0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Yuri KADOBNOV / AFPFot. Yuri KADOBNOV /...

Rosja to państwo totalitarne, które stosuje przemoc nie tylko wobec innych państw, ale także wobec własnych obywateli. Władze Rosji nie cofną się przed niczym, nawet przed zleceniem zabójstwa, byle tylko zachować kontrolę i stanowiska. Tego, o czym tutaj piszemy, nie znajdziecie u internetowych vlogerów ani w głośnym w ostatnich dniach reportażu Marii Wiernikowskiej na Kanale Zero.

Te kwestie Rosja dużym nakładem sił próbuje ukryć przed zagraniczną opinią publiczną. Ale tym bardziej trzeba o nich wiedzieć.

Wyliczamy najważniejsze naruszenia praw człowieka i represje, jakie mają miejsce w państwie rządzonym przez Władimira Putina.

Mniej więcej od połowy 2025 roku władze Rosji prowadzą widoczną w Polsce propagandową akcję ocieplania wizerunku państwa. To właśnie od tego momentu na platformach społecznościowych pojawiły się materiały polskich vlogerów – podróżników, którzy jeżdżą po Rosji i pokazują, jak się tam żyje. Są to zazwyczaj materiały realizowane w najprostszy sposób. Vloger jedzie choćby do Moskwy, przechadza się po jej ulicach, wchodzi do sklepów, hoteli czy barów oraz prowadzi powierzchowne rozmowy na temat codziennego życia ze spotkanymi przechodniami. Wszystko to nagrywa.

Ma być miło i ładnie

Taki film, pokazany później w sieci, sprawia wrażenie, że Rosja to zupełnie normalne państwo, z przyjaznymi ludźmi, dobrze wyposażonymi sklepami i luksusowymi hotelami. Dokładnie takiego efektu oczekują rosyjskie władze.

Ma być miło i ładnie, bez żadnych nieprzyjemnych kadrów.

Można przypuszczać, że po spełniającej oczekiwania władz Rosji publikacji vloger bez problemu dostanie ponownie wizę wjazdową. Zupełnie inaczej niż dziennikarze, którzy próbują zajrzeć pod powierzchnię i pokazać, co naprawdę dzieje się w tym państwie. Oni podczas pobytu są śledzeni, a każdy ich krok – kontrolowany przez służby. Jeśli dotrą zbyt głęboko w odkrywaniu prawdy, uniemożliwia im się dalszą pracę. Mogą też dostać zakaz wjazdu do Rosji.

O codzienności zachodniego reportera w Rosji opowiadał między innymi dziennikarz brytyjskiego BBC, Steve Rosenberg. „Spędziłem ponad trzydzieści lat, mieszkając i pracując w Moskwie. Jako młody człowiek zakochałem się w języku, literaturze i muzyce Rosji” – opowiada. „Jednakże pełnoskalowa inwazja była momentem przełomowym. W kolejnych dniach wprowadzono tu represyjne przepisy, mające na celu uciszenie sprzeciwu i ukaranie krytyki władz. Platformy BBC zostały zablokowane.

Nagle relacjonowanie wydarzeń w Rosji przypominało chodzenie po linie nad legalnym polem minowym”.

Rosenberg jest obrzucany obelgami w rosyjskich mediach publicznych, a podczas każdej podróży do i z Rosji przechodzi obciążające dodatkowe kontrole. Zaś wizę dziennikarską musi odnawiać co trzy miesiące (wcześniej – raz na rok).

Tego jednak nie pokazują internetowi vlogerzy. Niektórych po Rosji oprowadzają jej mieszkańcy, którzy już wcześniej działali propagandowo. Na przykład tiktoker Kamil in Travel poznawał ten kraj dzięki innej tiktokerce, występującej w sieci jako Polka w Moskwie, która od dawna przedstawiała wyłącznie przesłodzony, propagandowy obraz życia w stolicy Rosji. Polak zapewniał potem, że w Rosji żyje się zupełnie inaczej, niż pokazują to polskie media – dużo, dużo lepiej.

Wiernikowska w Rosji

W podobny sposób reportaż o swojej podróży do Rosji rozpoczęła znana reporterka Maria Wiernikowska, która od 2024 roku współpracuje z Kanałem Zero. Pierwszy odcinek materiału, z Obwodu Królewieckiego, opublikowano tam pod koniec ubiegłego tygodnia. Twórca Kanału Zero, Krzysztof Stanowski, zapowiadał go jako materiał wyjątkowy, ponieważ autorka „zrobiła coś, czego ostatnio nikt nie próbował”. Czyli „pojechała do Rosji i przejechała po niej tysiące kilometrów”.

Okazało się jednak, że Wiernikowska zrobiła dokładnie to, co od pół roku robią niektórzy vlogerzy: zrobiła reportaż wybielający Rosję.

Nawet przez chwilę nie spróbowała zajrzeć pod wygładzoną powierzchnię. W jej materiale zobaczymy całodobową kwiaciarnię z pięknym kwiatami, w której w nocy Rosjanie kupują bukiety dla swoich kochanek; bar z dużym wyborem alkoholu, w którym reporterka dyskutuje z Rosjanami, że razem będą „robić pokój”; rosyjskiego żołnierza o kulach, którego Wiernikowska pyta z dużą empatią, czy wróci „tam”, czyli na wojnę (żołnierz kiwa głową).

Rakiety na Warszawę?

Żeby dostać kartę do telefonu, reporterka założyła sobie konto w rosyjskim banku, podała też wszystkie swoje dane personalne. Nie protestowała nawet przeciwko zbieraniu jej danych biometrycznych.

„Jestem już w systemie rosyjskim, państwowym, mam też aplikację, mogę mieć e-wizyty u lekarza, porady wszelkie" – wyjaśnia chwilę później, uśmiechnięta i zadowolona. – „Mamy tu też ubezpieczenie.

Nie chodzi o to, że tylko państwo jest bezpieczne, w razie gdybym to ja coś zrobiła, to jeszcze państwo mnie chroni".

Była naprawdę zadowolona z tego, że „w razie czego” będzie chronić ją rosyjskie państwo. Zaś na zabytkowej łodzi podwodnej u wybrzeży rzeki Pregoła w Królewcu opowiada, że kawałek dalej jest port w Bałtijsku. I gdyby stamtąd wystrzelono rakiety na Warszawę, to doleciałyby do stolicy Polski w ciągu zaledwie dwóch minut. „Ale ciiicho…” – dodaje filuternie.

Reakcje na reportaż Marii Wiernikowskiej

Na reportaż Wiernikowskiej zareagował rzecznik prasowy Ministerstwa Spraw Zagranicznych Maciej Wewiór. „Nie – wyjazd do Rosji jako dziennikarz, zwłaszcza jako dziennikarz, nie jest dobrym pomysłem. MSZ w dalszym ciągu odradza wszelkie podróże do Rosji, która uznaje nasz kraj za nieprzyjazny” – napisał na portalu X.

Reportaż Wiernikowskiej skrytykowały znające Rosję osoby niezależnie od ich poglądów politycznych. Stanisław Żaryn, były pełnomocnik rządu PiS ds. Bezpieczeństwa Przestrzeni Informacyjnej, stwierdził (też na platformie X): „Prezentowanie przekazu z Rosji na podstawie tzw. reportaży przeżyciowych jest słabym pomysłem. Rosja staje się krajem totalitarnym, społeczeństwo ulega barbaryzacji. Pokazywanie »zwykłych Rosjan« rozbudza empatię wobec Rosji i gra na korzyść Kremla".

Natomiast dziennikarka TVP Bianka Mikołajewska zamieściła długi wpis, szczegółowo wyliczając, dlaczego reportaż Wiernikowskiej nie jest dobrym materiałem dziennikarskim. „To jest tragicznie głupie i szkodliwe. I to pod wieloma względami. M. Wiernikowska mówi, że jedzie „zobaczyć, co zostało z trudnej polsko-rosyjskiej miłości”. Jeśli ma na myśli swoje uczucia, to chyba zostało z nich całkiem sporo, bo Rosję pokazuje, jakby patrzyła przez różowe okulary zakochanej nastolatki”.

Jaka naprawdę jest Rosja?

OKO.press w tym kontekście postanowiło przypomnieć, jak wygląda rosyjska rzeczywistość – ta, której nie widać od razu, ale wiadomo o niej z licznych raportów, doniesień, śledztw i książek. Wyliczamy tylko najważniejsze kwestie. Jednoznacznie pokazują one, że mamy do czynienia z państwem totalitarnym.

Władze Rosji stosują przemoc wobec innych państw – i wobec swoich obywateli.

Nie cofają się przed niczym, nawet przed zabójstwami. Tego, o czym piszemy, nie znajdziecie u internetowych vlogerów ani w reportażu na Kanale Zero.

Rosja to kraj, w którym ludzie niewygodni władzy giną w niewyjaśnionych okolicznościach. Po każdej takiej śmierci wszczynane są oczywiście śledztwa, ale niewiele z nich wynika. W 2007 roku Związek Dziennikarzy Rosyjskich informował, że w ciągu piętnastu lat, od rozpadu ZSRR w 1991 roku, śmierć poniosło 250 dziennikarzy rosyjskich. Wyjaśniono tylko nieliczne z tych zgonów.

Przeczytaj także:

1. Zabójstwa dziennikarzy

Najgłośniejszą sprawą było zabójstwo wybitnej rosyjskiej dziennikarki Anny Politkowskiej.

48-letnia autorka książek m.in. o autorytarnej polityce Putina została zastrzelona 7 października 2006 roku w windzie swojego domu w centrum Moskwy.

Zginęła akurat w dzień urodzin Putina. Według amerykańskiej dziennikarki Mashy Gessen, która napisała książkę o Politkowskiej, bezpośrednią przyczyną zabójstwa było ujawnienie przez nią informacji, że rosyjskie władze wiedziały o planach ataku na szkołę podstawową w Biesłanie w 2004 roku i mimo to nie podjęły żadnych działań. W zamachu w Biesłanie ginęły 334 osoby, głównie dzieci.

Sprawcy zabójstwa Anny Politkowskiej do dziś nie ujęto. Za to poświęcona jej tablica pamiątkowa na ścianie budynku w Moskwie, w którym mieszkała, jest regularnie niszczona.

W ten sam sposób mordowano nie tylko dziennikarzy. W 2009 roku na ruchliwej ulicy w pobliżu Soboru Chrystusa Zbawiciela niedaleko Kremla, zastrzelono znanego obrońcę praw człowieka i adwokata Stanisława Markiełowa (współpracował z Politkowską) oraz dziennikarkę opozycyjnej „Nowej Gaziety” Anastazję Baburową. Sprawcy nie schwytano.

A zimą 2015 roku w centrum Moskwy zastrzelono Borysa Niemcowa, rosyjskiego polityka opozycyjnego, byłego wicepremiera i krytyka polityki Władimira Putina. Jedną osobę skazano za to zabójstwo, ale do dziś nie jest jasne, czy to rzeczywisty sprawca. Nigdy nie ustalono natomiast zleceniodawców zbrodni.

Dziennikarze giną też na wojnie, wywołanej przez Rosję. Od lutego 2022 w wyniku działań militarnych wojsk rosyjskich zginęło 31 dziennikarzy – korespondentów wojennych w trakcie wykonywania swojej pracy. Byli to dziennikarze z Ukrainy, USA, Irlandii, Wielkiej Brytanii, Francji i Litwy.

2. Tajemnicze zgony wysokich urzędników

W Rosji giną nie tylko dziennikarze. Tajemnicze przypadki śmierci ostatnio dotykają także wysokich urzędników cywilnych i wojskowych. W ciągu roku od ataku Rosji na Ukrainę zginęły w ten sposób co najmniej 24 osoby: pracownicy Służby Wywiadu Zagranicznego, administracji prezydenckiej, ministerstw oraz menadżerowie największych rosyjskich spółek. Dziś trudno już znaleźć pełną listę takich niespodziewanych ofiar.

Cywile i wojskowi wypadają z okien, z balkonów, z własnych łodzi, popełniają samobójstwa, spadają ze schodów, giną od ran postrzałowych.

Zewnętrzni eksperci podejrzewają, że to zabójstwa na zlecenie. Zleceniodawcy oczywiście pozostają nieznani.

