych województwach, w których w latach 90. XX i na początku XXI wieku z opóźnieniem wystąpił proces obniżania się dzietności.

9. Należy oczekiwać dalszego wzrostu znaczenia małżeństw binacjonalnych w konsekwencji znaczącego napływu cudzoziemców (obecnie w zdecydowanej większości pochodzących z Ukrainy, w przyszłości być może z innych krajów). Z reguły skutki takiego napływu widoczne są po 3–4 latach od rozpoczęcia imigracji – zatem dopiero nadchodzące lata pokażą pełne efekty imigracji na rynku matrymonialnym.

10. Z uwagi na utrzymujący się czy wręcz wzrastający zakres pozamałżeńskiej lub przedmałżeńskiej kohabitacji ważny staje się problem dotyczący włączania tej instytucji w system prawa, tak aby instytucje publiczne – trzymając się sztywnego systemu normatywnych pojęć – były w stanie uwzględniać życie w związkach nieformalnych, nie uznając samoistnie wielu osób jako osób samotnych czy samotnych rodziców.

11. Niska w stosunku do możliwości liczba małżeństw w pewnym stopniu wynika z nierównowagi płci na obszarach peryferyjnych (obejmujących wieś i małe miasteczka), skąd od lat emigrują młode kobiety w poszukiwaniu pracy czy podjęcia nauki. Proces ten nasila depopulację, zatem istotne w tym kontekście jest sformułowanie właściwych programów, których celem będzie wzmocnienie atrakcyjności zamieszkiwania na terenach peryferyjnych.

12. Rezultatem powyższych tendencji będzie w przyszłości utrzymujący się negatywny bilans małżeństw (w roku 2018 wynoszący minus 30,0 tys.). Począwszy od roku 1993 liczba małżeństw rozwiązywanych jest corocznie – z wyjątkiem lat 1999 i 2007–2010 – wyższa niż tych nowo zawieranych.

Patrząc na zmniejszającą się liczbę osób w wieku najwyższej częstości zawierania małżeństw (skutkującą coraz mniejszą liczbą nowozawieranych małżeństw), a także dochodzenie powojennego wyżu demograficznego do wieku coraz wyższej umieralności (skutkujące ustaniem małżeństwa w wyniku śmierci współmałżonka), założyć można utrzymywanie się, a nawet narastanie bezwzględnej wartości negatywnego bilansu małżeństw.

Sytuacja taka będzie dotyczyć głównie ludności miast, choć zapewne w dłuższej perspektywie również i w przypadku ludności wiejskiej zacznie się najpierw obniżanie dodatniego bilansu małżeństw, a następnie wystąpienie jego ujemnych wartości.

Od 1999 r. – na mocy ustawy z dnia 24 VII 1998 r. o zmianie ustaw – Kodeks rodzinny i opiekuńczy, Kodeks postępowania cywilnego, Prawo o aktach stanu cywilnego, ustawy o stosunku Państwa do Kościoła Katolickiego w Rzeczypospolitej Polskiej oraz niektórych innych ustaw (Dz. U. Nr 117, poz. 757) – w urzędach stanu cywilnego rejestrowane są także małżeństwa podlegające prawu wewnętrznemu kościoła lub związku wyznaniowego – zawarte w obecności duchownego. Małżeństwo zawarte w tej formie podlega prawu polskiemu i pociąga za sobą takie same skutki cywilnoprawne, jak małżeństwo zawarte przed kierownikiem urzędu stanu cywilnego. Małżeństwa wyznaniowe ze skutkami cywilnymi mogą być zawierane jedynie w następujących dziesięciu kościołach oraz jednym związku wyznaniowym: Kościół Katolicki, Polski Autokefaliczny Kościół Prawosławny, Kościół Ewangelicko-Augsburski, Kościół Ewangelicko-Reformowany, Kościół Ewangelicko-Metodystyczny, Kościół Chrześcijan Baptystów, Kościół Adwentystów Dnia Siódmego, Kościół Polskokatolicki, Związek Gmin Wyznaniowych Żydowskich, Kościół Starokatolicki Mariawitów, Kościół Zielonoświątkowy

[baner_akcyjny kampania="remanent2019" typ="typ-1"]

Udostępnij:

Piotr Pacewicz

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne