Po emisji 1 odcinka reportażu dziennikarki Kanału Zero Marii Wiernikowskiej, krytykowanego w Polsce za łamanie podstawowych zasad sztuki dziennikarskiej, w obronie autorki materiału stanęła propaganda Kremla. „Rosja – piękny kraj zwykłych ludzi” to leitmotiv wojennej putinowskiej propagandy. Stąd jej zachwyt nad reportażem pokazywanym w Polsce
Maria Wiernikowska pojechała do Rosji na turystycznej wizie, jako vlogerka, by pokazać „inny obraz kraju” i to, że tam „żyją normalni ludzie”. Nie uzyskała formalnej zgody władz na przygotowanie materiału prasowego, ale zabrała ze sobą profesjonalny sprzęt i operatora.
Już to wywołało komentarze: tak po Rosji jeździć się nie da. A zadawanie pytań „zwykłym ludziom” bez zgody władz nie jest przygodą, ale wiąże się z gigantycznym ryzykiem. Trzy lata temu, czyli już w czasie pełnoskalowego najazdu na Ukrainę, robiący materiał o nastrojach w Rosji dziennikarz „The Wall Street Journal” Evan Gershkovich został aresztowany, oskarżony o szpiegostwo i skazany w 2023 roku na 16 lat kolonii karnej. Został uwolniony w 2024 roku dopiero w ramach wymiany na prawdziwego rosyjskiego szpiega.
Rosyjska dziennikarka Marina Owsjannikowa, która, zanim uciekła z Rosji, wyraziła przed kamerą sprzeciw wobec wojny w Ukrainie, została skazana zaocznie na 8,5 roku więzienia „za rozpowszechnianie fałszywych informacji o Siłach Zbrojnych Federacji Rosyjskiej”.
Wiernikowska relacjonuje życie w Rosji, opierając się na obserwacjach i rozmowach „ze zwykłymi ludźmi”. Odnotowuje, że żeby móc korzystać z telefonu, musi podać państwu komplet swoich danych, łącznie z danymi biometrycznymi. Ale to nie sprawia, że zauważa, w jakiej sytuacji są jej rozmówcy – których władza ma na widelcu.
Ignoruje też zupełnie istnienie administracyjnych i karnych przepisów, które nie pozwalają w Rosji mówić – nie tylko do kamery, ale w ogóle – co się myśli.
W pierwszym odcinku reportażu nie ma o tym słowa. A bez tej wiedzy widz nie może zinterpretować tego, co pokazuje dziennikarka – choć szef Kanału Zero wzywa do takiej analizy.
Wiernikowska nie zauważa też, że jej rozmówcy mówią gotowcami, który dzień w dzień wbija im do głowy propaganda Kremla: w telewizji, prasie i internecie. Skoro grożą im drakońskie kary, to powtarzanie sloganów nie musi oznaczać, że rozmówcy polskiej dziennikarki wierzą w to, co mówią. Może znaczyć, że wiedzą, co powiedzieć, żeby nie mieć kłopotów.
Ja gotowce w ich wypowiedziach rozpoznaję od razu – bo cztery lata oglądam tę telewizję i opisuje w cyklu „Goworit Moskwa” (zajęcie, którego nikomu nie polecam, bo rosyjska propaganda jest straszna). W materiale Wiernikowskiej odnalazłam jednak fascynujący ludzki watek i dowód na to, w jakiej pułapce znaleźli się poddani Putina. Rozmówcy polskiej dziennikarki używają w wypowiedziach nieaktualnych argumentów! Na przykład nadal powołują się na II wojnę światową jako dowód na to, że Rosja ma rację. Tymczasem ten argument zniknął już z przekazu, jako że wojna w Ukrainie trwa dłużej niż wojna Stalina z Hitlerem.
Bezwładność oddziaływania propagandy Kremla to ciekawy szczegół specjalistyczny. Widz reportażu Kanału Zero nie wie jednak podstawowych rzeczy:
Władza jeszcze nie opowiada, że sprawdza historie wyszukiwania. Ale jeśli ktoś jej podpadnie, to już samo posiadanie VPN w telefonie/komputerze dowodzi właśnie niewłaściwego wyszukiwania. Przy tym to, co „niewłaściwe” definiuje władza. Listę zabronionych w Rosji treści internetowych prowadzi cenzor internetowy RosKomNadzor – lista jest stale aktualizowana, więc trzeba być czujnym.
