Przyjęło się uważać, że kultura integruje społeczeństwo, zapewnia rozrywkę, zdobycie wiedzy i poszerza horyzonty. Jednak, zamiast łączyć, staje się także wyznacznikiem statusu. W związku z ustawą o zabezpieczeniu socjalnym artystów dyskusja o kulturze jeszcze się zaostrzyła.
Wierzymy, że kultura i sztuka wzbogacają społeczeństwo, a obcowanie z nimi ułatwia rozumienie świata i funkcjonujących w nim kontekstów. W tym sensie kultura rzeczywiście może łączyć ludzi, ale to tylko część układanki — bo kultura także dzieli.
26 maja 2026 rząd przyjął projekt ustawy, która wprowadza dopłaty do składek ZUS dla najmniej zarabiających artystów. I pojawiła się fala oburzenia: przecież to nie jedyna grupa zawodowa o nieregularnych dochodach w Polsce. Wydaje się, że to spór nie na poziomie faktów, lecz społeczno-politycznego podejścia do zjawiska. Mamy różne wyobrażenia o roli artysty, o tym, czym jest kultura — i wreszcie — mamy nierówny dostęp do dóbr kultury, a to też wpływa na to, jak ją pojmujemy.
W raporcie GUS z 2025 roku „Uczestnictwo ludności w kulturze w 2024 r.” na pytanie, czym jest kultura, odpowiedzi respondentów są następujące:
Odpowiedzi różniły się w zależności od wieku i poziomu wykształcenia. Ponad 46% osób (z przedziałów 25-34 i 35-49 lat) z wyższym wykształceniem utożsamia kulturę ze sztuką.
Osoby starsze (65 lat i więcej) najczęściej wiążą kulturę z tradycją (42,7%). Ta dziedzina jest ważna dla obu płci, ale to kobiety deklarują większe przywiązanie do niej (88,4% wobec 80,7% mężczyzn).
Czy kultura nas łączy?
– Oczywiście nadal integruje polskie społeczeństwo, ponieważ mówimy tym samym językiem, czytaliśmy podobne lektury szkolne itp. Ale też wypełnia role różnicujące, jeżeli chodzi o wiek, wykształcenie, płeć czy status zawodowy, będąc niezmiennie jednym z ważniejszych narzędzi reprodukowania nierówności – mówi prof. Marek Krajewski, socjolog kultury.
Główną barierę w dostępie do kin, teatrów czy opery stanowi cena. Mimo że publiczne instytucje kulturalne są dotowane z naszych podatków, to ceny biletów coraz częściej zbliżają się do poziomu komercyjnych.
Jeśli zestawi się przykłady kin z różnych części Polski, okazuje się, że koszty uczestnictwa są bardzo podobne. W Warszawie w kinie Muranów za bilet trzeba zapłacić od 20 do 30 zł, w kinie sieciowym cena zwiększa się do 40 zł.
W Lublinie w Kinie Bajka za bilet bez ulg zapłacimy 26 zł, a we Wrześni koło Poznania cena wynosi od 18 zł do 28 zł w przypadku seansu 3D.
Jednak zarobki mieszkańców i mieszkanek stolicy są wyższe niż u osób z mniejszych miejscowości. Według danych GUS z 2025 roku mediana zarobków jest najwyższa w Warszawie i wynosi 9500-10500 zł brutto (różne branże). Najniższa jest w województwach lubelskim, podkarpackim, świętokrzyskim i warmińsko-mazurskim (7200-7500 zł brutto). Oznacza to, że przy podobnych cenach za uczestnictwo w kulturze, realna możliwość korzystania z niej zależy od miejsca zamieszkania.
Nierówności są zauważalne także w rozmieszczeniu infrastruktury kulturalnej. Największe ośrodki teatralne w Polsce znajdują się w województwie mazowieckim (ponad 40 instytucji) oraz małopolskim i śląskim.
W województwach takich jak lubelskie czy podlaskie dostęp do kultury jest zależny od możliwości transportowych. Kina czy teatry znajdują się głównie w stolicach województwa.
Dane z raportu Narodowego Centrum Badań i Rozwoju z 2025 roku na temat wykluczenia komunikacyjnego wskazują, że to zjawisko dotyczy blisko 39% miejscowości w Polsce. Realnie problem dotyczy zatem 10 mln osób w całym kraju, czyli niemal 30% populacji.
Jak pokazują wyniki raportu Narodowego Centrum Kultury, prawie 50% użytkowników konsumuje kulturę w sposób samotniczy, ale nie do końca z wyboru, lecz z konieczności i chęci odseparowania od innych.
– Dziś korzystamy z niej głównie za pośrednictwem urządzeń elektronicznych, dlatego tradycyjne czynniki różnicujące, jak miejsce zamieszkania, dochody czy wiek, stają się mniej ważne, bo kultura dostępna jest na jedno kliknięcie i często za darmo – dodaje Marek Krajewski. – Prawie 80% osób całkowicie pomija instytucje kultury, czyli miejsca, gdzie można porozmawiać z innymi, spojrzeć na świat z ich perspektywy, budować wspólnotę.
Socjolog Przemysław Sadura w swojej książce „Państwo, szkoła, klasy” pisze o uczestnictwie w kulturze wysokiej nie jak o formie rozrywki, ale inwestycji w status społeczny. Dotyczy to przede wszystkim klasy średniej, najliczniejszej w polskim społeczeństwie i mającej kluczowy wpływ na jego rozwój.
Jeśli uwzględnić koszty rodzinnego wyjścia do opery i wszystkie opłaty dodatkowe jak transport, gastronomię czy opiekę nad dzieckiem, to cena jednego wieczoru może zrównać się z kosztem tygodniowych zakupów spożywczych przeciętnego gospodarstwa domowego.
Gdy mieszkańcy są ubożsi, stanowi to dla nich znaczne obciążenie finansowe. Tak rodzi się ekskluzywność uczestnictwa i selektywność dostępu do kultury – na tego typu wyjścia mogą sobie pozwolić osoby z większą zasobnością portfela. W ten sposób również kreuje się status.
Francuski socjolog Pierre Bourdieu wprowadził kluczowe pojęcie „kapitału kulturowego”, czyli szeroko pojętego zbioru zasobów wyniesionych głównie z domu rodzinnego oraz edukacji, takich jak sposób mówienia, nawyki, gust, oczytanie, a także posiadane dyplomy czy stopnie naukowe. Kapitał kulturowy obejmuje również znajomość nazwisk, kontekstów i języka danego medium kultury.
Bourdieu podkreślał, że gust nie jest wrodzony, lecz nabyty. W tym znaczeniu może on stać się narzędziem podziału społecznego – ten, kto ma tzw. lepszy gust, może znacząco wpływać na działanie innych osób.
System edukacji ma decydujące znaczenie dla kształtowania wspomnianego kapitału. Polscy uczniowie nie mają zbyt wiele do czynienia z edukacją artystyczną, co wpływa na ich zdolność interpretacji sztuki oraz jej współtworzenie. W cyklu nauczania muzyka i plastyka obejmują 2 godziny tygodniowo w klasach 4-7 szkoły podstawowej, a w szkołach ponadpodstawowych czasu na te przedmioty jest jeszcze mniej. Dlatego dostęp do kultury zależy nie tylko od kwestii finansowych, ale także kompetencyjnych.
Narzędziem, które wyrównuje dostęp do kultury i przełamuje bariery geograficzne, architektoniczne i edukacyjne miał być internet. Jednak badania przedstawiają inną rzeczywistość. Eli Pariser, autor książek i aktywista, opisał pojęcie „bańki informacyjnej”, czyli strukturę informacji w sieci tworzoną na bazie poprzednich wyszukiwań użytkownika.
Odbiorca otrzymuje treści przefiltrowane przez algorytmy i dopasowane do własnych przekonań, a to zawęża perspektywę poznawczą. Pariser przekonywał, że na tego typu „bańki” użytkownicy natkną się nie tylko w social mediach jak Facebook, ale także w Google czy w ogóle innych obszarach życia społecznego, ekonomicznego czy kulturowego.