Wiceprezes rosyjskiej spółki Transnieft Andriej Badałow wypadł z balkonu na 17. piętrze. Z okna wypadli: Michaił Rogaczow, były wiceprezes koncernu naftowego Jukos, oraz rosyjski polityk i potentat branży wędliniarskiej Paweł Antow. 72-letni generał dywizji Władimir Makarow, były zastępca szefa Głównej Dyrekcji Ministerstwa Spraw Wewnętrznych ds. Zwalczania Ekstremizmu, miał popełnić samobójstwo. Szefową działu wsparcia finansowego Zachodniego Okręgu Wojskowego, 58-letnią Marinę Jankinę, znaleziono martwą na ulicy.

Anatolij Geraszczenko, zaufany ekspert Putina ds. lotnictwa, spadł ze schodów w swoim dawnym miejscu pracy. Redaktor naczelny Komsomolskiej Prawdy zmarł nagle podczas podróży służbowej. Wiceprezes Gazprombanku Wladislaw Awajew podobno najpierw zastrzelił swoją rodzinę, a na końcu siebie. Takich przypadków jak Awajewa, według oficjalnych wersji, było sporo.

3. Niewyjaśnione katastrofy

Dwóch wysokich menadżerów holdingu VK (rosyjskie media społecznościowe) zmarło jednocześnie. W czasie przeprawy przez rzekę ich samochody terenowe się przewróciły. Oba w tym samym czasie. Obaj mężczyźni zginęli.

Rosyjski miliarder kryptowalutowy Wiaczesław Taran zginął w katastrofie swojego śmigłowca. Podobnie zresztą jak oligarcha Jewgienij Prigożin. Katastrofa prywatnego samolotu Embraer, którym leciał, zdarzyła się kilka tygodni po tym, jak razem ze swoimi prywatnymi siłami wojskowymi podjął buntowniczy marsz na Moskwę.

Zaś nie dalej jak 6 lutego znaleziono martwego byłego wiceministra sprawiedliwości Rosji Siergieja Tropina.

Leżał w wannie, w swoim własnym mieszkaniu w centrum Moskwy. Oficjalnie – utonął. Natomiast w styczniu samobójstwo miał popełnić Aleksiej Skljar, były wiceminister pracy i polityki społecznej.

4. Więźniowie polityczni

Rosja to także więźniowie polityczni. Nie chodzi o sytuacje znane z Polski, kiedy osoby karane używają hasła „więzień polityczny”, by zrzucić z siebie odpowiedzialność za swoje czyny. W Rosji w więzieniach setki ludzi siedzi za to, że działali w opozycji, brali udział w demonstracjach i wiecach czy choćby bronili opozycjonistów w sądach.

Nie wiadomo, ilu jest takich więźniów, bo władze państwowe uniemożliwiają dostęp do danych na ich temat.

Według rosyjskiego Stowarzyszenia Memoriał (zamkniętego przez władze w 2022 roku) obecnie co najmniej 1200 osób siedzi w rosyjskich więzieniach i karnych koloniach z powodów czysto politycznych.

To właśnie w kolonii karnej zmarł lider rosyjskiej opozycji, Aleksander Nawalny. Ale wcześniej przeprowadzono zamach na jego życie – w 2020 roku usiłowano go otruć nowiczokiem. Nowiczok to wojskowy środek paraliżująco-drgawkowy, opracowany w Rosji, który paraliżuje układ nerwowy. Substancja została naniesiona na jego bieliznę.

Pierwsze objawy zatrucia pojawiły się, gdy Nawalny leciał samolotem. Dzięki szybkiej reakcji pilota i lekarzy, a potem przetransportowaniu go na leczenie do Niemiec, Nawalny przeżył. Tyle że wrócił do Rosji, gdzie natychmiast go zatrzymano i przetransportowano do kolonii karnej. Zmarł 16 lutego 2024 roku. Potem represjonowano osoby, które uczciły jego śmierć, a nawet dziennikarzy piszących o Nawalnym.

5. Zamachy

Śledztwo sprawie otrucia Nawalnego przeprowadził znany kolektyw śledczy Bellingcat. Z jego ustaleń wynika, że za ten zamach odpowiadała rosyjska służba FSB, a dokładniej – zespół ekspertów ds. broni chemicznej. Natomiast agenci innej rosyjskiej służby – GRU – dokonali zamachu na Siergieja Skripala, byłego pułkownika GRU i podwójnego agenta. Wraz z córką Julią został on otruty w Salisbury, w Wielkiej Brytanii, także za pomocą nowiczoka.

