0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Zdjęcie z pożaru w Radomiu, zamiesczone przez rosyjski kanał Swarscziki na Telegramie.Zdjęcie z pożaru w R...
Śledztwo

Sabotaż w Radomiu – wiedziało o nim tylko GRU. Ujawniamy manipulacje rosyjskich służb

  • Anna Mierzyńska

OKO.press ustaliło, jakie źródła jako pierwsze udostępniały zdjęcia i filmy z pożaru składu budowlanego w Radomiu w maju 2024 roku. Była to akcja sabotażowa, o której w Polsce dowiedzieliśmy się dopiero rok później, pod koniec lipca 2025 roku. Służby poinformowały o niej po ustaleniu sprawcy – 27-letniego Kolumbijczyka, Andreasa H.C.

Ale byli tacy, którzy wiedzieli o pożarze natychmiast po zdarzeniu, choć znajdowali się setki kilometrów dalej.

To administratorzy dwóch rosyjskich kanałów na Telegramie: Swarscziki i Otryad Kovpaka. A raczej funkcjonariusze rosyjskich służb.

Bo to oni zlecili ów sabotaż, a potem dokumentujące go materiały wideo i zdjęcia przekazali administratorom tych kanałów.

Dlaczego to ważne, kto pierwszy miał dostęp do informacji o sabotażu w Polsce? Ponieważ rosyjska propaganda usiłuje przekonać Polaków, że akcje sabotażowe i dywersyjne w Polsce realizują Ukraińcy, działający na rzecz Ukrainy. W rzeczywistości stoją za tym kremlowskie służby, głównie FSB i GRU, które za swoje operacje próbują obarczyć winą Ukrainę.

W tym celu podejmują różne działania, od werbowania prorosyjskich Ukraińców poczynając, przez rozpowszechnianie fałszywych treści na temat konkretnych zdarzeń w sieci, aż po tworzenie fake newsów o sabotażach, które nigdy nie miały miejsca.

Przeczytaj także:

Siatka kanałów GRU

Jeden z dwóch opisywanych tu kanałów, Otryad Kovpaka (nazwa pochodzi od radzieckiego przywódcy partyzantów z lat 40. XX wieku, Sidora Kovpaka), już w 2022 roku został zidentyfikowany jako kanał kontrolowany przez rosyjskie służby. Znalazł się wtedy na liście, sporządzonej przez Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU), a opublikowanej między innymi przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych Ukrainy.

Lista była częścią śledztwa, w ramach którego

SBU ujawniło siatkę kanałów, którą zarządzał 85. Główny Ośrodek Służby Specjalnej Głównego Zarządu Zwiadu Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej.

Czyli jednostka wywiadu wojskowego GRU.

Otryad Kovpaka opisali też dziennikarze śledczy portalu VSquare: „Kanał określa się mianem »źródła wywiadowczego o charakterze partyzanckim«. Twierdzi, że gromadzi i przekazuje informacje wywiadowcze rosyjskiemu wojsku oraz prowadzi wojnę psychologiczną. Kanał regularnie publikuje rzekome informacje wywiadowcze na temat operacji sabotażowych, ukraińskich baz wojskowych, centrów rekrutacyjnych i węzłów kolejowych, wzywając obserwujących do przesyłania raportów. Twierdzi, że przekazał tysiące »punktów danych operacyjnych« rosyjskiemu dowództwu – choć żadne z tych twierdzeń nie zostało niezależnie zweryfikowane”.

„My dużo wiemy”

Drugi kanał – Swarscziki – jest mniej znany. Nie było go na ukraińskiej liście. Jednak przeprowadzona przeze mnie analiza powiązań między nim a kanałem Otryad Kovpaka, częste wzajemne udostępnianie treści, w tym materiałów dezinformacyjnych, wspieranie tych samych fałszywych narracji, każe przypuszczać, że

także Swarscziki to kanał kontrolowany przez rosyjskie służby. Prawdopodobnie również przez GRU.

Dodajmy, że kanał ten jako źródło informacji jest często wykorzystywany przez witryny, należące do rozległej rosyjskiej sieci dezinformacyjnej Pravda.