Zgodnie z raportem agencji Reuters z 2022 roku nie istnieją jednak dowody empiryczne, które potwierdzałyby istnienie baniek narzuconych przez algorytmy w mediach społecznościowych. Okazuje się, że użytkownicy popularnych platform mają bardziej urozmaiconą „dietę informacyjną” niż osoby, które nie używają social mediów.
Dlatego problemem, jeśli chodzi o nierówności informacyjne, nie są algorytmy tworzone przez firmy technologiczne, lecz mechanizm psychologiczny użytkowników, którzy samodzielnie dokonują selekcji informacji.
Analizy OECD (Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju) potwierdzają, że sam dostęp do technologii nie wyrównuje dostępu do kultury. Autorzy raportu opisują zjawisko usage gap (luka użytkowania). Użytkownik uprzywilejowany kulturowo poszerza swoje horyzonty poprzez internet. Osoba nieuprzywilejowana wykorzystuje sieć zgodnie z wyborami i często korzysta z niższej jakości rozrywki. A platformy streamingowe i social media bazują na zaangażowaniu użytkownika, prowadząc do ujednolicenia i obniżenia jakości przekazu.
W raporcie Reuters Institute for the Study of Journalism – Digital News Report z 2025 roku widoczne jest również uwikłanie mediów publicznych w konflikty polityczne i przechył w kierunku treści dopasowanych głównie dla zwolenników danej opcji politycznej.
Konsekwencją opisanych zjawisk jest stopniowa utrata wspólnego języka, który pomaga opisywać i współtworzyć kulturę. Jak pisał Zygmunt Bauman, w społeczeństwie ponowoczesnym i konsumpcyjnym nasza tożsamość jest budowana poprzez zakupy i spędzanie czasu wolnego. Bauman podkreślał, że uczestnictwo w kulturze może okazać się jednym z mechanizmów rozwarstwienia społecznego.
– Wspólna kultura przekształca się w federację bardzo wąskich nisz, często kreowanych komercyjnie i dla zysku. Dlatego obraz kultury jako wspólnoty osób staje się bardzo problematyczny. A ten problem rośnie jeszcze bardziej, gdy dostrzeżemy, iż w ostatnich latach kultura stała się platformą toczenia sporów ideologicznych i to nie jako ich podmiot, ale raczej instrument, którego się w ich ramach używa – wyjaśnia Marek Krajewski.
Dane i analizy pokazują, że dostęp do kultury w Polsce pozostaje silnie zróżnicowany – ekonomicznie, geograficznie i kompetencyjnie.
– Można też oczywiście zapytać, czy kultura powinna uwspólniać, czy też być miejscem, gdzie w sposób bezpieczny mogą objawiać się różnorodne punkty widzenia, perspektywy czy systemy wartości. Z mojej perspektywy dużo lepsza jest ta druga sytuacja, ale pod warunkiem, że sam dostęp do kultury jest powszechny i traktowany jako rodzaj usługi społecznej, a nie jako przywilej osób najlepiej sytuowanych, wykształconych i zamieszkujących największe miasta – podsumowuje prof. Krajewski.
Dziennikarka społeczna, autorka bloga społeczno-feministycznego Rety Kobiety. Współautorka publikacji „18. znaczy Nowa Huta: reportaże o najmłodszej dzielnicy Krakowa” (Krakowskie Biuro Festiwalowe). Pisze o prawach kobiet, kulturze, edukacji i sprawach społecznych. Absolwentka filologii polskiej, po godzinach autorka prozy.
Dziennikarka społeczna, autorka bloga społeczno-feministycznego Rety Kobiety. Współautorka publikacji „18. znaczy Nowa Huta: reportaże o najmłodszej dzielnicy Krakowa” (Krakowskie Biuro Festiwalowe). Pisze o prawach kobiet, kulturze, edukacji i sprawach społecznych. Absolwentka filologii polskiej, po godzinach autorka prozy.
Komentarze