Skripal i jego córka przeżyli, ale przypadkowa cywilna ofiara, Dawn Sturgess, zmarła po kontakcie z porzuconym flakonem perfum, zawierającym truciznę. Jej partner cudem przeżył. W trakcie tego zamachu GRU naraziła życie przynajmniej kilkunastu postronnych osób.

Rosja odrzuciła zarzuty o otrucie Skripala i stwierdziła, że to „prowokacja brytyjskich osób”.

Inną ofiarą skrytobójczych działań rosyjskich służb był Władimir Kara-Murza, rosyjsko-brytyjski dziennikarz, polityk i opozycjonista. Dwukrotnie (w 2015 i 2017 roku) zapadł w śpiączkę w wyniku otrucia go nieznaną substancją. Niezależni śledczy wykazali, że truła go ta sama jednostka, która później zaatakowała Aleksieja Nawalnego.

W 2006 roku otruto Aleksandra Litwinienkę, byłego agenta FSB, który uciekł do Wielkiej Brytanii. W herbacie w londyńskim hotelu podano mu radioaktywny polon-210. Brytyjscy śledczy zidentyfikowali dwóch Rosjan, którzy dokonali tej zbrodni na zlecenie władz Rosji.

Natomiast w 2004 dioksynami otruto Wiktora Juszczenkę, prounijnego i antyrosyjskiego kandydata na prezydenta Ukrainy podczas Pomarańczowej Rewolucji. Przeżył, ale dioksyny oszpeciły jego twarz. Nigdy nie ujęto sprawców. Powszechnie uważa się, że także ta zbrodnia została wykonana na zlecenie Rosji.

6. Kary więzienia i tortury

Jeśli nie trucizna, to więzienie. W styczniu 2025 roku obrońców Aleksieja Nawalnego – Igora Sergunina, Aleksieja Lipcera i Wadima Kobzewa – skazano na kilka lat więzienia. Zarzucono im przynależność do grupy ekstremistycznej. W kwietniu 2025 roku czterech dziennikarzy zostało skazanych na pięć lat za domniemane powiązania z Fundacją Antykorupcyjną Aleksieja Nawalnego, którą władze uznały za „organizację ekstremistyczną”. W sierpniu 2025 roku karę sześciu lat więzienia orzeczono wobec Siergieja Dawidisa, współprzewodniczącego wspominanego Stowarzyszenia Memoriał. Dawidis kierował zbieraniem danych o więźniach politycznych w Rosji.

Z kolei na początku lutego 2026 skazano… komika, za opowiadane przez niego publicznie żarty.

Jak podał niezależny rosyjski portal Meduza (działający z zagranicy): „Komik Artemij Ostanin został skazany na pięć lat i dziewięć miesięcy więzienia za podżeganie do nienawiści i obrażanie uczuć religijnych”.

Chodzi o żarty, które opowiedział podczas programu „60 sekund” w Moskwie w grudniu 2024 roku. „Ostanin żartował o Jezusie Chrystusie i beznogim mężczyźnie w metrze, który »wszedł na minę« – słowa, które aktywiści prorządowi zinterpretowali jako »ośmieszenie żołnierza, który stracił nogi w Północnym Okręgu Wojskowym«. (Komik nie wspomniał o wojnie w swoim występie). […] Przed sądem komik zeznał, że podczas aresztowania był bity, miał złamany kręgosłup, został porażony prądem i kilkakrotnie próbowano go dźgnąć nożem” – informuje Meduza.

7. Zakazy dla „niepożądanych organizacji”

W rosyjskim areszcie zginął też Polak, Krzysztof Galos.

Pomagał Ukraińcom, prawdopodobnie dowoził im sprzęt lub pomoc humanitarną. To w Ukrainie trafił do niewoli, a potem w Rosji do aresztu śledczego w Taganrogu. Tam zginął wiosną 2023 roku. Według informacji rosyjskich obrońców praw człowieka był torturowany.

Na tym nie koniec represji, stosowanych przez rosyjskie władze wobec własnego społeczeństwa. Otóż w Rosji nie mogą normalnie działać organizacje pozarządowe. Od 2015 roku obowiązuje tam ustawa o „niepożądanych organizacjach”, która daje Prokuratorowi Generalnemu prawo zakazania działalności każdej organizacji międzynarodowej lub zagranicznej, którą ów prokurator uzna za zagrożenie dla państwa.

Prokuratura wykorzystuje te przepisy masowo, rozszerzając interpretację prawa na własną korzyść. W efekcie nie mogą tu funkcjonować ani międzynarodowe organizacje praw człowieka, ani fundacje ekologiczne, ani media czy fundacje edukacyjne.

Na czarnej liście znalazły się między innymi: Amnesty International, Human Rigths Watch, WWF, Greenpeace, a także kilka polskich organizacji, w tym Stowarzyszenie „Wspólnota Polska”, Fundacja im. Stefana Batorego, Fundacja im. Kazimierza Pułaskiego, Fundacja Edukacja dla Demokracji czy Fundacja Wolność i Demokracja.

Zakaz dotknął także rosyjskie organizacje, które współpracowały z podmiotami zagranicznymi.

To choćby Stowarzyszenie Memoriał, niezależna organizacja monitorująca wybory „Gołos” czy niezależne rosyjskie medium „Meduza” (ponieważ jego wydawcą jest spółka zarejestrowana w Rosji). Zaś współprzewodniczący grupy „Gołos” został skazany na pięć lat więzienia. W 2025 roku przepisy o „zagranicznych agentach” jeszcze zaostrzono.

8. Imienny wykaz „terrorystów”

Rosyjskie służby prowadzą także rejestr „organizacji terrorystycznych i ekstremistycznych”. Umieszczono w nim rosyjskie medium regionalne Komi Daily, które potępiło agresję na Ukrainę; związek wyznaniowy Świadkowie Jehowy, a także firmę Meta, czyli właściciela Facebooka i Instagrama. Meta nie może więc prowadzić w Rosji żadnej działalności biznesowej.

Jest też państwowa, imienna lista „terrorystów i ekstremistów”. W tej chwili liczy ona około 20 tysięcy nazwisk.

Co dziesiąta wpisana na tę listę osoba to nastolatek.

W grudniu 2025 roku najmłodszą osobą w wykazie był czternastolatek Timofiej Mamoszkin z obwodu riazańskiego. Co miesiąc Federalna Służba ds. Monitoringu Finansowego (Rosfinmonitoring) dopisuje około 300 nowych nazwisk. Są wśród nich: dziennikarze niezależnej telewizji Dożdż (obecnie telewizji emigracyjnej), edukatorka seksualna Aleksandra Kazancewa, blogerzy Nikita Jefremowa i Ilja Warłamow czy politolożka Jekatierina Szulman.

Do wykazu można tam trafić np. za „dyskredytację” rosyjskiej armii, czyli na przykład krytyczny dla rosyjskiego wojska wpis w sieci.

Mieszkaniec Jekaterynburga został uznany za terrorystę, ponieważ krzyczał na dziecko w czapce z literą „Z”.

Litera ta jest obecnie symbolem „rosyjskiej specjalnej operacji wojskowej” w Ukrainie (tak określa wojnę rosyjska propaganda). Za takie „występki” grożą drakońskie kary – nawet do 15 lat więzienia.

9. Blokowanie internetu

Władze rosyjskie blokują też dostęp do internetu. W niektórych regionach w sytuacjach, gdy społeczeństwo zaczyna wyrażać się niepochlebnie o swojej sytuacji, internet jest po prostu na jakiś czas odcinany. A gdy nastroje opadną, władza internet przywraca.

Władze blokują też niezależne portale, platformy społecznościowe, szyfrowane komunikatory (np. Signal).

Ograniczają również dostęp do połączeń głosowych i wideo na dozwolonych platformach. W lipcu 2025 wprowadzono nowe przepisy, zakazujące przeszukiwania materiałów „ekstremistycznych” w internecie. Interpretacja, czym są owe materiały ekstremistyczne, zależy oczywiście od śledczych. Nowe prawo służy wyłącznie zaostrzeniu represji przeciwko obywatelom.

10. Represje wobec osób LGBT

Ale to także nie wszystko. Oto w 2023 roku Sąd Najwyższy Rosji wydał „zakaz międzynarodowego ruchu LGBT”. Doprowadziło to do represji wobec osób LGBT. Ścigano nawet za wpisy w mediach społecznościowych, i to z mocą wsteczną, czyli za takie, które zamieszczono na długo przed wejściem w życie prawnego zakazu.

