0:00
10 maja 2020

Rząd szykuje atak na organizacje pozarządowe. Ma pomysł na ustawę rodem z putinowskiej Rosji

"Ministerstwo Środowiska podjęło pracę nad tym, żeby ujawnić finansowanie NGO-sów, nie tylko ekologicznych", zapowiedział w TV Trwam szef resortu Michał Woś. Organizacje mają informować Polaków o tym, że są finansowane zza granicy. Taka ustawa już jest Rosji i na Węgrzech

Wydrukuj

W wywiadzie dla TV Trwam 9 maja minister środowiska ujawnił swój pomysł na organizacje pozarządowe. Zaczął od ekologów: "To osoby zmamione przez manipulatorów, dają się wciągnąć w emocjonalne rozgrywki. Tam działają też lobbyści, wielki biznes".

Następnie przedstawił swój pomysł na "zdyscyplinowanie lobbystów":

"Powołałem w ministerstwie grupę roboczą pracującą nad tym, żeby ujawnić finansowanie NGO-sów, nie tylko ekologicznych, bo to przysłuży się całej Polsce, żeby wszystkie organizacje miały przejrzystość finansów. Będą mogły pokazać, czy są finansowane ze środków zagranicznych, czy nie. Te, które są, powinny poinformować o tym Polaków" - mówił Michał Woś.

I wyjaśniał: "Polacy mają prawo wiedzieć, czy ci, którzy mocno protestują przy jakiejś inwestycji, przy Mierzei Wiślanej, czy te organizacje działają w interesie Polaków, na prośbę Polaków, ze składek Polaków, czy też działają tam zagraniczne organizacje, które powodują, że niektórzy dostają nawet wynagrodzenie, żeby w tym konkretnym miejscu protestować.

Trwa przekop Mierzei Wiślanej, część organizacji wyraża z tego powodu głębokie niezadowolenia. Niektórzy mówią, że ekspertyzy, które pokazują, że ten przekop nie powinien mieć miejsca, pierwotnie były pisane - nie wiem, to jest do sprawdzenia - cyrylicą".

Już w marcu 2020 roku minister Woś pochwalił się, że pracuje nad ustawą o "jawności" organizacji ekologicznych. Zapytaliśmy wówczas ministerstwo, jakie rozwiązania ma na myśli Woś i czy znany jest już skład zespołu roboczego. Nie uzyskaliśmy odpowiedzi. Jednak w wywiadzie dla TV Trwam minister mówi o wszystkich NGO-sach. To niebezpieczny pomysł rodem z putinowskiej Rosji.

Ewa Kulik-Bielińska, dyrektor Fundacji Batorego: Może pan minister nie wie?

"Może pan minister Woś nie wie, ale takie uregulowania nie są potrzebne, bo istnieją od kilkunastu lat w Ustawie o podatku dochodowym od osób prawnych" - powiedziała OKO.press Ewa Kulik-Bielińska, dyrektor Fundacji Batorego.

Ustawa nakłada na organizacje pozarządowe obdarowane przez osoby prawne darowiznami, których jednorazowa wartość przekracza 15 tys. zł lub ich łączna suma otrzymana od jednego darczyńcy przekracza 35 000 zł, obowiązek informowania urzędu skarbowego o darczyńcy wraz z podaniem jego nazwy i adresu. Ta sama ustawa nakłada też na obdarowaną organizację obowiązek podania do publicznej wiadomości informacji o tych darowiznach".

Takie informacje można bez trudu znaleźć na stronach internetowych fundacji ekologicznych, prawoczłowieczych, edukacyjnych i wszelkich innych. "Pomysł min. Wosia dubluje istniejące przepisy" - dodała Kulik-Bielińska.

Rosja Putina, Węgry Orbána, Izrael Netanyahu

Na pomysł "ujawniania finansowania zza granicy" najpierw wpadł Władimir Putin i wprowadził w życie w 2012 roku. W Rosji za „organizacje non-profit pełniące funkcję obcych agentów” uznawane są stowarzyszenia, które otrzymują bezpośrednio lub za pośrednictwem agencji państwowych finansowanie od zagranicznych rządów, organizacji międzynarodowych, zagranicznych obywateli lub bezpaństwowców.

Według Amnesty International w ciągu 4 lat obowiązywania ustawy na liście „obcych agentów” w Rosji znalazło się 148 organizacji, w tym słynny Memoriał, z czego 27 zostało zamkniętych. Zamknięto m.in. Centrum Polityki Społecznej i Gender Studies w Saratowie oraz moskiewskie stowarzyszenie Prawnicy na rzecz Konstytucyjnych Praw i Wolności.

Pisaliśmy o tym w 2017 roku:

W 2017 roku podobną ustawę przyjął rząd Orbána na Węgrzech. Poprzedziła ją nagonka na organizacje pozarządowe i narodowe konsultacje "Stop Brukseli". Zgodnie z ustawą organizacje, które otrzymują wsparcie finansowe ze źródeł zagranicznych w wysokości powyżej 7,2 miliona forintów (ok. 100 tys. zł) rocznie są zobowiązane pod karą grzywny i skreślenia z rejestru stowarzyszeń do zarejestrowania się jako „finansowane z zagranicy”, a przez to objęte surowszym reżimem kontroli finansowej i możliwych sankcji. Spod ustawy wyłączone są fundacje i stowarzyszenia religijne, sportowe oraz polityczne.

Ustawa utrudnia działanie organizacji monitorujących władze, broniącym praw człowieka itp. To właśnie lex NGO spowodowała spadek Węgier w rankingach wolności i demokracji m.in. Freedom House.

Ale prawo najbardziej zbliżone kształtem do tego, które proponuje Michał Woś, obowiązuje w Izraelu. Od 2016 roku grupy i organizacje działające na rzecz praw człowieka, które otrzymują ponad połowę finansowania spoza kraju, także z Unii Europejskiej, muszą o tym informować w raportach i oficjalnej komunikacji. Co to oznacza? Do każdego maila, newslettera, korespondencji pocztowej, wniosku grantowego, ale także w kontakcie z prasą musi być dołączona adnotacja, że "ta organizacja jest finansowa ze środków zagranicznych".

Benjamin Netanyahu używa ustawy nazywaną przewrotnie "transparency bill", by naznaczyć organizacje, które monitorują przestrzeganie praw człowieka w Autonomii Palestyńskiej, a więc - w rozumieniu premiera - są wrogami interesu państwa Izrael. Ustawę skrytykowały międzynarodowe gremia m.in. Komisja Europejska, która stwierdziła, że stoi ona w sprzeczności z zasadami wolności słowa, pluralizmu i demokracji.

Rosyjscy agenci na Mierzei Wiślanej

Wypowiedź ministra jest szokująca także z innego powodu. Sugeruje on, że za ekologami, którzy walczą przeciwko przekopowi Mierzei Wiślanej stoi Rosja ("ekspertyzy pisane cyrylicą"). Dodaje na wszelki wypadek "nie wiem, trzeba sprawdzić", ale wypowiedź jest jednoznaczna - ekolodzy to rosyjscy agenci (lub nieświadomi ich pomocnicy).

O protestach ekologów na Mierzei Wiślanej pisaliśmy w OKO.press w 2019 roku:

Wszystkie artykuły zobacz pod tagiem.

Ministrowi chodzi prawdopodobnie o skargę, którą do Komisji Europejskiej złożyły organizacje ekologiczne m.in, Greenpeace Polska. A może o stanowisko, które w 2016 roku przygotował Polski Klub Ekologiczny, a które poparło kilkadziesiąt organizacji ekologicznych.

W opracowaniu wskazano, że w wyniku realizacji inwestycji wystąpią różne negatywne skutki środowisko, m.in.:

  • zniszczenie chronionych siedlisk Natura 2000 na plażach i wydmach;
  • pogorszenie jakości wód Zalewu Wiślanego;
  • pogorszenie integralności Mierzei Wiślanej jako obszaru Natura 2000 poprzez przekopanie kanału;
  • negatywne oddziaływanie transportu morskiego na ornitologiczny rezerwat przyrody Zatoka Elbląska;
  • zniszczenie siedlisk ptaków, dla których wyznaczono Natura 2000 PLB280010 Zalew Wiślany: bielaczka, rybitwy białowąsej, rybitwy czarnej, perkoza dwuczubego, łabędzia niemego, głowienki, czernicy i gągoła.

Okazuje się zatem, że protesty ekologów nie wynikają z troski o środowisko, ale są antypolskie, niezgodne z polskim interesem.

A więc celem nowej ustawy nie jest przejrzystość, jak mówi Woś, ale kontrola niewygodnych NGO-sów i pokazanie ich społeczeństwu jako agentów obcych wpływów. Jeżeli takie zmiany wejdą w życie:

  • ograniczą możliwość pozyskiwania grantów z organizacji międzynarodowych,
  • obniżą zaufanie Polaków do NGO-sów,
  • ograniczą wolność organizacji pozarządowych (i tak już ograniczoną przez Narodowy Instytut Wolności), a tym samym straci społeczeństwo obywatelskie.

Rząd PiS już w pierwszej połowie pierwszej kadencji pokazał, że niezależne i aktywne organizacje pozarządowe to raczej przeszkoda w państwie PiS. W 2016 roku "Wiadomości" TVP przeprowadziły spektakularną nagonkę na NGO-sy, a w latach 2017-2018 powstał Narodowy Instytut Wolności, którego celem jest kontrolowanie organizacji pozarządowych.

Udostępnij:

Magdalena Chrzczonowicz

Wicenaczelna OKO.press, redaktorka, dziennikarka. W OKO.press od początku, pisze o prawach człowieka (ostatnio prawach uchodźców i uchodźczyń), prawach reprodukcyjnych, Kościele katolickim i polityce.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne