0:00
Prawa autorskie: Krystian MAJ +48669574000Krystian MAJ +486695...
24 marca 2022

Rząd grzebie "Polski Ład". Obniżka PIT z 17 do 12 proc. Kto tym razem zapłaci?

Projekt nowej ustawy podatkowej odkręca część przepisów obowiązujących od 1 stycznia. Rząd chce obniżyć PIT i jeszcze bardziej osłabić dochody państwa, w tym dochody własne samorządów. Nazwa pakietu - "Tarcza antyputinowska" - brzmi jak czarny humor

Wydrukuj

10 miesięcy temu rząd z wielką pompą ogłaszał: oto największa od lat reforma podatkowa, która zostawi w kieszeniach polskich podatników miliardy złotych i będzie korzystna dla większości z was. Jak Polski Ład był wprowadzany, pamiętamy dobrze. Przepisy były tak skomplikowane i tak źle napisane, że praktycy – księgowi, doradcy podatkowi – sami nie rozumieli, jak dokładnie należy je egzekwować.

Potem na miesiąc podatki zniknęły z naszego radaru przez rosyjską inwazję. Dziś wróciły z przytupem.

Na konferencji prasowej w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów premier Mateusz Morawiecki i wiceminister finansów Artur Soboń przedstawili założenia nowej reformy podatkowej.

Z "tarczą antyputinowską" na Polski Ład

Właśnie tak – niecałe trzy miesiące po największej reformie od lat trzeba wprowadzać nowe zmiany. Nikt na konferencji nie używał nazwy Polski Ład, ta bowiem stała się niewygodna. Pakiet zmian podatkowych odkręcających Polski Ład nazwano więc — uwaga — "Tarczą antyputinowską". Nie możemy powstrzymać się od pytania: czy rząd sugeruje, że za jego nieudolnością stoi Władymir Putin?

Zmiany, które przyniósł Polski Ład, zapowiadane jako przełom i korzyść dla milionów, okazały się bowiem niepopularne i w wielu aspektach nieudane. Przypomnijmy najpierw kluczowe punkty Polskiego Ładu:

  • Kwota wolna od podatku w wysokości 30 tys. złotych
  • Podniesienie granicy drugiego progu podatkowego (32 proc.) z 85 tys. złotych rocznie do 120 tys. złotych
  • Brak możliwości odliczenia składki zdrowotnej od podatku (z wyjątkami)
  • Ulga dla klasy średniej, która gwarantowała neutralność zmian dla osób między 5,7 tys. a 11,4 tys. brutto

Pierwsze dwa zostają, trzecia będzie dalej modyfikowana, ulga dla klasy średniej znika. Co w zamian?

Najważniejszą zmianą jest obniżenie pierwszej stawki podatkowej z 17 proc. do 12 proc.

Ma to uprościć system i dać podobne skutki dla podatników co niesławna ulga dla klasy średniej. Stawka obejmie nie tylko pracowników, ale także zleceniobiorców, emerytów i rencistów oraz przedsiębiorców.

Jak można żałować?

Tak znaczne obniżenie podatku musi dać duże zmniejszenie wpływów środków do budżetów – zarówno centralnego, jak i dla samorządów. Premier zdaje się jednak tym nie przejmować.

„Jak można żałować, że w kieszeniach Polaków zostanie 18 mld złotych? Tego nigdy nie zrozumiem i pozostawiam Państwa z taką myślą” – odpowiedział na pytanie o koszty na konferencji Mateusz Morawiecki. Przy okazji pokazał priorytety rządu: liczy się gotówka, którą można dać ludziom, a poziom dochodów państwa – i związany z nim nierozłącznie stan usług publicznych – jest daleko poza horyzontem myślowym. Ponadto trzeba przypomnieć: mamy wysoką inflację, NBP przewiduje, że średnio w tym roku wyniesie ona 10,8 proc. Dodatkowe miliardy na rynku to kolejny czynnik proinflacyjny.

Ubytek w budżecie to ogromny problem z zapowiedzianymi dziś zmianami, jeszcze do niego wrócimy. Najpierw zobaczmy, co jeszcze zaproponowali dziś premier i wiceminister finansów.