W 2025 i 2026 roku zapadły pierwsze wyroki więzienia za samą przynależność do tego środowiska lub posiadanie tęczowych symboli. Prokuratorzy postawili również zarzuty o „ekstremizm LGBT” wydawcom książek o tematyce LGBT. Chyba najbardziej kuriozalny – i tragiczny – przypadek to historia Andrieja Kotowa, właściciela biura podróży Men Travel, który organizował wycieczki dla osób homoseksualnych. Został on aresztowany. W areszcie był torturowany, a w grudniu 2024 roku popełnił samobójstwo. Mimo to w listopadzie 2025 roku moskiewski sąd pośmiertnie uznał go za winnego udziału w organizacji „ekstremistycznej organizacji LGBT”.

11. Kara za „propagandę bezdzietności”

Żeby było jeszcze bardziej przerażająco, w grudniu 2024 roku w Rosji weszła w życie kolejna ustawa, tym razem zakazująca „propagandy bezdzietności”. Przestępstwem uczyniono neutralne lub pozytywne komentarze wobec decyzji o nieposiadaniu dzieci. Ustawa zakazuje publicznego rozpowszechniania materiałów, w tym filmów i mediów, które wydają się promować „niechęć do rodzenia dzieci". „Przestępcom” grozi grzywna: w wysokości od 400 tys. rubli (około 16 tys. zł) dla osób fizycznych i do pięciu milionów rubli (około 200 tys. zł) dla firm i mediów.

„Rosja nie tylko tłumi sprzeciw, również z mocą wsteczną, ale także strukturalnie uniemożliwia legalną działalność obywatelską związaną z prawami człowieka.

Prawnicy, dziennikarze, obrońcy praw człowieka i zwykli obywatele, w tym kobiety, dzieci i osoby starsze, są ścigani, więzieni i potencjalnie narażeni na nieludzkie lub poniżające traktowanie”

napisało jesienią 2025 roku kilkanaście największych międzynarodowych organizacji zajmujących się prawami człowieka, we wspólnym apelu do Stałych Przedstawicieli Państw Członkowskich i Państw Obserwatorów Rady Praw Człowieka ONZ.

Ogromna skala naruszeń

Natomiast Departament Stanu USA w raporcie z 2024 roku wyliczał: „Oprócz naruszeń praw człowieka popełnionych przez Rosję w związku z inwazją na Ukrainę, istotne kwestie dotyczące naruszeń praw człowieka obejmowały wiarygodne doniesienia o:

  • arbitralnych lub bezprawnych zabójstwach; zaginięciach;
  • torturach lub okrutnym, nieludzkim lub poniżającym traktowaniu albo karaniu;
  • arbitralnych aresztowaniach i zatrzymaniach; przypadkach transnarodowych represji wobec osób w innym kraju;
  • poważnych nadużyciach w czasie konfliktu;
  • bezprawnym werbowaniu lub wykorzystywaniu dzieci w konfliktach zbrojnych przez rząd;
  • poważnych ograniczeniach wolności słowa i mediów, w tym przemocy lub groźbach przemocy wobec dziennikarzy;
  • nieuzasadnionych aresztowaniach lub prześladowaniach dziennikarzy oraz cenzurze;
  • ograniczeniach wolności religijnej;
  • handlu ludźmi, w tym pracy przymusowej.

Rząd nie podjął wiarygodnych kroków ani działań w celu zidentyfikowania i ukarania większości urzędników, którzy dopuścili się naruszeń praw człowieka”.

;
Na zdjęciu Anna Mierzyńska
Anna Mierzyńska

Analityczka mediów społecznościowych, ekspertka. Specjalizuje się w analizie zagrożeń informacyjnych, zwłaszcza rosyjskiej dezinformacji i manipulacji w sieci. Autorka książki „Efekt niszczący. Jak dezinformacja wpływa na nasze życie” oraz dwóch poradników na temat zwalczania dezinformacji. Z OKO.press współpracuje jako autorka zewnętrzna. Pisze o dezinformacji, bezpieczeństwie państwa, wojnie informacyjnej oraz o internetowych trendach dotyczących polityki. Zajmuje się też monitorowaniem ruchów skrajnie prawicowych i antysystemowych.

Komentarze