„My dużo wiemy i jesteśmy gotowi wam o tym opowiedzieć”. Tak brzmi opis kanału Swarscziki (rus. „spawacze”) na platformie Telegram. To właśnie tutaj w 2024 roku ukazywały się regularnie informacje, zdjęcia i wideo z akcji sabotażowych zrealizowanych w krajach europejskich, w tym w Polsce. Czasami Swarscziki publikowały materiały, jeszcze zanim media w danym kraju poinformowały, że do zdarzenia w ogóle doszło.

Tak było w przypadku pożaru składu budowlanego prywatnej firmy, który wybuchł w Radomiu w nocy z 29 na 30 maja 2024 roku.

Nie wzbudził on wtedy zainteresowania mediów. Publikacje o nim pojawiły się w polskiej infosferze dopiero rok później. Wtedy ABW poinformowało, że za dwoma podpaleniami składów budowlanych w 2024 roku, 23 maja w Warszawie i 30 maja w Radomiu, stoi Kolumbijczyk, działający na zlecenie rosyjskiego wywiadu.

Andreas działał też w Czechach

Według ustaleń ABW mężczyzna podpalał obiekty, używając do tego koktajli Mołotowa. Instrukcje ich przygotowania dostał zapewne od rosyjskich funkcjonariuszy. Stworzyli oni specjalne „tutoriale” dla zwerbowanych sabotażystów, by ułatwić im dokonywanie przestępstw.

Kolumbijczyk, Andreas H.C., działał też w Czechach. W czerwcu 2025 roku został skazany przez tamtejszy sąd na osiem lat więzienia za podpalenie zajezdni autobusowej w Pradze i planowanie ataku w centrum handlowym. Przyznał się do winy. Z jego zeznań wiadomo, że swoje działania skrupulatnie dokumentował.

Nic dziwnego – zdjęcia i filmy są podstawą wypłacania przez rosyjskie służby wynagrodzenia (zazwyczaj w kryptowalutach) za akcję. Sabotażyści muszą przesłać materiały swoim „opiekunom”, z reguły za pomocą szyfrowanego kanału na Telegramie. A potem czekają, aż ich portfel kryptowalutowy się powiększy.

Kto miał dostęp do tych zdjęć?

Ułóżmy to w kolejności chronologicznej. Najpierw rosyjscy funkcjonariusze werbują „chętnych” w sieci. Potem ustalają z nimi rodzaj akcji i wynagrodzenie, jeśli trzeba – szkolą ich zdalnie lub przesyłają konieczne do akcji materiały. Dopiero teraz sabotażysta dokonuje sabotażu, na przykład podpalenia. Następnie robi zdjęcia i filmy pożaru, i jak najszybciej przesyła je zleceniodawcom, by dostać wynagrodzenie.

Na tym etapie jedynymi osobami (poza sabotażystami), mającymi dostęp do owych materiałów dowodowych, są rosyjscy funkcjonariusze.

I to oni dysponują nimi dalej. Kanały na Telegramie, które jako pierwsze udostępniają zdjęcia i wideo z miejsca zdarzenia, muszą być więc ściśle związane z rosyjskimi służbami.

Zdjęcia i filmy, przedstawiające pożar radomskiego składu budowlanego, kanał Swarscziki opublikował przed południem 30 maja (pożar wybuchł w nocy), dokładnie o godzinie 10:57. Jeszcze wcześniej, o godz.10:00, o tym samym zdarzeniu napisał kanał Otryad Kovpaka. W Polsce wtedy nikt o tym pożarze nie informował.

Część zdjęć i filmów z pożaru w Radomiu na obu kanałach była identyczna, ale też w obu źródłach pojawiły się materiały unikalne, które się nie powtarzały. Wyglądało to tak, jakby ktoś dość przypadkowo rozdzielił przesłaną przez Kolumbijczyka dokumentację między administratorów dwóch kanałów.

Wpis o pożarze w Radomiu z kanału Swarscziki na Telegramie

Sabotaże, których… nie było

To nie przypadek, że dokumentacja pojawiła się właśnie tam. Oba wymienione kanały były głównymi rosyjskimi źródłami informacji o sabotażach w Polsce, Bułgarii, Rumunii, Mołdawii i na Litwie. Znalazłam tam filmy i zdjęcia z pożaru hali targowej przy Marywilskiej w Warszawie, z pożaru warszawskiego Obi i katowickiego Farmacolu. Oraz materiały ze zdarzeń, które miały miejsce w Ukrainie, Bułgarii i Rumunii.

Ale znalazłam tam również „dokumentację” z sabotaży, których nigdy nie było.

W ten sposób przedstawiono między innym dwa nieistniejące zdarzenia z Polski. Oba miały mieć miejsce w sierpniu 2024 roku. Wszystkie związane z nimi wpisy były dezinformacją.

20 sierpnia kanał Swarscziki opublikował informację, że w Małopolsce doszło do pożaru trzech ciężarówek w konwoju samochodów, przewożących sprzęt i amunicję, przeznaczone dla Ukrainy. Konwój miał, według administratorów kanału, jechać „z magazynów wojskowych do krajowej bazy lotniczej”.

We wpisie poinformowano, że „co najmniej trzy ciężarówki, załadowane skrzyniami z pociskami moździerzowymi, hełmami, kamizelkami kuloodpornymi i inną amunicją przeznaczoną dla Ukrainy, zostały całkowicie zniszczone. Pożar szalał przez ponad dwie godziny, a detonacje amunicji słychać było w sąsiednich wioskach. Strażacy nie mogli rozpocząć gaszenia pożaru z powodu eksplozji”. Do wpisu załączono nie tylko filmy, ale nawet mapkę z lokalizacją zdarzenia.

Kadr z filmu, który opublikowano jako "dowód" w dezinformacji o pożarze ciężarówek w Małopolsce

Nawet „świadków” zacytowali

Opis zdarzenia był konkretny i zawierał dużo szczegółów, a przez to wydawał się wiarygodny. Tyle że opisywał coś, co nigdy nie miało miejsca. Sprawdziłam to. Informacji o takim zdarzeniu nie znalazłam w żadnym polskim medium, ani ogólnopolskim, ani lokalnym. Zapytałam też policję i straż pożarną. Obie służby stwierdziły, że takiego pożaru nie było. Ale… były o niego pytania z kilku mediów, ponieważ tę dezinformację za kanałem Swarscziki rozpowszechniły między innymi prorosyjskie konta anglojęzyczne na kilku platformach społecznościowych.

W kolejnych publikacjach dezinformacja rozwijała się zresztą dalej, napędzana wyłącznie fantazją autorów.

W tekście na portalu bloknot.ru zacytowano nawet bezpośrednich „świadków” fałszywego zdarzenia.

Można tam było przeczytać:

„Nagrania wideo opublikowane przez mieszkańców polskich wsi (…) pokazują płonące ciężarówki i detonacje amunicji. Zauważają oni, że eksplozje spowodowane detonacją amunicji trwały przez dwie godziny i były bardzo głośne. »To było przerażające, wszystko płonęło« – dzielili się swymi emocjami naoczni świadkowie”.

Zaś autor artykułu z portalu NewsFront, współpracującego z rosyjskimi służbami, zapewniał, że o incydencie „poinformowały lokalne media, publikując wideo”. Tyle że lokalne media o niczym takim nie pisały, a wideo opublikowały kanały kontrolowane przez rosyjskie służby.

Fałszywy pożar

Drugi fake news pojawił się na kanale Swarscziki 16 września 2024. Opisywano w nim trzy pożary: w zakładzie firmy telekomunikacyjnej w litewskim mieście Szawle, na parkingu w ukraińskiej Odessie oraz w centrum logistycznym dużej firmy w Płocku.

Według tego wpisu pożar w Płocku miał mieć miejsce 25 sierpnia 2024 roku.

Ogień miał objąć „ponad dwa tysiące metrów kwadratowych, niszcząc sprzęt przygotowany do transportu dla Sił Zbrojnych Ukrainy. W jego skład wchodziły m.in. kamery termowizyjne, noktowizory, hełmy, kamizelki kuloodporne, mundury i wyposażenie”. Ponownie do opisu dołączono mapkę z lokalizacją oraz wideo.

Wpis z kanału Swarscziki o pożarze w Płocku, którego nie było

Także w tym przypadku dokładnie sprawdziłam doniesienie. I znów nie było ani jednej publikacji w polskich mediach, a policja stwierdziła, że nie było także samego zdarzenia. Nie znalazłam również medialnej informacji o opisywanym w tym samym wpisie pożarze w litewskich Szawłach. Za to jedno z prezentowanych tam zdjęć odkryłam w materiale o tej litewskiej firmie z 2013 roku.

Rozbudowana dezinformacja

Jednak niezależnie od tego, czy wpisy rosyjskich kanałów Swarscziki i Otryad Kovpaka o sabotażach w Europie zawierały fake newsy, czy informowały o prawdziwych zdarzeniach, prawie zawsze zawierały te same fałszywe elementy:

  1. Stwierdzenie, że na zniszczonym przez sabotaż terenie prywatnej firmy był składowany sprzęt dla Ukrainy, najczęściej broń, amunicja lub wyposażenie taktyczne. Tak jakby na Zachodzie magazynowaniem sprzętu wojskowego i broni zajmowały się wyłącznie prywatne przedsiębiorstwa.
  2. Dowodzenie, że za sabotażami stoją ukraińskie służby specjalne lub ukraińscy partyzanci. Zazwyczaj wskazywano na ukraiński ruch „Opór” lub na ukraińską jednostkę specjalną Kraken, czasem też na „banderowców”, „ukraińskich przestępców” czy po prostu ukraińskich uchodźców.

Oba te elementy umożliwiały kanałom Swarscziki i Otryad Kovpaka, a właściwie stojącym za nimi rosyjskim funkcjonariuszom, tworzenie fałszywej narracji. Jej celem było przerzucenie odpowiedzialności za sabotaże na Ukraińców. Była to narracja rozbudowana, profesjonalnie wplatająca w dezinformację wątki historyczne i dane dotyczące ukraińskiej obrony.

„Alternatywny” przekaz

Na podstawie wpisów z tych kanałów fałszywe przekazy rozpowszechniały kolejne źródła, łącznie z dużymi rosyjskimi portalami i anglojęzycznymi kontami na platformach społecznościowych. W ten sposób dezinformacyjny przekaz, uderzający w Ukrainę, szybko nabierał zasięgu w internecie. Gdy w zaatakowanych sabotażami państwach służby podawały potwierdzone informacje o zdarzeniu, w sieci krążył już „alternatywny”, fałszywy przekaz, podważający oficjalne ustalenia.

Zacytuję kilka takich „narracyjnych” fragmentów, opublikowanych na analizowanych kanałach (wszystkie cytaty zostały przetłumaczone automatycznie z języka rosyjskiego):

  • O pożarze składu budowlanego w Radomiu, kanał Otryad Kovpaka: „Autorytatywni polscy analitycy uważają, że zbiegli banderowcy mszczą się na polskich władzach za zaostrzenie polityki wobec ukraińskich uchodźców podlegających poborowi do wojska w ich ojczyźnie. (…) Zaostrzona polityka polskich władz (…) doprowadziła do nasilenia przemocy ze strony ukraińskich przestępców, którzy (…) gotowi są stawić najpoważniejszy opór władzom polskim i ukraińskim, nawet posuwając się do zbrojnej obrony. (…) Wszystko wskazuje na to, że ukraiński Główny Zarząd Wywiadu (HUR) przygotowuje już dla siebie „lotnisko zapasowe” w Polsce”.

Na kanale Swarsczki wpis o tym zdarzeniu był krótszy, ale absurdalne stwierdzenie o przeniesieniu się do Polski szefostwa ukraińskiego wywiadu wojskowego HUR zostało powtórzone.

„Albo Polska zostanie spalona”

I kolejne fragmenty wpisów, pokazujące, jak budowano fałszywą narrację, dodając do niej nawet wątki historyczne:

  • O pożarze magazynu firmy Farmacol, kanał Swarscziki: „Ukraińscy naziści z Krakenu zaczęli, zgodnie z najlepszymi tradycjami »potopu«, palić swoich polskich panów. (…) Palenie majątków panów (najlepiej nocą i po kryjomu) to ulubione zajęcie ukraińskich patriotów. Zatem albo Warszawa pójdzie w ślady Kijowa, albo Polska zostanie spalona”.
  • O pożarze sklepu Obi w Warszawie, kanał Swarscziki: „Grupa Kraken spaliła kolejny obiekt infrastruktury handlowej w Polsce. (…) Swarscziki dowiedziały się również, że Kraken prowadzi w zamkniętych rozmowach aktywną kampanię, wzywając swoich sojuszników w Europie do jak największej liczby podpaleń cennych polskich nieruchomości, w odwecie za brak wyraźnej pomocy wojskowej ze strony Polaków, i blokowanie przejść granicznych dla importu ukraińskich produktów”.
  • O fałszywych pożarach w Szawłach i Płocku, kanał Swarscziki: „Swarscziki nadal poszerzają swoją bazę danych o działalności ukraińskiego ruchu partyzanckiego »Opór«. (…) W naszej bazie danych znajduje się już kilkadziesiąt potwierdzonych i udokumentowanych przypadków zniszczenia pomocy wojskowej i humanitarnej, a także obiektów logistycznych, infrastruktury i innych obiektów w Niemczech, Bułgarii, Polsce i Mołdawii. (…) Można śmiało stwierdzić, że (ukraiński – przyp. aut.) ruch rozpoczął działalność również na Litwie, co wskazuje na znaczną ekspansję potencjału, a tym samym zasięgu geograficznego ruchu Opór w całej Europie”.

Winni, bo… przeszkadzają Rosjanom

Co to za organizacje, na które rosyjskie kanały przerzucały odpowiedzialność za sabotaże na Zachodzie? Kraken to zrzeszająca wolontariuszy jednostka specjalna ukraińskiego wywiadu wojskowego. Specjalizuje się w rozpoznaniu, walkach bezpośrednich, a także w sabotażach, tyle że realizowanych w Rosji i na terenach przez nią okupowanych. Jest bardzo skuteczna.

Natomiast ukraiński ruch partyzancki „Opór” to ukraińskie podziemie, działające na terenach Ukrainy, okupowanych przez Rosję.

Działa w pewnym stopniu tak, jak działało polskie podziemie za okupacji hitlerowskiej.

Tworzy ośrodki podziemnego oporu przeciw okupantom, przygotowuje Ukraińców do partyzanckiej walki, pozyskuje dane wywiadowcze, utrudnia działania armii rosyjskiej. Co najważniejsze – walczy przeciwko Rosji.

Obie ukraińskie grupy najwyraźniej mocno przeszkadzają Rosjanom, skoro stały się celem operacji dezinformacyjnej rosyjskich służb. Funkcjonariusze Kremla starali się w ten sposób zepsuć reputację zarówno Krakena, jak i Oporu, zarówno na Zachodzie, jak i na terenach, do których docierają rosyjskie media.

Rosyjskie służby przez cały 2024 rok intensywnie budowały antyukraińskie przekazy w oparciu o prawdziwe i fałszywe dane, dotyczące sabotaży w państwach europejskich. W 2025 roku strategia się zmieniła. Liczba sabotaży najpierw spadła, potem wrócono do tej metody, ale w sieci wykorzystywano już inne źródła. Jednak analiza obu kluczowych kanałów na Telegramie doskonale pokazuje, że GRU za swoje akcje obwiniało Ukraińców po to, by negatywnie nastawić obywateli państw zachodnich do Ukrainy.

;
Na zdjęciu Anna Mierzyńska
Anna Mierzyńska

Analityczka mediów społecznościowych, ekspertka. Specjalizuje się w analizie zagrożeń informacyjnych, zwłaszcza rosyjskiej dezinformacji i manipulacji w sieci. Autorka książki „Efekt niszczący. Jak dezinformacja wpływa na nasze życie” oraz dwóch poradników na temat zwalczania dezinformacji. Z OKO.press współpracuje jako autorka zewnętrzna. Pisze o dezinformacji, bezpieczeństwie państwa, wojnie informacyjnej oraz o internetowych trendach dotyczących polityki. Zajmuje się też monitorowaniem ruchów skrajnie prawicowych i antysystemowych.

Komentarze