  • Wyłączenie składki zdrowotnej z podstawy opodatkowania dla przedsiębiorców na podatku liniowym, ryczałcie i karcie podatkowej
  • Rezygnacja z ulgi na zabytki
  • Rezygnacja z abolicji podatkowej

To zmiany, które znajdziemy w prezentacji ministerstwa. Dodatkowo wiceminister Soboń wspominał na konferencji o:

  • Zmianach we wspólnym rozliczaniu się samotnych rodziców z dzieckiem
  • Preferencjach podatkowe dla podatników na zasiłku macierzyńskim
  • „rozwiązaniach korzystnych dla rodzin”

Rząd naprawia kilka karygodnych błędów – jak właśnie zmniejszanie pensji samodzielnym rodzicom. O tym przypadku więcej pisaliśmy tutaj. Z drugiej strony: gdyby wziął na poważnie konsultacje do ustawy, w ogóle by tych błędów nie popełnił — zamiast tego forsował swoją ustawę z pełną arogancją, nie słuchając głosów krytyki.

Tym razem rząd obiecuje konsultacje. Jest z nimi jednak pewien problem.

Kilka dni na konsultacje

W trakcie konferencji prasowej wiceminister Soboń kilka razy podkreślał, jak ważne są konsultacje społeczne proponowanych zmian i jak rząd i ministerstwo tym razem podejdą do nich poważnie. Nie powiedział natomiast o terminie przeprowadzania konsultacji.

Taka informacja znajduje się już na stronie Ministerstwa Finansów. Czytamy tam:

„Szerokie konsultacje potrwają od 24 marca do 2 kwietnia 2022 r.”.

Czyli na konsultacje jest dziewięć dni, w tym sześć dni roboczych (siedem, jeśli policzymy też dzień ogłoszenia zmian). Taki termin konsultacji dla tak poważnych zmian to kpina — i proszenie się o kolejną katastrofę.

"Nikt nie straci"

Wiceminister Soboń powiedział też, że nikt na nowych rozwiązaniach nie straci wobec obecnie obowiązującego systemu (czyli wobec zmian Polskiego Ładu). Ale za chwilę dodał zastrzeżenie:

„Uczciwie trzeba powiedzieć, że system podatkowy nie jest czymś, co nie jest tak proste, aby powiedzieć coś aż tak kategorycznie, jak ja przed chwilą. Według naszej wiedzy, przy splocie różnego rodzaju ulg i przywilejów podatkowych jeden na tysiąc podatników, może potencjalnie być osobą, dla której zbieg ulgi dla klasy średniej z innymi ulgami byłby bardziej korzystny. Dla tych osób system e-PIT przy rozliczeniu rocznym wskaże, iż takie rozliczenie mogłoby być bardziej korzystne i rozliczy ich tymi parametrami, które obowiązują od 1 stycznia”.

Podobnie było rok temu: najpierw usłyszeliśmy, że nikt poniżej pewnego progu nie straci, później okazało się, że potrzebna jest ulga dla klasy średniej. Ta i tak nie działała tak, jak miała działać, więc traciło więcej osób. Teraz przedstawiciel ministerstwa przyznaje, że przepisy wprawdzie są prostsze, ale wciąż nieco skomplikowane, więc jeśli ktoś rzeczywiście straci, to państwo mu to zrekompensuje. Pozostaje mieć nadzieję, że tym razem wykonanie będzie znacznie lepsze.

2023: 23,8 mld mniej w budżecie

Obniżka podatków to – jak już wspomnieliśmy – ubytek w budżetach samorządów i rządu. Samorząd uczestniczy w prawie 40 proc. wpływów z PIT od podatnika zarejestrowanego w danej gminie.

W trakcie konferencji wspomniano, że zostawia to 18 mld złotych w kieszeniach podatników. Wiceprezes zarządu Polskiego Funduszu Rozwoju Bartosz Marczuk pisze z kolei o 15 mld złotych.

Dokładniejsze dane znajdziemy w ocenie skutków regulacji w projekcie ustawy. Według autorów projektu nowe zasady oznaczają straty dla państwowego budżetu w wysokości:

  • 2022 – 6,8 mld zł
  • 2023 – 23,8 mld zł
  • 2024 – 17,4 mld zł

Ministerstwo w zamian obiecuje samorządom zwiększenie subwencji rozwojowej lub uzupełnienie subwencji ogólnej. W 2023 roku sam spadek dochodów podatkowych to 13,4 mld złotych, ale dodatkowo aż 10,2 mld to subwencja dla samorządów, by uzupełnić ich ubytki. I tak to za mało. Według tych samych danych samorządy w tym roku nie stracą, ale już w 2023 roku dostaną o 1,1 mld złotych mniej, niż pierwotnie zakładano.