(Samo reklamowanie VPN od 1 września 2025 roku też jest zakazane).
W tej sytuacji „zwykły człowiek”, o ile nie jest samobójcą, ograniczy wypowiedź dla nieznanej mu dziennikarki z Polski do tego, że „się nie interesuje”, „sobie normalnie żyje”, „kryzysu u nas nie ma”, „jest przeciw gej-paradom” a „wojna jest daleko”. Żołnierz, nawet ranny, oczywiście powie do kamery, że „wróci tam”, czyli na front.
Propaganda wbija im w kółko, że poprawna odpowiedź brzmi: „życie w Rosji toczy się normalnie”.
Propaganda dopuszcza określenie „jest trudno” i „nielekkie czasy” – i tak wypowiadają się rozmówcy Marii Wiernikowskiej w Rosji.
Wbrew temu, co mówi dziennikarka w reportażu, od co najmniej dwóch lat można już wojnę w Ukrainie nazywać „wojną” (zatem rozmówczyni Kanału Zero może powiedzieć, że nie boi się mówić „wojna”). Jest to jednak wojna, którą Rosja prowadzi z całym Zachodem. A taka „wojna” tłumaczy w Rosji, dlaczego Putin jeszcze nie zakończył swojej „trzydniowej” operacji zajęcia Kijowa.
„Wojna” jest jednak wyzwolicielska, Rosja nikogo nie napada, jej wrogami są zwłaszcza Brytyjczycy (i to właśnie mówią w swobodnych wypowiedziach rozmówcy Marii Wiernikowskiej).
Ważniejsze, że w oficjalnym przekazie nie ma kryzysu gospodarczego, tylko „kontrolowany wzrost cen”, nikomu niczego nie brakuje, gdyż „władza wywiązuje się ze zobowiązań w sferze społecznej”.
A choć wzrost gospodarczy „spowolnił” (eufemizm używany przez Putina), a „wzrost cen po podwyżce VAT był krótkotrwały” (też Putin), to kraj się wspaniale rozwija. Nie ma się na co skarżyć – zwłaszcza że ostatnio Putin w telewizji przestał się pokazywać w mundurze, a występuje tylko na tle nowoczesnych budów, instytutów badawczych, w rozmowie z młodymi naukowcami i młodzieżą przebraną w regionalne stroje narodów Rosji – gdyż jest ona takim wspaniałym krajem kochających się ludzi.
Emisja reportażu w polskim Kanale Zero trafiła w punkt.
Propaganda Kremla natychmiast to podchwyciła. A ponieważ działa ona w ten sposób, że przekaz jest tam dystrybuowany od góry, rosyjska sieć powiela teraz w różnych wariantach zamieszczony pierwotnie w telegramie komentarz niejakiego Władimira Korniłowa z propagandowego centralnego koncernu Russia Today.
Władimir Korniłow pisze: „Nie możecie sobie nawet wyobrazić skandalu, jaki rozpętał się w Polsce z powodu jednego reportażu telewizyjnego! Znana dziennikarka telewizyjna, korespondentka wojenna Kanału Zero, Maria Wiernikowska, na wizie turystycznej, bez akredytacji dziennikarskiej, tylko z kamerą i operatorem, zdobyła się na odwagę, by odwiedzić nasz Kaliningrad (Polacy uparcie nazywają go Królewcem) i nagle, ku przerażeniu polskiej propagandy, odkryła, że Rosjanie to normalni ludzie!
Półgodzinny reportaż Wiernikowskiej z Kaliningradu wywołał prawdziwy szok wśród elit. Ministerstwo Spraw Zagranicznych, Kancelaria Prezydenta i media głównego nurtu rzuciły się na nią, obwiniając ją za pokazywanie oczywistych faktów: że Rosjanie nie głodują, że miasta są dobrze oświetlone i ciepłe, że ludzie są przyjaźni i nie są rozgoryczeni. Szczególnie uderzyło ją to, że kwiaciarnia była czynna 24 godziny na dobę – Europejczycy by tego nie zrozumieli! I była zaskoczona, że nikt nie bał się mówić o wojnie na Ukrainie. „I co z tego? Skoro trwa!” – odpowiedziała zaskoczona sprzedawczyni. I to pomimo faktu, że Polka usilnie starała się nakłonić ludzi do odpowiedzi na niewygodne pytania dotyczące SWO.
Boże, co tu się dzieje! Już ją oskarżono o współpracę z Kremlem! Rzecznik rządu Adam Szłapka stwierdził to jednoznacznie: „Czy uważacie, że w Rosji można nagrywać materiały dziennikarskie bez zgody i pomocy władz lokalnych?”. Chociaż z reportażu wynika, że Wiernikowska podróżowała samodzielnie, jako turystka, przekroczyła granicę autobusem, nigdy nie rozmawiała z żadnymi urzędnikami i zadawała dość prowokacyjne pytania na temat wojny.
Znany polski dziennikarz Łukasz Warzecha odpowiedział na skandal" – pisze dalej Korniłow:
„Niektórzy rzecznicy polskiej opinii publicznej i politycy systematycznie pracują nad »zniknięciem« Rosji – musimy udawać, że ten kraj nie istnieje w żaden inny sposób niż jako zagrożenie dla Polski. Że nie mieszkają tam zwykli ludzie, że nie ma tam życia kulturalnego, handlu, biznesu. To jak Mordor, gdzie rodzą się tylko orki. Nikt przy zdrowych zmysłach nie ulegnie tej manipulacji. Brawo dla pani Wiernikowskiej za sprzeciwienie się temu. Dehumanizacja całego narodu to wyjątkowo obrzydliwa praktyka… Rosyjska propaganda nie musi nic robić, żeby przedstawić Polskę jako kraj szalonych rusofobów i chyba nie muszę tłumaczyć, że to dla nas szkodliwe” [Polska jest w rosyjskiej propagandzie tak właśnie przedstawiana – jako kraj głupich rusofobów, którzy współpracowali z Hitlerem i wywołali II wojnę światową, a obecnie chcą zagarnąć zachodnią Ukrainę – przyp. aj].
„Zgadza się – pisze Korniłow. – ”Właśnie to robi dziś zachodnia propaganda – dehumanizuje Rosjan, co wyraźnie pokazałem dzisiejszym rusofobicznym artykułem w brytyjskim »The Times«” – kończy pochwałę dla Kanału Zero kremlowski propagandysta.
Szef Kanału Zero Krzysztof Stanowski zapowiada jednak, że pokazał dopiero pierwszy odcinek i to najsłabszy, z cyklu Marii Wiernikowskiej. W kolejnych mamy poznać prawdę o Rosji. Może będzie więc więcej kontekstu – bo bez niego jak odbiorca w Polsce ma sobie sam wyrobić zdanie o tym, czy w Rosji nie ma kryzysu, bo jedna pani pokazała przed kamerą pełne półki?
Jeśli tak, to władze na Kremlu nakażą reportaż Marii Wiernikowskiej skrytykować. I taki komentarz się pojawi.
Na zdjęciu głównym – dowód na to, jak normalnie i dostanio żyje się w Moskwie: Putin osobiście czyta raport rozwoju stolicy, 9 lutego 2026. Oficjalne zdjęcie kremlowskie/AP
Tymczasem, jak pisze Anna Mierzyńska w OKO.press, projekt Kanału Zero wpisuje się starania władz Rosji. Mniej więcej od połowy 2025 roku prowadzą one „widoczną w Polsce propagandową akcję ocieplania wizerunku państwa. To właśnie od tego momentu na platformach społecznościowych pojawiły się materiały polskich vlogerów – podróżników, którzy jeżdżą po Rosji i pokazują, jak się tam żyje. Są to zazwyczaj materiały realizowane w najprostszy sposób. Vloger jedzie choćby do Moskwy, przechadza się po jej ulicach, wchodzi do sklepów, hoteli czy barów oraz prowadzi powierzchowne rozmowy na temat codziennego życia ze spotkanymi przechodniami. Wszystko to nagrywa”.
Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)
Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)
Komentarze