Z uzupełnianiem ubytków w dochodach własnych samorządów przez rząd PiS jest jeden wielokrotnie opisywany problem — dzielenie pieniędzy tak, aby trafiały do "swoich".

Z głośnej analizy prof. Jarosława Flisa i prof. Pawła Swianiewicza z marca 2021 roku wynika, że przeciętna gmina, w której włodarz wywodzi się z PiS, otrzymała w III transzy wypłat z Funduszu ponad 10-krotnie większe dotacje od gmin rządzonych przez przedstawicieli opozycji. Podobne wnioski płynęły z wcześniejszej analizy II transzy w 2020 roku. „Należy uznać taką politykę za godzącą w podstawy demokratycznego państwa prawa oraz zasady subsydiarności zapisanej w niezliczonych deklaracjach programowych” – pisali autorzy analizy.

Sytuacja powtarza się w przypadku Programu Inwestycji Strategicznych, Województwa rządzone przez polityków PiS otrzymały średnio 46,3 zł na głowę mieszkańca. Te rządzone przez opozycję – tylko 24,7 zł wynika z analizy Flisa i Swianiewicza dla Fundacji Batorego. Raport opublikowaliśmy w OKO.press:

Wyścig na najniższe podatki

Politycy PiS chwalą się już, że dzięki zmianom będziemy mieli jedne z najniższych podatków w Europie.

Sekretarz stanu w ministerstwie cyfryzacji Janusz Cieszyński napisał na Twitterze:

View post on Twitter

Prof. Michał Brzeziński z wydziału ekonomii Uniwersytetu Warszawskiego napisał na Twitterze:

„Albo wzrosną podatki pośrednie mniej widoczne dla obywateli i w związku z tym nie będziemy płacić jednych z najniższych podatków (ale może nam się tak wydawać) albo spadnie łączne opodatkowanie w PKB i nasze państwo będzie coraz słabsze”.

Bo objawy słabości polskiego państwa — w tym słabości finansowej — są widoczne gołym okiem. Przykładem — jednym z wielu — mogą być płace w budżetówce, z kwotą bazową zamrożoną kolejny roku mimo wysokiej inflacji.

Najwięcej dla zamożnych

Kto najbardziej zyska na nowych zmianach?

„Największą korzyść w stosunku do aktualnie obowiązujących zasad osiągną więc osoby, których dochody zbliżają się lub przekraczają próg 120 tys. PLN, bo wtedy cały dochód mieszczący się w tym progu będzie opodatkowany według stawki 12 proc.” – pisze firma analityczna Grant Thorton na Twitterze.

Spójrzmy na tabelę od Grant Thorton, w której możemy prześledzić zmiany.

To zmiany wobec systemu z 2021 roku. Dla osoby, która zarabia płacę minimalną, nowe zasady będą neutralne. Osoba z pensją brutto w wysokości 5 tys. złotych zyska prawie 80 złotych. Ktoś, kto zarabia 10 tys., otrzyma 210 złotych więcej. A jeśli pensja wynosi 12,5 tys. złotych – co miesiąc w kieszeni zostanie prawie 400 złotych więcej. W skali roku to 4732 złote więcej. Nawet przy zarobkach w wysokości 15 tys. zmiany są korzystne – bo przecież wszystkie zarobki poniżej 120 tys. złotych rocznie będą opodatkowane stawką 12 proc. Więc nawet osoby z bardzo wysokimi jak na polskie warunki pensjami zyskają.

Mniejsza progresja

Czyli: PiS zapowiadał w zeszłym roku krok w stronę bardziej progresywnego systemu.

Po kolejnych zmianach w połowie 2022 roku ta progresywna korekta wyglądać będzie tak, że obniżamy podatek prawie wszystkim, a najwięcej zyskają stosunkowo dobrze zarabiający pracownicy.

W porównaniu ze starym systemem pracownicy z pensją minimalna i ci, którzy zarabiają nieco więcej, procentowo zyskają więcej niż osoba z pensją w wysokości 12,5 tys. złotych. Gdy natomiast spojrzymy na te same wyliczenia, porównując je nie do zasad z zeszłego roku, ale do Polskiego Ładu, wówczas jasno widać, że nowy system z perspektywy progresywności jest krokiem wstecz.

Na minimalnej nie zyskuje się nic, a im więcej się zarabia, tym więcej się zyskuje.

Maksymalny miesięczny zysk to 375 złotych, ale trzeba zarabiać przynajmniej 12,5 tys. złotych.

Według danych GUS za 2020 rok, powyżej 11,5 tys. złotych (dwukrotność średniej) zarabiało 5,8 proc. pracowników, powyżej 17,2 tys. (trzykrotność średniej) – 1,9 proc.

Ekspert: dużo pytań o celowość reformy

„Polski Ład w formie ogłoszonej w maju 2021 miał być rewolucją w redystrybucji – podatki miały w większym stopniu obciążyć lepiej zarabiających, by obciążenia podatników o niskich dochodach spadły” – przypomina dr hab. Michał Myck, szef centrum analitycznego CenEA – „To zmieniło się już jesienią 2021 – koszt Polskiego Ładu dla sektora finansów publicznych wzrósł względem pierwotnych propozycji z 5,1 do 16,5 mld złotych rocznie. Teraz rośnie po raz kolejny – o dalsze około 14,5 mld zł rocznie.

Będzie to z korzyścią dla portfeli gospodarstw domowych, jednak pojawia się pytanie, jak rząd planuje uzupełnić tak dużą lukę w dochodach sektora finansów publicznych, jednocześnie deklarując wzrost wydatków między innymi na zdrowie i wojsko.

Będziemy musieli również znaleźć środki na wsparcie przybywających do Polski uchodźców, a gospodarcza niepewność związana z rosyjską inwazją na Ukrainę raczej szybko się nie skończy. Pamiętajmy również, że nie skończyła się pandemia.

Do tego dochodzi problem inflacji i braku spójności w przyjmowanych rozwiązaniach monetarnych i fiskalnych – podnoszenie stóp procentowych idzie w parze z szerokim luzowaniem fiskalnym. W ‘normalnych’ czasach po ogłoszeniu takich zmian należałoby pytać rząd o to, jak planuje uzupełnić dochody sektora finansów publicznych. Dzisiaj pytań o celowość reformy podatkowej w tej formie jest zdecydowanie więcej”.

Prostszy system

Trzeba natomiast zauważyć — co przyznaje też dr hab. Michał Myck — że ostatecznie jest to system prostszy od tego, który proponował Polski Ład, i który po pół roku odejdzie na przyspieszoną emeryturę po bardzo krótkiej karierze. Zwraca na to uwagę główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich Łukasz kozłowski:

View post on Twitter

Trzy systemy na raz

Szykują się niespodzianki w rozliczeniach rocznych i kolejne zagadki dla księgowych. Szczególnie w tym roku. Ulga dla klasy średniej obowiązuje do połowy roku. Później, przy nowych zasadach, zmieni się kwota zmniejszająca podatek. To ona sprawiła tyle zamieszania na początku roku, gdy podatnicy otrzymywali mniejsze pensje, niż powinni. Przy kwocie wolnej od podatku w wysokości 30 tys. zł wynosiła 5100 złotych (17 proc. z 30 tys.), a więc 425 złotych miesięcznie. Przy stawce 12 proc. będzie to 3600, czyli 300 złotych miesięcznie. To kwota, którą otrzymamy w comiesięcznej pensji (jeśli złożyliśmy formularz PIT-2), albo zostanie nam zwrócona w rozliczeniu rocznym. Ustawa wprowadza nowy system poboru zaliczek. Pół roku po ogromnych zmianach księgowi i kadrowi muszą znowu uczyć się wszystkiego od nowa.

Czyli: przez pierwsze pół roku rozliczamy się jednym systemem, przez drugie półrocze innym. No, chyba że korzystniejszy jest system z 2021 roku, wtedy część z nas może z niego skorzystać. Trzy systemy podatkowe w jednym.

Pierwotny pomysł o powszechnej składce zdrowotnej już w Polskim Ładzie był znacząco zmieniony. Nowe propozycje idą dalej. Przedsiębiorcy rozliczający się podatkiem liniowym będą mogli obniżyć podstawę opodatkowania o zapłacone składki zdrowotne w kwocie maksymalnie do 8 700 zł, wrzucając składkę zdrowotną w koszty.

Z kolei ryczałtowcy będą mogli obniżyć przychód, będący podstawą opodatkowania, o połowę zapłaconych składek zdrowotnych.

Projekt jest już dostępny na stronach Rządowego Centrum Legislacji. Można się z nim zapoznać tutaj.

Udostępnij:

Jakub Szymczak

Dziennikarz OKO.press. Autor książki "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022). W OKO.press pisze o gospodarce i polityce społecznej.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne